Pokazywanie postów oznaczonych etykietą desery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą desery. Pokaż wszystkie posty

12 lutego 2015

Pączki na tłusty czwartek

Przez ostatnich kilka tłustych czwartków wypróbowywałam różne przepisy na pączki i ten z Domowych Wypieków (z drobną modyfikacją) podpasował mi najbardziej.

Składniki:
  • 1 kg mąki pszennej
  • 0,5 l mleka
  • 100 g świeżych drożdży
  • 200 g masła
  • 200 g cukru
  • 8 żółtek
  • 2 całe jajka
  • 2 łyżki rumu (w przepisie źródłowym był spirytus, którego nie posiadam; moim zdaniem rum nadaje się nawet lepiej, bo daje dodatkowy aromat)
  • coś na nadzienie (tym razem dżem wiśniowy)
  • olej do smażenia
Roztopić masło i odstawić do ostygnięcia. Mleko podgrzać, aby było ciepłe a nie gorące. Wkruszyć do niego drożdże i dodać po kilka łyżek cukru i mąki (odsypać z przygotowanej porcji na całość). Wymieszać i odstawić na kilkanaście minut. Jajka, żółtka i pozostałą część cukru ubić na parze. Gdy zaczyn jest gotowy wlać go do pozostałej mąki, dodać masę z jajek i wymieszać. Pod koniec mieszania dodać roztopione masło i na końcu alkohol. Wyrobić na gładką masę i odstawić pod ściereczką do podwojenia objętości (40-60 minut).
Potem rozwałkowywać ciasto (do grubości 1cm) i wykrawać szklanką kółka. Na jedno kółko nakładać nadzienie, na to drugie kółko, sklejać jak pierogi i formować kule. Odłożyć i przykryć, aby jeszcze podrosły (z pół godziny). Smażyć z obu stron w głębokim oleju. Ja smażę we frytkownicy. Metodą prób i błędów ustaliłam, że temperatura oleju powinna być 175 stopni (jak więcej to się zbytnio przypiekają, jak mniej to przyklejają do sitka) i czas smażenia po 5 minut z każdej strony.

I jeszcze o lukrze. Ja robię bardzo prosty lukier z cukru pudru, soku z cytryny i odrobiny gorącej wody. Może nie wygląda jak z cukierni, ale jest fajnie kwaskowy i nieco neutralizuje tłustość pączków.

A oto i pączki w towarzystwie mojego ulubionego kubka do kawy: (Nie, to nie jest porcja do zjedzenia na raz)



Dzisiejszy tłustoczwartkowy post powstał w ramach wspólnego gotowania. Razem ze mną pichciły Mirabelka, Zuzia i Pela.

5 listopada 2013

Ciastka cytrynowe dla Sansy Stark

„Później podano nerkówkę, pasztet z gołębia i pieczone jabłka pachnące cynamonem, a także cytrynowe ciasteczka posypane cukrem, lecz Sansa czuła się już tak najedzona, że zdołała tylko zjeść dwa ciasteczka, chociaż bardzo je lubiła.” G.R.R. Martin „Gra o tron”

Dzisiaj w ramach wspólnego gotowania przygotowywaliśmy takie ciasteczka według tego przepisu.

Składniki:
  • pół szklanki cukru, dodatkowo trochę do posypania
  • 2 jajka
  • 4 łyżki maki
  • szczypta soli
  • 2/3 szklanki maślanki
  • 2 i pół łyżki soku z cytryny
  • skórka z połowy cytryny 
Rozdzielić żółtka od białek. Foremki (zasadniczo powinno być 6 kokilek, ale ja wzięłam więcej mniejszych) wysmarować masłem i oprószyć cukrem. Ja stwierdziłam, że nie będę oprószać tylko na koniec posypię cukrem pudrem. Ubić białka. W misce wymieszać cukier, mąkę i sól. W drugiej wymieszać ubijając maślankę, sok, skórkę i żółtka. Stopniowo dodawać wymieszane sypkie składniki a na koniec białka. Przelać do foremek, które następnie włożyć do dużej formy wypełnionej gorącą wodą i to wszystko do piekarnika rozgrzanego do 150 stopni. Przykryć folią aluminiową. Piec ok. 25 minut aż wyrosną po czym zdjąć folię i piec kolejne 14 minut. Ciasto powinno być złociste i sprężyste. Ja przed podaniem posypałam cukrem pudrem.





W tym gotowaniu uczestniczyły ze mną:

29 lipca 2013

Kawa z lodami

Dzisiaj też przyszła pora na coś chłodzącego. No cóż, trzydzieści parę stopni w cieniu do czegoś zobowiązuje. Tym razem jednak nie będzie orzeźwiająco, ale chłodząco-sycąco. Kawa z lodami, czyli kaloryczny deser na upalny dzień. Bo nawet w upał jakąś porcję energii trzeba sobie dostarczyć. Przynajmniej tak się będę tłumaczyć.
No po prostu zachciało mi się takiej kawy po przeglądaniu przepisów z wczorajszego wspólnego gotowania. Zatem dzisiaj występuję indywidualnie, ale też w ramach akcji „Dla ochłody”.

Składniki:
  • 1 porcja lodów waniliowych (u mnie moje własne z prawdziwą wanilią, na szklankę gotowej kawy przypadły ok. 2 gałki)
  • 1 porcja świeżo zaparzonej mocnej kawy 
  • 1 porcja zimnego mleka (no trochę mniej, bo w trakcie zwiększa objętość)

Aby zrobić taką kawę perfekcyjnie należy być opanowaną ośmiornicą z dobrą koordynacją ruchową. A przynajmniej trójnicą, bo wypadałoby zrobić trzy rzeczy na raz. Ale można też to zrobić zupełnie na luzie i nie przejmować się, że lody się właśnie topią, piana opada, a kawa jeszcze nie zaparzona. W takim przypadku należy:
Najpierw zaparzyć kawę, bo ona może poczekać. Może, ale nie musi, gorąca też się nadaje. Następnie nałożyć do szklanki(-ek) lody. Jak się trochę roztopią, to trudno. I tak będą w środku i nie będzie widać. Następnie wyjąć z lodówki mleko i je spienić (spieniaczem, ubijaczką, shakerem – co kto ma). I teraz jest moment, kiedy należy działać szybko. Na lody wlać kawę, na to mleko i podawać.
No czasem ma się fanaberię, żeby w tym momencie zrobić zdjęcie. Wtedy mleko złośliwie opada i wygląda o tak:



Dla ochłodyKawa...i co dalej?

27 lipca 2013

Dla ochłody: sorbet cytrynowy

Od niedawna jestem szczęśliwą posiadaczką maszyny do robienia lodów. Jak również szczęśliwą posiadaczką szczęśliwej rodziny, bo rodzina uwielbia lody. Każdy z nas ma swoje upodobania. Ja najbardziej lubię „konkretne” smaki: czekoladowy, kokosowy, truflowy, itp.. Tłuste i słodkie. Najmłodszy z nas je na razie tylko wafelki i dodatki (np. owoce), bo na lody jest jeszcze za mały. Trochę starszy najbardziej lubi lody „bezsmakowe” : waniliowe lub śmietankowe. A najstarszy najchętniej je „kwasy wykrzywiające gębę”. Sorbety z cytrusów, czarnej porzeczki itd. Dzisiaj powstały lody właśnie na jego gust. W ramach wspólnego gotowania przygotowywaliśmy bowiem coś do akcji Baru Sałatkowego „Dla ochłody”. A czy coś może być lepsze na okropny upał niż sorbet cytrynowy?

Składniki: (ilość „na raz” dla dwóch do czterech osób)
  • 1 cytryna
  • 250 ml wody
  • 100 g cukru
Wodę wymieszać z cukrem w garnku i delikatnie podgrzewając mieszać, aż cukier się całkiem rozpuści. Zostawić do ostygnięcia. Z cytryny wycisnąć sok. Gdy syrop jest już chłodny, dodać sok z cytryny i wymieszać. Nalać do zamrożonej misy maszyny do lodów i nastawić maszynę, aby mieszała, aż zgęstnieje. Mnie to zajęło dla tej ilości ok. 20 minut.


Sorbet cytrynowy ma jedną wadę. Jest paskudnie niefotogeniczny. Tak prezentuje się przybrany czerwoną porzeczką. (dodatkowa kwaśność!) I jest to najlepsze co udało mi się uzyskać.


Być może niedługo pojawi się tu więcej przepisów na lody, bo maszyna sprawuje się świetnie. Będę też musiała powtórnie zrobić lody agrestowe, skoro już nie muszę się męczyć z wkładaniem do zamrażalnika, wyjmowaniem, mieszaniem i znowu wkładaniem. A pamiętam, że tamte lody mi bardzo smakowały.

Razem ze mną chłodzili się:



10 czerwca 2013

Deser warstwowy jabłkowo-rabarbarowy

Składniki: (na 4 porcje)

  • 2 laski rabarbaru (ok. 150 g)
  • 3 łyżki cukru
  • 8 łyżek musu jabłkowego
  • kubek jogurtu greckiego
  • cynamon

Rabarbar pokroić, włożyć do rondelka, podlać odrobinką wody, posłodzić i wstawić na mały ogień. Kiedy puści sok i zmięknie, zdjąć z ognia, trochę ostudzić i zblendować na masę (nie musi być idealnie gładka). Do szklaneczek lub innych przezroczystych naczyń nakładać warstwami: jogurt, mus jabłkowy, jogurt, masa rabarbarowa i jogurt. Po wierzchu posypać szczyptą cynamonu.


Dzisiejszy deser powstał również w ramach wspólnego gotowania. Inne rabarbarowe desery to:

4 grudnia 2011

Ulubione muffiny małego Jima

Nadszedł koniec akcji 100 lat z Lucy Maud (w kuchni).
Tak jak rozpoczęliśmy akcję dużą grupą robiąc pudding ryżowy, tak kończymy ją też wspólnie muffinkami.

Cytat, który jest inspiracją tego ostatniego przepisy, był też tak naprawdę inspiracją dla całej akcji. Kiedy jakiś czas temu dostałam w prezencie “Anne of Ingleside” („Ania ze Złotego Brzegu”) w oryginale i zaczęłam ją czytać, to doszłam do kwestii, którą wypowiada Zuzanna:
And don't you think we might have a chicken dinner tomorrow, Mrs. Dr. dear? Just by way of a little celebration, so to speak. And Little Jem shall have his favourite muffins for breakfast.
I wtedy zaczęłam się zastanawiać. Muffiny? Nie pamiętam, żeby w polskim tłumaczeniu, które czytałam wiele razy, było coś o muffinach. A akurat w tym czasie odkrywałam muffinki i bardzo mnie to zainteresowało. Pogrzebałam, pogrzebałam i znalazłam
Czy nie sądzi pani, że mogłybyśmy zrobić jutro kurczaka na obiad? Aby trochę to uczcić, że tak powiem. A mały Jim dostanie na śniadanie swoje ulubione bułeczki.
Ja na miejscu tłumaczki wybrałabym raczej określenie babeczki, bo rozumiem, że w czasach, gdy powstawało to tłumaczenie, określenie muffiny nic by nikomu nie mówiło.
Od tego momentu zaczęłam przeglądać różne książki L.M. Montgomery w poszukiwaniu ciekawych kulinariów. I stąd się wzięła ta akcja.

A oto pomysł na muffinki, które mogłyby być ulubionymi dla małego chłopca. Mój mały chłopiec był zachwycony, więc chyba mi się udało. A pomysł, aby były to muffinki z orzechami i czekoladą wyszedł od mojego dużego chłopca. A że jestem świadomym rodzicem, to przy okazji przemyciłam trochę zdrowia w postaci mąki razowej i tego, że jest w tym stosunkowo niewiele cukru.
Założyłam, że mały Jim nie był alergikiem, bo w książkach nic o tym nie ma ;-) i mógł jeść zarówno orzechy jak i czekoladę.

Składniki
  • 300 g białej mąki pszennej
  • 170 g razowej mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 200 g cukru
  • 150 g łuskanych orzechów laskowych
  • 100 g czekolady (w zależności od upodobań dziecka gorzkiej lub mlecznej)
  • 300 ml mleka
  • 2 jajka
  • 100 g oleju
Wymieszać przesiane mąki, proszek do pieczenia, sól i cukier. Orzechy pokroić na połówki, lub drobniej. Czekoladę posiekać. Połączyć wymieszane suche składniki, orzechy i czekoladę. Wymieszać.
W drugiej misce wymieszać lekko roztrzepane jajko, mleko i olej. Wlać mokre do suchych i wymieszać. Nałożyć do tuzina natłuszczonych foremek i piec 20 minut w temperaturze 210 stopni. Po wyjęciu z pieca trzymać jeszcze ok. 5 minut w formach po czym wyjąć i studzić na kratce.


W tym uroczystym zakończeniu akcji uczestniczą

30 listopada 2011

Ciasto cytrynowe, które zniszczyłoby reputację panny Kornelii

Dzisiaj jest 137 rocznica urodzin Lucy Maud Montgomery. Na taką okazję dobrze było, w ramach akcji 100 lat z Lucy Maud, przygotować jakieś ciasto...

Dzisiejsze ciasto było inspirowane poniższym fragmentem.
Otóż to, stół panny Kornelii jęczał, a co najmniej trzeszczał. Nie uwierzyłaby pani, że można tyle rzeczy napiec dla dwojga ludzi. Były tam wszystkie gatunki ciast i pasztetów. Nie było tylko ciasta cytrynowego. Powiedziała, że przed dziesięciu laty otrzymała nagrodę za tort cytrynowy, że mogłaby stracić raz nabytą w tym kierunku opinię.
L.M. Montgomery „Wymarzony dom Ani”

No cóż, spróbowałam zrobić ciasto cytrynowe, ale mój wytwór na pewno nie dostałby nagrody na wystawie. Po pierwsze nie wygląda perfekcyjnie. Po drugie co prawda jest smaczny, ale tutaj też można by jeszcze popracować, żeby dojść do ideału. Na pewno panna Kornelia by się nim nie chwaliła.

Przepis pochodzi z książki “Dessert and Salads” Gesine Lemcke, ale jest nieco zmodyfikowany. Za pierwszym razem zrobiłam dokładnie według przepisu i wyszło upiornie słodkie. Ponieważ przy puddingu ryżowym miałam ten sam problem, to podejrzewam, że książka jest pisana na bardzo amerykański gust i wszędzie trzeba ilość cukru dzielić przez dwa. Tak też zrobiłam za drugim razem.

Składniki:
  • 3 żółtka
  • sok i starta skórka z jednej cytryny
  • pół łyżki masła
  • szklanka mąki
  • ćwierć łyżeczki soli
  • ćwierć szklanki lodowatej wody
  • pół szklanki smalcu
  • 1 jajko
  • pół szklanki cukru
  • 1 białko
  • 2 łyżki bułki tartej
Żółtka dokładnie utrzeć. Dodać skórkę i sok i wymieszać. W małym rondelku roztopić masło, dodać cytrynowe żółtka i podgrzewać mieszając aż do kremowej konsystencji. Zdjąć z ognia.
Przesiać mąkę i sól do dużej miski, dodać smalec i drobno posiekać nożem. Dodać wodę i nadal nożem wymieszać na gładką, dość rzadką masę. Wyłożyć na posypaną mąką stolnicę i wyrabiać nożem kilka minut. Podzielić ciasto na dwie nierówne części. Mniejszą część odłożyć, a większą cienko rozwałkować.
Ostudzone żółtka wymieszać z jajkiem i cukrem.
Płytką formę na placek przykryć rozwałkowaną warstwą ciasta. Z białka ubić pianę i posmarować nią spód, po czym posypać bułką tartą. Na to wyłożyć cytrynowe nadzienie. Rozwałkować drugą część ciasta i przykryć nią całość. Piec w temperaturze 170-180 stopni C, aż będzie lekko brązowawe.


Akcja 100 lat z Lucy Maud trwa jeszcze kilka dni (do niedzieli włącznie). Nieustannie zapraszam do współuczestnictwa w niej. Przypominam, że nie trzeba szukać oryginalnych przepisów - wszystko jest naszą interpretacją. A nawet jeśli wybrany cytat już był przez kogoś wykorzystany, to też nie ma problemu - nie jest powiedziane, że cytaty nie mogą się dublować. Zwłaszcza, że jest kilka miejsc w tych książkach, które mocno zapadają w pamięć i aż proszą się o wykorzystanie. I część z nich już została „użyta” w tej akcji - przeze mnie, lub przez inne blogerki. Nic nie szkodzi. 

27 listopada 2011

Ciasteczka z malinami boleśnie zaostrzające apetyt

Dziewczęta ze szkoły w Avonlea miały zwyczaj składać razem przyniesione śniadania, a gdyby która z nich odważyła się sama lub nawet wspólnie z najlepszą przyjaciółką zjeść trzy ciastka z malinami, napiętnowano by ją jako wstrętnego sobka. A przecież trzy ciasteczka, podzielone pomiędzy dziesięć dziewczynek, mogły jedynie boleśnie zaostrzyć apetyt.
L.M. Montgomery „Ania z Zielonego Wzgórza”

Tym razem można powiedzieć, że poszłam na łatwiznę, bo wykorzystałam gotowy przepis z „Książki kucharskiej Ani z Zielonego Wzgórza” autorstwa wnuczki L.M. Mongomery – Kate Macdonald.

Składniki na ciasto:

  • szklanka mąki
  • łyżka cukru
  • ćwierć łyżeczki soli
  • 6 łyżek masła 
  • 1 żółtko
  • łyżka wody
  • łyżka soku z cytryny
Składniki na nadzienie:
  • 300 g malin (mogą być mrożone)
  • 3 łyżki mąki kukurydzianej
  • ćwierć  szklanki wody
  • 3/4 szklanki cukru
Jeśli mamy mrożone maliny (a o tej porze roku tylko takie nam zostają), należy je najpierw rozmrozić.
Przesiać mąkę do dużej miski. Dodać cukier i sól i wymieszać. Wszystkie mieszania przy robieniu ciasta mają być robione za pomocą widelca. Dodać masło i posiekać nożem. W książce proponują odmierzanie „metodą wodną”, tzn. odlanie z odmierzonej ilości wody 6 łyżek i uzupełnienie tego masłem tak, aby wody i masła było tyle co samej wody na początku. Ja te metodę zastosowałam za pierwszym razem, ale teraz już mi się nie chce i normalnie odmierzam masło łyżką. Wymieszać osobno żółtko, łyżkę wody i sok cytrynowy. Następnie wlać to do ciasta. Mieszać tak długo, aż ciasto będzie się formować w kulę. Odrywać małe kawałki ciasta i wylepiać nimi natłuszczone foremki. Ja używam formy do muffinek i wylepiam tylko dno i troszeczkę nad nim. Przygotowane spody ciasteczek włożyć do lodówki.
Gdy ciasto się chłodzi dokładnie wymieszać w garnku mąkę kukurydzianą z wodą (tym razem nie widelcem tylko drewnianą łyżką) dodać cukier i maliny. Wymieszać. Gotować ok. 10-15 minut – w tym czasie masa powinna zgęstnieć. Ostudzić.
Do foremek nakładać nadzienie tak, aby dochodziło do 2/3 wysokości ciasta.
Piec 10 minut w 220 stopniach a następnie 15 minut w 180 stopniach C. Wyjąć z piekarnika i odstawić na 15 minut w foremkach po czym już definitywnie wyjąć ciasteczka.



Jak to dobrze, że współcześnie mamy mrożonki. Ania mogła jeść takie ciasteczka tylko w sezonie na maliny.

Przepis oczywiście uczestniczy w akcji

19 listopada 2011

Pudding ryżowy pani Snowbeam

Jane specjalizowała się w zbieraniu przepisów i uważała dzień za stracony, jeśli nie udało jej się zdobyć jakiegoś i zapisać go na czystych stronnicach "Kuchni dla początkujących". Nawet pani Snowbeam dała jej jeden - na pudding z ryżu.
- Jedyny jaki jadamy - wyjaśnił Mały John - Ten jest tani.
L.M. Montgomery „Jane z Lantern Hill”


Na inaugutację akcji 100 lat z Lucy Maud razem z innymi blogerami wspólnie przygotowywaliśmy pudding ryżowy. Każdy robił według wybranego przez siebie przepisu. Ja chciałam, żeby to co przygotuję jak najbardziej odpowiadało temu, co mogła jeść książkowa rodzina Snowbeamów. Długo szukałam odpowiedniego przepisu, aż w książce “Dessert and Salads” Gesine Lemcke natknęłam się na potrawę o nazwie “Poor Man's Rice Pudding” (czyli pudding ryżowy biedaka). I to było to czego szukałam. Nic wysublimowanego – prosty, tani przepis.


Składniki:
  • 3 łyżki (45 ml) ryżu (użyłam specjalnego ryżu do puddingu, ale chyba to nie jest konieczne)
  • 950 ml mleka (dałam mniej, bo nie zmieściło mi się wszystko w naczyniu)
  • pół łyżeczki soli
  • 3 łyżki cukru
  • łyżeczka esencji cytrynowej
Ryż zalać w rondlu zimną wodą i zagotować i gotować 5 minut. Odcedzić i przelać zimną wodą. Do naczynia do puddingu (wzięłam zwykłe żaroodporne) nałożyć ryż, sól, cukier, esencję i zalać mlekiem. Piec w tzw. wolnym piecu, czyli w jakiś 150 stopniach C. Piec dopóki ryż nie będzie miękki. Tak kazali w przepisie, ale nie wiem jak to się sprawdza w trakcie pieczenia. W każdym razie trwa to ok. 2 godzin.



Moje wrażenia:
  • widać, że jest to oszczędnościowy przepis, jest mało ryżu na tę ilość mleka; ja dałam trochę mniej mleka i wchłonęło się moim zdaniem na styk
  • na mój smak jest trochę za dużo cukru, następnym razem dam mniej, widać jest to przepis na amerykański smak
  • mąż spróbował i stwierdził „O! Jakie wielkie Belriso!” (coś w tym jest), ale potem stwierdził, że nawet dobre
Tak naprawdę to był nie dość, że pierwszy pudding, jaki w życiu robiłam, to jeszcze pierwszy jaki jadłam (nie liczę takich z kubeczków jak jogurty). Mnie się podoba. Będą zatem następne.

Zawsze czytając książki Lucy Maud Montgomery miałam ochotę spróbować tych wszystkich anglosaskich potraw, jak chociażby ten pudding i teraz mam okazję wszystkiego popróbować.
Ale nie chciałabym próbować sama, więc jeszcze raz zapraszam wszystkich do uczestniczenia w tej zabawie. Będzie ona trwała jeszcze dwa tygodnie. Wszystkie szczegóły są w zaproszeniu, do którego linkiem jest poniższy banerek.

Tym razem nie byłam sama. Oprócz mnie ryżowy pudding przygotowali:

Dziękuję Wam bardzo za współudział!

17 listopada 2011

Racuszki z jabłkami i kaszą manną

Na zakończenie akcji Gotujemy po polsku, której patronuje serwis zPierwszegoTloczenia.pl dla odmiany przygotowałam coś na słodko.

Przepis na jabłkowo-mannowe racuszki pochodzi z grubsza z książki Kuchnia jarska D. Szepietowskiego. Z grubsza ponieważ dokładnie nie dałoby się, bo w tym przypadku co innego jest tam w składnikach, a co innego w treści przepisu. Musiałam więc na logikę wymyślić, co tak naprawdę autor miał na myśli. Już tę książkę krytykowałam przy okazji zapiekanki łowickiej, więc jak widać ma ona wiele wad, ale przy okazji jest bogatym źródłem bezmięsnych przepisów kuchni polskiej. Więc coś za coś.

A oto końcowy przepis:

Składniki

  • 300 g kaszy manny
  • 2 szklanki mleka
  • 300 g ubranych i utartych jabłek
  • 2 łyżki cukru
  • pół szklanki mąki
  • 3 jajka
Kaszę mannę ugotować z mlekiem i ostudzić. Dodać jabłka i cukier i dokładnie wymieszać. 
Mnie się przy gotowaniu kaszy porobiły gigantyczne grudy i nijak nie byłam w stanie tego rozmieszać. W końcu wpadłam na pomysł rozdrobnienia grud blenderem. Udało się, blender dał radę.
Następnie dodać jajka oraz mąkę i ponownie wymieszać. Wykładać łyżką na gorący głęboki tłuszcz. Smażyć na złoto-brązowo. Wyjmować na papierowe ręczniki, żeby tłuszcz się odsączył. Przed podaniem posypać cukrem pudrem. Można też podać ze śmietaną i cukrem waniliowym.



I tym deserem kończę mój udział w tegorocznym gotowaniu po polsku. Ale to nie znaczy, że do przyszłorocznej akcji będę gotować tylko tajszczyznę, hinduszczyznę i spaghetti. Kuchnia polska stale w pewnym stopniu jest obecna w moim kucharzeniu.

Gotujemy po polsku!

25 sierpnia 2011

Słodki miks, czyli wspólne gotowanie


Z okazji włączenia do prądu nowego miksera odbywa się właśnie wspólne pichcenie w wirtualnej kuchni. Stary mikser działał dobrze, ale nowy wygląda świetnie i na razie działa bez zarzutu. Bardzo mi się to podoba, bo już całkiem się przestawiłam na ten agregator. Warto więc uczcić jego rozwój.

Oprócz mnie słodko miksują też:
Temat przewodni, jak w tytule - ma być słodko. I jest słodko! Ja do zabawy wybrałam prosty deser z "Książki kucharskiej Kubusia Puchatka", ale taki, którego jeszcze nie próbowałam - Jeżyki Sowy Przemądrzałej 

Składniki:
  • 50 g masła (w przepisie była margaryna, ale od pewnego czasu nie uznaję czegoś takiego)
  • 50 g cukru pudru
  • 2 łyżki miodu
  • 2 łyżki kakao
  • 75 g płatków kukurydzianych
  • 16 papierków "babeczkowych"
Z rondelku roztopić masło, dodać miód, cukier i kakao. Mieszać do momentu, aż uzyskamy jednolitą masę, po czym zdjąć z ognia, dodać płatki i dokładnie wymieszać. Wyłożyć masę do papierków i zostawić do ostygnięcia.


"Dziura" na zdjęciu w prawym górnym rogu wynika z tego, że nie mogłam się powstrzymać i spróbowałam przed zrobieniem zdjęcia. Stąd tylko 15 jeżyków.

I jeszcze raz: 
"Niech Mikser miksuje nam!"
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i blogi

23 czerwca 2011

Sernik na zimno dla taty

Mój tata jest wielkim fanem serników, dlatego z okazji jego dnia postanowiłam przyrządzić coś sernikowatego. Na prawdziwy pieczony sernik zabrakło mi czasu i sił - wczorajszy dzień spędziłam w biegu i podróży międzymiastowej. Dlatego tym razem stanęło na szybkościowym serniku z galaretek i serków homogenizowanych.

Na sernik złożyły się:
  • herbatniki jako spód
  • pianka sernikowa o smaku agrestowym (podwójna porcja) robiona w poniższy sposób:
    torebkę galaretki z proszku rozpuszczamy w gorącej wodzie, w połowie ilości wody względem tego co radzą w przepisie na opakowaniu, następnie mieszamy z 200-300 g waniliowego serka homogenizowanego
  • brzoskwinia pokrojona w plasterki
  • galaretka o smaku pomarańczowym
Sernik zrobiłam w małej tortownicy.


Tata, wielki łasuch, oczywiście się ucieszył :-)

A ja dodaję ten przepis do akcji Przysmaki dla taty.


Podobne przepisy:

13 czerwca 2011

Koktajl truskawkowy dla Maleństwa

Nazwa mogłaby sugerować, że przepis pochodzi z "Książki kucharskiej Kubusia Puchatka". Ale tak nie jest. Chociaż tam też można znaleźć przepis na koktajl z truskawek. Ten jednak pochodzi z książki "Kuchnia malucha".

Na początku trochę obawiałam się dodania do koktajlu owocowego płatków owsianych, ale niepotrzebnie. Płatki sprawiają, że koktajl jest łagodniejszy w smaku, nie mówiąc już o tym, że pewnie jest też zdrowszy.

Składniki:
  • 3 łyżki płatków owsianych
  • 250 g truskawek (ponoć maliny lub banan też dobre)
  • szklanka jogurtu lub maślanki
  • szklanka soku pomarańczowego lub jabłkowego
  • łyżka cukru
Płatki owsiane zalać wrzątkiem i odstawić na kilka minut. Truskawki umyć i obrać z szypułek. Owoce, jogurt/maślankę, sok, cukier i odcedzone płatki zmiksować. Można zostawić kilka truskawek do dekoracji.


Maleństwu smakowało. Reszcie rodziny też.

21 kwietnia 2011

Laddu

To chyba najbardziej oczekiwany przepis na tym blogu. Dawno zamierzałam go umieścić, ale nie składało się, bo rzadko robię laddu. Jest bardzo pracochłonne i zwykle mi się po prostu nie chce za nie zabierać. Tym razem było robione na specjalne zamówienie.

Dotychczas robiłam trochę spolszczoną wersję, wykorzystując mąkę kukurydzianą zamiast grochowej. Ale teraz mam już mąkę grochową zrobioną osobiście przez Mojego Kochanego Męża i mogę robić w pełni prawdziwe laddu. Porównując smak "prawdziwego" i "podrobionego" stwierdzam, że różnica nie jest duża, więc jak się nie ma mąki grochowej (a ja jej w żadnym polskim sklepie nie widziałam, nawet w Kuchniach Świata) spokojnie można ją zastąpić kukurydzianą. Nawet kolor mają podobny.

Ponieważ mąka produkcji MKM jest na razie bardzo gruboziarnista to muszę dodawać mniej masła niż w przepisie. Ale zamierzamy sobie sprawić odpowiednie sitko i ten problem zniknie.

Przepis pochodzi z książki „Kuchnia indyjska wegetariańska” autorstwa Joanny Sucheckiej.

Składniki:
  • 1,5 szklanki mąki grochowej (lub kukurydzianej)
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 200-300 g masła (dla bardzo gruboziarnistej mąki 150 g)
  • 3/4 szklanki cukru pudru
  • ewentualnie rodzynki lub orzechy
 Masło roztopić w garnku. Dobrze jest wziąć stosunkowo duży garnek, aby się wygodnie mieszało. Mąki wymieszać i wsypać do masła. Prażyć na małym ogniu przesuwając łopatką po dnie garnka aż mąki wyraźnie zbrązowieją. W książce jest napisane, że powinno to zając 20-30 minut. Mnie zawsze zabiera więcej. Nawet do godziny. Jeśli dodajemy orzechy lub rodzynki to należy je dodać pod koniec prażenia.
Zdjąć masę z ognia, dodać cukier i wymieszać.
Zostawić aż ostygnie na tyle, aby nie parzyło w palce, po czym formować w kulki.


Tym przepisem dołączam się do akcji Grumków Z widelcem po Azji. Dziwię się, że tak późno, bo kuchnie azjatyckie to przecież to co tygrysy lubią najbardziej.

Z racji użycia mąki z warzywa strączkowego dodaję też ten przepis do akcji Warzywa w słodyczach. Jakby ktoś się pytał jak się taką mąkę robi, to po prostu się mieli groch - cały lub w połówkach. MKM robi to śrutownikiem.

12 września 2010

Pierwszy tort

Ten tort był pierwszy z kilku powodów. Po pierwsze, to pierwszy tort jaki przygotowałam. Po drugie, to pierwszy tort urodzinowy mojego synka. Tak czy inaczej był wyjątkowy.

Przygotowałam go tak, aby nie bać się i dać jubilatowi do spróbowania. Przede wszystkim zrobiłam specjalny biszkopt bez proszku do pieczenia i z małą ilością cukru. Opierałam się na przepisie na biszkopt z morelami ze strony Przepisy kulinarne dla niemowląt. Ale tak naprawdę to mogłam sama go wymyśleć, bo biszkopt jak biszkopt, dużo do wykombinowania to nie ma. Poza tym zamiast kremu było tylko trochę bitej śmietany bez cukru. A do ozdoby owoce. O dziwo, mimo że takie zdrowe, to wyszło nawet smaczne.

Składniki na biszkopt
  • 5 jajek
  • szklanka mąki
  • pół szklanki cukru
Jajka umyć, oddzielić żółtka od białek. Białka ubić na gęstą pianę, dodać cukier i nadal ubijać. Dodać żółtka i delikatnie wymieszać trzepaczką. Powoli dodawać przesianą mąkę i mieszać. Wylać do natłuszczonej lub wyłożonej papierem do pieczenia formy. Piec 15 minut w 180 stopniach.

Ja piekłam w prostokątnej formie. Gdy mój biszkopt wystygł podzieliłam go na pół i z każdej połówki wycięłam kształt lokomotywy. Spód posmarowałam bitą śmietaną i wyłożyłam połówkami winogron i owocami borówki amerykańskiej. Na to nałożyłam górną część, posmarowałam resztą śmietany i udekorowałam połówkami winogron i brzoskwinią pociętą na plastry.


Sto lat Maluszku!

15 października 2009

Różowa pianka

Pojutrze będzie Międzynarodowy Dzień Walki z Rakiem Piersi. Z tej okazji Szarlotek zaproponowała kulinarno-blogowy Różowy Tydzień. Zabawa z różowym kolorem w potrawach ma dać nam do myślenia na ten ważny temat. Pamiętajmy więc regularnym badaniu mammograficznym po ukończeniu 45 roku życia oraz o samokontroli piersi (tutaj instrukcja).

Ja w ramach Różowego Tygodnia zdecydowałam się na coś wyjątkowo prostego - alternatywny sposób przyrządzenia owocowej galaretki (tym razem niestety z proszku)

Składniki:
  • galaretka w proszku o smaku truskawkowym (lub innym "czerwonym")
  • 300 ml wody
  • 200 ml jogurtu naturalnego
Wodę zagotować i rozpuścić w niej galaretkę. Następnie dodać jogurt i dokładnie wymieszać. Przelać do salaterek i odstawić do stężenia. Po stężeniu można z gotowej pianki wycinać różne kształty, na przykład taki:



10 października 2009

Rolada jabłkowa

 Dzisiejszy przepis na ciasto (bez nadzienia) pochodzi z książki "Rok w kuchni". Dostałam ją na urodziny i w końcu dzisiaj znalazłam chwilę, aby coś z niej wyprodukować. Ogólnie książka (a właściwie książki, bo składa się z dwóch części) bardzo mi się podoba i coś podejrzewam, że to nie będzie ostatni przepis jaki z niej wykorzystam.

Składniki:
  • 5 jajek
  • 150 g cukru
  • 100 g mąki
  • mus jabłkowy na nadzienie
  • tłuszcz do nasmarowania pergaminu
  • cukier puder do dekoracji
Rozdzielić jajka na żółtka oraz białka i z białek ubić pianę. Pod koniec ubijania dodać cukier i dalej ubijać. Do piany dodać żółtka i wymieszać trzepaczką. Następnie dodać przesianą mąkę i delikatnie wymieszać. Ciasto wyłożyć na natłuszczony pergamin w prostokątnej blasze. Piec kwadrans w temperaturze 180 stopni.
Po upieczeniu gorące ciasto przełożyć na wysypaną cukrem pudrem ściereczkę i zwinąć w ciasny rulon (razem ze ściereczką). Po wystygnięciu rozwinąć ciasto, wyjąć ściereczkę, nałożyć nadzienie i z powrotem zawinąć. Na koniec posypać cukrem pudrem.

8 sierpnia 2009

Ciasteczka z agrestem

Przy okazji robienia lodów agrestowych odkryłam, że agrest to owoc, który jest w Polsce traktowany po macoszemu. I mam na to kolejne dowody. Dostałam następną porcję agrestu (chyba już ostatnią w tym roku) i pomyślałam, że zrobię z nią ciasteczka. I nie mogłam znaleźć żadnego ciekawego przepisu po polsku. Bo na wszystkich stronach były praktycznie tylko dwa rodzaje ciast z agrestem - albo pleśniak, albo ciasteczka z bezami. Nie przepadam ani za pleśniakiem, ani za bezami, więc absolutnie nie byłam usatysfakcjonowana poszukiwaniami. W końcu stwierdziłam, że czas sprawdzić jak jest agrest po angielsku i zacząć dalsze poszukiwania na obcojęzycznych blogach.
No i oto efekt: ciasteczka z agrestem (w oryginale gooseberry thumbprint cookies).

Składniki na ciasto:
  • 450 ml mąki
  • 100 ml cukru (następnym razem dam nieco mniej, bo ciasto na mój gust było trochę za słodkie)
  • 200 g masła
  • proszek do pieczenia
  • cukier waniliowy
Składniki na nadzienie:
  • ok. pół litra agrestu
  • łyżka cukru
  • łyżka wody
Zamiast takiego nadzienia można dać dżem agrestowy (tak było w oryginale).

Agrest przebrać i oczyścić, posypać cukrem i podlać wodą. Gotować do miękkości. Lekko ostudzić i zmiksować lub przetrzeć.
Masło utrzeć z cukrem, dodać mąkę i pozostałe składniki. Zagnieść ciasto. Z ciasta odrywać po kawałeczku (powinno ich być 30, mnie wyszło ponad 40), formować kuleczki i robić palcem wgłębienie. Do wgłębienia nakładać nadzienie lub dżem. Piec ok. 15 minut w 175 stopniach.


Proszę się nie dziwić kolorowi nadzienia na zdjęciu. To nie były problemy z balansem bieli w aparacie tylko efekt wmieszania się kilku owoców czerwonego agrestu. Zielone nie miały szans w walce na kolory.

PS Nareszcie udało mi się stworzyć coś, co nie pasuje do żadnej aktualnej akcji blogowej. ;-)

17 lipca 2009

Lody agrestowe

Oto moja druga propozycja do Festiwalu deserów, równie owocowa co poprzednia. Natomiast zmieniamy kolorystykę, zamiast czerwonego będzie teraz zielono-żółto. I zimno.
Te oto lody z agrestu to moja pierwsza lodowa próba. Po mojej Mamie odziedziczyłam paniczny lęk przed salmonellą zatem już przy wyborze przepisu zrezygnowałam z jajek. A właściwie to na podstawie przepisów znalezionych w sieci stworzyłam własny. Nawet udało mi się dobrze dobrać proporcje, bo smak wyszedł mi taki jak sobie wymyśliłam. Nie mdły, nie za kwaśny, delikatny, ale intensywny. A sam proces tworzenia tych lodów nie jest skomplikowany, jednie długotrwały.
W każdym razie mój lodowy wytwór okazał się w sam raz na dzisiejszą pogodę.


Składniki:
  • ok. kilograma agrestu
  • 350 g śmietany min. 30%
  • ćwierć szklanki cukru
  • szklanka wody
Agrest umyć i oczyścić, poodcinać "ogonki". Zalać go wodą z cukrem i zagotować. Gotować do zmięknięcia. Po czym ostudzić. Gdy jest już chłodny zmiksować lub przetrzeć przez sito (wersja dla pracowitych pestkofobów). Ubić śmietanę. Wymieszać wszystko na w miarę jednolitą masę i rozpocząć zamrażanie. W trakcie tego procesu należy co 20-30 minut wyjmować z zamrażalnika i mieszać. Ma to zapobiec tworzeniu się kryształków lodu wewnątrz lodów. Szczęśliwi posiadacze maszynki do lodów oczywiście nie muszą się tak męczyć. ;-)

Kisiel z czerwonych porzeczek

Festiwal Deserów czas zacząć!
Będzie letnio, zdrowo i owocowo, bo na pierwszy ogień poszły domowe czerwone porzeczki. Na surowo kwaśne i soczyste. W formie kisielu słodkie, kwaskowe i orzeźwiające.


Składniki:
  • ok. pół kg czerwonych porzeczek
  • trzy szklanki wody
  • 6 łyżek cukru (w zależności od kwaśności owoców, można dać na początku mniej a potem dosłodzić)
  • 4 łyżki mąki ziemniaczanej
Porzeczki umyć i przebrać. Zalać wodą z cukrem i zagotować. Następnie zmiksować (dla leniwych) lub przetrzeć przez sito (dla nielubiących pestek). Mąkę ziemniaczaną rozrobić z zimną wodą. Połączyć i zagotować. Przełożyć do miseczek lub pucharków i zostawić do ostygnięcia.