Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotujemy razem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotujemy razem. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 marca 2016

Historie kuchenne i mocno czekoladowe ciastka z kaszą owsianą

Od ponad tygodnia próbuję skończyć tego posta a nie jest łatwo. Może dziś się uda (oczywiście "dziś się nie udało i kończę go rano w środę, a nie wieczorem we wtorek*). Mały Człowiek umęczony gorączka poszedł spać o 17, wreszcie nie kaszle i łagodnie oddycha. Marze sobie, że to może przełomowa noc i jutro obudzi się w lepszym humorze (dobrze myślałam, ząbki piątki wyszły i większość objawów minęła). Wreszcie oderwiemy się od sennych dni, kanapowego oglądania bajek (chłopięcy wybór to śmieciarka, dźwig i pociąg....i to w wydaniu, który doprowadza mnie do szału) i płaczliwego humoru. Chociaż taki przytulający się, przysypiający, niedźwiedzi chłopiec to sama słodycz). Ale niech już wyzdrowieje, niech będzie zabawa, spacery i żłóbek. Niech będzie wspólne gotowanie i siedzenie w kuchni. 
 
 
Ogromnie ciekawym doświadczeniem jest gotować z takim Małym Człowiekiem. Jako Rodzice łapiemy luz, bierzemy poprawkę na niewypały i olewamy bałagan, to wiele nas uczy. Ale u tak najfajniej jest obserwować u Niego coraz większa świadomość wykonywanych czynności, koordynację ruchu i precyzję i ten błysk w oku na wiadomość, że będziemy gotować. 
Młody w kuchni urzęduje od samego początku naszej wspólnej przygody. W bujaczku ustawionym na blacie, na macie edukacyjnej, na kocyku, raczkujący i buszując wśród szafek albo siedząc w foteliku do jedzenia. W pewnym momencie, jego ciekawość tego co się dzieje " tam na górze" była tak wielka, ze posadziłam go na blacie kuchennym. Ja byłam lekko zdenerwowana (w końcu był już mocno aktywnym ruchowo brzdącem), babcie uznały, że zapewne oszalałam, ale okazało się, że siedzenie na blacie to źródło najlepszej rozrywki. Tak wiele można zdziałać - krojenie, przesypywanie przypraw, gniecenie ciasta, układanie w szafkach z przyprawami, podlewanie kwiatów i patrzenie przez wielkie okno na świat, są tak fajne, że nie chce mu się łobuzować. Chociaż może źle napisałam, zabawy na blacie to jedne wielkie łobuzowanie, brudzenie i rozsypywanie. Szał, dziki szał :)

Teraz na blacie kuchennym toczy się życie - piaskownica z piaskiem z mąki i oleju, ciastolina, farby, gotowanie. 
 


Nim cała nasza trójka rozchorowała, udało nam się upiec ciasteczka. Mały Człowiek wsypywał składniki do miarek, z miarek do miski a potem jak zaczarowany na mikser. Chwilowa kłótnia o jedzenie surowego ciasta, ale poszło gładko. A co ważniejsze - wyszło pysznie.

Ciasteczka maślane, super mocno czekoladowe i delikatne, ale dzięki dodatkowi kaszki owsianej (angielskie steel cut, którego mam cały woreczek i poza owsianką jakoś nie miałam weny do ich wykorzystania) chrupiące. Robią się szybciutko i łatwiutko, chwila mieszania, dłuższa w piekarniku, chwilka na kratce i do pudełeczka.

 
Czekoladowe ciasteczka owsiane
Źródło: epicurious

Składniki:
12/16 ciasteczek 

3/4 cup mąki
1/4 cup naturalnego kakao
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/4 łyżeczki soli
1/2 cup masła -> jakieś 113 g
1/2 cup cukru
1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
2 łyżki płatków owsianych typ steel-cut -> w Polsce nazywane kaszą owsianą**
1/4 szklanka połamanej deserowej czekolady


Przygotowanie

Piekarnik rozgrzewamy do 175 stopni. Blachę wykładamy papierem do pieczenia.
Do miski przesiewamy mąkę, kakao, sodę oraz sól. W drugiej misce umieszczamy masło chwilę miksujemy, dodajemy cukier i ekstrakt waniliowy. Ubijamy aż do uzyskania lekkiej i puszystej konsystencji. Dodajemy mąkę z dodatkami i mieszamy aż składniki się połączą (będzie gęste) Na koniec dodajemy płatki owsiane a na końcu czekoladę. W tym momencie z mieszania przechodzimy do zagniatania (tylko do połączenia się składników).
Z ciasta lepimy kulki wielkości dużego orzecha włoskiego. Układamy na blasze z około 2 cm odstępem i lekko spłaszczamy.
Pieczemy około +/- 14 minut do momentu aż środek będzie jeszcze lekko miękki a brzegi popękane. Upieczone ciastka zostawiamy na blasze do przestygnięcia, następnie można schować do szczelnego pojemnika.

Smacznego

*i tu moja nauka aby ufać sobie i nie wpadać w panikę. Prawie 2 tygodnie gorszego humoru, zakończone 5 dniami gorączki. Lekarz odwlekający antybiotyk pozwolenie na spokojne chorowanie, spanie i marudzenie.
** można zastąpić zwykłymi płatkami owsianymi górskimi.










sobota, 15 maja 2010

Gdy pogoda pokrzyżuje nam plany - semifreddo

Na weekend majowy miałyśmy razem z Moniką zaplanowany piknik. Miały być pieczone nóżki kurczaka, bułeczki, sałata coleslaw, lemoniada, spritzer i prosta majowa tarta. Z planów piknikowych nic nie wyszło - frisbee i boule nadal czekają na tegoroczną premierę.
Gdy pogoda nie sprzyja można się spotkać i pogotować w domu. Tym razem sceną naszych poczynań była moja mini kuchnia a świadkiem cudowna Zuzu :) Z kolan u mamy przyglądała się naszym poczynaniom.


A my poczyniłyśmy cudowne rzeczy - wołowinę w sosie gorgonzola, chleb orzechowy i sałatę. A na deser letnie i wspaniałe semifreddo. W związku z tym, że danie główne zniknęło nim zdążyłyśmy wyjąć aparaty, dziś przedstawiamy tylko deser :)

Przepis znaleziony u Liski z White Plate. Z braku malin, zastąpiłyśmy je mrożonymi truskawkami. Zmiana była pyszna*. Deser bardzo nam się podoba - kolejne przepisy na ten lodowy przysmak czekają w kolejce do przygotowania.


Semifreddo z truskawkami
cytowane za Liską

Składniki:
600 ml śmietany UHT 30% (schłodzonej)
100 g bezów
2 op. cukierków Maltesers /u nas Milka Lila Stars Crispello/
2 jajka - osobno białka i żółtka
3 czubate łyżki cukru pudru
cukier waniliowy (używam Kotanyi - cukier z prawdziwą wanilią)
100 g malin mrożonych

Przygotowanie:
Jajka sparzam wrzątkiem.
Białka ubijam na sztywną pianę.
Żółtka ucieram z cukrem pudrem na kogel-mogel.
Śmietanę ubijam na sztywno.
Wszystkie składniki mieszam łyżką. Dodaję cukierki, maliny, cukier waniliowy i pokruszone bezy.
Masę przelewam do miseczek (lub dużego naczynia, jak kto woli).
Zamrażam.
Po ok. 2-3 godzinach deser nadaje się do jedzenia.
Podajemy z pokruszonymi bezikami i/lub sosem malinowym.

Smacznego!


* Na przyszłość chcemy wprowadzić tylko jedna małą zmianę - truskawki zamrażają się bardzo, bardzo i rozmrażają dłużej niż maliny. Dlatego też następnym razem truskawki albo pokroimy na bardzo małe kawałeczki, albo rozgnieciemy widelcem i takie dodamy do masy. Pomoże to w nakładaniu deseru i w jedzeniu.

wtorek, 27 kwietnia 2010

Po daniu głównym czas na deser ... babeczki z wiśniami

Oj tak, bardzo mile wspominam wspólnie spędzoną sobotę. I chociaż ten dzień nie należał dla ogółu do najweselszych, ja dzięki tym chwilą spędzonym w gronie najbliższych i kochanych mi ludzi mam ciepłe wspomnienia.

Tak jak pisała Marta, oprócz głównego dania na stół trafił też deser. Poszukiwania na jego przepis trwały kilka dni! Niestety nie znalazłyśmy nic odpowiedniego, więc trochę eksperymentowałyśmy i inspirowałyśmy się kilkoma przepisami. A mowa o Paju Wiśniowym podawanym wieki temu w Cafe Brama :)))) Już nie pamiętam czy był to okres liceum, czy może pierwsze lata studiów ... w każdym bądź razie był to czas, gdzie przy kawałku Wiśniowego Paja podawanego na ciepło z sosem waniliowym oraz przy kubku ciepłego spienionego mleka, na miękkich czerwonych skórzanych kanapach ważyły się losy mniejszych i większych miłostek, podejmowane były ważne i mniej ważne decyzje życiowe, zaczynałyśmy być "dorosłe" (choć chyba do dziś do końca nimi jeszcze nie jesteśmy) :) Ale wracając do Paja ...

Miał być Paj, a w końcu wyszły babeczki z wiśniami, albo jak kto woli mini tarty wiśniowe. Podane na ciepło, z sosem waniliowym ... jak wtedy ...

Z podanego przepisu wyszło 8 większych babeczek.



Składniki na ciasto:

300g mąki
100g miałkiego cukru
1 łyżeczka soli (wg uznania)
175g masła

3-4 łyżki zimnej wody


Składniki ma masę wiśniową:

0,5kg wydrylowanych wiśni (u nas mrożone + garść czarnej porzeczki)
75 g cukru brązowego
60 g cukru białego
30 g mączki kukurydzianej lub mąki ziemniaczanej
15 g masła
1 łyżeczka zapachu migdałowego

płatki migdałów do posypania




Przygotowanie:


W misce mieszamy mąkę z solą. Następnie skrawamy do miski kawałki zimnego masła. Ucieramy je palcami w mące, aż powstaną zacierki. Dodajemy cukier. Zagniatamy ciasto, w razie potrzeby dodajemy po łyżce wody, by ciasto nabrało elastycznej formy. Formujemy kulę, owijamy folią spożywczą i wkładamy na ok 1 godzinę do lodówki.

W tym czasie przygotowujemy wiśniowe nadzienie. W rondelku łączymy oba cukry, mączkę kukurydzianą i 250 ml płynu (odsączonego soku z wiśni + wody). Podgrzewamy na małym ogniu ciągle mieszając aż masa zgęstnieje i zagotuje się. Dodajemy masło i zapach waniliowy, wsypujemy wiśnie, gotujemy ok 3 minut i odstawiamy do wystygnięcia.



Piekarnik nastawiamy na 180 stopni (bez termoobiegu). Wyjmujemy ciasto z lodówki. 1/4 porcji odcinamy i wkładamy ponownie do schłodzenia ... będzie nam potrzebna na kruszonkę. Z pozostałego ciasta wygniatamy na grubość 0,5cm foremki uprzednio wysmarowane masłem (proponuję obsypać je jeszcze bułką tartą, ponieważ nam niestety nie chciały babeczki wyjść z foremek po upieczeniu). Nakłuwamy ciasto widelcem i wstawiamy na 5 minut do piekarnika (do momentu delikatnego zarumienienia się).



Lekko przestudzone babeczki wypełniamy wiśniowym nadzieniem, posypujemy kruszonką z pozostałego ciasta i dekorujemy płatkami migdałów. Ponownie wstawiamy do piekarnika i pieczemy 15-20 minut w tej samej temperaturze. Po wyjęciu pozostawić do delikatnego przestygnięcia. Podajemy letnie koniecznie z ciepłym sosem waniliowym.



Smacznego!

niedziela, 25 kwietnia 2010

Pollo alla cacciatora i wspólne gotowanie...


Zastanawiałam się jak napisać o tym spotkaniu? Było pełne radości, ciepła, miłości. Roześmianych, kochanych i pięknych twarzy. Wydarzyło się jednak w dniu, w którym Polska (i część świata) zamarła, zapłakała i zapewne nadal nie może wyjść z szoku. Nie będę pisać o tym jak to przeżywaliśmy, o czym mówiliśmy, czy co sądzimy na ten temat. Wystarczy tylko powiedzieć, że ta bliskość, która nam towarzyszyła pozwoliła przeżyć ten dzień (i następne) z należytym szacunkiem dla tych co odeszli i z troską o tych co zostali.
Tyle tematem wstępu i nakreślenia rysu historycznego. Wracam do gotowania, bo to przecież o gotowaniu jest ten blog, o gotowaniu i przyjaźni :*


Gotowanie było spontaniczne, umówiłyśmy się, zarezerwowałyśmy sobie i naszym mężczyzną cały dzień. Były planszówki i przepyszne jedzenie, ale wcześniej wertowanie książek kucharskich, szperanie w czeluściach internetu i ustalanie menu. Razem zrobiłyśmy zakupy, zaszyłyśmy się we dwie w kuchni by poeksperymentować i przywołać i odtworzyć znane smaki (o tym już napisze Monika). Poszło nawet szybko - nie obeszło się bez wyzwań i śmiechu. Efekt zaskoczył nas i naszych panów.


Daniem głównym miała być jagnięcina, jednak deser do niej nie pasował. Padło więc na kurczaka po myśliwsku wg Jamiego Oliviera. Połączenie oliwek, pomidorów, wina i rozmarynu przemówiło do naszej wyobraźni, prostota wykonania do naszego lenistwa i tak powstało wspaniałe danie. Podane z lekką sałatą, zagryzane chlebem z oliwkami i suszonymi pomidorami, popijane włoskim winem - poezja :)


Pollo alla cacciatora
za J. Oliver "Włoska wyprawa Jamiego"

Składniki dla 4 osób
1 kurczak o wadze około 2kg
sól morska i świeżo zmielony pieprz
8 listków laurowych
2 gałązki świeżego rozmarynu
3 ząbki czosnku (1 zmiażdżony, 2 pokrojone w plasterki)
1/2 butelka chianti
mąka, do panierowania /pominięta, zapomniana przez nas/
oliwa z pierwszego tłoczenia
6 filecików anchois
1 garść zielonych i czarnych oliwek /dodałyśmy także kapary, dla zaostrzenia smaku/
2 puszki (po 400 g) pomidorów

Przygotowanie
Posyp kawałki kurczaka solą oraz pieprzem. Włóż do miski. Dodaj liście laurowe, rozmaryn i zmiażdżony czosnek, zalej winem. Wstaw do lodówki na godzinę, a najlepiej całą noc /u nas godzina/.

Piekarnik rozgrzej do 180 stopni (bez termoobiegu). Odsącz kurczaka (zachowaj marynatę), osusz papierowym ręcznikiem. Obtocz kurczaka w mące /pominięte przez nas/. W rondlu przystosowanym do pieczenia w piekarniku* rozgrzej oliwę i obsmaż kawałki kurczaka, tak aby przyrumieniły się ze wszystkich stron. Następnie odłóż je na bok.

Rondel postaw z powrotem na ogniu, wrzuć pokrojone w plastry ząbki czosnku - poczekaj aż się zrumienią. Dodaj anchois, oliwki i pomidory (jeśli nie są krojone, to rozgnieć je łyżką), podsmażone kawałki kurczaka oraz marynatę. Doprowadż do wrzenia, przykryj przykrywką, albo podwójnie złożoną folią aluminiową i wstaw do nagrzanego piekarnika na 1,5 godziny.

Gdy kurczak jest gotowy zbierz z wierzchu nadmiar tłuszczu, zamieszaj sos, spróbuj i w razie czego dopraw do smaku. Jamie Oliver poleca podawać z sałatką lub fasolką cannellini. Z racji czekającego deseru zdecydowaliśmy się lekką sałatkę i odrobinę pieczywa - a tak naprawdę całą masę pieczywa, którym wybierało się przepyszny sos :)

Smacznego!


Czekając na kurczaka rozgrywaliśmy partyjki planszówek - Dixit'a i Smallworld, które skradły nasze serca. Szczególnie Dixit po lampce wina zaczyna być niesamowicie poetycki i nieprzewidywalny :) POLECAMY.


* Jeśli nie mamy odpowiedniego garnka, to obsmażanie, zagotowywanie kurczaka z marynatą wykonujemy na patelni, a następnie przekładamy do naczynia, w którym będziemy piec kurczaka.

P.S.
Dla czytelników o mocnych nerwach prezentujemy nasze zmagania z porcjowaniem kurczaka. Nauka na przyszłość - NARZĘDZIA, NARZĘDZIA i jeszcze raz NARZĘDZIA. Ci którzy jeszcze nie próbowali powinni zaopatrzyć się w odpowiednie nożyczki do cięcia kurczaka i bardzo ostry nóż...oraz siłę w rękach i mocne nerwy.
Pomimo wszystko warto było :D

niedziela, 28 marca 2010

Rolada szpinakowa

Zakładając ten blog z Martą chyba obydwie myślałyśmy, że sporo wstawianych przez nas przepisów trafi do zakładki "wspólne gotowanie". Niestety życie prywatne i służbowe dość mocno ogranicza nam wspólne spotkania. Większość z prezentowanych tu dań powstaje w dwóch oddzielnych kuchniach i są przygotowywane przez dwie kucharski osobno :) Ale czasami nam się udaje. Tak też było wczoraj. Podczas dwu godzinnych porannych babskich plotek przy zielonej herbacie powstało takie oto danie :)

Pomysł był mój, ale dwie bardzo cenne uwagi trafiły od Marty. Pierwsza to urozmaicenie dania o ser feta, a druga to zwinięcie rolady zaraz po upieczeniu (bez nadzienia). Wtedy jeszcze letnie ciasto łatwiej jest uformować i dłużej trzyma upragniony kształt rolady.

... a potem były jeszcze wspólne zakupy w "naszym" mięsnym, w którym ja podsunęłam pomysł na kolacje dla naszych Panów a Marta poleciła mi najpyszniejszą polędwicę jaką w życiu jadłam. Poza tym mieliłyśmy mięso, obserwowałyśmy ozorki i wysłuchałyśmy wykładu od Pana w kolejce na temat karkówki :)))



Składniki:

Rolada:
500g małych liści świeżego szpinaku
4 jajka
2 ząbki czosnku
sól/pieprz

Nadzienie:
1,5 szklanki małych różyczek brokułów
1,5 szklanki mozzarelli
1 szklanka fety
1/4 szklanki startego parmezanu

domowy sos pomidorowy do podania



Przygotowanie:

Piekarnik nastawiamy na 220 stopni (bez termoobiegu).

Szpinak myjemy i wrzucamy do garnka z gotującą się wodą. Przykrywamy szczelnie i gotujemy ok 2 minut. Przekładamy na sitko i bardzo dokładnie odcedzamy. Po przestygnięciu drobno szatkujemy.

Do gotowego szpinaku dodajemy żółtka, czosnek, przyprawy. Dodajemy ubitą pianę z białek i delikatnie mieszamy. Foremkę o wymiarach 32cm x 23cm wykładamy papierem do pieczenia. Rozsmarowujemy w niej masę i wygładzamy powierzchnię. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 12-15 minut, do momentu aż ciasto będzie sztywne i zarumienione. Po wyjęciu pozostawiamy do delikatnego wystygnięcia. Następnie zwijamy pustą roladę pozostawiając ją w papierze do pieczenia i tak przechowujemy do momentu napełniania farszem.

Brokuły wrzucamy do osolonej gotującej się wody i trzymamy ok 2-3 minut. Odcedzamy i pozostawiamy do ostygnięcia.

Roladę odwijamy i przekładamy na nowy arkusz papieru do pieczenia uprzednio posypany startym parmezanem. Na ciasto rozsypujemy kawałki mozarelli i fety oraz układamy odsączone różyczki brokułów. Przytrzymujemy krawędź papieru i zwijamy całość w roladę owijając papierem. Całość przekładamy do podłużnej foremki i wkładamy na 15 minut do piekarnika nastawionego na 120 stopni z termoobiegiem.

Tak przygotowaną roladę podajemy pokrojoną na 5 centymetrowe plastry z dodatkiem domowego sosu pomidorowego.



Smacznego!

piątek, 22 stycznia 2010

Pleśniak z owocami ... wspomnienia pewnego wrześniowego weekendu

Ostatnio przeglądając stare zdjęcia w komputerze, jeden album porwał mnie w sentymentalną podróż do Kołodziąża, gdzie we wrześniu spędziłyśmy z Martą (co_zerka) i naszymi panami cudowny weekend na wsi. Właśnie sobie uzmysłowiłam, że to wtedy po raz pierwszy doszło do naszego wspólnego gotowania a w głowach powoli rodził się pomysł na założenie wspólnego kulinarnego bloga. Makaron z sosem pomidorowym i z tuńczykiem czy poranna jajecznica przygotowane na kaflowym piecu, popołudniowe grillowanie na zielonej trawce, czy podjadanie orzechowych ciasteczek na rozkładanych krzesłach po środku lasu ... cudowny kulinarnie (i nie tylko) weekend. Koniecznie do powtórzenia !!!

Kulinarne przygotowania do weekendu na wsi zaczęłyśmy już w dniu wyjazdu w domu. Marta wypiekła pyszne domowe chlebki a ja przygotowałam dużą blachę pleśniaka. I dziś właśnie o pleśniaku ...



Zazwyczaj przygotowuję go z samym dżemem. Wtedy mając w domu mały koszyczek świeżych czarnych porzeczek (uprzednio zainspirowana przepisem na pleśniaka z blogu Moje Wypieki) postanowiłam zaeksperymentować i dodałam owoce do ciasta. Było warto. Ciasto nabrało bardziej kwaskowatego smaku .... mniam. Ponieważ w styczniu trudno o świeże porzeczki, tym razem wykorzystałem te z mrożonki owoców leśnych. Czarne porzeczki z opakowania trafiły do pleśniaka, truskawki do porannego koktajlu z mlekiem sojowym a wiśnie do muffinków czekoladowych. Nic się nie zmarnowało :)

Poniżej przepis ... i wspomnienia :)

Składniki:

200g masła
4 duże jajka (osobno białka i żółtka)
3 szklanki mąki
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
2/3 szklanki + 2 łyżki drobnego cukru
szczypta soli
2 łyżki kakao
słoiczek gęstego dżemu z czarnej porzeczki
200g świeżych owoców czarnej porzeczki



Przygotowanie:

Do miski przesiewamy mąkę z proszkiem do pieczenia. Schłodzone masło wkroimy do mąki i opuszkami palców rozcieramy składniki, aż zaczną przypominać zacierki. Dodajemy 2 łyżki cukru, szczyptą soli, 4 żółtka. Zagniatamy ciasto. Następnie dzielimy je na 3 części, do jednej z nich dodajemy kakao i ponownie zagniatamy. Formujemy 3 kule i wkładamy na 20 minut do lodówki do stwardnienia.

Piekarnik nastawiamy na 180 stopni (bez termoobiegu).

Wcześniej schłodzone białka ubijamy na sztywno ze szczyptą soli. Pod koniec ubijania dodajemy 2/3 szklanki cukru.

Blachę (o wymiarach 24cm x 32cm) wykładamy papierem do pieczenia. Pierwszą część schłodzonego jasnego ciasta ścieramy na tarce (duże oczka) na dno formy. Warstwę smarujemy dżemem i posypujemy owocami (wykorzystując mrożonkę, należy je wcześniej rozmrozić). Następnie ścieramy ciemną część ciasta z kakao, a na niej delikatnie układamy pianę z białek. Na wierzch ścieramy ostatnią, jasną część ciasta.

Tak przygotowane ciasto wkładamy na 45minut do nagrzanego piekarnika. Po upieczeniu pozostawiamy do całkowitego ostygnięcia, a przed podaniem możemy oprószyć je cukrem pudrem.



Smacznego :)

Koniecznie do powtórzenia ...



środa, 9 grudnia 2009

Powiemy Ci coś na uszko...

a właściwie zrobimy uszka...setkę albo i lepiej uszek. A do tego pierogi...tak z rozpędu :)


Wasabi spotkało się znowu i to na cały dzień. Startując w samo południe skończyłyśmy pod wieczór. Zagniatając, wałkując, wycinając i lepiąc...cały dzień w kuchni.

Pierogi i uszka były dla nas wyzwaniem. Pamiętamy smaki z naszych rodzinnych domów - uszka cioci, pierogi mamy, farsz do ruskich babci. Idealne nie tylko ze względu na smak, ale i na wspomnienia. Przygotowywane na oko i przyprawiane miłością. Jak to odtworzyć?

Przepis na ciasto wzięłyśmy od cozerkowej mamy /dziękujemy/, farsz grzybowy przerobiłyśmy po lekturze blogów /też dziękujemy/, a farsz z białego sera wyczarowała prawie z niczego Grabiszka...od tak i jest przepyszny.

Nasze poczynania opisujemy dość dokładnie. Testowałyśmy na sobie co i jak robić, stawałyśmy przed dylematami /kiedy wyjąć uszka? czy podsypywać ciasto mąką czy nie? ile pieprzu, ile soli?/ i wyszłyśmy z tego obronną ręką - cieniutkie ciasto, pyszne farsze, uśmiech na twarzach naszych mężczyzn. I nie rozkleił nam się w trakcie gotowania żaden pierożek i ani jedno uszko!


Ciasto na pierogi - uszka
za mamą Cozerki

Składniki i proporcje
  • 500 g mąki pszennej poznańskiej
  • ok 300/350 ml bardzo gorącej wody*

Przygotowanie
Mąkę wsypujemy do miski i zalewamy bardzo, bardzo gorącą wodą. Mieszamy z grubsza tak aby większość mąki była mokra. Miskę przykrywamy ścierką i odstawiamy na 5 minut.

Po tym czasie odkrywamy miskę i bierzemy się za wyrabianie ciasta (jeśli ciasto jest bardzo gorące zastawiamy je na chwilę aby przestygło). My wyrabiałyśmy ciasto gdy było jeszcze ciepłe ale nie parzące.

Ciasto wyrabiamy do momentu aż będzie gładkie i sprężyste. Po przecięciu ma sprawiać wrażenie napowietrzonego - powinniśmy móc zobaczyć drobne dziurki/pęcherzyki.

Tak przygotowane ciasto da się rozwałkować bardzo, bardzo cienko, nie przylepia się i nie rwie. Jest bardzo przyjemne w obróbce, co nas zdziwiło i miło zaskoczyło /dziękuję mamo :)/. Da sobie z nim radę nawet laik /taki jak my :)/.

Jeśli nie wałkujemy ciasta od razu albo pracujemy tylko z jego częścią zostawiamy je przykryte wilgotną ściereczką aby nie wyschło**. Pod ściereczkę wkładamy też skrawki z wycinania. Dzięki temu nie obeschną i łatwo będzie można je dalej obrabiać.

Farsz grzybowy do uszek/pierogów /proporcje mniej więcej wystarczą do wypełnienia uszek z pół kilo mąki/


Składniki
  • około 1/2 słoika suszonych grzybów***
  • 1 cebula
  • sól
  • pieprz
  • olej
Przygotowanie farszu:
Suszone grzyby zalewamy gorącą wodą. Zostawiamy aby nasiąkły i zrobiły się miękkie /można na całą noc/. Miękkie grzyby oczyszczamy w dłoniach z piasku. Wszystko to wykonujemy nad miska z wodą w której moczyły się grzyby. Wody spod grzybów nie wylewamy!!!!!! Czekamy aż woda się uspokoi i delikatnie przelewamy ją do garnka w którym chcemy gotować grzyby. Uważamy aby piasek i ewentualne paproszki nie przedostały się do garnka.
Do wody wrzucamy grzyby i gotujemy na wolnym ogniu około 40 minut.
Wyjmujemy grzyby z wody i przekładamy na sitko (sitko umieszczamy nad garnkiem z wodą w której gotowały się grzyby - wody nie wylewamy****). Grzyby można zostawić na godzinę albo i na całą noc aby obciekły.

Gdy mamy już gotowe grzyby bierzemy się za przygotowywanie farszu.

Na patelni rozgrzewamy olej i rumienimy pokrojoną w kostkę cebulę. Ma się zeszklić a następnie zrumienić.
Do miksera, melaksera, maszynki do mielenia mięsa wrzucamy cebulę oraz grzyby. Mielimy na prawie gładką masę. Dodajemy pieprz i sól. Wg nas farsz na zimno ma być bardzo słony i bardzo pieprzny, po ugotowaniu w uszkach nie będzie tego tak czuć. Nam pierwsza partia wyszła z mdła, chociaż farsz w smaku na zimno był ok.

To wszystko farsz grzybowy gotowy.

Farsz serowy
czyli wielce udana improwizacja Grabiszki


Składniki:
250 g śmietankowego białego sera*****
1 cebula
pieprz
sól
olej

Cebulę kroimy /byle jak i tak będziemy ją miksować/ i smażymy na złoto na łyżce oleju. Do rozdrabniacza/miksera wrzucamy ser, cebulkę, sól i pieprz. Miksujemy na gładką masę. Tak jak w przypadku farszu grzybowego musi być wyrazisty w smaku i odrobinę za słony i za pieprzny, w trakcie gotowanie złagodnieje.

Gotowe!

Przygotowanie pierożków/uszek.

Wałkowanie ciasta. W towarzystwie mamy robiłyśmy to nie raz, same ani razu. Tak wiec zaskoczyła nas tak prosta czynność jak wałkowanie a najbardziej czy podsypywać mąką czy nie.

Książka z 62 roku, o której już pisała Grabiszka, mówi nie podsypywać, brak stolnicy podpowiada - podsypywać . Tak więc podsypywałyśmy i wałkowałyśmy (na oko jakiś 1 mm może 1,5 mm grubości).

A rozwałkowane ciasto cięłyśmy w kwadraty przy linijce /więcej pracy, ale jakieś bardziej uszate są wtedy uszka/ albo wycinałyśmy małym kieliszkiem /do wina na pierożki/.

Dalej jest już prosto. Na każdy kawałek nakładamy farsz, zlepiamy brzegi i łączymy je tak aby powstało uszko :). Aby pierożki i uszka łatwiej się sklejały brzegi wyciętych kółek/kwadratów smarowałyśmy wodą******

Gotowanie uszek i pierożków.


Uszka wrzucamy na gorąca i osoloną wodę /do wody można dodać odrobinę oleju/ i gotujemy aż wypłyną. Gotując partiami nie wymieniajmy za często wody. Po kolejnym gotowaniu woda zawiera już mąkę i pierogi/uszka nie sklejają się.

Pierożki, które jedliśmy na kolację gotowałyśmy chwilę po tym jak wypłynęły /robiłyśmy je na prawdę małe, więc wystarczyła niecała minuta/, uszka wyciągałyśmy z wody jak tylko pojawiły się na powierzchni.

Uszka gotowałyśmy z zamysłem mrożenia w związku z czym, gotowałyśmy je tylko chwilę /były bardzo al dente/, układałyśmy luźno na tacach, pozwalałyśmy przeschnąć. Tace okrywałyśmy folią i wstawiałyśmy do zamrażalnika. Gdy uszka zmroziły się, twarde jak kamienie wkładałyśmy do pudełek i z powrotem do zamrażalnika. Zrobiłyśmy też sprawdzian czy tak mrożone uszka nadają się do jedzenia. Nadają się, nic nie tracą na swoim smaku. Zamrożone wrzucałyśmy na wrzątek i czekałyśmy aż się ogrzeją - wyszły pyszne.

Pierożki serowe i grzybowe zjedliśmy z samym masłem, prosto z wody. Popiane sokiem buraczano-jabłkowym były cudnym wstępem do Świąt i zapowiedzą kolejnych pierożkowych wieczorów.

Uszka czekają w zamrażalnikach na 24 grudnia.

Smaczneg0!
* wody można dodać więcej bądź mniej. Należy obserwować ciasto. Wg nas konsystencja ciasta na kruche przed wyrobieniem a po posiekaniu z masłem dokładnie opisuje to co powinniśmy zobaczyć gdy wymieszamy wodę z mąką.
** ciasto doskonale się mrozi, włożone do torebki na mrożonki albo owinięte w folię spożywczą można trzymać w zamrażalniku.
*** miałyśmy około litrowego słoika suszonych grzybów. Farszu wystarczyło na uszka z kilograma mąki i pierożki. Duuużo za dużo na 12 osobową Wigilie.
**** taka woda to skarb do zupy grzybowej, sosu grzybowego, gulaszu grzybowego. Można ją zamrozić jeśli w danej chwili jej nie potrzebujemy.
***** ten którego użyłyśmy był przeznaczony na japoński sernik - cóż, nie tym razem.
****** stąd kieliszek z wodą i patyczkami. Palcem niewygodnie, pędzelek za duży, patyczki okazały się idealne.

Z pierożkami i uszkami razem w Kuchni Świątecznej i Noworocznej 2009

wtorek, 8 grudnia 2009

Zagadka ...

Dziś ponownie Wasabi spotkało się na wspólnym gotowaniu w jednej kuchni.

Czy domyślacie się co tym razem wymyśliłyśmy ??? Jakieś propozycje ???


Rozwiązanie zagadki jutro :)

czwartek, 3 grudnia 2009

Przychodzi brunetka do blondynki.... :D

Udało się! WASABI w komplecie ... w kuchni!

Środowe popołudnie spędziłyśmy razem w kuchni. Przy muzycznych świątecznych klasykach, ciepłej herbacie w kubkach i unoszącym się po całym mieszkaniu zapachu pierniczków. Nie ma to jak praca zespołowa ;)

Ale na tym nie koniec ... w przyszłym tygodniu ciąg dalszy. Tym razem w towarzystwie lukrów, kolorowych słodkich guziczków i bakalii. Musimy przecież ubrać odświętnie naszych piernikowych koleżków :) Już się nie mogę doczekać :)

A poniżej mały fotoreportaż z wczorajszego popołudnia.

Dla przypomnienia: ciasto na pierniczki wyjęłyśmy wczoraj po czterech tygodniach leżakowania w lodówce. Przepis na ciasto znajdziecie tu. Teraz pierniczki trafiły do puszek i szklanych słojów, a każda ich warstwa została delikatnie skropiona wodą, by przez kolejne tygodnie (do świąt) ładnie zmiękły.






Wpisujemy się w Festiwal Pierniczków 2009. Korzenno ciasteczkowe szaleństwo trwać będzie az do Świąt
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...