W szafie zmieści się prawie wszystko. Pojemna jest i pękata.
W mej szafie stoi kufer pełen wspomnień.

Szafę mogę zamknąć na klucz i zapomnieć. A potem znów otworzyć i uśmiechnąć się.
Jeśli czasem zapłaczę, to z szafy wyciągnę błękitne chusteczki, wytrę łzy i w końcu przebaczę.

W mojej szafie mogę się schować, zniknąć.
Szafę mogę przemalować i zapełnić miłością, nadzieją i szczęściem.
W szafie zawsze mogę wszystko od nowa poukładać.
Zatem zapraszam - właśnie otwieram swoją ciągle jeszcze niepoukładaną:
Szafę malowaną





Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyczka. Pokaż wszystkie posty

12 lutego 2012

Nareszcie ;)

Udało mi się w pewnym stopniu zmobilizować.
Przeziębienie minęło, i chęci tym samym powróciły ;)
Zasiadłam do maszyny, i gdzieś między kuchennymi wariacjami, a opanowaniem szalejących dzieci udało mi się uszyć coś, co docelowo należeć będzie do córki.
Wspominałam kiedyś że dziewczę tańczy. W związku z tym szykuje się do pierwszego POWAŻNEGO występu, w dodatku wyjazdowego! Znając swe ograniczenia czasowe już teraz uszyłam TO:

Czyli kosmetyczka i worek na brudną bieliznę, komplet praktycznie w każdym detalu ;)




Dodatkowo, trochę z rozpędu powstała jeszcze jedna kosmetyczka,  i dostanie się mła :)


Tu w kompletnym komplecie ;))

A jeszcze dziś, z potrzeby i w związku z wizytą u dawno niewidzianych znajomych uszył się prawie sam koszykowy kram ;) Zgodnie z życzeniem obdarowywanej w ulubionych brązach:)


I tyle nowości. Jeszcze dziś po powrocie z naszych rodzinnych występów gościnnych zabieram sie za kończenie zaległych prac, poniekąd biżuteryjnych.
Jak dobrze być zdrowym!

Pozdrawiam ciepło ;))

9 lutego 2010

kosme-tyczka

Tyczka, bo tyczka jak widać, z antenką nawet


Do kompletnego kompletu z torbą wspaniałą:) Pomysł nasunął mi się po układaniu skrawków pozostałych po szyciu torby, patrzę, a dłoni mej spoczywa kawalątek tkaninki o ciekawym wykroju. I włala, jest kosme-tyczka:) Dla tych bardziej dociekliwych z zamkiem co by zawartość nie wylatała.

Ponadto ukończyłam wielkie DZIEŁO ( całe DWA wieczory TWORZYŁAM!!!)

detal (jeden z niewielu:)


"Namalowałam" się,  Jeszcze rama i do wiatrołapu, brakowało mi tam jakiejś takiej "ozdupki":)
Jakby nikt nie widział jak wyglada nasz dom, he he...
Mąż własny dokładny i pyta: a wjazd do garażu, a filar z podcieniem? To nie nasz dom, rób poprawki!
No, ale zielony jest jak nasz, reszta w domysle, i obrazek podpisany że nasz więc wystarczy - mówię,
na co ten Pedancik: to za mało,nie wygląda jak nasz...
Krytykant, mysli że to takie szu szu i gotowe:). A to tylko taka wariacja na temat przecież, każdy to wie, kwiatków też w takich kolorkach i ilościach też nie posiadam jeszcze.
I tyle w temacie.
Tak sobie myślę że może jakieś takie obrazeczki do kuchni poczynię, na to przesolenie, i dobre mężowi gotowanie, że to niby się staram... Jakbym się nie starała, czy co