Oriental, crochet scarf ...... or currants in turquoise :)
Uwielbiam lato, zwłaszcza za jego nasycone kolory w wydaniu orientalnym.
Uwielbiam lato, zwłaszcza za jego nasycone kolory w wydaniu orientalnym.
Pojawiają się one wówczas nie tylko w modzie na ulicach, ale owocach i kwiatach.
Tym razem zupełnie niespodziewanie,
gdy nurkowałam w kartonowych pudłach, w poszukiwaniu zupełnie czegoś innego,
wyjrzała do mnie ta oto, nieskończona wówczas chusta.
Zrobiłam ja chyba na jesieni lub zeszłej wiosny:)
nie pamiętam:)
Teraz wszyłam wszystkie nitki i oto jest:)
Teraz wszyłam wszystkie nitki i oto jest:)
Powstała z dwóch mięciutkich mieszanek wełny z akrylem.
Ten przeważający turkus to jeden motek,
nieco grubszy a reszta to kilka różnych motków pozostałych
po moich wielokolorowych chustach.
Z turkusu zaczęłam kiedyś na drutach szal- klik.
Stwierdziłam jednak, że jest mało wydajny,
miałam dokupić motek, w końcu sprułam i dodałam tu:)
Z powodu upałów szukałam w szafce z ciuszkami
jakiejś przewiewnej spódnicy.
Oczywiście, napatoczyła mi się ta indyjska,
w kolorach identycznych jak w chuście;)
I tu znów dochodzę do potwierdzenia przysłowia:
"podobne przyciąga podobne";)
Jeszcze pochwalę się Wam ręcznie robionym mydełkiem-
to prezent od mojej córki, przywieziony z Bułgarii.
Pięknie pachnie czarną porzeczką.
Oj, nazbierałam się ich jako nastolatka, na działce u Tatki:)
Potem już razem, w upalnej jak dziś pogoda, kuchni
(paliło się w piecu węglem nawet latem, by ugotować obiad),
razem z Tatą myliśmy owoce, obieraliśmy z szypułek, robiliśmy bardzo liczne przetwory.
Specjalnością Taty była świeża galaretka z czarnych porzeczek,
ucierana ręcznie z surowych owoców z cukrem, bez pasteryzowania.
Wino domowe z czarnych i czerwonych porzeczek też było pyszne, a jaki kolor!:)
A dlaczego tak dziś to wspominam?
Bo dziś są urodziny mojego Taty, gdyby żył skończyłby 94 lata,
rocznik 1921, pokolenie Kolumbów.
Oj, nazbierałam się ich jako nastolatka, na działce u Tatki:)
Potem już razem, w upalnej jak dziś pogoda, kuchni
(paliło się w piecu węglem nawet latem, by ugotować obiad),
razem z Tatą myliśmy owoce, obieraliśmy z szypułek, robiliśmy bardzo liczne przetwory.
Specjalnością Taty była świeża galaretka z czarnych porzeczek,
ucierana ręcznie z surowych owoców z cukrem, bez pasteryzowania.
Wino domowe z czarnych i czerwonych porzeczek też było pyszne, a jaki kolor!:)
A dlaczego tak dziś to wspominam?
Bo dziś są urodziny mojego Taty, gdyby żył skończyłby 94 lata,
rocznik 1921, pokolenie Kolumbów.
A tu, na zdjęciach nasz domowy senior rodu zwierząt
- Ciciuk, okupuje Martynce walizkę.
Jego bezcenna , śpiąca poza, mówi wszystko:
.."dajcie Wy mi święty spokój":)
Córka przepakowywała ją prawie w biegu, bo znów wyjechała do pracy,
na kolonie w Słonecznym Brzegu.
U nas, póki co Słoneczny Śląsk,
a chmury też słoneczne, upalne,
zupełnie nie zapowiadają deszczu.
Zaszydełkowałam się trochę w bawełnie, większy projekt,
więc końca nie widać.
Ale... mam w pudłach jeszcze inne Ufo-ki, jak je nazywacie,
czyli moje prace z Nieskończoności:)
O, byłabym zapomniała: :)
Dane techniczne:
Włóczka: turecka mieszanka akryl i wełna
Waga; ok. 20 dkg.
Wymiary:
Włóczka: turecka mieszanka akryl i wełna
Waga; ok. 20 dkg.
Wymiary:
- szerokość w ramionach: 175cm
- wysokość chusty; 80 cm
Czas pracy; tym razem nie liczyłam :)
Czas pracy; tym razem nie liczyłam :)
Pozdrawiam Was serdecznie spod wiatraka;)
PS.
Chusta oczywiście jest póki co wolna, czyli
"for sale":)
"for sale":)
Zastanawiam się tylko, czy jej nieco nie powiększyć,
obrabiając wkoło cieniowanym różem indyjskim:)