Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik-Karolka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik-Karolka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 lutego 2012

Siostrzyca

Autor: John Harding
Tytuł: "Siostrzyca"
Tytuł oryginału: "Florence and Giles"
Wydawnictwo: Mała Kurka

Ocena:
Po książkę sięgnęłam zachęcona wieloma świetnymi recenzjami. Na początku podchodziłam do niej dość sceptycznie, ale po tak wielu zachętach z Waszej strony zaczęłam lekturę. A co z niej wynikło? 

 "Kto z odrobiną inteligencji
Nie chciałby pocałować Florencji"

Powieść zaczyna się bardzo niewinnie - poznajemy Florencję - jedenastoletnią dziewczynkę, mieszkającą z bratem i służbą w ogromnym dworku położonym niedaleko jeziora i lasu. Dziewczynka nie zna swoich rodziców, wie jedynie, że zginęli tuż po jej narodzinach. Nic więc dziwnego, że bardzo jest przywiązana do swojego młodszego brata i spędza  z nim wiele czasu. Niestety, Giles musi wyjechać do miasta uczyć się, a biedna Flo zostaje bez towarzystwa w domu. Potajemnie uczy się czytać i znajduje sobie kryjówkę, w której pochłania powieści w tajemnicy. Już wkrótce szczęście się do niej uśmiecha - tak przynajmniej sądzi - bo okazuje się, że jej braciszek jest "za wrażliwy" na naukę w szkole, dlatego też od teraz kształcić go będzie guwernantka. 

Przez nieszczęśliwy wypadek pierwsza nauczycielka ginie i musi zostać zastąpiona. Lecz kiedy przyjeżdża pani Taylor, Flo wie, że coś jest nie w porządku. Nagle dziewczynka czuje się obco we własnym domu. Jedynie ona widzi tajemne znaki, które zostawia nowa guwernantka i postanawia temu zapobiec, tym bardziej, że wskazuje na to, iż chodzi o uprowadzenie jej braciszka. Ale czy jedenastoletniej dziewczynce uda się pokonać dorosłą kobietę, która nawet chyba nie jest człowiekiem? Jak zakończy się ta dziwna historia?

Od razu powiem, że książka powala na kolana, bo jest świetna. Autor miał genialny pomysł, zwłaszcza, że wplótł wszystko w klimat dziewiętnastowieczny. Uwielbiam powieści z tamtych czasów, więc czytanie "Siostrzycy" było dla mnie ogromną przyjemnością.

"Siostrzyca" jest kryminałem, a to gatunek, który może nie koniecznie nie lubię, a raczej nie znam i bardzo rzadko czytam. Już prawie zapomniałam jak to jest, kiedy książkę czyta się jednym tchem w ostatnich kartkach mając duszę na ramieniu. "Siostrzyca niewątpliwie dostarczyła mi ogromnych wrażeń. Ostatnio miałam zamiar przeczytać coś o takiej tematyce i John Harding idealnie trafił w mój gust. 

"Historia, którą mam do opowiedzenia jest osobliwa oraz nie łatwa do przyswojenia i zrozumienia, dlatego bardzo dobrze się składa, że mam do tego zadania odpowiedni zasób słów". 

Brawa należą się również tłumaczowi książki, który miał pewnie nie lada zadanie. Główna bohaterka używa bowiem swojego własnego języka, więc występują tu takie słowa jak "odpłakiwałam", "podłóżkowałam", "ułokciowana", "nieuguwernantkowana" "wchowanegowaliśmy". Nie przeszkadza to jednak w czytaniu i choć może na początku trochę to irytuje to później zapominamy o dziwnych słowach, których nie znajdziemy w żadnym słowniku a wciągamy się w akcję i przyzwyczajamy się do nich.

Następny plus to bohaterowie, których w trakcie czytania świetnie poznajemy i kochamy. Autor nie stworzył ich wiele (za co kolejny plus, bo można szybko i łatwo połapać się w akcji), za to wszyscy dopracowani i świetnie wykreowani. Główna postać - Florencja - jest przedstawiona w tak ciekawy  sposób, że polubiłam ją całym sercem i bardzo chciałam pobawić się z nią choć chwilę.

Oczywiście powieść polecam, bo mogę przysiąc, że się nie zawiedziecie. To lektura dla każdego. Mnóstwo zwrotów akcji, genialna dopracowana fabuła i lekki, przystępny styl sprawiają, że czyta się dopóki ręka całkiem nie zdrętwieje i nie stanie się późno. 

Gorąco polecam!

6/6
 
Recenzja jest również na moim blogu papierowyazyl.blogspot.com

poniedziałek, 13 lutego 2012

William Wharton "Tato"



 
Autor: Wiliam Wharton
Tytuł: "Tato"
Wydawnictwo: Rebis

Opis książki:
Tato to wzruszająca saga rodzinna, okazująca codzienne życie trzech pokoleń przeciętnych Amerykanów, osnuta na kanwie przeżyć pisarza. Bohater powieści, wyrwany z najbliższego otoczenia i rodziny, ulega głębokiemu przeobrażeniu wewnętrznemu w kontakcie z wielkomiejskim światem zmiennych norm moralnych i gwałtownego rozwoju techniki. Zderzenie tych dwóch tak całkowicie odmiennych światów sprawia, że bohater na nowo odkrywa dawne wartości, które okazują się najtrwalsze: miłość do ojca, przyjaźń i wierność samemu sobie.

Ocena:
William Wharton urodził się w Ameryce w rodzinie robotniczej, tam spędził pierwsze lata swego życia i odebrał wykształcenie, ale większość swojego dorosłego życia spędził we Francji. Jego prawdziwe nazwisko brzmi Albert DuAime, a przodkowie przybyli do Ameryki właśnie z Francji. Napisał wiele książek, a jedną z nich jest właśnie "Tato", którą udało mi się przeczytać.

„Odwraca się do mnie z uśmiechem. Jak on się ładnie uśmiecha: prosto w moje serce.” 
Kiedy otwieramy książkę, wita nas zdjęcie autora, śmiejącego się od ucha do ucha, w słonecznych okularach. Mimo, że zdjęcie jest czarno-białe, bardzo pozytywnie nastawia do książki. Czujemy, że ta książka będzie inna niż wszystkie. I taka jest.
 
Trudno mi powiedzieć jednoznacznie, o czym ta książka była. Opowiada o życiu trzech pokoleniach mężczyzn, którzy nawzajem muszą się sobą opiekować. Ojciec synem, syn ojcem. Lecz czasami ojciec zaskakuje syna, a syn nie zawsze spełnia oczekiwania ojca. Ta książka jest przede wszystkim niespotykaną lekcją miłości w rodzinie.

„Kochać kogoś, to przede wszystkim pozwalać mu na to, żeby był, jaki jest.”

Lektura dostarcza niezwykłych wrażeń. Przede wszystkich tematy, jakie poruszał autor : choroba, śmierć, cierpienie, ale również małe radości każdego dnia czy miłość. Narodziny dziecka splatają się z zawałem i wypadkiem. To przede wszystkim opowieść o życiu codziennym, o przyjmowaniu go, takim jakie jest. 

„Jak my szybko, jak łatwo znikamy bez śladu z tego życia.”

Język i styl autora zaskoczył mnie. Zwykle spotykamy się w książkach z wydarzeniami opisywanymi w czasie przeszłym. Tutaj jest to raczej ciągła relacja, bo czas jest teraźniejszy: "idę", "gotuję", "jadę". To bardzo rzadko spotykane zjawisko, ale nie przeszkadza w czytaniu. Wręcz przeciwnie - pomaga wczuć się w opisywane wydarzenia.

Autor napisał powieść na podstawie własnych doświadczeń. W jego dziele możemy poznać świat Amerykanów z innej perspektywy niż dotychczas. Pokazane jest tu życie w Ameryce dzień po dniu, więc chcąc nie chcąc wciągamy się w amerykańską kulturę i zwyczaje. 

„W podróżowaniu fantastyczne jest między innymi to, że człowiek przekonuje się, ilu jest na świecie dobrych, uczynnych ludzi.”

Książkę polecam każdemu. Warto ją przeczytać, bo jest niezwykła: rodzinna, ciepła i ma swój niepodrabiany urok, więc urzeka sama sobą. Dostarcza niezapomnianych wrażeń i zachwyca prostotą i niebanalnym pomysłem.
Polecam!

5,5/6
 
Recenzja ukazała się na moim blogu już jakiś czas temu, ale dodają ją teraz. Zapraszam do poczytania innych moich recenzji: papierowyazyl.blogspot.com