Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beauty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beauty. Pokaż wszystkie posty

9.12.17

Co na prezent? Kilka sprawdzonych propozycji

Czujecie już? Dom pachnący choinką, suszonymi owocami, piernikiem i pomarańczami. Z tym właśnie kojarzy mi się grudzień, z tym kojarzą mi się Święta. No i z prezentami. My w tym roku mamy już wszystko wybrane, kilka rzeczy musimy jeszcze zamówić i zaczynamy wielkie pakowanie. Zakładam, że u większości z Was sytuacja ma się podobnie, jeśli jednak jest inaczej, wciąż zastanawiacie się co kupić, rozsiądźcie się wygodnie i sprawdźcie moje propozycje. Są to rzeczy sprawdzone i takie, które sama chciałabym dostać czy podarować bliskim (z częścią tak się właśnie stanie). Co więcej, wszystko bez problemu kupicie przez internet więc ominą Was kolejki i po centrach handlowych bieganie.





Książki to zawsze dobry pomysł na prezent. Znacie kogoś kto ich nie lubi? Ja wybrałam kilka nowych pozycji z różnych kategorii:

Daria Rybicka, Katarzyna Bonczek "Apetyczna książka" - niecodzienna opowieść i zdrowy poradnik o odżywianiu dla całej rodziny. Na pewno spodoba się młodym mamom ze względu na rozdział o rozszerzaniu diety niemowlaka. Pięknie wydana i ciekawie napisana, a smacznych przepisów w niej mnóstwo!

Dmitry Glukhovsky "Tekst" - coś dla fanów kryminału, thrillera, noir i dramatu. To realistyczna powieść o starciu pokoleń, niemożliwej miłości i niesprawiedliwej karze. Jej akcja rozgrywa się we współczesnej Moskwie i na jej przedmieściach. "Odebrałeś mi przyszłość. Ja zabiorę ci twoją". Przeczytajcie samo streszczenie i zobaczcie, że zapowiada się bardzo ciekawie!

David Sinden "Bullet Book" - rewolucyjny system łączący w sobie dziennik, organizer i notes! Autor stworzył piękna i praktyczną książkę, w której można zapisywać swoje projekty, cele i codzienne obowiązki, a później śledzić postęp ich realizacji. Macie kogoś wśród rodziny lub bliskich komu zdecydowanie przydałaby się lepsza organizacja? No to już, prezent znaleziony :)



Jamie Oliver "5 Składników" - książki Jamiego to już klasyka. Tym razem autor przygotował, aż 130 nowych przepisów, każdy składający się tylko z 5 składników. znajdziecie tu wszystko - od sałatek i pasty, przez ciekawe pomysły na kurczaka, ryby, warzywa, ryż, makarony, wołowinę i wieprzowinę, aż po słodkości. Ta książka to maksimum smaku przy minimum wysiłku, szeroki wachlarz posiłków o różnej wartości odżywczej i mnóstwo fantastycznych inspiracji. Dla mistrza i amatora.

Radosław Berendt, Łukasz Marcinkowski "O roślinach" - nowy album wyjątkowego duetu florystów, w którym autorzy zajmują się domową uprawą roślin, prezentują i opisują około 50 gatunków kwiatów doniczkowych i w przystępny sposób przybliżają jak się nimi opiekować. To jednak nie wszystko. W książce znalazła się też mapa polskich oranżerii, eseje o roślinach w sztuce, ich wpływie na nasze zdrowie i samopoczucie oraz step by step jak stworzyć np. las w słoiku. Wszystko oczywiście okraszone pięknymi zdjęciami w twardej oprawie. Głównie dla miłośników roślin choć nie tylko.





Jeśli chcecie podarować bliskim kosmetyki, ale nie wiecie na które się zdecydować to już podpowiadam jakie są najlepsze, naturalne i przede wszystkim sprawdzone:

Iossi, Różana mgiełka - to produkt, który sprawdzi się u każdej kobiety, bez względu na wiek czy rodzaj posiadanej cery. Odświeża, tonizuje, łagodzi podrażnienia, nawilża i cudownie pachnie! Warto rozpatrzyć jako prezent dla siostry, mamy czy też koleżanki.

Fridge by Yde, Zestaw "odmładzająca bomba witamin" 1.9 + 4.2 - duet dla wymagających no bo zestaw świeżych kosmetyków prosto z lodówki, bez alkoholu, konserwantów oraz substancji syntetycznych i sztucznych zapachów to bardzo luksusowa sprawa. W zestawie znajdują się dwa produkty: 1.9 serum bomb oraz 4.2 rosy eye energy przeznaczone głównie dla skóry zmęczonej, wysuszonej, poszarzałej, starzejącej i tracącej jędrność. Spodoba się na pewno babci, teściowej czy mamie, ale czemu by i sobie nie sprawić takiego prezentu? Na zimowe dni taka bomba witamin przyda się każdej skórze! Koniecznie sprawdźcie też inne produkty, a w tym zestawy marki.



Koi, Eliksir -  coś dla fanek koreańskiej pielęgnacji bądź osób potrzebujących konkretnego nawilżenia. Skoncentrowany, maksymalnie stężony, nawilża i koi skórę. Tak silna koncentracja składników aktywnych zwiększa efektywność działania kremów, budując pomost do głębszych warstw skóry, a dzięki szybkiemu wchłanianiu gwarantuje bezpieczną bazę pod makijaż. Minimalistyczna, ciemna buteleczka z czarną etykietą zrobi wrażenie na każdej kobiecie, a perfekcyjny, naturalny skład na pewno nie rozczaruje. Dla mamy, dla koleżanki, dla teściowej i dla siostry.

Ministerstwo Dobrego Mydła, Olej do pielęgnacji brody oraz skóry pod zarostem "Zielona herbata"- tym razem coś dla PANÓW, niekoniecznie z zarostem. Olejek MDM to jak mówią same twórczynie "konkretna spawa". Skomponowany tak, aby działa w synergii naprawdę "robiąc" włos, jednocześnie dbając o skórę twarzy pod brodą. Gęścioch, ale pięknie rozprowadza się i wchłania. Od siebie mogę dodać, że super pięknie pachnie i naprawdę świetnie działa!


Alba 1913, Świąteczny zestaw holistyczna pielęgnacja - kosmetyki Alba1913 to maksimum skuteczności i przyjemności. Idealne składy, świetne konsystencje, piękne, naturalne zapachy i jeszcze lepsze działanie to to co wyróżnia markę, a ten zestaw to świetna opcja dla zabieganych. Rozświetlająca maska doda blasku, ukryje zmęczenie i odżywi zmęczoną skórę, krem do dłoni ukoi spierzchnięte od mrozu dłonie, odżywcze masło otuli i uelastyczni skórę na ciele, a krem do twarzy ochroni przed zanieczyszczeniami i zapewni intensywne nawilżenie. Świetna opcja dla zapracowanych dziewczyn z dużego miasta! Może kupisz przyjaciółce lub siostrze? Więcej o tutaj >klik<.

Yope, Mydło w płynie Zimowe - pomyślicie sobie, mydło - cóż za banalna sprawa. Ale nie to bo to jest wyjątkowe. Pachnące zimą, pachnące świętami i wszystkim co się z nimi kojarzy. Co więcej, jest delikatne, naturalne i ma fajne opakowanie! Świetnie sprawdzi się jako drobny upominek np. dla koleżanki czy kolegi z pracy.

Phenome, MOMMY-TO-BE stretch mark oil - co podarować kobiecie w ciąży? Kosmetyk, który będzie bezpieczny dla niej i dziecka, skutecznie zadba o rozciągającą się skórę, a przy okazji sprawi, że przyszła mama poczuje się lepiej. Tutaj olejek Phenome sprawdzi się najlepiej! Łagodny, w 100% naturalny, odżywczy i pięknie pachnący. Do tego w minimalistycznej, brązowej buteleczce, która chroni właściwości składników aktywnych.



Wybór prezentu dla dziecka to wcale nie taka prosta sprawa. Warto postawić na naturalne materiały, sprawdzone marki i ciekawe wzory. Oto kilka moich propozycji.

Maileg, Pingwin chłopiec - przytulanki tej duńskiej marki to już klasyka znana na całym świecie. Zachwycają pięknymi wzorami i genialną jakością dzięki wykorzystaniu najlepszej jakości materiałów. Miękkie, przyjemne i bezpieczne dla skóry nawet noworodków, szybko zyskają sympatię dzieci i staną przyjaciółmi na długie lata. Pingwin to wybór oczywisty, kojarzy się z zimą i jest tak uroczy, że spodoba się każdemu!

Suussies, Bawełniany aparat - fajna alternatywa dla najmłodszych. Może być zabawką lub stylowym dodatkiem. Dla artystycznej duszy, dla chłopca i dla dziewczynki. Z takim aparatem można podbijać świat i przeżywać niesamowite przygody!



Main Sauvage, Kot Milk - mięciutki, tworzony ręcznie przez boliwijskich artystów kotek z delikatnej, dziecięcej alpaki to propozycja zarówno dla maluchów jak i starszych dzieci. Absolutnie uroczy, mięciutki, antybakteryjny i hipoalergiczny. Będzie wspaniałym kompanem zabaw i podróży. Najlepszy wybór dla małych alergików! Sprawdźcie też pozostałe przytulanki tej francuskiej marki, obiecuję, że Was zaskoczą!

Pinch Toys, Helikopter - wielu rodziców nie lubi i nie kupuje swoim dzieciom kolorowych, plastikowych zabawek, dobrym pomysłem są wtedy drewniane. Kupując je warto zwrócić uwagę, aby były wykonane z naturalnego drewna i z certyfikatami. Te marki Pinch Toys takie są, wykonane z drewna olchy i pomalowane bezpiecznymi farbami na bazie wody. Myślę, że taki helikopter sprawiłby frajdę każdemu małemu chłopcu, i przy okazji jego tacie też!

YOPE, Naturalna świeca zapachowa - coś dla fanek świec, a tą na pewno nie pogardzi żadna. Wegańska i wykonana w 100% na bazie wosku sojowego, bez zbędnych, niebezpiecznych dla zdrowia substancji. Ambra/Wanilia/Cedr/Piżmo to idealna, zimowa mieszanka. Zmysłowa, lekko słodka, ciepła i otulająca jak wełniany koc. Warto zwrócić tu też uwagę na opakowanie, szklane, minimalistyczne, z delikatnym motywem, pięknie odnajdzie się w każdym wnętrzu!

Daniel Wellington, Zegarek - takim prezentem na pewno nie pogardzi żaden mężczyzna. Delikatny zegarek na brązowym skórzanym pasku to coś co trzeba po prostu mieć. Nie tylko wskaże godzinę, ale będzie też stylowym dodatkiem i urozmaici każdy strój. Ponadczasowy design sprawia, że nigdy się nie znudzi i nie wyjdzie z mody! Sprawdźcie też inne modele, na stronie producenta damskich również nie brakuje. Pssst, z kodem "raspberry" otrzymacie 15% rabatu plus kampania świąteczna i jest 25% taniej!



Pijama, Etui na telefon - to fajny pomysł na prezent i przy okazji bardzo praktyczna rzecz. To od włoskiej marki Pijama jest porządnie wykonane, ładne i stylowe. Dostępne w różnych rozmiarach oraz wzorach dzięki czemu bez problemu wybierzecie coś dla siebie lub bliskich. Nie ważne gdzie, na biznesowym spotkaniu, w kawiarni czy podróży etui zadba o bezpieczeństwo każdego telefonu.

Wishbone, Srebrna biżuteria - moja propozycja dla minimalistki. Delikatna, srebrna biżuteria, pasująca do wszystkiego, zawsze i wszędzie. Spodoba się niemalże każdej kobiecie, a już na pewno siostrze czy przyjaciółce. Na stronie marki znajdziecie więcej pięknych i delikatnych wzorów naszyjników, pierścionków, kolczyków i bransoletek. Są też karty podarunkowe :)



Koniecznie dajcie znać czy coś wypatrzyliście? I pochwalcie się jak Wam idzie kompletowanie prezentów? :)

29.11.17

Ulubione w październiku i listopadzie

Listopad pod względem pogody totalnie się nie popisał. W Szczecinie niemalże non stop było szaro, buro i ponuro. Tak jakby mrok opanował miasto. Nie obyło się też bez chorób. Najpierw przeziębienie zaatakowało mnie i jak to bywa, przeszło na każdego po kolei. Powoli z tego wychodzimy, ale jeszcze czasem pociągamy nosami. Cieszymy się jednak, że grudzień już za pasem. Liczymy na to, że będzie łaskawszy! A co tym razem w kosmetykach? Jak zawsze dużo dobrego! Naturalne składy, przyjemne zapachy i świetne działanie. Zobaczcie sami!

Phenome, Anti Aging Hand Cream - to taki krem do rąk, którego użyje się raz i później wciąż i wciąż się do niego wraca. Lekki w konsystencji, obłędnie pachnący, z genialnym składem, dobrze wchłaniający się i jeszcze lepiej działający! Otula dłonie delikatnym woalem, natychmiast wygładza, pielęgnuje i regeneruje. Wystarczy dosłownie odrobina, aby dłonie odzyskały miękkość i zdrowy wygląd. Przez to jest też super wydajny. Dodatkowy plus ode mnie za ładne opakowanie. Tak, uwielbiam ładne opakowania. Nie znacie go? Koniecznie to zmieńcie!

Caudalie, French Kiss Lip Balm - stosunkowo nowy produkt w ofercie marki, ale zdecydowanie godzien uwagi. Zamknięty w niewielkim opakowaniu, o dość zbitej konsystencji i przyjemnym pomarańczowo - waniliowym zapachu. Dostępny w 3 kolorach z czego ja obecnie używam INNOCENCE czyli delikatnego różu w odcieniu nude. Wygląda super subtelnie! Do działania też nie mogę się przyczepić. Nawilża, koi, wypełnia i naprawdę długo utrzymuje się na ustach. Minusem może być słoiczek do którego trzeba włożyć palec, ja jednak nie widzę w tym problemu. Polecam, szczególnie jeśli cenicie dobrą pielęgnacje połączoną z kolorem :)


Grown Alchemist, Body Cream Mandarin&Rosemary Leaf - czymże byłaby pielęgnacja ciała bez odpowiedniego balsamu. Ja mam zawsze jakiś w łazience, a nawet kilka. Ten uzależnił mnie szczególnie zapachem, świeży, rozmarynowy, zdecydowanie taki jak lubię! Lekka konsystencja sprawia, że kosmetyk szybko się wchłania, a bogaty naturalny skład zapewnia skórze odpowiednie nawilżenie i odżywienie. Skóra jest wygładzona, uelastyczniona, miękka, jędrna i odpowiednio nawilżona. Dzięki dobrej wchłanialności możemy od razu wskoczyć w ulubiona piżamę bez obaw, że za chwilę będzie obklejona! Szczerze polecam.

L'Occitane, Olejek pod prysznic Migdał - jesień i zima to zdecydowanie ten czas gdy jeszcze chętniej pod prysznicem sięgam po olejki. Ten od L'Occitane mam pierwszy raz i na pewno będzie kolejny. Gęsty, na skórze zmienia się w delikatną kremową piankę, oczyszcza, otula, pielęgnuje i pachnie tak, że można się uzależnić. Co więcej, jest super wydajny i naprawdę delikatny.



Iossi, Serum dla cery z problemami - mogłoby się wydawać, ze problematyczna cera nie lubi się z olejkami, a jak się okazuje jest zupełnie inaczej. Odpowiednio dobrane nie tylko nie zaszkodzą takiej cerze, wręcz pomogą! Serum Iossi zostało skomponowane tak by leczyć wypryski już istniejące i zapobiegać powstawaniu nowych. Opracowane na olejkach: rokitnikowym, krwawnikowym, tamanu, konopnym oraz z drzewa herbacianego; przyspiesza proces regeneracji skóry, wygładza, zmiękcza, uelastycznia, dogłębnie odżywia, działa antybakteryjnie i odkażająco. U mnie w użyciu jest kilka razy w tygodniu, na noc. Wystarczy dwie, trzy krople i już. Rano cera jest odżywiona, nawilżona, rozświetlona i ma wyrównany koloryt. Serum rzeczywiście fajnie działa w przypadku stanów zapalnych, szybko je wycisza i niweluje. Oczywiście mając cerę trądzikową nie możemy liczyć, że sam kosmetyk rozwiąże sprawę, ale na pewno wspomoże walkę z wrogiem!

Koi, Olejek do mycia twarzy - kolejny olejek w tym zestawieniu, tym razem do demakijażu. Bogaty w składniki aktywne: olej z awokado, rycynowy i drzewa sandałowego, za zadanie ma: usuwać makijaż oraz pozostałe zanieczyszczenia, nawilżać, dostarczać witamin i nie podrażniać skóry ani oczu. Muszę przyznać, że to fajny produkt, który zdecydowanie umila demakijaż. Wystarczy wylać kilka kropli na dłonie, wykonać masaż, ściągnąć wszystko małym, zwilżonym ręcznikiem np. frotte i gotowe. Skóra jest jednocześnie oczyszczona i odżywiona, bez podrażnień, bez tarcia i innych nieprzyjemności. Olejek nie oblepia skóry, nie pozostawia tłustej warstwy choć ja i tak przemywam jeszcze twarz żelem, a następnie tonikiem. Jeśli lubicie tego typu produkty wpisujcie na listę do wypróbowania!


Cattier, Clay Scrub - to mój pierwszy produkt marki Cattier, ale mam chęć na więcej. Naturalny i przeznaczony do każdego typu cery. Opracowany na bazie białej glinki i aloesu, niezbyt gęsty, z niewielką ilością drobinek. Z dodatkiem wody jest bardzo delikatny, ale dla lepszych efektów wystarczy użyć go na sucho. Usuwa zanieczyszczenia i martwy naskórek, wygładza, wyrównuje koloryt, a pozostawiony na twarzy nieco dłużej pokazuje jeszcze większą moc. Dzięki zawartości białej glinki jednocześnie oczyszcza i odżywia, nie powoduje podrażnień ani nie wysusza skóry pozostawiając ją elastyczną i miękką oraz gotową na kolejne kroki pielęgnacyjne. Naprawdę świetny peeling z dobrym składem i za grosze.






   A co Was ostatnio zachwyciło?

20.10.17

Ulubione we wrześniu

Jak dobrze mieć znowu wiosnę. Te ogrzewające twarz promienie, ciepło pozwalające spacerować bez kurtki i energia, która rozpiera i zachęca do działania! Już za chwilę szara i chłodna jesień znów powróci, ale nie ma tego złego. W końcu miło jest otulić się wełnianymi swetrami, wcierać treściwe kosmetyki, palić korzenne świece i zalegać pod kocem z książką i kubkiem gorącego kakao. Jesteście za? No dobrze, ale wracając do tematu posta chciałam Wam dziś napisać o kilku super produktach, które w ostatnim czasie podbiły moje serce. Siadajcie więc wygodnie i czytajcie. Zapraszam.


Caudalie, Vine Active krem pod oczy - kolejny fajny produkt z serii Vine Active, o kremie do twarzy i serum pisałam o tu >klik<. Stworzony z myślą o młodych kobietach, które nie mają za wiele czasu na pielęgnację. Zawiera peptydy, ustabilizowaną witaminę C oraz polifenole o działaniu antyoksydacyjnym. Lekki, szybko wchłaniający się, a jednocześnie odżywczy. Poprawia kontur oka, rozjaśnia cienie i zapewnia długotrwałe nawilżenie. Ja stosuję go dwa razy dziennie, rano i wieczorem, świetnie spawdza sią pod makijaż, jest wydajny i co najważniejsze, rzeczywiście działa. Skóra pod oczami jest rozjaśniona, odżywiona, nawilżona i uelastyczniona. Wydajność i konsystencja też na plus!

Fridge by Yde, 3.3 good morning face - jeśli mnie czytacie dobrze wiecie, że produkty Fridge stosuję i wielbię nie od dziś. 3.3 good morning face to nowy produkt w ofercie marki i doskonały tak jak wszystkie inne, które miałam okazję stosować. Opracowany na dwóch ekstraktach: z zielonej herbaty i żeń-szenia, działa jednocześnie tonizująco, regenerująco, poprawia ukrwienie skóry i wpływa bardzo korzystnie na jej odnowę. Nie ma tu mowy o przesuszeniach czy podrażnieniu. Żel myje super delikatnie, nie narusza warstwy hydrolipidowej, a przy tym pozostawia skórę oczyszczoną, odświeżoną i gotową na kolejne kroki pielęgnacyjne. Ze względu na zawartość olejku eterycznego z mięty uwielbiam go stosować szczególnie rano, ale i wieczorem świetnie sobie radzi i usuwa wszelkie pozostałości po makijażu, z którymi nie poradził sobie płyn micelarny czy olejek. Jeśli wcześniej zniechęcała Was krótka data produktów Fridge i fakt, że trzeba trzymać je w lodówce to musze napomknąć, że żel ważny jest przez 6 miesięcy od daty produkcji i bez problemu może stać w łazience!




L'occitane, Mleczko do ciała Werbena - lekkie, szybko wchłaniające się mleczko o energetyzującym, aromatycznym zapachu będącym miksem olejków eterycznych: z  pomarańczy, geranium i drzewa cytrynowego. Wzbogacone o wyciąg z werbeny oraz olejek z pestek winogron szybko i skutecznie niweluje uczucie napięcia, nawilża i odżywia. Ja uwielbiam sięgać po nie rano. Nie pozostawia tłustej warstwy, dodaje energii, relaksuje i doskonale pielęgnuje skórę. A wydajność? Przeogromna!

Barwa, Barwy Harmonii Olejek pod prysznic Różany - opracowany na ekstrakcie z dzikiej róży, naturalnym oleju ze słodkich migdałów i witaminie E, nie tylko oczyszcza, ale przede wszystkim głęboko regeneruje i pielęgnuje skórę. Uwielbiam za wszystko! Za doskonałe działanie, za nawilżenie i za piękny różany zapach, który niesamowicie otula i pod własnym prysznicem pozwala poczuć się jak w drogim SPA! Serio, bardzo polecam.

Jan Barba Natura, Tonik Ziołowy - wegański, całkowicie bezpieczny dla skóry, przygotowany z ekstraktów wyselekcjonowanych ziół. Dostarcza skórze wszystkich niezbędnych witamin, wyrównuje pH i wykazuje działanie przeciwzapalne. Wszystko super ekstra, butelka też minimalistyczna i przepiękna, ale... Ja nie polubiłam się z nim od razu. Zraził mnie zapach, efektów też na początku nie zauważyłam. On po prostu potrzebował czasu. Stosowany regularnie działa cuda. Koi, tonizuje, pomaga w znacznym stopniu uporać się z niespodziankami i doskonale nawilża. Często zdarza mi się pomijać krem nawilżający, jest po prostu zbędny. Producent poleca go też do demakijażu, u mnie w ten sposób się nie sprawdził, być może u Was będzie lepiej. Podsumowując, jako tonik jak najbardziej polecam! 





La Roche Posay, krem Toleriane Ultra - super delikatny krem o ultraminimalistycznej formule przeznaczony do pielęgnacji skóry wrażliwej i alergicznej. Za zadanie ma likwidować uczucie dyskomfortu, długotrwale nawilżać i zapobiegać powstawaniu podrażnień. W składzie nie zawiera parabenów, konserwantów, alkoholu ani lanoliny czyli tych substancji, które są najbardziej drażniące. Skóry co prawda nie mam reaktywnej, ale lubię sięgać po delikatne preparaty, a w tym kremy i muszę przyznać, że na Toleriane Ultra się nie zawiodłam. Lekki, szybko wchłaniający się, pozostawia na skórze delikatną warstwę ochronną i zapewnia uczucie komfortu. Skóra jest doskonale nawilżona, odżywiona, a krem niewyczuwalny. Nie zapycha skóry, nie powoduje przetłuszczania i doskonale sprawdza się pod makijaż. No naprawdę bardzo lubię! 


La Roche Posay, Woda Micelarna Ultra - kolejny produkt LRP i kolejny do cery wrażliwej/alergicznej/reaktywnej. Tym razem mowa tu o wodzie micelarnej.  Jak dla mnie doskonała, a może i najlepsza, a przede wszystkim najłagodniejsza, a przy tym niesamowicie skuteczna. Szybko i skutecznie pomaga pozbyć się makijażu, także tego z oczu, nie powoduje mgły, nie podrażnia. Wystarczy naprawdę chwila, aby skóra była oczyszczona i jednocześnie odświeżona bez uczucia lepkości. Duży plus za wydajność i brak zapachu. Must-have dla posiadaczek cer wrażliwych, ale nie tylko bo doskonale sprawdzi się u każdego.

A Ciebie co zachwyciło we wrześniu?

3.9.17

Ulubieńcy: maj, czerwiec, lipiec

Jak Wam minął sierpień? Ja nie zdążyłam jeszcze nacieszyć się latem, a okazuje się, że tu zaraz koniec tegoż. Dni są coraz krótsze, wieczory zdecydowanie chłodniejsze, a ciepłe swetry  w sklepach oznajmiają, że za rogiem czai się jesień. W ostatnim czasie cicho było na blogu dlatego też dziś nadrabiam prezentując Wam ulubieńców ostatnich 3 miesięcy: maja, czerwca i lipca. Na tych sierpniowych przyjdzie jeszcze czas!


Insight Professional, Antioxidant - linia opracowana tak by chronić włosy przed szkodliwym działaniem wolnych rodników i odbudowywać. Oparta na organicznych ekstraktach z marchwi, masła sojowego oraz olejach z jojoby i i orzechów działa odmładzająco, wzmacniająco, odżywiająco, a także stymulująco. Muszę przyznać, że moje włosy absolutnie uwielbiają produkty tej marki dlatego tym razem nie mogło być inaczej. Szampon oraz odżywka z linii Antioxidant to naturalny duet, który świetnie ze sobą współgra. Szampon genialnie się pieni, dogłębnie oczyszcza będąc jednocześnie delikatnym dla skóry głowy, natomiast odżywka wspaniale nawilża nie wykazując przy tym skłonności do obciążania.W efekcie, po zastosowaniu duetu, włosy są doskonale odświeżone, odbite od nasady i sypkie, a także wygładzone i błyszczące. Ogromną zaletą są tu też duże pojemności, wygodne opakowanie, świetny zapach oraz bezpieczne składy bez SLS, SLES, parabenów, silikonów, sztucznych barwników, alergenów zapachowych czy olejów mineralnych. Polecam, nie tylko dla pań!

Naturativ, Samoopalacz - kiepska ze mnie fanka opalania dlatego czy zima czy lato ratuję się samoopalaczami. Ten już kiedyś miałam, wróciłam do niego po długim czasie nieużywania i nic się nie zmieniło, uwielbiam jak przedtem! Łatwy w aplikacji, nie tworzy smug i daje bardzo naturalny efekt. 1-2 aplikacje i tyle, aby cieszyć się zdrową opalenizną, która nie tylko upiększa ciało, ale przy okazji tez pielęgnuję. Minusy? Nieprzyjemny zapach, który po kilku godzinach wietrzeje.

David Mallet, Volume Powder - że włosy mam cienkie i oklapnięte narzekałam nie raz. Produkty do stylizacji są u mnie zawsze pod ręką, nie znalazłam jeszcze tego jedynego, ale ten od Davida naprawdę daje radę. A co to takiego? Magiczny puder, który tworzy objętość ot tak. Wystarczy rozpylić, pomasować i gotowe. Ja stosuję go najczęściej gdy upinam włosy. Puder zdecydowanie zwiększa objętość, pogrubia i nadaje tekstury, nie  odbierając włosom podatności na układanie. Wydajność, zapach i sam pomysł na aplikację też bardzo na tak!

Fridge by Yde, Avocado Body - marka Fridge by Yde już niejednokrotnie udowodniła, że świeże kosmetyki bez alkoholu, konserwantów i substancji syntetycznych potrafią zdziałać cuda i tak też jest i tym razem! Avocado body to stosunkowy nowy produkt w asortymencie firmy, ale zdecydowanie genialny w działaniu. Oparty na ekstrakcie z bluszczu oraz olejach z awokado i imbiru, za zadanie ma odżywiać, regenerować, wzmacniać i napinać. Zdecydowanie muszę przyznać, że dokładnie to robi. W pewnym momencie mój synek absorbował tyle uwagi, że nie miałam czasu ani siły by sumiennie zadbać o skórę na skutek czego stała się szorstka i przesuszona. Próbowałam ratować się emolientami, ale tak naprawdę dopiero aplikacja tego kremu przyniosła oczekiwane rezultaty. Skóra szybko odzyskała prawidłowy poziom nawilżenia, stała się gładka, miękka, a tym samym elastyczna i bardziej napięta. Chyba nic więcej nie muszę dodawać? Kupujcie bo warto!



Sally Hansen, Color Therapy - kolor i pielęgnacja paznokci w jednym? Z nową linią Sally Hansen to możliwe. Color Therapy to innowacyjne lakiery powstałe w oparciu o technologię mikrocząsteczek. Opatentowana formuła wzbogacona o olejki: arganowy, z jagód Acai i wiesiołka przenika w głębsze warstwy płytki paznokcia dzięki czemu manicure jest nie tylko kolorowy, ale też zdrowy. Świetna konsystencja, wygodna aplikacja, idealnie dopasowany pędzelek i genialna trwałość, z topem do 10 dni, to tylko kilka z kolejnych zalet. Ja jestem na tak. Na zdjęciu kolory, które zdecydowanie w ostatnim czasie najczęściej u mnie na paznokciach gościły, natomiast 380 Ohm My Magenta to abolutnie mój nr.1!



Fridge by Yde, 3.2 Rose Water Tonic - kolejny raz pojawia się u mnie w ulubieńcach, ale to i miłość i uzależnienie.  Oparty na wodzie różanej, super delikatny i pięknie pachnący. Jednocześnie koi, wygładza, tonizuje i wspaniale nawilża. Tak wspaniale, że czasem krem był mi zupełnie zbędny. Wystarczy spryskać tylko twarz i gotowe! Niby to tylko tonik, ale dla mnie juz niezastąpiony! Zachwyca działaniem, odpręża zapachem, a w upalne dni taki prosto z lodówki najprzyjemniej chłodzi.

Yope Soap, Żele pod prysznic Geranium i Kadzidłowiec - towarzyszyły mi przez całe wakacje pod prysznicem i towarzyszą wciąż. Łagodne, skuteczne, o przyjaznych składach i pięknych, delikatnych zapachach. Cóż chcieć więcej? Zdecydowanie uzależniają jak mydła do rąk tej samej marki!

Phenome, Hypoalergenic Mom&Baby Cream - pełen dobroczynnych substancji: ekologicznych wód roślinnych, olei oraz ekstraktów i łagodny w działaniu, szczególnie polecany dla mam i dzieci, ale świetnie sprawdzi się też u wrażliwców czy alergików. Zachwyca konsystencją, właściwościami odżywczymi i delikatnym zapachem. U nas był stosowany głównie przeze mnie, ale zdarzało się, że używałam go do pielęgnacji delikatnej skóry Maurycego.  Szybko przywracał skórze nawilżenie i sprężystość, zapobiegał przed dalszą utratą wody z naskórka i przynosił ukojenie. Co ważne, świetnie się też wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy, a zapach jest tu tak ładny i na tyle delikatny, że przypadnie do gustu każdemu. My uwielbiamy i szczerze polecamy!

Resibo, Specjalistyczny Balsam Wyszczuplający - do kosmetyków antycellulitowych podchodzę dość sceptycznie, ale że markę Resibo dobrze znam i cenię postanowiłam dać mu szansę. Zreszta po ciąży takie produkty były bardzo wskazane. I nie zwiodłam się! Opracowany na ekstrakcie z jednokomórkowej algi Tisochrysis lutea, maśle mango, wit. E oraz olejach asybińskim, winogronowym, makadamia, sezamowym, kukurydzianym, słonecznikowym i chia. Charakteryzuje się lekką konsystencją, przyjemnym zapachem i super działaniem. Oczywiście bez diety i ćwiczeń nie spodziewajmy się cudów, ale przy regularnym stosowaniu śmiało można zauważyć napięcie skóry, wzmocnienie i i wygładzenie. Ja stosowałam go głównie na nogi i brzuch i tu efekty są naprawdę zaskakujące!



Phenome, Protective Face Cream SPF30 - trudno o dobry krem do twarzy z filtrem, tym bardziej mineralnym lecz jest jeden taki, który okazał się doskonały. Phenome stworzyło krem, który łączy w sobie działanie ochronne jak i odżywcze. Wody roślinne: migdałowa i aloesowa, filtry mineralne, roślinny kompleks anti-aging, masła shea oraz babassu, ekstrakty: z żurawiny, owoców goji, a także oleje: jojoba, kokosowy, ze słodkich migdałów - miks tych składników sprawia, że kosmetyk jest i bezpieczny i skuteczny. Zastosowane tu filtry mineralne nie wnikają w głąb skóry, tworząc na jej powierzchni warstwę ochronną, która to odbija szkodliwe promieniowanie, zarówno UVA jak i UVB. Pozostałe składniki natomiast odżywiają, nawilżają i dbają o skórę zapobiegając jej starzeniu. Krem jest dość gęsty i trudny w rozsmarowaniu, ale gdy już to zrobimy szybko się wchłania pozostawiając na skórze jedynie delikatny film. Dobrze sprawdza się pod makijażem, zdecydowanie nie wpływa na jego trwałość i nie powoduje przetłuszczania się skóry. Co więcej, rzeczywiście świetnie nawilża zapewniając skórze komfort. Testowałam go głównie w miejskich warunkach, lecz ostatnio miałam możliwość sprawdzić go również i nad morzem gdzie pogoda naprawdę dopisała, całe dnie spacerowaliśmy w słońcu, krem zapewnił mi i nawilżenie i super ochronę. Szczerze polecam! 





Bare Mineralns, Bareskin Complete Coverage Serum Concealer - dobry korektor to myślę, że niezbędnik każde młodej mamy, ale i nie tylko bo niestety, ale większość z nas, kobiet, boryka się z zasinieniami pod oczami. Ten od BareMinerals jest lekki, a zarazem skuteczny. Mocno kryjący i jednocześnie odżywczy. Nawilża skórę pod oczami, kamufluje zasinienia, rozświetla tym samym odświeżając spojrzenie i przywracając mu młodość. Do tego jest super fajny w aplikacji, pięknie stapia się ze skórą i jest mega wydajny. Dla mnie doskonały! 

Annabelle Minerlas, Podkład Matujący - podkład, który jest moim absolutnym hitem od dawna. Zdradzam go czasem z innymi, ale w trudnych sytuacjach, jak teraz gdy na całej twarzy wysyp, wracam do niego potulnie. Po pierwsze fantastycznie maskuje wszystkie niedoskonałości, po drugie pięknie stapia się z cerą, po trzecie dzięki niby sypkiej, ale jednocześnie kremowej konsystencji nie stwarza problemów podczas aplikacji, po czwarte ma genialny skład, który nie obciążą i nie zapycha cery pozwalając jej jednocześnie oddychać. Powodów mojego uwielbienia byłoby więcej, ale pozostawię nutkę niedopowiedzenia. Po prostu trzeba go przetestować!

Caudalie, Vine Activ krem i serum - lekkie konsystencje, ziołowe zapachy i świetnie działanie to to co wyróżnia kosmetyki z serii Vine Active, ale nie tylko bo seria ta to coś więcej. To ochrona przeciw zanieczyszczeniom środowiska i szybkiemu starzeniu się skóry. Vine Active zostało stworzone głównie dla 20-30 latek, które żyją w biegu i nie mają zbyt wiele czasu na pielęgnację. Na serię składa się 4 kosmetyki z czego ja przetestowałam narazie dwa: krem nawilżający do twarzy i przeciwzmarszczkowe serum. Oba lekkie, szybko wchłaniające się i dające poczucie komfortu. Oba produkty stosowałam zawsze w duecie, taki miks nie obciążył mojej mieszanej cery, nie wzmagał przetłuszczania, stosowany na dzień był świetną bazą pod makijaż natomiast aplikowany na noc sprawiał, że budziłam się z promienną, odżywioną i rozświetloną skórą. Nie wiem jak ten duet sprawdziłby się na cerze suchej i wymagającej, ale dla cer normalnych i mieszanych mocno polecam! 

Rimmel, Brow Styling Gel - mogę nie malować rzęs, ale brwi muszą być podkreślone. Brow Styling Gel to produkt nieidealny, ale gdy już nauczycie się z nim pracować stworzycie efekty o jakich marzycie. Podkreśli, ujarzmi, wyrówna i utrzyma się na miejscu do czasu demakijażu. Ja nie polubiłam się z nim od razu. Dość duża szczoteczka i bardzo mokra konsystencja potrafią wyczarować efekt wręcz przerysowany, ale wystarczy kilka aplikacji aby dojść do wprawy. Lubię za kolor, za trwałość i za dobrą cenę też!

Resibo,  Kojący balsam do ust. Perfector 3w1 - zachwycałam się nim już raz, pozachwycam się kolejny ponieważ ten balsam ma naprawdę genialne działanie. Pełen dobroczynnych substancji jak ekstrakt z kiełków żółtej gorczycy, olej abisyński, masło shea , woski z kwiatów mimozy oraz z jojoby i słonecznika, za zadanie ma chronić, regenerować, nawilżać oraz odżywiać skórę ust i dokładnie to robi. U mnie wystarczy zastosowanie raz dziennie, na noc, abym mogła cieszyć się nawilżonymi, gładkimi i wypielęgnowanymi ustami przez cały dzień! Jednak przyznam szczerze, że sięgam po niego częściej ze względu na przyjemny aromat i pyszny smak, który to balsam zawdzięcza stewii. Jeśli borykacie się z przesuszonymi i popękanymi wargami zdecydowanie polecam, szczególnie, że zbliża się jesień, a on tworzy świetny opatrunek, który chroni usta też przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi. Zresztą sprawdźcie i przekonajcie się same!




Resibo, Multifunkcyjny peeling dla twarzy - kolejny produkt marki Resibo, ale cóż zrobić, uwielbiam ich kosmetyki. Tym razem to peeling, ale nie byle jaki bo, jak już sama nazwa wskazuje, wielofunkcyjny. W zależności od typu skóry i potrzeb można go stosować jako peeling mechaniczny lub enzymatyczny. Gęsty, pełen ścierających drobinek, skuteczny, a jednocześnie delikatny dla skóry. Dzięki trójpeptydowi PerfectionPeptide P3 przyspiesza odnowę naskórka, owoc papai degraduje komórki wierzchnie warstw skóry tym samym poprawiając jej koloryt i jednocześnie nawilżając, koloidalna mąka z owsa działa przeciwutleniająco i łagodzi, natomiast biała glinka oczyszcza, wygładza i absorbuje nadmiar sebum. Powiem Wam, że ja działaniem peelingu jestem zachwycona! Cera po jego zastosowaniu jest wyraźnie oczyszczona, wygładzona, delikatnie napięta i odmłodzona, sam peeling w ogóle nie podrażnia, a wręcz nawilża. Do tego bosko pachnie. Resibo - naprawdę mistrzowska robota! Warto tu podkreślić, że kosmetyk jest w 98% naturalny i całkowicie wegański.

Diptyque, Eau Geranium Odorata - tak pachnie lato! Lekko, kwiatowo, a jednocześnie drzewnie, trochę pikantnie, a przy tym zwiewnie. Dwie odmiany geranium: afrykańskiego z Egiptu oraz burbońskiego z Wyspy Reunion przeplatają się tu z bergamotą, zielonym kardamonem, cedrem, tonkowcem wonnym i pieprzem różowym tworząc naprawdę przyjemną, zrównoważoną kompozycję., która zachwyca i idealnie współgra z letnią aurą. Płakać chce się jedynie nad trwałością, ale i tak używam ich z radością! 

Alba 1913, Galeniczny regenerujący krem do stóp - chcecie poznać najlepszy krem do stóp? Oto on! Gęsty, treściwy i przede wszystkim mocno odżywczy. Zastosowane tu masło kakaowe, olejek oregano, olej kokosowy oraz tlenek cynku dają niemalże natychmiastowe efekty. Krem zmiękcza, zmniejsza podrażnienia, a także przynosi ulgę bez nadmiernego efektu chłodzeniu. Mając małe dziecko dość dużo czasu spędzam na nogach, spacery, noszenie itd. po całym dniu są one zmęczone, często spuchnięte i obolałe. Krem rzeczywiście łagodzi obciążenia, przynosi ulgę zmęczonym stopom, a dzięki treściwej, nieco tłustej konsystencji pozwala wykonać krótki masaż, który dodatkowo wpływa na ich komfort. Prz regularnym stosowaniu szybko można zauważyć efekty, kosmetyk wyraźnie zwiększa elastyczność skóry czyniąc ją tym samym gładszą, regeneruje i zapobiega nadmiernemu rogowaceniu co przekłada się na wygląd, a jak wiadomo zadbane stopy to piękne stopy. Co więcej, ziołowy zapach zdecydowanie uprzyjemnia stosowanie, a duża wydajność sprawia, że krem posłuży nam naprawdę długi czas!

John Masters Organics, Krem do rąk Świerk&Limonka - jeśli czytacie mnie od dawna na pewno wicie, że krem do rąk to dla mnie must have. Przetestowałam ich już naprawdę wiele lecz niewiele mnie zachwyciło bo i wymagania mam naprawdę spore. Taki krem musi przede wszystkim doskonale pielęgnować, nawilżać, odżywiać, regenerować, wygładzać, dobrze też gdy szybko się wchłania, a jeszcze lepiej gdy dodatkowo pięknie pachnie i ten taki właśnie jest. Lekki, dobrze wchłaniający się, a jednocześnie bardzo odżywczy. Nawilża, uelastycznia i wygładza. No i zapach, świeży, leśny, idealny! Tak samo jak skład!

Sporo się tego przez te 3 miesiące uzbierało. Myślałam żeby coś skrócić, pominąć, ale nie mogłam tego zrobić. Wszystkie wymienione kosmetyki szczerze polecam. Ja używałam ich z przyjemnością, z większości wciąż korzystam, a jeśli już coś mi się skończyło to na pewno ponowie zakup. 

Dajcie znać na co się skusicie po mojej rekomendacji? A jeśli już coś znacie to napiszcie czy macie takie same czy inne odczucia? Czekam na Wasze komentarze :)


19.3.17

Ulubione w lutym

Ulubieńcy lutego w przeszło połowie marca? Czemu nie! skoro mamy tu same perełki, o których koniecznie musicie się dowiedzieć. A więc, nie przedłużając, zapraszam na prezentacje.




John Masters Organics, Lime&Spruce Hand Cream - kremy do rąk to coś co zawsze muszę mieć przy sobie, szczególnie teraz gdy ręce myję jeszcze częściej niż zawsze, a to jak wiadomo nie służy skórze i tylko dodatkowo ją przesusza. Krem JMO zachwycił mnie szczególnie zapachem -naturalnym, leśnym. Długo takiego szukałam! Jest delikatny, niedrażniący, ale wyczuwalny i bardzo odprężający. Pod względem działania również nie mam mu nic do zarzucenia. Lekki, szybko wchłaniający się, a jednocześnie genialnie odżywiający. Wygładza skórę, nawilża, regeneruje i zapobiega utracie wody z naskórka. Idealny do stosowania na co dzień ze względu na szybkie wchłanianie i brak tłustej warstwy, a także na noc. Wtedy jeszcze lepiej regeneruje i nawilża! Skład jak się domyślacie - pierwsza klasa, no i wersja Lemon&Ginger jest równie fajna.

Organique, Aloe Vera Calming Therapy Face Cream- przeleżał kilka miesięcy w szafce zanim zaczęłam go stosować, ale cieszę się, że w końcu przyszła na niego pora. Co tu dużo pisać, jest genialny! Przeznaczony głównie dla cer suchych i wrażliwych, a moja teraz, podczas ciąży, taka właśnie jest. Ale ale, myślę, że na cerach normalnych czy mieszanych sprawdzi się równie fajnie. Lekki, puszysty, szybko się wchłania otulając skórę delikatną lecz nietłusta warstwą ochronną. Odżywia, łagodzi i utrzymuje prawidłowe nawilżenie skóry dzięki czemu jest ona gładka, jędrna i promienna. Co więcej, krem cudownie sprawdza się jako baza pod makijaż, przedłuża jego trwałość i nie powoduje przetłuszczania skóry. Ogromny plus należy się też za delikatny, nienachalny zapach, fajny skład i higieniczne oraz bardzo wygodne opakowanie z pompką. Na dziś to tyle, więcej napisze w pełnej recenzji bo serio, należy mu się. 



Alpha H, Balancing Cleanser with Aloe Vera - czyli delikatne mleczko do oczyszczania skóry. W ulubieńcach pojawia się już drugi raz, ale co zrobić, no uwielbiam i już. Łagodne, a przy tym super skuteczne. Doskonale oczyszcza skórę z resztek makijażu, sebum i innych zanieczyszczeń jednocześnie kojąc ją i odżywiając. W efekcie jest ona czysta, gładka, elastyczna i gotowa na dalsze zabiegi pielęgnacyjne. Czasy gdy demakijaż był udręką już minęły, należy tylko sięgać po odpowiednie produkty, a Balancing Cleanser jest zdecydowanie moim faworytem, którego polecam z czystym sumieniem! I nie, nie jest to produkt tylko do cery suchej, to produkt praktycznie dla każdego. Cerę suchą nawilża, a mieszaną reguluje. 

Origins, Gentle Cleansing Oil - kolejny produkt, który pokazuje, że demakijaż może być przyjemnością. Mowa tu o lekkim olejku obok, którego krążyłam od dawna i dobrze, że zdecydowałam się w końcu na zakup bo okazał się prawdziwym HITEM! Nie dość, że pięknie usuwa cały makijaż to jeszcze nie podrażnia, nie powoduje mgły oraz nie pozostawia tłustej, nieprzyjemnej warstwy. Wystarczy zaaplikować go na suchą skórę oraz oczy, wykonać krótki masaż, a następnie usunąć wszystko ciepłą wodą, można to zrobić też przy użyciu ściereczki z mikrofibry czy muślinowej. Chwila moment i makijaż jest zmyty, a skóra czysta, promienna i oddychająca. Jedynym minusem jest tu duży otwór w butelce i brak aplikatora, ale będąc ostrożnym można bez problemu zaaplikować odpowiednią ilość produktu. Jeśli poszukujecie skutecznego olejku do demakijażu koniecznie się mu przyjrzycie bo warto!



tołpa, mum., olejek przeciw rozstępom - no cóż, ściemniać nie będę, dziś okazało się, że rozstępy mnie nie ominęły (pojawiły się nad pępkiem, ehh!) jednak nie winię tutaj olejku bo w ciągu dnia sięgam też po inne produkty pielęgnacyjne więc musiałabym napisać, że wszystkie są beznadziejne, a jak wiemy na to czy rozstępy się pojawią czy też nie składa się wiele różnych czynników. Widocznie tak miało być i już. A olejek lubię i zdania nie zmienię. Przeznaczony dla kobiet od 4 miesiąca ciąży i po porodzie, opracowany na olejach: ze słodkich migdałów i makadamia oraz wit. E. Gęsty, treściwy, o przyjemnym, pudrowym zapachu - taaak, zapach mnie ujął! W lutym sięgałam po niego regularnie, szczególnie zaraz po prysznicu. Zaaplikowany na mokrą skórę świetnie i błyskawicznie się rozprowadza, a osuszony ręcznikiem nie pozostawia tłustej warstwy tylko delikatną, otulającą mgiełkę, która nawilża, uelastycznia i odżywia skórę, zdecydowanie lubię ten efekt. Jak już wspomniałam, olejek nie uchronił mnie przed rozstępami, ale nie mam pretensji i polecam!

To już wszyscy ulubieńcy. Dajcie znać który z kosmetyków szczególnie Was zainteresował? I może polecicie mi coś na rozstępy już istniejące? 
Do napisania!

12.3.17

Wygraj kosmetyki Iossi i Mokosh

Kochani, z okazji zbliżającej się wiosny wraz ze sklepem purelemons.com przygotowaliśmy dla Was super niespodziankę. Do wygrania są kosmetyki, które pomogą Wam zregenerować ciało po zimie, w skład zestawu wchodzą: Tonik Różany - Mokosh oraz dwa produkty marki Iossi czyli peeling Mandarynka&Pomarańcza i mus do ciała May Chang. 

Jeśli macie ochotę wziąć udział w rozdaniu zapraszam na mojego Facebooka >klik<. Tam znajdziecie wszystkie szczegóły!


27.2.17

Nowości

Cześć! Dzisiaj chciałam trochę się pochwalić, a jednocześnie pokazać Wam jakie kosmetyki w ostatnim czasie zasiliły moją kosmetyczkę. Są to głównie naturalne i polskie produkty do pielęgnacji ciała oraz twarzy, ale nie tylko bo znalazły się tu też kosmetyki do pielęgnacji maluszka, a także te do makijażu i to prosto z Australii! Zobaczcie same.

Cashee Naturals to nowość na naszym rodzimym rynku. Marka tworzy produkty naturalne, bezpieczne, wegańskie i pięknie pachnące. Zresztą popatrzcie na same opakowania, też cieszą oko! Ja najchętniej przygarnęłabym wszystko z oferty firmy, ale żeby nie przesadzać na początek wybrałam dwa mydła: Rozmaryn oraz Glinkowy Peeling, Masło do ciała odżywcze konopie, Serum Regenerujące róża&dynia oraz Maść SOS nagietek&rumianek. W paczce znalazłam również kule do kąpieli, pachną bosko! I właśnie w takich momentach strasznie ubolewam, że nie mam wanny!


Kolejna nowość to baza do twarzy - Soothing Anti-Redness Base, którą Phenome przesłało mi z okazji Walentynek. Miło! Tym bardziej, że prezent idealnie wpisuje się w potrzeby mojej cery i jestem pewna, że mnie nie zawiedzie bo Phenome to marka, którą znam, uwielbiam i której ufam. Jeszcze żaden z testowanych przeze mnie produktów marki mnie nie rozczarował, a większość wręcz podbiła moje serce i zaostrzyła apetyt na więcej. Jeśli jeszcze nie znacie Phenome koniecznie nadróbcie zaległości!


Marka tołpa totalnie mnie rozpieściła i przesłała wypakowany po brzegi karton kosmetyków! W paczce znalazły się produkty z serii mum przeznaczone dla kobiet w ciąży i po porodzie, 3 produkty z serii SPA oraz moje ulubione płyny do higieny intymnej. Marka pomyślała też o moim synku, który niedługo przyjdzie na świat i jemu również sprezentowała kosmetyki z serii dermo, baby., które można stosować już od 1 miesiąca życia. Jeśli jesteście ciekawe jakie produkty wchodzą w skład wymienionych przeze mnie serii zajrzyjcie na stronę marki tołpa >klik<, tam znajdziecie cały asortyment :) A ja zdradzę Wam, że olejek przeciw rozstępom oraz aksamitny krem-mus pod prysznic i do kąpieli to póki co moi faworyci!



John Masters Organics to marka, której produkty bardzo mnie intrygują i z przyjemnością po nie sięgam. Do tej pory zdążyłam zaprzyjaźnić się z odżywką Citrus&Neroli oraz szamponem Scalp. Tym razem testuję produkty do ciała, a mowa tu o kremach do dłoni: Lime&Spruce i Lemon&Ginger, pachną pięknie!, peelingu Fresh oraz piance do mycia ciała i rąk Orange&Rose, która jest super lekka, puszysta i delikatna. To jeszcze nie ostateczna opinia, ale póki co muszę przyznać, że jest moc!

Kolejne nowości to taki miszmasz. Coś do twarzy, coś do włosów i coś do dłoni. Ale po kolei, idąc od lewej mamy tutaj: tonik malinowo-aloesowy Mokosh, szampon Rebalance marki Phenome, uwielbiam!, olejek do demakijażu Origins, zapowiada się HIT!, peeling do twarzy Aromatherapy Associates, jakoś mało w nim drobin, ale skórę pozostawia super gładką i miękką!, i na koniec ostatnio bardzo zachwalany krem Yope, lekki, szybko wchłaniający się i idealny do stosowania na co dzień!

I wspomniane na początku kosmetyki Inika prosto z Australii.  Ostatnio coraz chętniej sięgam po organiczne produkty do makijażu, dlatego bardzo ucieszyłam się z tego zestawu. Przyznam szczerze, że pierwsze konkretne testy dopiero przede mną, ale już teraz zapowiadam, że możecie spodziewać się pełnej recenzji. Czy będzie ona pozytywna czy negatywna? To dopiero się okaże. Tymczasem wszystkich zainteresowanych odsyłam do sklepu organicstyle.pl >klik<  , tu znajdziecie więcej produktów marki :)


No dobra i ostatnia już nowość, mowa tu o bajecznym, śliwkowym peelingu od Ministerstwa Dobrego Mydła. Czy Wy też tak macie, że pomyślicie o czymś i za chwilę się to dzieje? Ja miałam tak m.in. z tym peelingiem. Jednego dnia wieczorem pomyślałam, że muszę go kupić, a następnego dnia po południu był już u mnie. No magia, czarna magia! Ale ciesze się! Bo to produkt, który trzeba znać i trzeba mieć. Nic dodać, nic ująć. Zresztą kupcie go raz i przekonajcie się same.


Trochę wypadłam z wprawy jeśli chodzi o pisanie, ale mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Tymczasem pozdrawiam i do napisania! :)

8.2.17

Ulubieńcy stycznia

Wstyd! Wstyd, że tak rzadko się tutaj pokazuję i cokolwiek publikuję. Nie mam zbyt wiele na swoje usprawiedliwienie poza ciemnością za oknem, która skutecznie uniemożliwia zrobienie zdjęć, a także jedyne do czego zachęca to spędzanie wolnych chwil z ulubionym serialem, kubkiem gorącego kakao, no i pod ciepłym kocem, wiadomo. Miałam w planach zaprezentowanie w pierwszej kolejności ulubieńców roku, to na pewno jeszcze nadrobię, a tymczasem zapraszam Was na post z ulubieńcami stycznia.


Naturativ, Dark Hair  - naturalny szampon przeznaczony do włosów ciemnych, zarówno tych naturalnych jak i farbowanych. Opracowany na łagodnych środkach myjących, bardzo delikatny i  genialny! U mnie gości po raz drugi i dopiero przy drugiej butli tak naprawdę się z nim polubiłam. Delikatnie, ale skutecznie oczyszcza, świetnie się pieni i pozostawia włosy takie jak lubię. Lekkie, sypkie, błyszczące, odżywione, a przy tym nie obciążone. Co równie ważne, nie podrażnia wrażliwej skóry głowy, świetnie sprawdza się przy włosach przetłuszczających się, przedłuża ich świeżość, i mam wrażenie, że rzeczywiście pogłębia kolor.  

Annabelle Minerals, Mineralne Cienie do powiek - podkład matujący od Annabelle Minerals to mój osobisty HIT, a teraz śmiało mogę tak też powiedzieć o cieniach do powiek tej marki.  Mineralne, hipoalergiczne, nie podrażniają nawet najdelikatniejszych powiek, a także świetnie napigmentowane. Skomponowane głównie z białej glinki, jedwabiu oraz miki. Te trzy składniki gwarantują trwałość, satynowe wykończenie i intrygującą głębię, która zdecydowanie przyciąga spojrzenia. W ofercie Annabelle znajdziemy, aż 17 odcieni pozwalających stworzyć makijaż na każdą okazję i niech nie zniechęca Was sypka formuła. Cienie o dziwo idealnie chwytają się pędzla, nie osypują się, a ich aplikacja jest dziecinnie prosta i bardzo przyjemna, natomiast efekt końcowy powalający. U mnie obecnie w użyciu są dwa kolory, Platinum oraz Ice Cream, ale mam ochotę na więcej.



Nars, Radiant Creamy Concealer, Vanilla -  zawsze walczyłam z mniejszymi czy większymi zasinieniami pod oczami, jednak teraz, podczas ciąży, zrobiły się naprawdę ciemne i widoczne. Poszukiwałam czegoś co je zakryje, a jednocześnie ładnie rozświetli skórę pod oczami, nie przesuszając jej przy tym. I tak trafiłam na korektor Nars, który okazał się kapitalny! Kremowy, mocno kryjący, a jednocześnie nie obciążający. Pięknie stapia się ze skórą, nie wchodzi w załamania, a po aplikacji daje natychmiastowy efekt. Odświeża, odmładza i rozpromienia spojrzenie doskonale maskując zmęczenie. Polecam!

Organique, Micellar Lotion - że demakijaż to podstawa chyba nikomu nie muszę powtarzać. Ja sama, nawet gdyby się waliło czy paliło, nie wyobrażam sobie aby położyć się spać w makijażu. Płyny micelarne schodzą u mnie litrami, a ten z aloesowej serii od marki Organique jest godny polecenia. Szybko i skutecznie pozwala pozbyć się warstwy makijażu, a wszystko to bez pieczenia, bez szczypania, oblepienia czy zaczerwienień. Skóra już po kilku przetarciach nasączonym płatkiem kosmetycznym pozostaje czysta, odświeżona, a także nawilżona i gładka. Micel równie dobrze radzi sobie z demakijażem oczu, nie podrażnia ich ani nie powoduje mgły, a jego piękny zapach dodatkowo umila cały proces. Wydajność też na plus!



Phenome, 60-second Foot Relief Gel - czyli chłodząco-odświeżąjący krem do stóp. Wiem wiem, bardziej on na okres letni aniżeli zimowy, jednak co zrobić, kobietom w ciąży stopy potrafią puchnąć i w największe mrozy! A on tę opuchliznę ściąga raz dwa! Co więcej, działa też nawilżająco oraz antybakteryjnie, szybko się wchłania, ma super naturalny i bezpieczny skład oraz piękny, idealnie wyważony, miętowy zapach. Jeżeli często towarzyszy Wam uczucie ciężkich stóp, walczycie z opuchnięciami koniecznie się w niego zaopatrzcie! Serio jest genialny.

H&M Beauty, Revelation Shower Oil - uwielbiam olejki. Do twarzy, do ciała i te pod prysznic. W okresie zimowym są po prostu niezastąpione. W styczniu ujął mnie ten pod prysznic z H&M Beauty. Bardzo gęsty, delikatnie pieniący się, o nieco męskim, uzależniającym zapachu. Otula skórę jednocześnie dokładnie ją oczyszczając i pozostawiając miękką oraz super pachnącą. Skłamałabym gdybym napisała, że użycie balsamu jest po nim zbędne bo nie jest, choć przy mało wymagającej skórze myślę, że jakiekolwiek dodatkowe nawilżanie można sobie odpuścić.



Resibo, Balsam do ciała - śmiało mogę napisać, że marka Resibo to moje odkrycie zeszłego roku. Młoda, polska, prężnie rozwijająca się, z małym asortymentem, ale idealnie przemyślanym. Najpierw zauroczyłam się olejkiem do demakijażu, serum totalnie podpiło moje serce, krem pod oczy rozbudził apetyt, a balsam, o którym teraz mowa, pokazał, że warto sięgnąć po więcej! Lekki, a jednocześnie treściwy, szybko wchłaniający się i skutecznie nawilżający. Niweluje szorstkość, wygładza, napina i chroni, a jego magiczny, nieco kokosowy zapach zmieniający się pod wpływem ciepła otula i rozgrzewa. Ja w styczniu sięgałam po niego niemalże każdego wieczoru, idealnie dbał o moją ciążową, rozrastającą się i kapryśną skórę. Tak więc bardzo polecam! 

Dajcie znać co miałyście już okazję stosować, a co chętnie wypróbujecie? :)
 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl