Ileż czasu czekałam na moją ukochaną wiosnę, ile razy narzekałam na pogodę, zimno i inne zimowe niedogodności. Wreszcie przyszła ubrana w wiosenną, kwiecistą sukienkę z wiankiem na głowie.
Może nie jest tak mega ciepło jakbym chciała ale słońce w zasadzie nie opuszcza niebieskiego nieba.
Z każdym dniem jest cieplej, choć wczorajszy śnieg trochę mnie zbił z tropu. Nawet świeżo posadzone bratki skuliły się, chowając łebki przed mrozem. W każdym razie wiem, że zima pakuje już swoje walizki, co mnie niezmiernie cieszy :)
W domu w sumie bez mian, tylko kwiaty bardziej się rozpanoszyły. Pierwszy raz mam niebieskie hiacynty i muszę Wam powiedzieć, że jestem nimi oczarowana. Są przepiękne!
Poszłam dalej w tym moim zauroczeniu niebieskim i zakupiłam kilka gadżetów kuchennych w pastelowym niebieskim, na co mąż przyglądając się z niedowierzaniem mówi:
"przecież to psuje cały nasz białoczarny image!"
Uwierzcie, że normalnie mnie zatkało hihi :))
Całe szczęście, że nie zdążyłam zakupić pięknych, na prawdę pięknych niebieskobiałych kubeczków, talerzyków i miseczek. A tak pochowałam moje nowe niebieskości do szafek i wszystko gra, bo pastelowy w mojej kuchni nie wyglądał dobrze. Pewnie to przez te beżowe kafelki i blat.
Tak sobie dzisiaj myślałam, że chyba też przyszła pora na mycie okien upaćkanych od deszczu, śniegu i wiatru. Chciałam myć dzisiaj ale temperatura ledwo 5 stopni skutecznie wybiła mi to z głowy. Na środę zapowiadają u mnie około 16 stopni więc poczekam, niestety w czwartek deszcz. który jak zawsze wybrudzi mi je ponownie :))
Nie wiem czy to kwestia słońca czy Bóg wie czego ale ostatnio mnie nosi. Mam ochotę na jakąś metamorfozę w domu ale nie za bardzo wiem co bym mogła zrobić. Może po prostu wezmę się za świąteczne porządki :)
Ściskam wiosennie!
Beti