Mam w ogrodzie kilka roślin, które nie są wyjątkowo dekoracyjnie, nie mają pięknych kwiatów, ani wspaniałych kolorów, ani nawet ciekawych liści. Są za to magnesem dla owadów, kręcących się nieustannie wokół ich kwiatów lub kwiatostanów.
Pisałam już o budlejach (tutaj) i kłosowcu (tutaj). Dziś kilka słów o zupełnie niepozornej roślinie, która jest naszym rodzimym gatunkiem, choć pewnie rzadko zauważanym. Sadziec konopiasty lub purpurowy (Eupatorium canabinum, purpureum) to dorodna, silna bylina o lekko czerwieniejących liściach i kwiatostanyach w kolorze szaro-różowo-fioletowym. Jest rośliną związaną z zaroślami nadwodnymi, czyli powinna rosnąć w miejscu dość wilgotnym lub przynajmniej często podlewanym. W lecie na prawie metrowych łodygach tworzy szerokie kwiatostany złożone z wielu małych kwiatuszków, które jak magnes przyciągają skrzydlate towarzystwo.
W moim ogrodzie sadziec rośnie w kilku miejscach, na rabacie ogólno bylinowej, gdzie razem z miętą nieznanej odmiany i jeżówkami stanowi publiczną stołówkę. Jak widać rabata ta jest chaosem obejmującym i hortensję i firletkę i miłorząb, a nawet jabłoń ozdobną.
A jak wiadomo, w przyrodzie są też i drapieżniki...
a także momenty intymności związanej z przyrostem naturalnym...
Ot, efekt spaceru w letnie popołudnie.