Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny do cienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny do cienia. Pokaż wszystkie posty

24 sie 2014

Niepozorne liriope - czy znasz?

Są ciekawe, dobrze rosnące w naszych warunkach rośliny, które mogą być ciekawym dodatkiem, wypełniaczem miejsca albo obwódką, choć ciągle pozostają raczej nieznane. Taką rośliną, która od wielu lat sprawdza się w moim ogrodzie jest liriope safirkowata (Liriope muscari lub L.spicata).
Liriope właśnie zaczyna kwitnienie, które potrwa aż do mrozów. Zebrane w kłosy, niewielkie kwiatki są blado fioletowe, wyglądają jak małe szafirki, stąd nazwa. Cała roślina ma pokrój trawiasty, choć oczywiście trawą nie jest. Często sprzedawana jest razem z trawami i może je zastąpić w ciemniejszych rejonach ogrodu.
W mojej kilku letniej kępie lirope kwiatostany wyrastają pomiędzy taśmowatymi, płaskimi liśćmi, które są zimozielone. Starsze liście od brzegów żółkną, co widać na końcach. Cała kępka ma trawiasty pokrój, choć jest zdecydowanie niska, osiąga może 15 cm wysokości. Z tego powodu dobrze wygląda na obwódce rabaty, albo między kamieniami, jest doskonałym wypełniaczem czy rośliną okrywową. U mnie rośnie w kilku miejscach, najlepiej prezentuje się najstarsza kępka, przesadzana już kilka razy. Teraz jest na brzegu rabaty wrzosowo-iglakowej w półcieniu i jest to dla niej dobre miejsce.
Jak widać 4-letnia kępka ma wielkość średniej hosty bądź wrzosu i ładnie przewiesza się nad kancikami trawnika. Liriope jest rośliną dość ekspansywną, tworzy bardzo dużo odrostów, które nie zawsze ładnie wyglądają przy takiej rozłażącej się na boki kępie macierzystej, ale łatwo można je odsadzić i stopniowo mieć więcej roślin na kolejne miejsca. Myślę, że można by nawet zastosować liriope jako atrakcyjna przez cały rok roślinę okrywową, gdyż jej liście są zimozielone. W amerykańskich publikacjach jest polecana jako wypełniacz rabat pod drzewami, zwłaszcza, że pomiędzy liśćmi łatwo wiosna przebiją się kwiaty cebulowe.
Przy mojej najstarszej kępie co roku pojawiają się dzieciaczki, które stopniowo odsadzam w inne miejsca. Tutaj widać, że odrosty wprowadzają trochę chaosu, ale niedługo odsadzę je, a za rok powinny już zakwitnąć, tak jak zeszłoroczne roślinki. Ta łatwość tworzenia odrostów jest odzwierciedlona w angielskiej potocznej nazwie: creeping liriope czyli kroczące, rozpełzające się.
Moje doświadczenia wskazują, że raz kupiona lirope rośnie wytrwale i łatwo się rozmnaża. Myślę o zastosowaniu jej jako obwódki na cienistej ścieżce przy kompostowniku. Zachęcona łatwością i bezobsługową uprawą mojego liriope skusiłam się na odmiany o kolorowych liściach. Niestety, odmiany te nie zimują w naszych warunkach, nawet pod okryciem. I nie była to tylko moja opinia, takie same głosy znalazłam na wielu forach ogrodniczych. No trudno, pozostaje mi zatem cieszyć się tym co mam. Kolorowe odmiany to odmiany wrażliwego gatunku Liriope muscari, zielone roślinki najprawdopodobniej należą do bardziej odpornego gatunku Liriope spicata. Bardzo często opisy sprzedawanych roślin nie są rzetelne, ale te dwa gatunki różnią się dość istotnie warunkami uprawy. L. spicata jest rośliną po prostu niezniszczalną, a nawet uznawaną za bardzo ekspansywną i polecaną do miejsc trudnych, cienistych, na gleby słabsze, suche a także do małowymagających kompozycji w zieleni publicznej. Dobrze znosi warunki miejskie, zanieczyszczenie powietrza i jest odporna na pospolite choroby grzybowe. Amerykańscy ogrodnicy polecają ją nawet jako roślinę odporną do ogrodów przyleśnych, gdyż nie jest zjadana przez dzikie zwierzęta. Jej kwiaty są mniejsze, często giną w gąszczu liści, które są uznawane za podstawowy walor ozdobny.
L. muscari zaś powinna rosnąć w miejscu zacisznym, średniowilgotnym na glebie zasobnej w składniki odżywcze i w polskich warunkach możliwe jest, że nie przezimuje nawet pod okryciem. To właśnie ten gatunek ma barwne odmiany, zarówno o różnych odcieniach kwiatów jak i kolorowych liściach (białe, żółte paski lub liście prawie białe).

Pozostaje nam wybór czy zaprosić liriope do ogrodu? Ja uważam, że warto. Jest to naprawdę ciekawe uzupełnienie różnych kompozycji, choć większość gości pewnie nie zwróci uwagi na tę ciekawą roślinę, gdyż jest ona raczej niezawodna niż spektakularnie piękna.
Dzisiejszy deszczowy poranek przywołuje myśli o jesieni. Taka pogoda jest doskonała aby przesadzać, rozsadzać i myśleć o zmianach w ogrodzie. Podsuwam zatem pomysł na kolejną roślinę do zastosowania na obwódki. Jak tylko przestanie padać porozsadzam moje liriopki w nowe miejsca. A rabata wrzosowo-iglakowa, na której rośnie moja mateczna kępka wyglądała dziś rano tak:


 
 
 

18 maj 2014

A po deszczu..hosty czyli funkie

Po deszczu na roślinach cudownie zatrzymały się kropelki deszczu. Jedne z moich ulubionych to kropelki na rabacie cienistej na liściach hosty.
Pomyślałam, ze to dobry pretekst do opowieści o funkiach. Czy pamiętacie, że w dawnych czasach funkie sadzone były głównie na cmentarzach? To są moje pierwsze skojarzenia, myślałam wtedy, że na pewno ich nie lubię, bo są takie zwykłe, po prostu zielone. Po kilku latach zobaczyłam liście z białym brzegiem jako dodatek do kompozycji na pogrzebie. Kolejne mało optymistyczne skojarzenie, choć już liście nie były tylko zielone. A teraz?
To kompozycja liści funkii z mojego ogrodu, zebranych dziś rano. Teraz je uwielbiam, właśnie za tę różnorodność. Jak widać mam odmiany ogromne, o liściach większych od mojej dłoni, mam odmiany malutkie, mam odmiany o liściach szerokich i o liściach wydłużonych, niektóre są całkiem zielone, a inne z akcentem koloru: białego, żółtego, jasnej zieleni, szarego, a nawet błękitu.
Podoba mi się także mięsistość ich liści, pomińmy na moment fakt, że konkuruję w tym zakresie ze ślimakami... Hosty kwitną, niektóre nawet mają pachnące kwiaty i wiele osób lubi je także za to. Ja sadzę funkie w wielu miejscach zwracając uwagę głównie na ich liście. Mam je na całkiem cienistej rabacie koło podjazdu, tutaj rosną bardzo pospolite giganty (odmiany Big Mama, Elegans, Frances Williams, Pauls Glory), gdyż zależało mi po prostu na wypełnieniu miejsca.
W innych miejscach mam małe odmiany z białym środkiem  lub brzegiem (m.in. odmiana Fireworks, Fire and Ice, Whirlwind) urozmaicające obrzeża rabaty przy iglakach. Tutaj konkurują z ciemnolistnym fiołkiem.
Mam też odmiany całkiem zielone, na szarym  końcu ogrodu przy kompostowniku. Blisko pospolitego liliowca i bodziszka tworzą niezawodne zestawienie, które lubię ze względu na formę liści.
W przedogródku tworzą zgrabną kępkę z liśćmi jak podniesione łyżeczki. Tutaj zupełnie dobrze radzą sobie w porannym słońcu.
A w cieniu koło różaneczników dochowałam się dużej kępy o formie jak wodospad, to odmiana Antioch.
 
Kilka lat temu z zapałem kupowałam unikalne odmiany, niektóre rosną i mają się dobrze, po innych pozostał tylko opis, lub okazały się być pospolitymi koleżankami. Dziś znalazłam takie ciekawe wzory na liściach.
W tym roku dokupiłam jeszcze kilka odmian, z przeznaczeniem na rabatę w cieniu krzewów. W obecnej różnorodności kolorów, form i wielkości liści odmian dostępnych w sprzedaży nie było łatwo z wyborem. Muszę się pilnować, żeby nie kupić po raz drugi tych odmian, które mi się podobają ale już mam, choć intuicyjnie wybieram je po raz drugi. Powolutku porządkuję i opisuje mój dobytek, choć nie mam ambicji stworzenia wyjątkowej kolekcji w tym zakresie.
Doskonałe opisy odmian i uprawy host można znaleźć na forach ogrodniczych i tutaj. A jak z hostami u Was?

13 cze 2013

A w cieniu cz.2 - fuksje

Mam tyle ulubionych roślin, że sama się dziwię, jak to wszystko się mieści!
Innym moim pomysłem na cień i półcień są fuksje (Fuchsia x hybrida). Mam w tym roku odmiany wiszące i wzniesione, a także fuksje mrozoodporne (F. magellanica).
W wiszacych donicach, osłoniętych przed słońcem liśćmi wiśni, zwisają dwie odmiany: o tradycyjnym zestawieniu kolorów: fuksjowego amarantu z fioletem i amarantu z białym. Mają pełne dolne płatki tworzące jakby "spódniczki".
Podlewam je specjalistycznymi nawozami m.in do fuksji, pilnuję, żeby nie przeschły i podziwiam.
Niezależnie od koloru, ich kwiaty są tak dekoracyjne!
W donicach przy cienistym podjeździe posadziłam odmiany wzniesione. Bardzo silnie się rozkrzewiły i obsypały licznymi, choć mniejszymi kwiatkami.
Planuję jeszcze poszerzyć kolekcję o odcienie zbliżone do fioletowo-niebieskiego, ale jak ja je wszystkie przezimuję?

11 cze 2013

A w cieniu cz.1 - niecierpki

Mam w ogrodzie kilka zupełnie cienistych zakątków. Między roślinami, pod koronami drzew, nie jest najgorzej, mozna posadzić hosty albo trzmielinę. Ale co zrobić z zacienionym podjazdem wyłożonym kostką?
W tym roku kupiłam duże donice, niektóre kolorowe i postanowiłam ubarwić te zakątki roślinami. Moim pierwszym pomysłem są niecierpki (Impatiens).
Niecierpki mają wiele zalet: nie są drogie, można kupić naprawdę dużo sadzonek, a niektóre odmiany wyhodować z nasion. Mają różne kolory, niektóre bardzo jaskrawe, mogą mieć kwiaty pojedyncze albo pełne, jednobarwne albo cieniowane. Doskonale znoszą cień i półcień, nie mogą jedynie ani przeschnąć ani zmarznąć. Kwitną przez cały sezon, aż do przymrozków.
Moje niecierpki posadziałm w dużych doniach w podłożu z ziemi ogrodowej i własnego kompostu z dodatkiem podłoża z włókien kokosowych, które jest dobrym wypełniaczem i wchłaniaczem wilgoci. Raz w tygodniu nawożę je nawozem do roślin kwitnących, z dużą dawką fosforu. Jak widać, są cudne!
A teraz portrety. Najpierw niecierpek nowogwinejski (Impatiens hawkeri). Ma dość wysokie krzaczki z gęstymi, wyraźnie błyszczącymi liśćmi. Bywają też odmiany o kolorowych liściach, albo o cieniowanych płatkach kwiatów. W tym roku mam odmiany o dwóch odcieniach różowych, dużych kwiatów.
I drobniejszy niecierpek sułtański (Impatiens walleriana). Ten gatunek ma bardzo rozgałęzione i niższe krzaczki, po prostu oblepione kwiatami w różnych odcieniach. Ja kupiłam odmiany zwykłe, pojedyncze, a bywają też pełnokwiatowe albo wielobarwne. Już w miesiąc od posadzenia, stworzyły zwartą obwódkę w donicach wokół hortensji.
To nie koniec moich cienistych donic, a jakie są Wasze sprawdzone pomysły?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...