Mam mieszane uczucia co do róż w ogrodzie, w kolejnych latach albo były zjawiskowo piękne (jak tutaj w 2011), albo przemarzały. W zasadzie myślałam o porzuceniu pomysłów na reaktywację różanej rabaty, która była piękna przez rok, a potem już nigdy. Wykopaliśmy dzikie krzaczki, które pozostały po zmarniałych szlachetnych odmianach szczepionych, dosadziłam byliny i hortensje i pogodziłam się, że róże są nie dla mnie.
Nawet podpory postawiłam raczej przy powojnikach niż przy różach. Od wiosny zauważyłam jednak, że róże rosną jak szalone, dostały więc dużo dobrych słów, dużo nawozu, podparliśmy krzaczyska i od kilku dni patrzę, jak otwierają się kolejne kwiaty...
Trudno je zliczyć. Jest ich tak dużo, że podwiązywaliśmy gałęzie dodatkowo, bo aż chyla się pod ciężarem kiści kwiatów.
Ten krzaczek był kupiony jako odmiana Rosarium Uetersen, teraz jest to wielkie krzaczysko, wyższe ode mnie i bardzo, bardzo szerokie. Jak widać jest to doskonała, silna odmiana w dobrym roku obsypana mnóstwem wielkich, ciężkich, barokowych kwiatów.
Cały kącik różany wygląda teraz tak (widok z okna):
A krzaczysko tak:
W najbliższych dniach, będzie co czytać.
Już prawie jest gotowy nowy numer mojego emagazynu!