Co roku o tej porze półki kwiaciarni, supermarketów i pawilonów ogrodniczych uginają się pod ciężarem doniczek pełnych kolorowych kalanchoe. Pisałam już o nich trzy lata temu (tutaj).
Nie zastanawiam się zbytnio czy kupić, ale w jakim kolorze kupić. Wybór jest ogromny, a wszystkie kolory równie ciekawe: od bladych, delikatnych pasteli, przez energetyczne żółcie i pomarańcze po pełne temperamentu amaranty i róże. Do domu zdecydowałam się na pomarańczowo-morelkowe i żółte. Do pracy wybiorę pewnie czerwone albo różowe, zobaczymy, który kolor powie "zabierz mnie"...
Bardzo podobają mi się odmiany pełnokwiatowe, poszczególne kwiaty są jak pompony, a każda gałązka jest małym bukiecikiem...
Wstawiłam moje kalanchoe do srebrnej osłonki, blisko zimowych dekoracji. Ich ciepłe kolory fajnie uzupełniają surowe patykowe okołoświąteczne bukiety.
Krzaczki kalanchoe kwitną bardzo długo, do wiosny, a potem przycinam je i przesadzam do nowej ziemi. Lato spędzają na tarasie i często kwitną jesienią jeszcze raz.
Jeśli więc szarości zaokienne są smutne i odbierają Ci energię, kup słoneczko w doniczce: kalanchoe!
A jeśli dzień jest słoneczny jak dziś i kwiatuszki kalanchoe aż błyszczą na słońcu, Twój kot dopełni kompozycji siadając w plamie słonecznej...
Jaki kolor kalanchoe rozjaśni Wasze styczniowe dni?