W smutne jesienne wieczory spędzałam czas na zajęciach z florystyki (więcej tutaj). Teraz wiosną, pomimo nawału zajęć, kontynuuję przyjemną i pożyteczną naukę na tych zajęciach. Na ostatnich zajęciach mogłyśmy zmierzyć się z wcale nie tak łatwym wyzwaniem: ułożeniem wiązanki ślubnej.
To efekt końcowy, wiązanka w kolorach bardzo energetyzujących i radosnych. Ale zaczynamy od pęków kwiatów i trudnej decyzji o wyborze zestawu kolorów...
...potem przycinamy same kwiaty...
... potem pojawia się pytanie: i jak dalej?
Dwie godziny później możemy być zadowolone z efektów naszej twórczości.
Oczywiście widzimy pewne niedoskonałości techniczne, ale jak na pierwszy raz, jestem zadowolona!
A to inne wersje kolorystyczne wiązanek, zrobionych przez Władkę:
i piękna regularna kula Moniki:
A ponieważ ja już limit ślubów wykorzystałam, moja wiązanka stoi w ulubionym imbryczku...
Jak zawsze, inspirującej wiosny życzę i ciekawych pomysłów na spędzanie wolnego czasu lub oderwanie się od zajętego czasu....