W naszym ogrodzie azalie i różaneczniki powinny znaleźć dobre warunki. Nie ma u nas palącego słońca, gleba jest kwaśna, a pod sosnami powinno być im zacisznie. W praktyce jest różnie. Są lata kiedy różaneczniki słabiej kwitły, kilka krzewów całkowicie zamarło, prawdopodobnie po zakażeniach grzybowych. Po tych porażkach dokupiłam krzewy azalii, uznając je za bardziej odporne.
Kupując azalie, starałam się wybierać odmiany możliwie wytrzymałe, oznaczone godłem "Polskie Azalie", wszystkie próby sadzenia bezimiennych i holenderskich piękności skończyły się niepowodzeniami.
Mam u siebie azalie dwóch grup: wysokie, zazwyczaj dwukolorowe azalie wielkokwiatowe, które tracą na zimę liście dzięki czemu są bardziej mrozoodporne. Kwitną długo, kolejne odmiany stopniowo otwierają swoje kwiaty, a pączki też są malownicze. Powyżej urocza odmiana Toucan.
W tym roku zasiliłam je nawozem długodziałającym i zadbałam o podlewanie. Mam wrażenie, że możliwą przyczyną niepowodzeń była susza, gdyż rosną one blisko starych drzew. Na razie większość moich azalii wielkokwiatowych ma wiele pączków, jest więc szansa, że jest im lepiej.
Wiosną tego roku, uzupełniłam moją rabatę nowymi odmianami azalii japońskiej. Ta azalia jest niższa i nie traci liści na zimę, przez co może przemarzać. U nas jest okrywana stroiszem każdej zimy. Ma zazwyczaj jednokolorowe kwiaty, bardzo zbliżone do azalii indyjskiej (domowej). Ja dosadziłam kilka krzaczków azalii w typowym, azaliowym czyli mocno amarantowym kolorze.
Pojedyncze kwiaty po prostu oblepiają gałązki co przy tak jaskrawym kolorze jest bardzo efektowne. Moje azalie kupiłam w polskiej szkółce Dendrofarma, którą już polecałam. Ja wybrałam odmianę Alltoria, ale wybór jest tak ogromny, że można skomponować dowolne zestawienie kolorystyczne.
Z roku na rok zbieram moje doświadczenia z azaliami i różanecznikami. Może kiedyś będzie u mnie tak jak w Arboretum w Rogowie, które warto odwiedzić właśnie teraz.
Niesamowite zestawienie kolorów, prawda?