Zawsze podziwiałam frywolitkę.
Było już kiedyś jedno takie popołudnie, gdy razem z Janeczką uczyłam się frywolitki. Janeczka doszła w tej dziedzinie do perfekcji , ja po zrobieniu na igle pierwszego frywolitkowego płatka osiadłam na laurach.
Mam już kilka rzeczy otrzymanych od osób parających się tą , dla mnie bardzo skomplikowaną dziedziną . Mam biżuterię , zakładki, zawieszki na choinkę, świecznik. W grudniu od Moteczka dostałam podkładki i cudnie ozdobioną świeczkę.
Za Jej
namową sama też próbowałam nauczyć się supłania nitek. Pisałam już
kiedyś , że nitka nie chciała mnie słuchać . Bark po dłuższej chwili nauki
zaczynał boleć, tak więc odpuściłam sobie. Zrezygnowałam też z warsztatów nauki frywolitki, które właśnie sie odbywają w Muzeum w Słupsku.
Czy mi żal ? Może troszeczkę.
Wczoraj odbył się wernisaż wystawy poświęconej frywolitce, oczywiście też tam byłam.
Na fb tu klikaj, klikaj można obejrzeć relację z wernisażu
Przy okazji tej wystawy zostały pokazane prace wykonane na warsztatach z mereżki. Zaaferowana wykańczaniem , prasowaniem i terminem odniesienia prac do Młyna Zamkowego zapomniałam zrobić moim pracom zdjęć.Wczoraj też nie zrobiłam wyraźnych zdjęć
Bardzo niewyraźne zdjęcia, ale innych nie udało mi się zrobić.
Stwierdziłam, że wrosłam już w Słupsk, czuję się tu coraz lepiej. Na wernisażu spotkałam koleżanki z warsztatów mereżkowych i dziewczyny z grupy koralikowej z emceku. Bardzo przyjemnie przebiegła rozmowa z paniami z toruńskiego klubu Supełek , które swoje prace frywolitkowe wystawiają na tej wystawie. Te ich prace to cuda !!!
Miło było zobaczyć swoją pracę zaprezentowaną na wystawie. Wiszą 3 moje serwetki.