Jutro z samego rana jedziemy ze Ślubnym na zawody fajczarskie do Bydgoszczy.
Ja tym razem towarzyszę Ślubnemu, właściwie to nie palę już fajki. Jadę "do ludzi".
Byliśmy już w Bydgoszczy kilka razy, ale nigdy nie zwiedzałam miasta. Tym razem palimy i mieszkamy w centrum miasta.
Park Hotel jest miejscem naszego pobytu.
Oby w niedzielę nie padało, bo przeznaczamy ją na spacer po mieście.
Moja zabawa trwa !
Jak napisałam, tu cytuję -
Losowanie odbędzie się najwcześniej po dwóch tyg. od ogłoszenia zabawy.
Postaram się je zrobić w weekend po 19 listopada.
Zapisujcie się, jeżeli chcecie .
W związku z wyjazdem losowanie zrobię w niedzielę późnym wieczorem . Chyba, że pełna wrażeń padnę , to w poniedziałek rano !
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fajka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fajka. Pokaż wszystkie posty
piątek, 20 listopada 2015
piątek, 8 maja 2015
Serwetkę robię!
Chciałam znajomej zrobić serwetkę na mały stolik kawowy i przekazać ją na zawodach modeli pływających w Ełku.
Mimo , że tym razem nie jadę O serwetce przypomniał mi Ślubny, chciałby ją przekazać. Lubi chwalić się moimi robótkami jak gdyby miał w tym jakiś udział . Teraz też mobilizuje mnie do pracy.
Serwetką robię z łączonych mniejszych serwetek. Mam już ( dopiero ?) takie trzy , oczywiście połączone!
Jutro przerwa w robótkowaniu. jedziemy do Ostrzyc na Kaszuby na palenie "Kaszubskiej pipy"
Tym razem ja też startuję. Może uda się nie być ostatnią . Nie palę fajek już od kilku lat. Jednak w Ostrzycach palenie odbywa się w pomieszczeniu , które nie jest zamknięte . Szeroko otwarte okna i drzwi, i cudny widok na jezioro .
Chociaż z drugiej strony osoba, której fajka zgaśnie najprędzej dostaje zawsze fajny prezencik , np puchar lub skrzyneczkę zapałek.
Może wasze trzymanie kciuków mi pomoże ?
Trzymajcie , a może lepiej kciuki zajmijcie robótkami a o mnie pomyślcie :-)
Mimo , że tym razem nie jadę O serwetce przypomniał mi Ślubny, chciałby ją przekazać. Lubi chwalić się moimi robótkami jak gdyby miał w tym jakiś udział . Teraz też mobilizuje mnie do pracy.
Serwetką robię z łączonych mniejszych serwetek. Mam już ( dopiero ?) takie trzy , oczywiście połączone!
Jutro przerwa w robótkowaniu. jedziemy do Ostrzyc na Kaszuby na palenie "Kaszubskiej pipy"
Tym razem ja też startuję. Może uda się nie być ostatnią . Nie palę fajek już od kilku lat. Jednak w Ostrzycach palenie odbywa się w pomieszczeniu , które nie jest zamknięte . Szeroko otwarte okna i drzwi, i cudny widok na jezioro .
Chociaż z drugiej strony osoba, której fajka zgaśnie najprędzej dostaje zawsze fajny prezencik , np puchar lub skrzyneczkę zapałek.
Może wasze trzymanie kciuków mi pomoże ?
Trzymajcie , a może lepiej kciuki zajmijcie robótkami a o mnie pomyślcie :-)
Etykiety:
fajka,
moje wędrowanie,
różne różności,
szydełko
poniedziałek, 23 lutego 2015
Czy będzie zima ? 8/52 .
Zimy tzn śniegu już pewnie nie będzie , ale zimno to może być jeszcze przez kilka ( kilkanaście ) dni , zanim zawita do nas wiosna.
Zrobiłam więc sobie komplecik , czapkę i otulacz.
(Jestem teraz na etapie,że robię rzeczy bez których mogłabym się spokojnie obejść. )
Czapka zrobiona wg wzoru Zdzid która ma teraz troszkę innego bloga i nie mogłam znaleźć miejsca, gdzie jest wzór na czapkę ;-)
Ale gapa ze mnie . Oczywiście to nie wzór Zdzid, tylko Antoniny. Przepraszam bardzo za pomyłkę, zakręcona jestem okrutnie !
Ocieplacz wymyśliłam sama. Zapięcie na guziki. Po dwóch stronach zapięcia powtórzony został dwa razy zwykły warkocz , taki jak na czapce . Przedzielony małym warkoczykiem , jeden na jeden. Między warkoczami są oczka lewe , których ilość wraz z przybywaniem robótki wzrasta.
Otulacz rozpoczęłam ściągaczem jeden na jeden, tak też wygląda tył otulacza. Na dole robótki nie ma już ściągacza. Po prostu, gdy stwierdziłam,że mam odpowiednią długość zakończyłam ;-)
Zdjęcia robiłam na kuli w której trzymam część moich bransoletek.
Guziczki jeszcze nie przyszyte , może znajdę inne.
Na całość wyszedł niecały motek wełenki , którą otrzymałam od Marille gdy wylosowała mnie w swoim candy.
W sobotę niestety nie byłam na warsztatach koralikowych. Towarzyszyłam Ślubnemu na zawodach fajczarskich w Gdańsku . Ja nie paliłam, a bawiłam się cudnie.
Zrobiłam więc sobie komplecik , czapkę i otulacz.
(Jestem teraz na etapie,że robię rzeczy bez których mogłabym się spokojnie obejść. )
Ale gapa ze mnie . Oczywiście to nie wzór Zdzid, tylko Antoniny. Przepraszam bardzo za pomyłkę, zakręcona jestem okrutnie !
Ocieplacz wymyśliłam sama. Zapięcie na guziki. Po dwóch stronach zapięcia powtórzony został dwa razy zwykły warkocz , taki jak na czapce . Przedzielony małym warkoczykiem , jeden na jeden. Między warkoczami są oczka lewe , których ilość wraz z przybywaniem robótki wzrasta.
Otulacz rozpoczęłam ściągaczem jeden na jeden, tak też wygląda tył otulacza. Na dole robótki nie ma już ściągacza. Po prostu, gdy stwierdziłam,że mam odpowiednią długość zakończyłam ;-)
Zdjęcia robiłam na kuli w której trzymam część moich bransoletek.
Guziczki jeszcze nie przyszyte , może znajdę inne.
Na całość wyszedł niecały motek wełenki , którą otrzymałam od Marille gdy wylosowała mnie w swoim candy.
W sobotę niestety nie byłam na warsztatach koralikowych. Towarzyszyłam Ślubnemu na zawodach fajczarskich w Gdańsku . Ja nie paliłam, a bawiłam się cudnie.
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Imbryczek SALowy wyszyłam
Już od kilku dni imbryczek , który wyszywałam biorąc udział w SALu czeka na pokazanie.
Pogoda w kratkę. Gdy jest ładna jestem najczęściej poza domem, gdy przypomina mi się, że trzeba zrobić zdjęcia jest ciemno, pochmurnie, albo po prostu nie mam nastroju :-)
Dzisiaj robiłam zdjęcia na balkonie, troszkę świeci słońce , a więc pogoda odpowiednia (wydawało by się )
A muszę napisać,że wyszywałam na białym lnie, nie niebieskim ;-)
Nie prasowane, bo nie prane - te czynności wykonam, gdy będę wiedziała dokładnie w jaki sposób wykorzystam wyszyty wzorek
Wychodząc dzisiaj na balkon zauważyłam,że w mojej glinianej misie leży kilka fajek Ślubnego.
Panoszą się wszędzie !
Pogoda w kratkę. Gdy jest ładna jestem najczęściej poza domem, gdy przypomina mi się, że trzeba zrobić zdjęcia jest ciemno, pochmurnie, albo po prostu nie mam nastroju :-)
Dzisiaj robiłam zdjęcia na balkonie, troszkę świeci słońce , a więc pogoda odpowiednia (wydawało by się )
A muszę napisać,że wyszywałam na białym lnie, nie niebieskim ;-)
Nie prasowane, bo nie prane - te czynności wykonam, gdy będę wiedziała dokładnie w jaki sposób wykorzystam wyszyty wzorek
Wychodząc dzisiaj na balkon zauważyłam,że w mojej glinianej misie leży kilka fajek Ślubnego.
Panoszą się wszędzie !
wtorek, 3 czerwca 2014
Wspomnienia z weekendu.
W sobotę w Ostrzycach na Kaszubach odbyła się " Kaszubska Pipa".
Po kilku pobytach jeździmy tam już jak do siebie. Po raz kolejny gościł nas Wodny Świat .
Ja nie paliłam , ale Ślubny tak
Atrakcji w tym ośrodku moc, plaża, rejs białą żeglugą , mini golf , dla nie lubiących pokoi hotelowych domki.
Tam właśnie zdobyłam w czasie poprzedniego pobytu patent Kuczera .
Zabrałam ze sobą robótkę ( przecież inaczej nie można ;-)) Zrobiłam tylko kilka cm, dokończyłam dopiero dzisiaj, bo wczoraj odpoczywałam i wędrowałam po Waszych blogach ;-)
Oczka skrócone robione bawełniana nitką nie chcą mi dobrze wychodzić, więc pięta taka sobie, ale skarpetki świetne. Oczywiście robiłam dwie na jednym drucie .
Muszę jeszcze pokazać co dostałam od Ślubnego z puli nagród zdobytych za miejsce na pudle.
Oczywiście dostałam to co chciałam ;-)
Po kilku pobytach jeździmy tam już jak do siebie. Po raz kolejny gościł nas Wodny Świat .
Ja nie paliłam , ale Ślubny tak
Po pewnym czasie zostało ich niewielu .Ślubny był trzeci ;-)
Główny sędzia zawodów, mimo że z Konina wystąpił w kaszubskim stroju. Kusi mnie, by Ślubny w następnych zawodach też wystąpił w podobnej koszuli.
Nocowaliśmy "U Stolema"
Budynek hotelowy, w którym znajduje się SPA, restauracja , bar, apartamenty i zwykłe pokoje hotelowe na zewnątrz jest taki sobie, ale już tuż obok
Tam właśnie zdobyłam w czasie poprzedniego pobytu patent Kuczera .
Zabrałam ze sobą robótkę ( przecież inaczej nie można ;-)) Zrobiłam tylko kilka cm, dokończyłam dopiero dzisiaj, bo wczoraj odpoczywałam i wędrowałam po Waszych blogach ;-)
Oczka skrócone robione bawełniana nitką nie chcą mi dobrze wychodzić, więc pięta taka sobie, ale skarpetki świetne. Oczywiście robiłam dwie na jednym drucie .
Muszę jeszcze pokazać co dostałam od Ślubnego z puli nagród zdobytych za miejsce na pudle.
Oczywiście dostałam to co chciałam ;-)
wtorek, 18 marca 2014
Niedokończony szalik sprułam.
Codziennie chodzę na spacery. Pogoda brzydka więc by po 5 minutach nie wrócić wytyczam sobie cel. Najczęściej jest to spacer do Tesco. Wygodny chodnik, przejście w jedną stronę trwa 15-20 minut, jak dla mnie szybkim , ale równym krokiem. (dostałam polecenie od rehabilitantki by chodzić wolniej ;-)
Ostatnio wypatrzyłam tam bawełniany sznurek . Od razu skojarzyłam go z nićmi z których zaczęłam dziergać szalik , którego początkiem się już chwaliłam.
Szalik sprułam .
Powstały podkładki pod kubeczki i robią się osłonki na kubki.
Zrobiłam 4 podkładki wzorem african flower.
W lutym pisałam,że tegoroczne Święto Fajki obchodziłam na spotkaniu w Gdańsku . Wśród gości była dziewczyna , która robiła szydełkiem suknię ślubną. Dzisiaj przypomniało mi się o tym , oto ona.
| źródło |
poniedziałek, 24 lutego 2014
Święto fajki w zeszłym tygodniu było
Juz po raz szósty z tej właśnie okazji odbywała się w Gdańsku Konferencja.
Po zameldowaniu się, objęciu małego apartamenciku we władanie. (apartamencik, bo składał się z malutkiego saloniku, dużej sypialni i łazienki, ale luksus ) , poszliśmy się zarejestrować .
Przybywali następni uczestnicy, ale my udaliśmy sie na spacer, na ulicę Grunwaldzką we Wrzeszczu. Zmiany od czasu gdy na początku lat 70- tych w Gdańsku przebywałam są duże, ale to dalej "moje miasto"
Po obiedzie palenie fajki. To wyjątkowy konkurs w paleniu, każdy uczestnik sam pilnuje swego czasu palenia. bowiem w tym samym czasie odbywają sie prelekcje i wykłady.
- „Cygara w kulturze i filmie. Od czasu Marleny Dietrich do Jay’a-Z.” – Piotr Kwiatkowski
- próba odpowiedzi na pytanie: Czy cygara i fajka idą w parze z dobrymi trunkami?
- pełna humoru i ogromnej wiedzy prelekcja o historii i fajce dr. Andrzeja Nieuważnego (UMK Toruń)
Ten słój w którym jest mnóstwo zapałek, to nie jest taki zwykły "słój na makaron"
Wygrawerowano na nim nazwę konferencji, datę i miejsce spotkania
Po ogłoszeniu wyników, odbyła się skromna licytacja na rzecz dziecięcego hospicjum.
A wieczorem ... Wieczór integracyjny z udziałem Robert Jakubiec Band, i m.in. degustacja Cygar Davidoff.
Lubimy jazz, wspaniałe towarzystwo i wyśmienite jedzenie, więc wieczór był dla nas baaaardzo udany.
Po krótkiej ale dobrze przespanej nocy, po smacznym i niestety obfitym ( nie mogłam sie oprzeć) śniadanku, w Wilii Eva pojechaliśmy do Kartuz .
Ale o tym już pisałam.
Po zameldowaniu się, objęciu małego apartamenciku we władanie. (apartamencik, bo składał się z malutkiego saloniku, dużej sypialni i łazienki, ale luksus ) , poszliśmy się zarejestrować .
Przybywali następni uczestnicy, ale my udaliśmy sie na spacer, na ulicę Grunwaldzką we Wrzeszczu. Zmiany od czasu gdy na początku lat 70- tych w Gdańsku przebywałam są duże, ale to dalej "moje miasto"
Po obiedzie palenie fajki. To wyjątkowy konkurs w paleniu, każdy uczestnik sam pilnuje swego czasu palenia. bowiem w tym samym czasie odbywają sie prelekcje i wykłady.
- „Cygara w kulturze i filmie. Od czasu Marleny Dietrich do Jay’a-Z.” – Piotr Kwiatkowski
- próba odpowiedzi na pytanie: Czy cygara i fajka idą w parze z dobrymi trunkami?
- pełna humoru i ogromnej wiedzy prelekcja o historii i fajce dr. Andrzeja Nieuważnego (UMK Toruń)
| Ślubny |
| Kaszubi byli najliczniejsza grupą , reprezentowali klub z Osomonina |
| wśród nagród były i takie, z przymrużeniem oka |
| nagroda za ostatnie miejsce |
Wygrawerowano na nim nazwę konferencji, datę i miejsce spotkania
Po ogłoszeniu wyników, odbyła się skromna licytacja na rzecz dziecięcego hospicjum.
A wieczorem ... Wieczór integracyjny z udziałem Robert Jakubiec Band, i m.in. degustacja Cygar Davidoff.
Lubimy jazz, wspaniałe towarzystwo i wyśmienite jedzenie, więc wieczór był dla nas baaaardzo udany.
Po krótkiej ale dobrze przespanej nocy, po smacznym i niestety obfitym ( nie mogłam sie oprzeć) śniadanku, w Wilii Eva pojechaliśmy do Kartuz .
Ale o tym już pisałam.
Rankiem w niedzielę, kościół i muzeum zwiedzałam.
Po krótkiej ale dobrze przespanej nocy, po smacznym i niestety obfitym ( nie mogłam sie oprzeć) śniadanku, w Wilii Eva pojechaliśmy do Kartuz .
Zwiedzaliśmy Kościół poklasztorny zakonu Kartuzów wiadomości o kościele i zakonie TU i Tu Klikajcie
Byliśmy w nim króciutko, bo jak to w niedzielę do południa odbywają się msze. Wtedy zwiedzanie a zwłaszcza robienie zdjęć jest niemożliwe.
Za to w Muzeum Kaszubskie w Kartuzach zwiedziłam i obfotografowałam dokładnie.
Kilka zdjęć pokażę
Alfabet kaszubski, jakże inny niż ten we Wdzydzach.
Na tym zdjęciu jest dowód,że rzeczywiście tam byłam :-)
Po muzeum oprowadzał nas mówiący gwarą i śpiewający młody Kaszub.
Potem była prelekcja o tytoniu. Pokaz tabakierek, wąchanie i zażywanie tabaki, ucieranie jej.
Tabakę uciera cię w misie podobnej do makutry. Ma one dodatkowe żłobienia, pionowe. Jak wygląda ucieranie pokazałam w poprzednim poście na własnym przykładzie.
Potem były atrakcje opisane w poprzednim poście ;-)
Zwiedzaliśmy Kościół poklasztorny zakonu Kartuzów wiadomości o kościele i zakonie TU i Tu Klikajcie
Byliśmy w nim króciutko, bo jak to w niedzielę do południa odbywają się msze. Wtedy zwiedzanie a zwłaszcza robienie zdjęć jest niemożliwe.
Za to w Muzeum Kaszubskie w Kartuzach zwiedziłam i obfotografowałam dokładnie.
Kilka zdjęć pokażę
Alfabet kaszubski, jakże inny niż ten we Wdzydzach.
| kołowrotek |
| krosno |
| jedna z wielu haftowanych rzeczy |
| sanki, aż szkoda że nie było śniegu ;-) |
| buty |
| kaszubi to przecież rybacy |
Na tym zdjęciu jest dowód,że rzeczywiście tam byłam :-)
Po muzeum oprowadzał nas mówiący gwarą i śpiewający młody Kaszub.
Potem była prelekcja o tytoniu. Pokaz tabakierek, wąchanie i zażywanie tabaki, ucieranie jej.
Tabakę uciera cię w misie podobnej do makutry. Ma one dodatkowe żłobienia, pionowe. Jak wygląda ucieranie pokazałam w poprzednim poście na własnym przykładzie.
Potem były atrakcje opisane w poprzednim poście ;-)
Prawo powożenia bryczką zdobyłam.
W niedzielę uzyskałam Prawo jazdy na powożenie bryczką i noszenie tytułu - Kaszebsczi Kuczer.
Zanim je zdobyłam byłam z grupą na przejażdżce wozami drabiniastymi.
Jechałam w pierwszym wozie . Spoglądając do tyłu taki oto miałam widok
W połowie drogi musieliśmy zrobić przerwę, by konie odpoczęły
Większość osób zeszła , by rozprostować nogi. Ja zostałam na wozie.
W czasie jazdy towarzyszyła nam kapela kaszubska i sznur samochodów jadący za nami. Przy wyprzedzaniu nas włączali klaksony i pozdrawiali nas.
Gdy wróciliśmy czekała na nas niespodzianka. Ognisko, kiełbaski i grzaniec.
Dla chcących się sprawdzić była bryczka, którą można było się przejechać i samodzielnie, chociaż pod czujną opieką, powozić.
Ja z tej szansy skorzystałam .
W głębi na zdjęciu widać głównego organizatora naszej zabawy , która trwała od godzin południowych w sobotę , Piotra Jakubowskiego .
Członkowie kapeli zabawiali nas też w czasie trwania zabawy przy ognisku .
Byłam wśród osób uczących się ucierać tabakę.
Utartą tabakę przesialiśmy, potem została wsypana do tabakierki, którą widać na zdjęciu.Zażywali ją chyba wszyscy uczestnicy zabawy. Ja też ... I wcale nie kichałam :-)
Ślubny uczył sie grac na diabelskich skrzypcach
Po zabawach pełni wrażeń zjedliśmy obiad U Stolema
W czasie jedzenia przygrywała nam kapela
Relacje z mojego weekendowego wypadu zaczęłam pisać od końca, co robiliśmy w niedzielę rano napiszę w następnym poście.
Zanim je zdobyłam byłam z grupą na przejażdżce wozami drabiniastymi.
Jechałam w pierwszym wozie . Spoglądając do tyłu taki oto miałam widok
W połowie drogi musieliśmy zrobić przerwę, by konie odpoczęły
Większość osób zeszła , by rozprostować nogi. Ja zostałam na wozie.
W czasie jazdy towarzyszyła nam kapela kaszubska i sznur samochodów jadący za nami. Przy wyprzedzaniu nas włączali klaksony i pozdrawiali nas.
Gdy wróciliśmy czekała na nas niespodzianka. Ognisko, kiełbaski i grzaniec.
Dla chcących się sprawdzić była bryczka, którą można było się przejechać i samodzielnie, chociaż pod czujną opieką, powozić.
Ja z tej szansy skorzystałam .
Jazda zakończyła się wręczeniem pokazanego już na pierwszym zdjęciu prawa jazdy.
W głębi na zdjęciu widać głównego organizatora naszej zabawy , która trwała od godzin południowych w sobotę , Piotra Jakubowskiego .
Chętni mogli też pojeździć na koniu wierzchem. Nie znalazłam dźwigu, który by mnie na tego konia wsadził i dlatego z jazdy wierzchem nie skorzystałam.
Atrakcję taką zapewniła nam Stajnia Wydrotur Członkowie kapeli zabawiali nas też w czasie trwania zabawy przy ognisku .
Byłam wśród osób uczących się ucierać tabakę.
Utartą tabakę przesialiśmy, potem została wsypana do tabakierki, którą widać na zdjęciu.Zażywali ją chyba wszyscy uczestnicy zabawy. Ja też ... I wcale nie kichałam :-)
Ślubny uczył sie grac na diabelskich skrzypcach
Po zabawach pełni wrażeń zjedliśmy obiad U Stolema
W czasie jedzenia przygrywała nam kapela
Relacje z mojego weekendowego wypadu zaczęłam pisać od końca, co robiliśmy w niedzielę rano napiszę w następnym poście.
środa, 19 lutego 2014
Nową kładką nad kanałem spacerowałam
W Ustce są dwie plaże .
Wschodnia, mocno oblegana przez wczasowiczów, mocno niszczona przez żywioły.
Zachodnia, szeroka i do niedawna bardzo pusta . Nieduża ilość plażowiczów, spowodowane to było sporą odległością od centrum miasta. Najczęściej bywali tam zmotoryzowani i osoby wybierające się na plażę na cały dzień.
Od niedawna przybliżono do siebie te plaże, a stało się to dzięki kładce nad kanałem. Kładka otwierana jest co godzinę na 15 minut. Nawet teraz po sezonie na kładce jest tłoczno.
Gdy pierwszy raz pojechaliśmy obejrzeć kładkę i przejść "na drugą stronę" kładka właśnie była zamykana. Spóźniliśmy się ;-)
Wiał silny wiatr i czekanie na zachodniej stronie na ponowne otwarcie kładki nie wchodziło w rachubę.
Zrobiłam tylko kilka zdjęć.
W ostatnią niedzielę wybraliśmy się ponownie, tym razem na wschodnią stronę. Zmierzchało już , bałam się że nie uda się zrobić zdjęć. Ale przecież najważniejszy był ten "pierwszy raz" tzn spacer kładką.
Trudno sobie wyobrazić jaką atrakcją będzie kładka latem .
Robótkowo jestem dalej w temacie serduszek.
Uszyłam 10 serduszek, te które zostały w domu już pokazywałam, inne pojechały w Polskę nie doczekawszy się sesji.
Troszkę serduszek wyszyłam. Czekają na zagospodarowanie.
Chyba po niedzieli , bo sobotę spędzamy na spotkaniu w Gdańsku na Konferencji z okazji Międzynarodowego Dnia Palenia Fajki . Będę kibicować palącemu Ślubnemu ( ja już fajki nie palę)
Niedziela , to zwiedzanie Kartuz (kościół, muzeum ). Potem kulig (lub drabiniaste wozy) i gorący posiłek „U Stolema” w Ostrzycach.
Ciekawe wykłady, prelekcje , cudne jedzenie i co najważniejsze ciekawi Ludzie.
To dla kontaktów z Nimi jeździmy na te spotkania.
Wczoraj wysłałam paczuszki z kubeczkami do Nati i Kaji. Może jeszcze w tym tygodniu dotra do celu.
Bardzo dziękuję Wszystkim za udział w mojej rozdawajce .
Wschodnia, mocno oblegana przez wczasowiczów, mocno niszczona przez żywioły.
Zachodnia, szeroka i do niedawna bardzo pusta . Nieduża ilość plażowiczów, spowodowane to było sporą odległością od centrum miasta. Najczęściej bywali tam zmotoryzowani i osoby wybierające się na plażę na cały dzień.
Od niedawna przybliżono do siebie te plaże, a stało się to dzięki kładce nad kanałem. Kładka otwierana jest co godzinę na 15 minut. Nawet teraz po sezonie na kładce jest tłoczno.
Gdy pierwszy raz pojechaliśmy obejrzeć kładkę i przejść "na drugą stronę" kładka właśnie była zamykana. Spóźniliśmy się ;-)
Wiał silny wiatr i czekanie na zachodniej stronie na ponowne otwarcie kładki nie wchodziło w rachubę.
Zrobiłam tylko kilka zdjęć.
| nawet widok przez kładkę jest ładny |
Prawda,że kładka wygląda kosmicznie !
W ostatnią niedzielę wybraliśmy się ponownie, tym razem na wschodnią stronę. Zmierzchało już , bałam się że nie uda się zrobić zdjęć. Ale przecież najważniejszy był ten "pierwszy raz" tzn spacer kładką.
| już się zbliża |
| było kilka osób na rowerach, wrócą na nich z zachodniej strony pewnie miastem |
| udało mi się zrobić zdjęcie, gdy na kładce było niedużo osób |
Trudno sobie wyobrazić jaką atrakcją będzie kładka latem .
Robótkowo jestem dalej w temacie serduszek.
Uszyłam 10 serduszek, te które zostały w domu już pokazywałam, inne pojechały w Polskę nie doczekawszy się sesji.
Troszkę serduszek wyszyłam. Czekają na zagospodarowanie.
Chyba po niedzieli , bo sobotę spędzamy na spotkaniu w Gdańsku na Konferencji z okazji Międzynarodowego Dnia Palenia Fajki . Będę kibicować palącemu Ślubnemu ( ja już fajki nie palę)
Niedziela , to zwiedzanie Kartuz (kościół, muzeum ). Potem kulig (lub drabiniaste wozy) i gorący posiłek „U Stolema” w Ostrzycach.
Ciekawe wykłady, prelekcje , cudne jedzenie i co najważniejsze ciekawi Ludzie.
To dla kontaktów z Nimi jeździmy na te spotkania.
Wczoraj wysłałam paczuszki z kubeczkami do Nati i Kaji. Może jeszcze w tym tygodniu dotra do celu.
Bardzo dziękuję Wszystkim za udział w mojej rozdawajce .
Etykiety:
candy,
fajka,
krzyżyki,
moje wędrowanie,
różne różności
Subskrybuj:
Posty (Atom)