Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zapiekanka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zapiekanka. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 kwietnia 2014

Czasem są naleśniki

Jest kilka przepisów, które odkryłam dzięki temu, że prowadziłam Galangal (mój poprzedni blog, stricte kulinarny) i które na stałe weszły do mojego repertuaru. Jednym z nich jest przepis na zapiekane naleśniki pochodzący z dziewiętnastowiecznej książki kucharskiej. Uwielbiam je! Niezbyt często jemy słodkie obiady (ok, niezmiernie rzadko), ale jeśli już to prawie zawsze są to naleśniki: smażone z serem lub te: zapiekane z dżemem. Jeśli interesuje Was oryginalny przepis i moja pierwsza jego interpretacja to odsyłam do tego wpisu.
Przepis jednak nie jest niezbędny, jego zarys może tak, ale proporcje trzeba sobie samemu dostosować do własnego gustu.
Patent polega na tym, że naleśniki zawinięte z dżemem polewa się jajkiem zmiksowanym z mlekiem i cukrem i polewa się stopionym masłem; po czym wszystko się zapieka. Naleśniki nasiąkają płynem, on ścina się i rośnie, efekt jest taki, że z piekarnika wyskakują naleśniki pokryte chrupiącą skórką z delikatnym dżemowo-sufletowym środkiem. Cudo.
Robiłam je wiele razy i wiem, że nie wolno przesadzić z jakami, dżemu i cukru musi być minimalnie, a naleśniki muszą być najdelikatniejsze pod słońcem. Zdarza mi się dodać jakiś składnik aromatyzujący, albo też nie dodawać żadnego. Zawsze jest pysznie.
Dzisiejsze były tylko z dżemem agrestowym.



     

piątek, 28 lutego 2014

Zapiekane macaroni





Jednym z ulubionych dań moich dzieci jest makaron (koniecznie macaroni) zapiekany z pomidorowo-kremowym sosem i mozzarellą. Sos przez długi czas robiłam z dodatkiem sera mascarpone, bo wydawało mi się, że najbardziej się nadaje z racji miejsca pochodzenia. Ale to nieprawda. Mascarpone średnio nadaje się do dań na gorąco. W piekarniku sos zawsze się lekko rozwarstwiał co mi, chociaż innym nie, bardzo przeszkadzało. 
W czasie ferii dzieciom zachciało się macaroni, a mi nie chciało się wychodzić z domu żeby kupić mascarpone. Postanowiłam zrobić z tym co było w lodówce - z Philadelphią. To był bardzo trafny wybór, bo ten ser (nie jest to wpis sponsorowany, można wypróbować inne serki tego typu, może się sprawdzą, ten sprawdzi się na pewno) dobrze znosi wysokie temperatury, całkowicie się rozpuszcza i przy tym nie warzy.
Przez to, że można go śmiało podgrzewać mogłam zmienić w moim przepisie jeszcze jedną rzecz: zamiast mieszać ugotowany makaron z surowym sosem (to też przedłużało czas przebywania w piekarniku) , mogłam ten sos wcześniej ugotować, co znacznie poprawia smak zapiekanki, bo i smaki są bardziej zespojone i makaron nie musi zbyt długo siedzieć w piekarniku .

No dobra, namieszałam.

Przepis:

500 g makaronu, jeśli nie macaroni to inny krótki
puszka pomidorów lub 500g passaty
2 ząbki czosnku
dwie łyżki Philadelphii
łyżeczka suszonego oregano
sól i pieprz
250 g mozzarelli, startej

Ugotuj makaron, w czasie kiedy się gotuje zmiksuj pomidory, dodaj do nich Philadelphię, zmiażdżony czosnek, zioła, sól i pieprz, wymieszaj trzepaczką i zagotuj. Pozwól żeby sos pogotował się kilka minut na wolnym ogniu. Wsyp ugotowany makaron do żaroodpornego garnka, wymieszaj z sosem i mozzarellą. Piecz w gorącym (180) piekarniku około 25 minut.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...