i dlatego nie piszę, nie komentuję, w ogóle czasu mam mało, bo w robocie, jak to latem połowy ludzi nie ma, więc zadań jest więcej.
Parę rzeczy popełniłam - na przykład ubranko na termosik - moja mama zażyczyła sobie termosik półlitrowy lub coś około tego, by móc sobie popijać cały czas ciepłą herbatkę. Koniecznie oczywiście ze staroci, no i żeby był tani i żeby miał kształt dzbanka. Nie jest to niestety proste, bo półlitrowe termosiki dzbanuszki to niełatwa rzecz, ale udało mi się znależć taki jeden w kolorze czerwonym. Podobał mi się jednakowoż średnio, zatem postanowiłam go nieco ozdobić.
Z dekupażu mam zaczęte sporo, ale ze względu na gości, gości, gości w ciągu ostatnich 5-6 tygodni, niewiele udało mi się zakończyć. Niemniej za gotowe mogę uznać obrazki zrobione z plastrów sosny, które mój tato uciął rok temu za pomocą piły łańcuchowej. Suszyłam je przez rok w komórce tak skutecznie, że aż zaszły pleśnią, ale wyczyściłam, pomalowałam, nakleiłam obrazki i są.
Rodzice wymyślili, że różne takie powieszą sobie w domku na działce. Czemu nie?
No i nareszcie skończyłam pokrowiec na składany, okrągły fotel, który fajny jest i wygodny, niestety w czerwonym, do niczego nie pasującym kolorze. Zrobienie tego pokrowca to nie była łatwa dla mnie sprawa, najpierw zaczęłam robić taką okrągłą, 12-ramienną gwiazdę, ale ze względu na kształt fotela wcale się nie układało, więc sprułam i zaczęłam robić sześciany z mocnym postanowieniem, że jak się nie uda, to rzucam to w diabły, trudno się mówi.
Z efektu rzec można jestem zadowolona, choć trzeb jeszcze przetestować, czy po wciągnięciu gumy będzie się ściągać.