Followers

niedziela, 28 lipca 2013

Sierpień mamy

Z jednej strony lato ucieka, z drugiej, urlop się zbliża, więc uczucia ambiwalentne.
Najpierw seria turkusowa, tym razem z motywami Green Gate, coś w rodzaju paterki, mała tacka plus taki pojemniczek - na rośliny doniczkowe wstępnie przewidziany?

A oto 3 pudełeczka (mieszczą się jedno w drugie) wiosenne motywy, dla przyjaciółki
Coś na drutach, a mianowicie poszewka na poduszkę na kanapę. 
A moja przyjaciółka nabyła sobie pieska, gryfonika brukselskiego, wiec zrobiłam szczeniaczkowi zabaweczki - aporcik oraz coś, co w zamyślemiało być misiem, przypomina może nieco kota, więc nazwałam go Miksokretem
Jestem w trakcie produkcji mnóstwa obrazków, nie tylko o tematyce religijnej, ale również kwiatowej, tackę robię, dzbanek, doniczki, po prostu wszystko. Wiele na wynos, naturalnie



piątek, 12 lipca 2013

Połowa lipca za pasem

Szybko, szybko ucieka lato, tak jest zawsze... Cieszyć się zatem trzeba każdym jego dniem.
Od tygodnia pogoda jest nareszcie letnia, słoneczna.
Moja przyjaciółka ma wnuczkę, w niedzielę był chrzest, więc udziergałam grzechotkę dla malucha:
Podobno dziewczynka jest tak mądra, że już się nią bawi.
Z kolei koleżanka kupiła sobie na starociach lampę, ale abażur nie był najpiękniejszy, więc zastąpiony zostanie szydełkowym. Tak wygląda póki co naciągnięty na stary materiał

piątek, 5 lipca 2013

Lato znaczy goście

i dlatego nie piszę, nie komentuję, w ogóle czasu mam mało, bo w robocie, jak to latem połowy ludzi nie ma, więc zadań jest więcej.

Parę rzeczy popełniłam - na przykład ubranko na termosik - moja mama zażyczyła sobie termosik półlitrowy lub coś około tego, by móc sobie popijać cały czas ciepłą herbatkę. Koniecznie oczywiście ze staroci, no i żeby był tani i żeby miał kształt dzbanka. Nie jest to niestety proste, bo półlitrowe termosiki dzbanuszki to niełatwa rzecz, ale udało mi się znależć taki jeden w kolorze czerwonym. Podobał mi się jednakowoż średnio, zatem postanowiłam go nieco ozdobić.


I taki oto mamy efekt.

Z dekupażu mam zaczęte sporo, ale ze względu na gości, gości, gości w ciągu ostatnich 5-6 tygodni, niewiele udało mi się zakończyć. Niemniej za gotowe mogę uznać obrazki zrobione z plastrów sosny, które mój tato uciął rok temu za pomocą piły łańcuchowej. Suszyłam je przez rok w komórce tak skutecznie, że aż zaszły pleśnią, ale wyczyściłam, pomalowałam, nakleiłam obrazki i są.




Rodzice wymyślili, że różne takie powieszą sobie w domku na działce. Czemu nie?

No i nareszcie skończyłam pokrowiec na składany, okrągły fotel, który fajny jest i wygodny, niestety w czerwonym, do niczego nie pasującym kolorze. Zrobienie tego pokrowca to nie była łatwa dla mnie sprawa, najpierw zaczęłam robić taką okrągłą, 12-ramienną gwiazdę, ale ze względu na kształt fotela wcale się nie układało, więc sprułam i zaczęłam robić sześciany z mocnym postanowieniem, że jak się nie uda, to rzucam to w diabły, trudno się mówi.

Z efektu rzec można jestem zadowolona, choć trzeb jeszcze przetestować, czy po wciągnięciu gumy będzie się ściągać.