Followers

czwartek, 25 grudnia 2014

Wesołych Świąt

I oto mamy Boże Narodzenie - otwieram rano czy, a tu White Christmas!
Ponieważ święta trwają ciągle, to chciałabym życzyć wszystkim tym, którzy tu zaglądają, by te święta były miłe, radosne, przyniosły chwilę oddechu od codziennej krzątaniny i okazję do bycia z bliskimi.

Taką mamy choinkę
A taki widok za oknem:

czwartek, 18 grudnia 2014

Święta za pasem

Długa była u mnie przerwa od ostatniego wpisu, a to dlatego, że trochę mi się w życiu pozmieniało, co sprawiło, że czasu jakoś tak mało mam. Mimo to, sporo rzeczy powstało, pewnie dlatego, że najchętniej odpoczywam z szydełkiem w ręku.

Kupiłam kiedyś pojemniczek, na metalowym stelażu cienki, przezierający materiał - wyglądało to jednak staro i zniszczenie, długo nosiłam się z zamiarem zrobienia ażurowego szydełkowego obciągnięcia, aż wreszcie udało mi się pomysł zrealizować. Usztywniłam klejem wikolem.

Można włożyć do środka zapalone elektryczne tealighty, co wygląda całkiem nastrojowo.

Jeszcze w październiku odnowiłam drewniany organizer z szufladkami, który ktoś po prostu wyrzucił. 

Kolejna sznurkowa lampa, tym razem kinkiet - całkiem się udała i dobrze służy.

A tak wyglądają moje wiszące sznurkowe lampy na miejscu docelowym:

Przy przewożeniu zbił się klosz do lampy, z której korzystam przy biurku. Musiałam zatem szybko coś wykombinować:

No i trochę świątecznych ozdób, jak zwykle narobiłam różnych śnieżynek itp. Porobiłam też nieco dekoracji adwentowych i  w tym roku po raz pierwszy mam choinkę już na adwent - co prawda malutką i w doniczce, ale to zmiana zasadnicza.










środa, 15 października 2014

Abażur ze sznurka

Postanowiłam zrobić abażur ze sznurka jutowego - a gotową pracę dedykuję oczywiście Jucie, mistrzyni sznurka i szydełka - wymyśliłam sobie, że to będzie kula. zrobiłam ją z wzoru największej bombki-kuli szydełkowej. Potem kwestia tak dużego balonu, ale udało się bez problemu w sklepie TIGER - coś w rodzaju północnoamerykańskiego dollar store. Usztywniłam jak zwykle w kleju wikolu i w trakcie suszenia uświadomiłam sobie, że nie bardzo jak będę miała włożyć żarówkę. Bo na oprawkę zrobiłam odpowiedniej wielkości otwór.
No ale od czego są hobbistyczne elektronarzędzia. Po prostu wycięłam na dole otwór, mimo że klej wikol usztywnił się na bardzo twardo, zresztą tak właśnie mialo być.
Tak więc najpierw prezentuję mojego drogiego pomocnika, multiszlifierkę:
Obok wycięty z abażura fragment.
A tak wygląda gotowa lampa - na razie założona prowizorycznie.
Oświetlona wygląda całkiem efektownie, co niestety trudno jest uchwycić na zdjęciu.





wtorek, 14 października 2014

Lampka i witrynka

Kolejne rzeczy do mieszkanka:

Lampka z dekupażową podstawą oraz szydełkowym abażurem:

oraz witrynka - kupiłam ją za równowartość niecałych 60 zł, jest zrobiona ze świerku chyba, było to surowe drewno, chyba polakierowane, nie jest to majstersztyk stolarskiego fachu, poza tym swoje lata musi mieć, bo derwno było całkowicie sciemniałe. 
Najpierw oczywiście powyjmowałam zawiasy, magnesiki, uchwyty itp., potem zeszlifowałam - lakier przede wszystkim i wierzchnią warstwę drewna też celem wygładzenia, wyrównania - wiwat bezprzewodowa wielofunkcyjna nieduża szlifiereczka - następnie pomalowałam farbą w kolorze off-white, szprosy, kanty i gałeczki przetarłam suchym pędzlem farbą w kolorze mniej więcej starego zlota, polakierowałam lakierem półmatowym, wujcio złożył ją spowrotem i voila!
Narobiłam się przy niej nieco, muszę przyznać, teraz jestem pewna, że gdyby mnie to nie odprężało, to pewnie lepiej byloby kupić gotowe. Ale ja mam takie hobby ze starego zrobić nowe i dlatego zadowolona jestem.



czwartek, 9 października 2014

Zwijam się i rozwijam


by zrobić pewne rzeczy, bo mam do listopada urządzić takie małe mieszkanko. Więc głownie szlifuję i maluję stare drewniane nieduże mebelki i akcesoria, ale również cośtam zdobię lub tworzę.
Nareszcie zatem odnowiłam taką małą szafeczkę, podobała mi się, ale była stara, drewno zżółkło i ściemniało. Dobrze jest mieć niedużą szlifierkę na baterię. 
Niestety, nie zrobiłam zdjęcia przed, a szkoda. Po wygląda następujaco:
Dawno myślałam o przerobieniu paskudnej plastikowej lampy z IKEA, zwłaszcza, że mam takie dwie i żadnej nie pozwoliłam wyrzucić. Dekupaż i szydełkowa koronka z cieniutkiego kordonka, wyglada tak, ale zdjęcie słabe niestety.
 


sobota, 27 września 2014

Pierwsze świąteczne akcenty

Bardzo wcześnie w tym roku, zwykle nie rozpoczynam przed październikiem, ale to taka mała wprawka krzyżykowa, bo czerwonej kanwy kawałek miałam, bardzo zresztą drobniutkiej.
Zachwycona wykonaniem nie jestem, ale praktyka czyni mistrza. 2 sztuki, ale sfotografowane z różnych stron.







czwartek, 25 września 2014

No i nastała kalendarzowa jesień

a październik za pasem. Trzecia notka w miesiącu - to do mnie niepodobne, ale to taka cisza przed burzą, bo idą zmiany w moim życiu. No ale to nic nowego, już Heraklit z Efezu zauważył, że Panta rei.
Tymczasem wpadłam w jakiś szał robienia naszyjników ze sznurka i koralików i zrobiłam jednym cięgiem sześć sztuk. 
Klasyczne zestawienia kolorystyczne, czarny z czerwonym, bursztyn z turkusem,  eksperyment z bordowym sznurkiem no i dary morza. Jeszcze mam na szydełku jeden, z granatowego sznurka.

Już czas jakiś temu zrobilam, choć brakuje ostatniej warstwy twardszego lakieru, 2 dekupażowe sztuki, maleńką doniczuszkę oraz taki wiszący pojemnik - na szpargały generalnie. Ten motyw serwetki kiedyś już używałam, ale miałam tylko jedną, jedyną taką serwetkę. Niedawno dostałam CAŁĄ PACZKĘ od mojej przyjaciółki. 

Haft krzyżykowy wciągnął mnie na dobre. Kiedyś, kilka lat temu, kupilam za śmieszne pieniądze zestawy mulin - jakaś chińszczyzna zapewne - i dopiero teraz zwróciłam uwagę, że są poliestrowe, a nie bawełniane. Ale wyglądają ładnie, mają taki jakby lekki połysk. 
Oczywiście nie jestem mistrzem techniki, choć wygląda na to, że lepiej będzie, jak trochę nabiorę wprawy. Widziałam wiele blogów, gdzie dziewczyny pokazują po prostu cuda i to tak starannie wyhaftowane, że aż podziw bierze. Ale z mojego haftu jestem zadowolona - będzie oprawiony w owalną ramkę - kupioną oczywiście na starociach za bardzo drobną sumę - uwielbiam pchle targi i inne tego typu sprawy i szukam okazji, zbieram, kolekcjonuję, by je potem wykorzystać.
Ramka zrobiona bodajże z ebonitu (choć do złudzenia przypomina plastik) ale takiego nabrałam podejrzenia na podstawie smrodu przy matowieniu. Albowiem ramka w kolorze czarnym albo prawie czarnym jest w trakcie przemalowywania.
Nie mogłam się jednak powstrzymać, by nie przymierzyć do niej haftu, tak na próbę. Ramkę planuję przetrzeć zlotą farbą, taka wydaje mi się lepiej dostosowana do haftu i nabiera takiego schabby chicowego looku. Kawałki kanwy też mozna czasem kupić w sklepach typu charity shop (po duńsku genbrugsbutik) i to był właśnie taki kawałek.




wtorek, 16 września 2014

Dość mam już poduszek

Te dwie haftowane - podszyłam materiałem (grubo tkana bawełna w kolorze ecru) - trochę się namęczyłam, bo uszyłam wszystko ręcznie, ale jest jako tako ok. 

Zrobilam jeszcze jedną poduszkę turkusowo - jasne ecru (czy może takie off-white) i na razie poduszkom mówię dosyć. Za jakiś czas wrócę zapewne do tematu, jako że mam jeszcze poduszki, którym brakuje dekoracyjnych poszewek, ale na razie pauza, choć lubię robić poduszki.


Teraz wrócilam do koralików, gdyż niezwykle spodobała mi się idea połączenia sznurka z darami morza - oto kolejny przyklad. Kupilam płatki z muszli perlowych i dzięki użyciu doskonałego wiertła kobaltowego wywierciłam w nich dziurki tam, gdzie chciałam. Co więcej nareszcie mogłam wywiercić dziurki w bursztynach, które dawno temu dostalam od mojej babci - niestety, dziureczki były tak małe, że chyba tylko nitka cienka jak włos mogłaby przez nie przejść. Wiertło kobaltowe wchodzi w bursztyn jak w masło. Oczywiście rozsądnie jest trzymać małe kawałki bursztynu czy co tam kto wierci kombinerkami, a nie palcami.

środa, 3 września 2014

Jesień, jesień, to czuć po prostu

choć dzień dzisiejszy piękny jest, słoneczny

to, że jesień, widać także po ilości grzybów:
No tak, ta była wyjątkowa i to prawie same prawdziwki.

Parę nowych, choć drobnych robótek ukończonych, na przykład druga haftowana poduszka (choć w obu brakuje mi jeszcze drugiej strony), na razie kombinuję, jak to zrobić.
Do tego jeszcze poduszka szydełkowa, właściwie z recyclingu, bo ta turkusowa włóczka jest ze sprutego bawełnianego swetra. Poniżej dwie strony poduszki, bo różnią się nieco zestawieniem kwadratów.
Zrobiłam również pewną ilość sznurkowo-koralikowych naszyjników, które tak szybko rozdałam, że nie zdążyłam praktycznie sfotografować. 
Ale jeden, zrobiony ze sznurka i muszelek - ostał się na fotografii.
A będąc w domku na działce, sfotografowałam moje hafty krzyżykowe sprzed lat bodaj 20-tu - dokładnie nie pamiętam, ale coś koło tego.

Czeka mnie trudna jesień, w kazdym razie nie wiem do końca, co mnie jeszcze czeka.
No ale jak zwykle uspokojenie znajdę w robótkach.