Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia XX wieku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia XX wieku. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 listopada 2021

Zielone pastwiska

Autor: Kasia Bulicz-Kasprzak

Tytuł: Zielone pastwiska

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Seria: Saga wiejska

Tom: 3

Liczba stron: 558

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Data wydania: 2021

ISBN: 978-83-8234-248-2

 

Deszczowo i ponuro za oknem, ale u mnie przez ponad dwa tygodnie było zielono. Zaczytywałam się w trzecim tomie Sagi wiejskiej Kasi Bulicz-Kasprzak – Zielonych pastwiskach.

Tak jak wszystko na tym świecie się zużywa, tako i człowiek. (s. 167)

Ponownie udałam się do Tynczyna. Przeniosłam się w czasie – na koniec lat 20. i początek 30. Przyglądałam się życiu Polaków i Ukraińców żyjących od wieków obok siebie. Tłem wydarzeń są zdarzenia z kraju i ze świata, o których chłopi czytali w gazetach. Mówi się o wielkim krachu, przewrocie majowym, konstytucji kwietniowej, wyborach w Niemczech, olimpiadzie w Los Angeles, bolszewikach. Do wsi liczącej pięćdziesiąt chałup dociera wielki kryzys. Pokazuje, kto jest przewidujący, jak sobie ludzie radzą lub nie. Bo choć Tynczyn daleko od centrum wydarzeń, to historia ma duży wpływ na los jego mieszkańców. Największe wstrząs przeżyli tynczynianie po zamachu na Pierackiego w Warszawie i lawinie następujących po nim zdarzeń. Autorka zgłębia problem przynależności do mniejszości ukraińskiej i odzyskania niepodległości.

Tu, w tej wsi nad Huczwą, od wieków żyły dwa narody splątane jak ten dąb i lipa, co obok siebie wyrosły. (s. 369)

Chłopi z pokolenia na pokolenia wykonują te same prace w domu, obejściu i na polach. Orzą, sieją, zbierają plony, pracują i weselą się. Rytm ich dnia wyznaczają pory roku. I tak dzień za dniem, rok za rokiem toczy się życie w Tynczynie. Autorka pochyla się nad losami mieszkańców, ich radościami i smutkami, tajemnicami i problemami, zagląda do ich myśli. W tym tomie skupia uwagę na dzieciach Adamczuka i Dołęgi. Polubiłam wielkiego, małomównego Kajtka, jego pracowitość i solidność, doceniłam jego mrukliwość i mądrość oraz Natalkę Dołęgę, która sama gospodarzyła mimo młodego wieku. Jej brata Wojtka wręcz nie znosiłam. Wyjątkowo działał mi na nerwy. Pietro Matwiejczuk dużo mówił, lecz za mało robił w kwestii swej narodowości. Plotkara stara Pomiechowska, która wszystko wie o wszystkich, zaimponowała mi swoją mądrością życiową, doświadczeniem i dochowała tajemnicy w pewnej sytuacji.

Dlatego tak jak tu w karczmie dzieje się i w Warszawie. Kłócą się, spierają, jeden na drugiego nastaje i uradzić nic nie mogą. (s. 150)

wtorek, 19 stycznia 2021

Klątwa ruin

Autor: Magdalena Wala

Tytuł: Klątwa ruin

Wydawnictwo: Książnica

Liczba stron: 298

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Data wydania: 2020

ISBN: 978-83-245-8445-1

 

Tajemnica sięgająca wielu pokoleń i miłość wbrew zasadom. Wzruszająca podróż do roku 1920 i czasów walki o wolność.

Gdy powieść Klątwa ruin Magdaleny Wali, autorki mojej ulubionej serii historycznej Damy i buntowniczki, wpadła w moje ręce, to trudno było mi się od niej oderwać. Cofnęłam się w czasie do 1920 roku i przeniosłam w okolice Piotrkowa w Wielkopolsce. Zadomowiłam się tam. Znalazłam przychylne mi osoby i nie. Dostałam powieść historyczną skrojoną na miarę. Blurb:

Aniela Wilczkówna wywodzi się z chłopskiej rodziny, ale dzięki protekcji zdobywa wykształcenie i zostaje zatrudniona w ziemiańskim dworze jako panna do towarzystwa. Poznaje tam krewnego właścicielki – porucznika Rafała Mielżyńskiego. Mimo że oficer jest nią zafascynowany, dziewczyna traktuje go z dystansem. Zdaje sobie sprawę z dzielących ich różnic społecznych, skrywa też własne tajemnice. Pewnego dnia Aniela poznaje historię ruin pobliskiego zamku. Związana z nimi legenda opowiada o pięknej Rudowłosej i wyrządzonej jej krzywdzie. Czy ma to coś wspólnego z przeszłością Anieli? Tymczasem nadchodzi lato i zmienia się atmosfera we dworze. Wojska bolszewickie zagrażają Polsce, która niedawno odzyskała niepodległość. Wszyscy starają się wspierać walczących na froncie. Aniela wbrew rozsądkowi myśli o Rafale i martwi się o jego życie.

Musimy zacząć działać. (s. 131)

Ważne było dla mnie ukazanie dwóch stron – racji Polaków i bolszewików, ich agitacji, prawdziwego oblicza oraz ruchu wojsk. Obrazy naznaczone krwią, bólem, śmiercią, ofiarnością żołnierzy i okrucieństwem bolszewików były wstrząsające, ale tak wyglądała pańska wojna. Nie wiedziałam o takim zaangażowaniu społecznym Polaków w walkę z bolszewikami, tak silnej współpracy i wzniesieniu się ponad podziały polityczne i społeczne. Realizm powieści podkreślały fragmenty ówczesnej prasy, wymiana poglądów między bohaterami i wielka polityka w tle, oddanie atmosfery panującej w nowo tworzącym się państwie i walka o ugruntowanie jej suwerenności, klimat w dworku ziemiańskim, hierarchia społeczeństwa i jeszcze pomniejsze rzeczy takie jak szczepienia na czerwonkę i światy wieszane u powały na końskim włosiu – to wszystko wpłynęło na to, że ta powieść jest wiarygodna. Rozbawiły mnie słabostki Polaków na K, ale był to śmiech przez łzy.

Może jesteście bardziej kruche, wzbudzacie w nas potrzebę opieki, ale jednocześnie macie siłę zupełnie nam, mężczyznom, nieznaną. (s. 167)

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Akcja "Karmazynowa pantera"

Autor: Malwina Ferenz
Tytuł: Na miłość boską!
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 488
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Data wydania: 2020
ISBN: 978-83-8195-844-2 





Dzień w podróży spędziłam z książką Michaliny Ferenz Na miłość boską! „Boski” tytuł przykuł moją uwagę i zapowiadał niezłą rozrywkę.
Rzeźby skradziono w biały dzień. (s. 52)
Ktoś kradnie niewielkie, zabytkowe rzeźby ze starych, wrocławskich kościołów. I coś jeszcze. Zagadkowe kradzieże. Biskupi zlecają poszukiwania rzeźb policji. Sprawą zajmuje się osobiście komisarz Aldona Dzik, lecz niemrawo jej to idzie. Drugie zlecenie od kurii otrzymał prywatny detektyw Bożydar Kluzicki, specjalista od rozwodów. Biskupi nadają akcji kryptonim „Karmazynowa pantera”, choć w ich interesie nie leży wyjaśnienie kradzieży. Oni coś wiedzą od lat, ale nie wystarczająco działali w tej kwestii. Zagmatwana sprawa.
Otwórz umysł. Zmień myślenie. (s. 141)
Dwa niezależne śledztwa przypadkowo łączą się w kościele, tuż po „pościelowych uciechach”. Aldona i Bożydar „wespół zespół i na własną rękę” prowadzą śledztwo, a pomaga im 13-latek Mariuszek. Kawał chłopa i inteligencji z żyłką detektywistyczną. Jego zacięcie historyczne przydaje się, tak jak przesiadywanie w bibliotece na podłodze. Pomaga sąsiadka, pani profesor Kowalska, która podpowiada nastolatkowi, by inaczej spojrzał na sprawę podziemnych tuneli Wrocławia. Swój udział w sprawie ma także szczur Temistokles. Tandemowi policyjno-detektywistycznemu depcze po piętach wysłannik biskupa – ks. Wiktor Oleander oraz… miłość.
Kto powiedział, że złoty pociąg musi wyglądać jak… pociąg? (s. 141)

piątek, 28 czerwca 2019

Tätowierer w Auschwitz


Autor: Heather Morris
Tytuł: Tatuażysta z Auschwitz
Tłumaczenie: Kaja Gucio
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 336
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Data wydania: 2018
ISBN: 978-83-65973-31-3 



Trwa moda na pisanie i czytanie o Holocauście, zwłaszcza o obozie Auschwitz-Birkenau. Ja sama tej modzie uległam, gdyż w ciągu trzech miesięcy przeczytałam Uwięzieni w raju, Kołysankę z Auschwitz, Tatuażystę z Auschwitz. Dziś o tatuażyście.
Witamy w Auschwitz. (s. 20)
Był 23 kwietnia 1942 roku, kiedy te słowa przywitały 26-letniego Lalego w piekle, w którym „Arbeit macht frei”. Blok nr 7, górna prycza to jego nowy adres, jego nowy „dom”. Od tego dnia nazywał się 32407, a nie Lale, a właściwie Ludwig Eisenberg ze Słowacji. Tatuażysta Pepan wziął go na pomocnika do tatuowania numerów nowym więźniom obozu. Wkrótce to Lale został tätowierer. Ma swój stoliczek i torbę z materiałami do tatuowania, swój pokój i dodatkowe racje żywności. Nieźle jak na obóz koncentracyjny. Ale i tak jest marionetką hitlerowców.
Można coś dla niego zrobić? Mówią, że tätowierer może pomóc. (s. 186)
I faktycznie może pomóc. Aż dziw bierze, że w takim stopniu, na tak dużą skalę i tylu osobom, zaś esesmani o tym nie wiedzą i niczego nie widzą. Murarze Wiktor i Jurek budujący krematoria, nie mają oporów i handlują z Lalem dzień w dzień, jakby wojny i obozu nie było. Niby Birkenau to „najgorszy z piekielnych kręgów”, ale Lale ma się tam dobrze, cieszy się wyjątkową wolnością, wykorzystuje znajomość kilku języków. Teczka tatuażysty daje mu duże możliwości, może się on swobodnie przemieszczać, lecz mimo wszystko wygląda to zbyt sielankowo. Wprawdzie przychodzi moment, że ma z tego powodu kłopoty, lecz są one nieadekwatne do przestępstwa i terroru, jaki codziennie gotowali hitlerowcy więźniom obozu.
Lale poprzysięga sobie: Przeżyję i wyjdę stąd. Wyjdę jako wolny człowiek. (s. 30)

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Matejkowski obraz


Autor: Joanna Jodełka
Tytuł: 2 miliony za Grunwald
Wydawnictwo: WAB
Liczba stron: 384
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Data wydania: 2018
ISBN: 978-83-280-6027-2 





Dla ratowania płótna, dla ratowania Bitwy, dla ratowania nadziei! (s. 20)
Powieść Joanny Jodełki 2 miliony za Grunwald dziś „ratuję” od zapomnienia, by inni Polacy mogli poznać niezwykłe losy obrazu Jana Matejki Bitwa pod Grunwaldem.
Obecnie zajmuję się, że tak powiem, skutkami bitwy pod Tanennbergiem. Grunwaldem, jak mówią Polacy. (s. 75)
W maju 1938 roku Gerhard von Lossow jedzie z misją dyplomatyczną do Warszawy. Na jego liście znajdują się obiekty ciekawe dla Niemców, w tym jeden dla samego Austriaka. To najsłynniejszy obraz Matejki, ukazujący zwycięstwo Polaków nad Krzyżakami. Według Niemców Polacy chwalą się rozgromieniem krzyżackiej potęgi. Tamta pamiętna bitwa na ponad pięćset lat zablokowała im drogę na wschód. Nie mogą tego przeboleć. Ich duma narodowa została urażona. Mają niecne plany wobec tego… historycznego paszkwilu. Bardzo niecne.
I jak przyjdzie co do czego, to wywieźć Bitwę. Radzę. Nie czekając. (s. 109)
Żyd Daniel Faber ma wiele wspólnego ze sławnym obrazem. Dba o niego jak o własne dziecko, a ma syna Jona. Faber radzi wywieźć dzieło na wschód dyrektorowi Zachęty Stanisławowi Mikuliczowi-Radeckiemu i wiceprezesowi Stanisławowi Ejsmondowi, którego ojciec już raz obraz wywiózł z kraju. Wielkość i ciężar dzieła nie ułatwiają zmiany jego adresu. Problem z wyjęciem płótna z ram i ze zdobyciem odpowiedniego środka transportu spędza sen z powiek kilku osobom, bo „takie dobro kultury jest najważniejsze”. Łut szczęścia pojawił się w osobie Dziurawca i koni. Niezwykły konwój rusza w niebezpieczną drogę do Lublina.
Rzesza wyznaczyła nagrodę dla tego, kto wyjawi miejsce przechowywania Bitwy. Dwa miliony marek. (s. 285)

poniedziałek, 1 października 2018

Rodzinne gniazdo Bogoszów


Autor: Katarzyna Droga
Tytuł: Gospoda pod Bocianem
Wydawnictwo: Editio
Liczba stron: 328
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Data wydania: 2018
ISBN: 978-83-283-3826-5





Korzenie rodziny Bogoszów nierozerwalnie wiążą się z zajazdem na rozstaju dróg, tuż obok starej wierzby z bocianim gniazdem. Gdy w XIX wieku Henryk Bogosz kupuje ziemię pod Kalinowem, gniazdo już istnieje. Ptaki powracające co roku widzą, jak powstaje gospoda, jak zarządzają nią kolejne pokolenia. Są świadkami wichrów wojny, namiętności, tajemnic, zdrad, miłości, a nawet zbrodni w Gospodzie pod Bocianem. Mimo to każdy Bogosz wie, że tutaj bije serce małej wspólnoty.

Sięgnęłam po książkę Gospoda pod Bocianem Katarzyny Drogi z kilku powodów. Bocian – jakże swojski ptak, jakże symboliczny, jakże niecierpliwie wypatrywany wiosną i ze smutkiem żegnany u schyłku lata; swojska gospoda. Magiczna okładka zatrzymała mój wzrok na dłużej, podkreślając minione czasy. I tematyka – historia rodu, stare fotografie, genealogia, sekrety. Zaczęłam czytać i na jakiś czas przeniosłam się do Gospody pod Bocianem jako gość, a potem domownik.
Oto i pudło. Mateusz dziarsko je podniósł, a ono złośliwie rozsypało się w rękach, ujawniając niezwykłą zawartość. (s. 13)
Zapalnikiem do przeniesienia się w przeszłość i poznania historii rodu Bogoszów stają się stare szkice, dokumenty, zeszyty i album. To z niego wysypały się pokurzone czarno-białe fotografie. Niektóre z nich były podpisane. Bohaterkę zaintrygowało zdjęciem przedstawiające kobietę z dwojgiem dzieci na tle murowanego budynku z szyldem: Gospoda Pod Bocianem. Zostało ono wykonane w 1942 roku w Kalinowie w Zakładzie Braci Bogosz. Ponieważ kobieta wierzy w filozoficzne życie pudełek i znaki od losu, to postanowiła dowiedzieć się czegoś więcej, tym bardziej że znała ostatniego z braci, Konstantego Bogosza, starego fotografa z żelaznego pokolenia.
Udzielił mi zgody na spisanie dziejów rodziny, ale przede wszystkim musiał dać ją sam sobie. (s. 20)
Spotkanie z panem Konstantym było nieuniknione. Zdjęcia sprzed lat wywołały w nim wspomnienia, a że przeczytał książkę bohaterki o jej rodzicach, to zgodził się uchylić drzwi do swojej przeszłości, opowiedzieć historię swojej rodziny i ją spisać. Tak oto dzieje rodziny Bogoszów, poplątane losy nestora rodu Teodora Bogosza zaczęły żyć na nowo. Wspomnienia, stare fotografie, papierowe listy splotły się z e-mailami, komórkami, dyktafonem, komputerem i danymi z Internetu.
Same dziury w tej sieci. (s. 243)

wtorek, 24 lipca 2018

Piętno tajemnicy


Autor: Joanna Jax
Tytuł: Piętno von Becków
Wydawnictwo: Videograf
Seria: Dziedzictwo von Becków
Tom: 2
Liczba stron: 416
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Data wydania: 2017
ISBN: 978-83-7835-437-6


Julia Kunis, prawnuczka Wernera von Becka, postanawia prześledzić dzieje rodu von Becków. W trakcie swoich wędrówek poznaje historyczkę Martę Landowską, spadkobiercę żydowskich jubilerów – Dawida Halperna i cynicznego poszukiwacza drogocennych pamiątek III Rzeszy – Toma Andersa. Odkrywając historię swojej rodziny i osób z nią związanych, Julia wkracza na niebezpieczną ścieżkę, która może zakończyć się dla niej tragicznie. Skrzywdzona przez ostatniego partnera nie chce wchodzić w kolejne związki, ale głos serca nie pozwala jej zapomnieć o sile uczuć. W trakcie sentymentalnej podróży do kraju przodków na jej drodze stają miłość i namiętność, które kolejny raz wygrywają ze zdrowym rozsądkiem. Jednak piętrzące się przeszkody i strach przed kolejnym zranieniem wydają się nie do pokonania…

Ale nie każdy, wnusiu, żyje z piętnem tajemnicy, którą dusi w sobie przez lata. (s. 79)
Po przeczytaniu Dziedzictwa von Becków zostałam z wieloma zagadkami i pytaniami, dlatego szybko sięgnęłam po Piętno von Becków Joanny Jax..
Ja chcę poznać historię swojej rodziny. Muszę wiedzieć, kiedy narodziło się w niej zło. (s. 17)
Wcale się nie dziwię głównej bohaterce Julii Kunis, że interesuje się historią swojej rodziny, że pragnie poznać jej historię i odkryć sekrety. Tak samo postąpiłabym na jej miejscu. Jednak ona sięga dalej i głębiej – chce się dowiedzieć, kiedy u von Becków narodziło się zło; i kto chce zniszczyć jej ukochanego dziadka Maurycego. Znajduje kobietę, która jest właścicielką teczki zawierającej tajemnice krewnych Julii. Cena? Jedyne sto tysięcy! Ale nie tylko ona chce ją mieć. Na arenie pojawia się historyczka Marta Landowska, która przypuszcza, że jej rodzina jest spokrewniona z von Beckami; dziennikarz Tom Anders, poszukiwacz pamiątek III Rzeszy; agent David Halpern spadkobierca żydowskich, przedwojennych jubilerów. A wszystkiemu jest winien daleki krewny Julii, Ernest von Beck, który pojawił się, aby wyrównać rachunki z przeszłości.
Przeklnę ich i ich potomstwo do piątego pokolenia. (s. 138)

czwartek, 24 maja 2018

Co się dzieje w mieście...

Autor: Fannie Flagg

Tytuł: Całe miasto o tym mówi

Tłumaczenie: Dorota Dziewońska

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Seria: Elmwood Spring

Tom: 4

Liczba stron: 464

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Data wydania: 2018

ISBN: 978-83-08-06477-1

 

Rodzina to skarb, życie jest darem, a miłość nigdy nie umiera…
Fanni Flagg to autorka znana zwłaszcza dzięki powieści Smażone zielone pomidory. Ale od niedawna też jako autorka bestselleru Całe miasto o tym mówi. Dla mnie to najlepsza powieść, jaką przeczytałam do tej pory w tym roku. Nie mogłam się od niej oderwać, w czym też pomagały krótkie, króciutkie rozdziały
Jako pierwszy osadnik czuł się odpowiedzialny za tych, którzy zjawili się tu po nim. (s. 12)
Szwed Lordor Nordstom przybył do Ameryki do stanu Missouri i założył farmę mleczarską. Po ogłoszeniu w szwedzko-amerykańskiej gazecie zaczęli do niego przybywać młodzi osadnicy z rodzinami. Przed 1880 rokiem istniała już mała wspólnota rolnicza Swede Town. W maju 1889 roku Lordor postanowił podarować wspólnocie miejsce na wzgórzu – założył tam cmentarz Spokojne Łąki. Każdy mieszkaniec wybrał sobie kwaterę. Nikt nie wiedział, co się wydarzy na tym wzgórzu w przyszłości. Może to i lepiej.  
Dobrze jest wiedzieć, dokąd się zmierza… to daje poczucie bezpieczeństwa. (s. 323)
Lordor był prostym i wrażliwym mężczyzną. Miał 37 lat i wciąż był kawalerem. Przyszłą żonę poznał dzięki ogłoszeniu w gazecie. Miał narzeczoną na zamówienie pocztowe i odbywał listowne zaloty. Bohater wprawdzie skończył tylko pięć klas, lecz był postępowy i otwarty na rozwój własny i innych. Z katalogu budowlanego z pomocą innych wybrał kilka budynków z elementów gotowych do złożenia. Wkrótce został burmistrzem, a miasto zmieniło nazwę na Elmwood Springs i było jednym z wielu typowych amerykańskich miasteczek.
W Elmwood Spirings, jak wszędzie indziej, jedno pokolenie się starzało, a następnie już wkraczało na scenę. (s. 137)
Życie w tym miasteczku płynęło swoim rytmem. Ludzie przyczyniali się do rozwoju swej miejscowości, pracowali z chęcią, pomagali sobie, polepszali swój los i swoich bliskich. Ich życzliwość, serdeczność, dobroć sprawiała, że Elmwood Springs było jedyne w swoim rodzaju. Niech świadczy o tym fakt, że nie było posterunku policji ani policjanta. Mieszkańcy żyli w zgodzie. Problemy rozwiązywano się sposobem. A świat nie stał w miejscu. Życie mieszkańców, rozwój i funkcjonowanie miasta uzależnione było od postępu cywilizacyjnego, rozwoju technologii, zmiany obyczajów, nowych nurtów w kinie i w muzyce, mody oraz wydarzeń i polityki. Działo się wiele rzeczy i to wszystko miało wpływ na sposób mieszkańców patrzenia na świat, co autorka ukazuje poprzez zaznaczanie upływu czasu akcji dekadami mijanych lat.
Zdaje się, że większość ludzi nie wie, co robić z życiem, bo to nie jest jedna rzecz do ogarnięcia – stwierdziła Elner. – To wiele różnych rzeczy, które dzieją się jednocześnie. Życie jest i smutne, i wesołe, proste i skomplikowane, wszystko razem. (s. 357)

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

In vino veritas


Autor: Kåre Halldén 
Tytuł: Szampan-führer   
Tłumaczenie: Anna Knapik
Wydawnictwo: REA
Liczba stron: 388
Oprawa: miękka
Data wydania: 2012
ISBN: 978-83-7544-438-4



Szampan-führer to opowieść o podstępie, miłości i śmierci z szampanem w tle sięgająca czasów drugiej wojny światowej. Doskonała książka dla miłośników kryminałów i dobrego wina! Co kryje się za nagłą śmiercią legendarnego kipera z Szampanii? Jakie odległe tajemnice skrywają piwnice francuskich winiarni?
Harald Poppe już prawie żałuje, że dał się skusić na wycieczkę koneserów wina do Épernay we Francji. Oczywiście lubi wino i szampana, ale przez większość czasu nie ma pojęcia, o czym mówi przewodniczka. Kiedy grupa zwiedza znaną winiarnię Cloët- Décleaux, Harald znajduje umierającego Anselme’a Guidota, legendarnego kipera, przez co nagle zostaje wciągnięty w historię, która zupełnie zmieni jego życie. Zanim Anselme Guidot odda ostatnie tchnienie w piwnicach winiarni, zdoła przekazać Haraldowi parę tajemniczych słów – słów, które doprowadzą go do pięknej wnuczki kipera, Isabelle. Razem niespodziewanie odkryją coś, co utwierdzi dziewczynę w przekonaniu, że śmierć jej dziadka nie była naturalna. Aby odnaleźć mordercę Anselme’a Guidota, wraz z Haraldem będą zmuszeni zagłębić się w krwawą historię Szampanii, która w czasie drugiej wojny światowej znajdowała się pod niemiecką okupacją.

Kåre Halldén to szwedzki pisarz i dziennikarz. W sanatorium wpadła mi w ręce jego książka Szampan-führer. Czytałam ją na raty przez dwa tygodnie, bo… nie miałam czasu czytać.
Harald westchnął półgłosem. Tak makabrycznego początku wycieczki – ot, znaleźć konającego lokalnego celebrytę w ciemnej piwnicy z szampanem – nie wyobrażał sobie nawet w najdziwniejszych snach… (s. 31)
To początek tej powieści kryminalnej, sensacyjnej, w części historycznej i z rozpoczynającym się wątkiem miłosnym. Główny bohater umarł już na początku powieści. To Anselm Guidot, który prawie sześćdziesiąt lat pracował w Champange Cloët-Décleaux jako kiper. W kręgach znawców wina był bardzo popularny. Miał niesamowity zmysł węchu. Jego szampany były najlepsze. Jego śmierć, mimo podeszłego wieku, była zaskoczeniem. Ale policjant Durville szybko zdecydował, czy to śmierć naturalna, czy samobójstwo, czy morderstwo… A to dopiero początek weekendu. Giną wpływowi ludzie związani z winem, winnicami i szampanem… Policja ma, co robić. Wnuczka Anselma Isabelle wraz z Haraldem także. Ta dwójka prowadzi swoje prywatne śledztwo i odkrywa tajemnice sprzed lat.
Wszyscy wiemy tu, że szampan płynie w naszych żyłach. […] Ale ty nie możesz zapomnieć, że nasza krew również płynie w szampanie. (s. 70)

czwartek, 22 marca 2018

Spuścić manto


Autor: Martin Holmén
Tytuł: Klincz
Tłumaczenie: Alicja Rosenau
Wydawnictwo: Editio

Seria: Harry Kvist

Tom: 1   
Liczba stron: 288
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Data wydania: 2017
ISBN: 978-83-283-2607-1

Harry Kvist to był chłop jak dąb,
Każdy jego sierpowy miał siłę stu bomb.
Nigdy nie padł na dechy,
Zwyciężał z uśmiechem,
Bo Harry Kvist to był chłop jak dąb. (s. 254)
To pierwsza zwrotka z trzech o bohaterze szwedzkiego kryminału noir Klincz Martin Holména, pierwszego tomu trylogii o Harrym Kviście.
Prawie zawsze mam coś do roboty. Ludzie są zdesperowani i biedni, a gdzieś pomiędzy tym wszystkim zjawiam się ja ze swoją brzydką gębą i spuszczam im manto. (s. 28)
O tak, główny bohater Harry Kvist umie spuszczać manto. W końcu był jednym z najlepszych szwedzkich bokserów, lecz… dziesięć lat i dziesięć kilogramów temu. Może nie jest w najlepszej kondycji, ale bić się umie. Obraca się w szemranym towarzystwie drobnych złodziejaszków, dziwek, alfonsów. W jego łóżku można spotkać nie tylko kobiety, także mężczyzn. Za dnia raczy się alkoholem, zaś nocami ściąga długi na zlecenia. I to właśnie w nocy 12 grudnia 1932 roku rozpoczął się jego koszmar, zawalił mu się świat. Gdy wychodził od dłużnika Gunnara Zetterberga, ten był jeszcze żywy. Jeszcze, bo wkrótce ktoś go zamordował, a Kvist trafił do więzienia.
Nazywa się pan Harry Kvist i nie jest pan niewinnym pisklęciem, tylko czarnym ptaszyskiem z piekła rodem. (s. 49)
Bohater nie jest grzecznym obywatelem Sztokholmu. Już kilka razy był aresztowany z różnych powodów, między innymi z paragrafu 18. Jednak były bokser nie ma zamiaru odsiedzieć czyjś wyrok za morderstwo. Na miejscu zdarzenia zwraca uwagę policjantom na pewne rzeczy, mimo że ma skute ręce i jest głównym podejrzanym. Trochę to absurdalne, lecz Kvist robi wszystko, by zostać uwolnionym od podejrzeń. Po opuszczeniu aresztu na własną rękę szuka świadka, który potwierdzi jego niewinność i oczyści z zarzutów, lecz ten zapadł się pod ziemię. Od tej pory zajmuje się nie tylko wymuszeniami, ale także działalnością detektywistyczną. Brutalna przemoc idzie w parze z inteligencją.
Chyba jestem bliski jakiegoś odkrycia. Choć sam nie wiem jakiego. (s. 175)
Bohater przemierza Sztokholm wzdłuż i wszerz. Odwiedza szemrane dzielnice stolicy Szwecji, zagląda do melin i slumsów, do mieszkań Szwedów. W międzyczasie uwiodła go Doris Steiner, podstarzała dawna aktorka, ale to dzięki niej Kvist ma szansę zajrzeć do ekskluzywnych nocnych klubów, wejść do luksusowych hoteli, zakosztować wykwintnych potraw w drogich restauracjach. Może się wydawać, że rozsmakował się w lepszym życiu i zapomniał o sprawie, ale to tylko pozory.
Teraz nawet dyrektorom i wyższym urzędnikom coraz częściej zdarza się bez pożegnania wyjść przez okno. (s. 31)

poniedziałek, 26 lutego 2018

Kolekcja obrazów



Autor: Krzysztof Bochus
Tytuł: Martwy błękit
Wydawnictwo: Muza
Seria: Christian Abell
Tom: 2
Liczba stron: 448
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Data wydania: 2017
ISBN: 978-83-287-0762-7


Spojrzał w górę. Rozpościerający się nad nimi błękit był martwy. (s. 167)
Powieść Martwy błękit Krzysztofa Bochusa wygrałam w grudniu. Otrzymałam książkę z… pozdrowieniami od Abella i życzeniami przyjemnej lektury. Nie znałam Abella wcześniej (pierwszy tom serii to Czarny manuskrypt), ale dałam mu szansę pojawić się w moim życiu.
Pozornie samobójstwo upraszcza sprawę. Nie ma morderstwa, nie ma zbędnego śledztwa. (s. 58)
Christian Abell, radca kryminalny w Gdańsku, oficer policji, wiosną 1933 roku rozpoczyna nowe śledztwo. Ofiarą jest żydowski kolekcjoner obrazów i dzieł sztuki, posiadacz najcenniejszej kolekcji w Sopocie, właściciel dużej firmy budowlanej, który bardziej czuł się Niemcem – Saul Rottenberg. Wszystko wskazuje na samobójstwo, lecz Abell tak łatwo nie odpuszcza. Przygląda się zebranym śladom pod różnym kątem i dostrzega to, czego inni nie widzą. Jego upór, wnikliwość, spostrzegawczość, skrupulatność i inteligencja mają co robić. Ich praca przynosi efekty. Niestety, także te negatywne. Zarówno dla samego oficera, jak i rodziny Rottenbergów. W makabrycznych okolicznościach giną kolejni członkowie żydowskiej rodziny. Także sam radca kryminalny wpada w tarapaty i nieraz zostaje poszkodowany w toku prowadzonego śledztwa. Ewidentnie komuś przeszkadza, komuś zawadza. Nic nie idzie po jego myśli, niejasności i wątpliwości mnożą się, lecz on niezmordowanie podąża tropem morderców, choć zagrożone jest jego życie.
Żadna śmierć nie jest taka sama. (s. 165)
Ofiary przed śmiercią bardzo cierpiały, umierały w agonii, jakby ktoś specjalnie na raty rozkładał ich męczarnie. Wyobraźnia czytelnika pracuje na wysokich obrotach, widzi nieuzasadnione bestialstwo i okrucieństwo. Czytelnik szuka sprawcy wczytując się w kolejne rozdziały kryminału. Wraz z Abellem prowadzi śledztwo, zgłębia tajniki sztuki malarskiej i żydowskiej Kabały, gdyż najpierw musi rozwiązać zagadkę zza grobu, którą pozostawił mu Saul Rottenberg. O ile wnikliwa analiza obrazów uznanych europejskich malarzy mnie zafascynowała, o tyle wywody kabalistyczne nieco mnie przerosły, z kolei zaintrygowały mnie pewne wizje na temat przyszłości, choć były tylko epizodami. Czytelnik próbuje wyprzedzić oficera policji o krok. Nie jest łatwo, bo dochodzenie się komplikuje i rozrasta, a przełożeni i oficjele miasta naciskają na szybkie zakończenie śledztwa.

poniedziałek, 30 października 2017

Miłość polsko-niemiecka



Autor: Joanna Jax
Tytuł: Dziedzictwo von Becków
Wydawnictwo: Videograf
Seria: Dziedzictwo von Becków
Tom: 1
Liczba stron: 408
Oprawa: miękka
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7835-323-2 

Joanna Jax to olsztyńska pisarka, która ma na koncie kilka książek. Jedną z nich jest Dziedzictwo von Becków­ – powieść, którą chciałam przeczytać ze względu na… tytuł!  
Kocham cię bardziej, niż chciałabym się do tego przyznać. I właśnie dlatego obawiam się, że przyniosę ci zgryzoty zamiast szczęścia. Z wielu rzeczy przeze mnie będziesz musiał zrezygnować. (s. 34)
Te prorocze słowa wypowiada Maria Tarnowska do swojego ukochanego Wernera von Becka. Zetknął ich los. Ona sierota, biedna nauczycielka, aczkolwiek niezwykle piękna i subtelna. On przystojny mężczyzna, absolwent architektury i syn bogatego pruskiego junkra o arystokratycznych korzeniach. Ktoś by powiedział – mezalians… I miałby rację, bo w roku 1934 również w Wolnym Mieście Gdańsku obowiązywały jeszcze pewne zasady dotyczące zawierania małżeństw. Ta płomienna miłość między dwojgiem młodych ludzi może w innych czasach miałaby szansę przetrwać, ale lata 30. XX wieku były burzliwe. W Niemczech coraz silniejszą pozycję zdobywał Adolf Hitler…
Mamo, są inne czasy. Te nasze tytuły już nic dzisiaj nie znaczą. Chełpienie się takimi rzeczami jest wręcz niewłaściwe. (s. 47)
Wprawdzie to był już XX wiek i do pewnych spraw podchodziło się bardziej liberalnie niż wcześniej, to mimo to w kręgach arystokratycznych wciąż liczyła się dobra pozycja, majątek, pochodzenie. Rodzice Wernera wybrali mu narzeczoną – lekarkę Ritę von Lausch. Mężczyzna nie miał szans na podjęcie własnej decyzji, choć jego ukochana czekała na niego w Gdańsku. Splot nieoczekiwanych wydarzeń sprawił, że Werner został w rodzinnej posiadłości. Nie zapomniał o Marii i ich nienarodzonym dziecku, za to inni bardzo chcieli, aby tak się stało. I dopięli swego w dość okropny sposób. Maria wyjechała, zniknęła z oczu nielicznych osób. A Werner ożenił się z Ritą i został oficerem SS. Jednak ich miłość, mimo że podeptana, zbrukana, jeszcze się w nich tliła… Tliła się, aby przetrwać, aby mógł dalej istnieć ród von Becków.
Tego, co miała w sercu, nikt nie był w stanie spalić ani w żaden inny sposób zniszczyć, i to było najważniejsze. (s. 320)