Po kilkudniowej wizycie u znajomych wracaliśmy z Fort Collins do domu. Wybraliśmy najkrótszą trasę i wpakowaliśmy się na dość ruchliwą drogę w pobliżu miasta. Ku naszemu zdziwieniu w oddali czarne kłęby dymu zapowiadały sensację. W kraju zaawansowanym technologicznie nie spodziewaliśmy się zobaczyć palących się starych opon bo według nas tylko one mogły dawać dym widoczny z odległości kilkudziesięciu kilometrów. Postanowiliśmy nie szukać innej drogi i jechaliśmy tą wcześniej obraną bo wyglądało na to, że właśnie ona zawiedzie nas prosto w pobliże niespodzianki dymiącej jak wejście do piekła.
Ponoć tak to już jest, że wydobyciu ropy towarzyszy kontrolowane spalanie gazu ziemnego ale zwykle płomień jest niewielki i tylko nocą dobrze widoczny no i bez takiej widowiskowej czarnej chmury. Tutaj musiało być coś zupełnie innego, co to było chcieliśmy zobaczyć na własne oczy. W miarę zbliżania się widok był coraz lepszy i aby pozbyć się nadmiaru fantazji o którą można nas byłoby podejrzewać aparat klikał bezustannie uwieczniając rzeczywistość.
Dla nas ten zupełnie niecodzienny widok, bo w Illinois oprócz kukurydzy na polach szybów naftowych nie uświadczysz, był nie lada atrakcją jak katastrofa Titanica oglądana z pokładu statku kosmicznego. Widzisz ale pomóc nie możesz.
Zdecydowaliśmy się na dość karkołomne przedsięwzięcie aby dojechać w bezpośrednie sąsiedztwo wymykającej się technologii naturze i skierowaliśmy się na południe, jak przygoda to niech będzie przez duże pe. Trudny do określenia dystans od awarii zmniejszał się i wyraźnie było widać, że nie ma tam wozów strażackich albo helikopterów-cystern i będziemy pierwsi na miejscu tragedii.
Posmak przygody został nam odebrany przez barykadę na drodze. Policyjny wóz i czarny SUV jaki znamy z filmów uniemożliwiały dojazd. Same pojazdy dałoby się ominąć i droga wolna ale towarzystwo ludzi odebrało nam szansę na zignorowanie blokady. Stróż prawa zawsze ma przy sobie broń gotową do użycia i dodatkowo ci panowie w czerni bynajmniej nie osmoleni podczas gaszenia pożaru. To oni wskazali nam drogę objazdu a nie policjant i wszystko było jasne kto tutaj jest szefem a kto podwładnym. W trosce o nasze zdrowie fizyczne i psychiczne nie dopuszczano tłuszczy i gapiów w miejsce grożące obywatelowi.
No cóż nikt nie chciał naszej pomocy przy gaszeniu pożaru więc kontynuowaliśmy nasz powrót do domu.