Wygląda na to, że to jeden z ulubionych lakierów mojej mamy - zużyte ponad pół butelki :). Trzeba też oddać ukłon w stronę firmy Lancome, gdyż konsystencja jest wciąż oszałamiająco płynna, zero zgęstnienia - ale chyba znaczenie ma też kwestia koloru. Koloru tu właściwie nie ma, lakier jest mlecznoróżowy i bardzo przejrzysty, typowo frenczowy lub do poprawienia wyglądu paznokci - udają naturalne, ale są nieco ładniejsze i bardziej błyszczące. Maluje się nim bardzo łatwo, ale wszelkie mankamenty i tak trudno zauważyć. Totalnie nie moja bajka, cieszę się, że nie mam pracy zezwalającej wyłącznie na taki manicure. Lakier wraca do właścicielki :)
W świetle sztucznym, dwie warstwy bez topcoatu:
W świetle dziennym, z topem Seche Vite (który modelowo skurczył po bokach drugą warstwę lakieru, ale przy takim "kolorze" i tak tego nie widać):