Lakiery Ingrid znam słabo.
Jednak ten odcień mnie zaintrygował (choć muszę sprawdzić czy przypadkiem nie mam gdzieś w czeluściach helmera podobnego).
Lakier to brudna przykurzona pistacja. Kremowe wykończenie.
Pędzelek szeroki i precyzyjny. Emalia nie nadaje się do poprawek, natychmiast po położeniu delikatnie zasycha, więc kolejne pociągnięcie pędzelka powoduje powstawanie łysych placków.
Przez to pierwsza warstwa smuży. Druga warstwa zapewnia pełne krycie. Nie bębelkuje.
Schnięcia tradycyjnie nie sprawdzałam - użyłam wysuszacza.
Użyłam:
1 warstwa odżywki Lovely Nail Growth
2 warstwy Ingrid Estetic nr427
1 warstwa Poshe
Buźki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pistacjowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pistacjowy. Pokaż wszystkie posty
piątek, 9 stycznia 2015
poniedziałek, 14 października 2013
Pistacjowe szaleństwo!
Inaczej tego lakieru określić nie mogę. A o kim mowa?
W pistacjowej bazie znajdziemy przeogromną ilość (nie żałowali) piegów w kolorze zielonym, różowym, złotym, fioletowym i czerwonym.
Jest ich tak wiele, że nie musimy się martwić o równomierne rozłożenie na płytce.
Pędzelek wygodny, ładnie i łatwo aplikuje lakier. Dobrze manewruje się nim przy skórkach.
Sama emalia jest troszkę gęstawa od drobinek ale nie ma tragedii. Nie zalejemy sobie skórek, bąbelków raczej też się nie dorobimy.
Ze względu na swoje białe końcówki nałożyłam 3 warstwy lakieru, ale jestem pewna, że na krótkich paznokciach albo z mało białą końcówką wystarczą dwie.
Efekt sandwich nails. Co najważniejsze, drobinki nie znikają pod lakierem tylko są doskonale widoczne. *.*
Zakochałam się w tym lakierze, niby ni nadzwyczajnego ale ma to coś czym podbił K.O.cie serducho :)
Połysk ma średni przez piegi, ale te ładnie przylegają do płytki i nie haczą. Powierzchnia praktycznie gładka :)
Zmywanie: bez metody foliowej ani rusz! Niestety :(
Użyłam:
1 warstwa odżywki diamentowej EVELINE
3 warstwy Manhattan Lotus Effect nr71S
1 warstwa Sally Hansen Insta-Dri
Co o nim sądzicie?
Śliczniutki jest prawda? :D
W pistacjowej bazie znajdziemy przeogromną ilość (nie żałowali) piegów w kolorze zielonym, różowym, złotym, fioletowym i czerwonym.
Jest ich tak wiele, że nie musimy się martwić o równomierne rozłożenie na płytce.
Pędzelek wygodny, ładnie i łatwo aplikuje lakier. Dobrze manewruje się nim przy skórkach.
Sama emalia jest troszkę gęstawa od drobinek ale nie ma tragedii. Nie zalejemy sobie skórek, bąbelków raczej też się nie dorobimy.
Ze względu na swoje białe końcówki nałożyłam 3 warstwy lakieru, ale jestem pewna, że na krótkich paznokciach albo z mało białą końcówką wystarczą dwie.
Efekt sandwich nails. Co najważniejsze, drobinki nie znikają pod lakierem tylko są doskonale widoczne. *.*
Zakochałam się w tym lakierze, niby ni nadzwyczajnego ale ma to coś czym podbił K.O.cie serducho :)
Połysk ma średni przez piegi, ale te ładnie przylegają do płytki i nie haczą. Powierzchnia praktycznie gładka :)
Zmywanie: bez metody foliowej ani rusz! Niestety :(
Użyłam:
1 warstwa odżywki diamentowej EVELINE
3 warstwy Manhattan Lotus Effect nr71S
1 warstwa Sally Hansen Insta-Dri
Co o nim sądzicie?
Śliczniutki jest prawda? :D
środa, 14 sierpnia 2013
MIYOwe ŚRODY part 2o
Waszym praktycznie jednomyślnym głosem wygrał maluch, który jest troszkę zaskakujący. Dlaczego?
Bo kto powiedział, że niebo jest zielone? No właśnie...
Dane techniczne:
Firma/Sreia: Pierre Rene/MIYO Mini Drops
Numer/Nazwa: 118/heaven
Pojemność: 8ml
Cena: 3.99,-
Krycie: 2 warstwy
Opakowanie: szklana urocza i zgrabna buteleczka z czarną zakrętką
Pędzelek: średniej długości, wąski
Konsystencja: bardzo dobra
Kolor? Hm... Rozbielona pistacja ze złotym pyłkiem - tak właśnie bym go określiła. Czy niebo jest pistacjowe? W sumie nie miałabym nic przeciwko ^^ (choć ja i tak trafię do piekła więc wszystko jedno XD)
Pędzelek jest cieniutki i teraz, przy krótkich paznokciach szczególnie mnie to nie przeszkadza, obawiam się jednak, że przy długich byłabym zirytowana i musiałabym się sporo namachać,żeby pokryć płytkę.
Lakier przy pierwszej warstwie smuży, robi prześwity i nierównomiernie rozprowadza się po płytce. Chwila nieuwagi i zalejemy sobie skórki, szczególnie jeśli za dużo lakieru nabierzemy.
Przy drugiej, grubszej jest ciut lepiej ale nie idealnie.
Na swoich krótkich paznokciach do pełnego krycia potrzebowałam 2 warstw (na wskazującym prawej dłoni dołożyłam 3)
Widać delikatne pociągnięcia pędzelka a pyłek jest widoczny tylko jeśli się przyjrzymy i to w silnym słońcu lub sztucznym oświetleniu - tak trochę jakby perła? O.o
Schnięcia nie sprawdzałam, bo malowałam paznokcie o 23 i nałożyłam SH Insta-Dri.
Muszę przyznać, że podoba mnie się, choć to, że nierówno rozkłada się, trochę irytuje.
Heh, okazuje się, że moje prawie na zero ścięte końcówki przebijają. Na drugi raz machnę białą bazę, zobaczymy, jak wtedy się zachowa.
Czy aby na pewno tak wygląda niebo?
Użyłam:
1 warstwa Manhattan Pro White Saphire
2 warstwy MIYO Mini Drops nr118 "heaven"
1 warstwa Sally Hansen Insta-Dri
Co o nim sądzicie?
A może Wy widzicie w nim kawałeczek nieba?
Buźki!
poniedziałek, 27 maja 2013
Barman! Poproszę Mojito!
Dane techniczne:
Firma: Softer
Numer/Nazwa: 24/"mojito"
Pojemność: 9ml
Cena: 6.99,-
Krycie: 2 warstwy
Opakowanie: szklana, okrągła buteleczka z zakrętką w kolorze lakieru
Pędzelek: średniej długości, wyjątkowo cienki
Konsystencja: średnia
Przyznam szczerze, że mam bardzo mieszane uczucia co do tego lakieru.
Kolo całkiem przyjemny, taka pistacja z bardzo delikatnym shimmerem, którego na paznokciach praktycznie nie widać.
Kolor jest takim neopastelem, serio! Niby delikatny i stonowany, ale w pochmurny dzień aż walił po oczach!
Zdjęcia w ogóle nie oddają tego efektu.
Co do pędzelka - jest straszny! Porównałam z innymi moimi Sofciakami i podejrzewam, że trafił mi się felerny egzemplarz. Bardzo cieniutki, jakby połowy włosków brakowało - przez co namachałam się niesamowicie.
Konsystencja nie powala - pierwsza warstwa smuży niemiłosiernie. Druga wszystko wyrównuje ale trzeba być bardzo ostrożnym przy aplikacji (możliwe, że to przez ten pędzelek).
Schnięcia nie sprawdzałam tylko machnęłam Poshe.
Na zdjęciach wyszło, że mam troszkę bąbelków (na żywo ich nie zauważyłam).
Co do zapachu, cóż, nie przepadam za tym drinkiem, więc nie wiem czy rzeczywiście tak pachnie, ale to co czułam, kompletnie nie powalało. :/
Chciałam zrobić na nim jakieś zdobienie, ale stwierdziłam, że wolę inny kolor.
Podsumowując, ma swój urok, ale obsługa była wyjątkowo dziwna. Pozostanę neutralna.
Co do zdjęć, niestety, są kiepskiej jakości i pewnie zaważy to na Waszych komentarzach, ale w ramach wyjaśnień:
mam okno od strony wschodniej i tylko z rana zdjęcia wychodzą dość przyzwoite (i w miarę jasny bądź słoneczny dzień). A dziś, jak na złość, aparat padł.
Fotki zrobiłam po 19 i to po pracy (chociaż tu się zdziwiłam, bo całkiem nieźle wytrzymał te 8h). :(
Zdjęcia różnią się drastycznie ponieważ były robione w sporym odstępie czasowym i różnym oświetleniu.
Po lewej bardzo zbliżony kolor do rzeczywistego, po prawej za to widać niewydarzony pędzelek i na powiększeniu dojrzycie delikatny shimmer.
Użyłam:
1 warstwa odżywki 6w1
2 warstwy Softer Crazy Colours nr24 "mojito"
1 warstwa Poshe
Mimo wszystko zapytam: co o nim sądzicie?
Macie go? Jaka jest Wasza opinia?
I ogłoszenia parafialne:
Firma: Softer
Numer/Nazwa: 24/"mojito"
Pojemność: 9ml
Cena: 6.99,-
Krycie: 2 warstwy
Opakowanie: szklana, okrągła buteleczka z zakrętką w kolorze lakieru
Pędzelek: średniej długości, wyjątkowo cienki
Konsystencja: średnia
Przyznam szczerze, że mam bardzo mieszane uczucia co do tego lakieru.
Kolo całkiem przyjemny, taka pistacja z bardzo delikatnym shimmerem, którego na paznokciach praktycznie nie widać.
Kolor jest takim neopastelem, serio! Niby delikatny i stonowany, ale w pochmurny dzień aż walił po oczach!
Zdjęcia w ogóle nie oddają tego efektu.
Co do pędzelka - jest straszny! Porównałam z innymi moimi Sofciakami i podejrzewam, że trafił mi się felerny egzemplarz. Bardzo cieniutki, jakby połowy włosków brakowało - przez co namachałam się niesamowicie.
Konsystencja nie powala - pierwsza warstwa smuży niemiłosiernie. Druga wszystko wyrównuje ale trzeba być bardzo ostrożnym przy aplikacji (możliwe, że to przez ten pędzelek).
Schnięcia nie sprawdzałam tylko machnęłam Poshe.
Na zdjęciach wyszło, że mam troszkę bąbelków (na żywo ich nie zauważyłam).
Co do zapachu, cóż, nie przepadam za tym drinkiem, więc nie wiem czy rzeczywiście tak pachnie, ale to co czułam, kompletnie nie powalało. :/
Chciałam zrobić na nim jakieś zdobienie, ale stwierdziłam, że wolę inny kolor.
Podsumowując, ma swój urok, ale obsługa była wyjątkowo dziwna. Pozostanę neutralna.
Co do zdjęć, niestety, są kiepskiej jakości i pewnie zaważy to na Waszych komentarzach, ale w ramach wyjaśnień:
mam okno od strony wschodniej i tylko z rana zdjęcia wychodzą dość przyzwoite (i w miarę jasny bądź słoneczny dzień). A dziś, jak na złość, aparat padł.
Fotki zrobiłam po 19 i to po pracy (chociaż tu się zdziwiłam, bo całkiem nieźle wytrzymał te 8h). :(
Zdjęcia różnią się drastycznie ponieważ były robione w sporym odstępie czasowym i różnym oświetleniu.
Po lewej bardzo zbliżony kolor do rzeczywistego, po prawej za to widać niewydarzony pędzelek i na powiększeniu dojrzycie delikatny shimmer.
| prawa dłoń/światło naturalne |
Użyłam:
1 warstwa odżywki 6w1
2 warstwy Softer Crazy Colours nr24 "mojito"
1 warstwa Poshe
Mimo wszystko zapytam: co o nim sądzicie?
Macie go? Jaka jest Wasza opinia?
I ogłoszenia parafialne:
| Jeszcze 5 dni! SZCZEGÓŁY TU |
| Zapraszam do głosowania na kolejnego MIYO! |
wtorek, 14 maja 2013
Kolejna Barrysiowa teksturka :D
Tekstura to jest zdecydowanie to co lubię. Wzbudza sensację i zdziwienie, a do tego pastele tak ładnie u mnie wyglądają (tak, wiem, zakichany Narcyz ze mnie >.<).
Dziś 3 z kwartetu Barry M., śliczny miętus.
Dane techniczne:
Firma: Barry M. Textured Nail
Numer/Nazwa: TNP4/ridley road
Pojemność: 1o ml
Cena: 17.87,- (po rabacie "patis18")
Krycie: 2 warstwy
Opakowanie: szklana buteleczka z matową czarno-szarą zakrętką
Pędzelek: dość krótki ale szeroki
Konsystencja: całkiem dobra
Kryje po dwóch średnich warstwach, wysycha całkiem ładnie, ciężko zalać skórki i ma wygodny pędzelek.
Do tego kolor, który świetnie wygląda i przykuwa wzrok.
Łatwo go zabrudzić, jak wszystkie jasne teksturki, ale ja najczęściej zmieniam mani codziennie więc nie jest to jakiś straszny dla mnie problem. :)
Ten jednak tak mi się spodobał, że uchwał się całe dwa dni i lekko starły się końcówki.
Jestem zachwycona nim i kocham bardzo :)
Nie ma się za bardzo do czego przyczepić i nic odkrywczego nie wymyślę :)
Użyłam:
1 warstwa odżywki 6w1 EVELINE
2 warstwy Barry M. Textured Nail TNP4 "ridley road"
Dziś 3 z kwartetu Barry M., śliczny miętus.
Dane techniczne:
Firma: Barry M. Textured Nail
Numer/Nazwa: TNP4/ridley road
Pojemność: 1o ml
Cena: 17.87,- (po rabacie "patis18")
Krycie: 2 warstwy
Opakowanie: szklana buteleczka z matową czarno-szarą zakrętką
Pędzelek: dość krótki ale szeroki
Konsystencja: całkiem dobra
Kryje po dwóch średnich warstwach, wysycha całkiem ładnie, ciężko zalać skórki i ma wygodny pędzelek.
Do tego kolor, który świetnie wygląda i przykuwa wzrok.
Łatwo go zabrudzić, jak wszystkie jasne teksturki, ale ja najczęściej zmieniam mani codziennie więc nie jest to jakiś straszny dla mnie problem. :)
Ten jednak tak mi się spodobał, że uchwał się całe dwa dni i lekko starły się końcówki.
Jestem zachwycona nim i kocham bardzo :)
Nie ma się za bardzo do czego przyczepić i nic odkrywczego nie wymyślę :)
| prawa dłoń/światło naturalne/słabe |
| na zdjęciach niestety wyszedł bardziej błękitny :( |
Użyłam:
1 warstwa odżywki 6w1 EVELINE
2 warstwy Barry M. Textured Nail TNP4 "ridley road"
niedziela, 7 kwietnia 2013
Reanimacja lakierów
Jakiś czas temu kupiłam rozcieńczalnik z Inglota.
Jednak trzeba dokupić pipetkę, jeśli chce się stosować do zaleceń czyli kropelkę do buteleczki.
Lakiery podrzuciła mi koleżanka z pracy.
Spróbuję przywrócić je do życia.
Wypróbuję, osłaczuję. Te, które mi się nie spodobają, wrócą do właścicielki :)
Taka umowa ;P
EDIT:
Lakiery L'Oreal (na zdjęciu ostatni bez numerka) oraz Lovely (na zdjęciu środkowy) są już tak stare, że zaschły na kamień więc nie ma dla nich ratunku.
Zabawę czas zacząć.
O wynikach będę informować przy okazji prezentacji danego lakieru. :)
Jednak trzeba dokupić pipetkę, jeśli chce się stosować do zaleceń czyli kropelkę do buteleczki.
Lakiery podrzuciła mi koleżanka z pracy.
Spróbuję przywrócić je do życia.
Wypróbuję, osłaczuję. Te, które mi się nie spodobają, wrócą do właścicielki :)
Taka umowa ;P
| rozcieńczalnik |
| szklana pipetka (zakraplacz do oczu) za całe 3.5o,- |
| L'Oreal Paris Resist&Shine nr430/106/brak numerka |
| Wibo Express Growth nr brak/158 |
| Wibo Art Liner nr14/Wibo nr5 |
| Lovely Crystal Strenght nr brak/brak/brak -.- |
| Avon Matte "grey cement/Astor Quick'n Go! nr345/Simple Beauty mini nr282 |
| I ozdóbki dla mnie: czerwone serduszka i gwiazdki/holograficzne minikwadraciki/żółte paseczki |
Lakiery L'Oreal (na zdjęciu ostatni bez numerka) oraz Lovely (na zdjęciu środkowy) są już tak stare, że zaschły na kamień więc nie ma dla nich ratunku.
Zabawę czas zacząć.
O wynikach będę informować przy okazji prezentacji danego lakieru. :)
Etykiety:
ASTOR,
AVON,
czerwony,
dekoracje,
Inglot,
L'Oreal,
Lovely,
niebieski,
pistacjowy,
pomarańczowy,
różowy,
Simple Beauty,
srebrny,
szary,
Wibo,
żółty
Subskrybuj:
Posty (Atom)