Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strata. Pokaż wszystkie posty

Numer telefonu, Anna Kucharska



Strata bliskiej osoby, szczególnie matki może wpłynąć depresyjnie i totalnie zburzyć poczucie bezpieczeństwa. 

Tak właśnie czuje się Zuzanna Piątek. Od dwóch lat ciężko przeżywa żałobę po śmierci ukochanej mamy. Nie potrafi sobie znaleźć miejsca w nowej rzeczywistości. By całkiem nie poddać się czarnej rozpaczy, zatraca się w pracy i co najmniej raz dziennie dzwoni na numer telefonu swojej rodzicielki. Na skrzynce pocztowej zostawia długie wiadomości, które pozwalają jej oswoić się ze stratą. Pewnego razu, podczas codziennego rytuału, telefon odbiera obca kobieta. Zuzanna jest zaskoczona, zniesmaczona i potwornie zła. Zaczyna rozmowę od pretensji i wyładowania swojej złości. Po chwili zauważa przyjemność płynącą z konwersacji. Teresa szybko zdobywa jej serce. Kiedy Zuzka traci pracę, nowa przyjaciółka zaprasza ją nad morze. Dziewczyna pełna obaw wyrusza na spotkanie. 

Dostaliśmy od Boga jedno życie i nie ma sensu ciągle czekać na odpowiedni moment, aby zacząć z niego korzystać.

Zuzanna pogubiła się. Śmierć mamy spowodowała, że zauważyła kruchość życia i upływający czas. Wie, że żałoba ją ogranicza, nie pozwala cieszyć się przyjemnościami dnia codziennego. Zamyka ją w skorupie cierpienia i nie pozwala dojrzeć cierpienia drugiej bliskiej jej osoby, czyli taty. Odsuwa się od niego. Nie jest w stanie znieść obu ciężarów. Praca staje się ukojeniem i namiastką życia. Tak jak i telefony do nieżyjącej mamy. Wydaje się, że jej pomagają ale tak naprawdę przedłużają żałobę i nie pozwalają ruszyć do przodu. Dlatego Teresa, która stała się nową posiadaczką numeru wywołuje złość. Później staje się odskocznią i nauczycielką życia. Bo Teresa swego czasu również przeżyła wielką tragedię. Kobieta po latach cierpień odnalazła spokój i chce swoje doświadczenie przekazać młodszej koleżance. 

Zaproszenie do swojego domu traktuje jak swoistą terapię i ma nadzieję na happy end. Jednak czy w życiu zdarzają się szczęśliwe zakończenia? Czy Zuzanna będzie umiała docenić lekcję szczęścia i życiowego motta Teresy, Carpe diem? Jaką w tej historii będzie miał rolę syn Teresy, Kuba? Zainteresowanych zapraszam do lektury książki "Numer telefonu" :)

Opowieść wydaje się prosta i nieskomplikowana. Ale to właśnie w takich historiach kryje się sedno życia i prawdy, które nim rządzą. Wydaje się, że Anna Kucharska rozgryzła tę tajemnicę. Autorka nie sili się na powieść obszerną, przytłaczającą, metaforyczną. Zwykłymi słowami tworzy ciekawe postaci, codzienne życie i problemy, z którymi styka się każdy człowiek. Solidarność z Zuzanną odnajdzie każdy, kto stracił bliską osobę. Odnajdzie w jej zachowaniu cząstkę siebie i swoich emocji. Bohaterka jest nakreślona starannie i odwzorowuje uczucia ludzi dotkniętych stratą, rozczarowaniem, strachem, obawą, żalem, cierpieniem. Z kolei Teresa jest bardzo pozytywną osobą, która dla wielu będzie nadzieją na odzyskanie spokoju i korzystania z życia bez wyrzutów sumienia. Ale najbardziej spodobał mi się Behemot, który sycząc niezmiennie witał Zuzkę w ten sposób: "Zsssuzssska! Zsssuzssska! Zsssjem cśśśiiię kiedyśśś, zobaczyszzz! Zsssuzssska... Zsssuzssska..." Kocisko jest fajnym, dowcipnym akcentem uprzyjemniającym lekturę.

"Numer telefonu" to miła, ciepła opowieść o dochodzeniu do siebie po stracie, o wybaczaniu, o pozwoleniu sobie na korzystanie z przyjemności jakie niesie życie, o pozbywaniu się poczucia winy i spełnianiu marzeń. Idealna, niezobowiązująca lektura na wieczór.



"Numer telefonu" Anna Kucharska, Videograf, Chorzów 2015





Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce- Annie Kucharskiej i wydawnictwu Videograf :)




Czytaj dalej...

Aniołkowe mamy

"Aniołkowe mamy- kobiety najsilniejsze na świecie. Kobiety, które przeżyły największą z tragedii. Kobiety, których rozpacz i tęsknota przewyższają wszystko. Kobiety "wyróżnione" (może złego słowa użyłam, przepraszam), może w jakiś sposób naznaczone, bo teraz, po stracie swoich Maleństw, widzą, słyszą i czują więcej..."

"Aniołkowe mamy. Historie kobiet, które poroniły. Porady ekspertów" dzieli się na dwie części. W pierwszej poznajemy cztery mamy, które dotknęła największa z tragedii... Straciły swoje nienarodzone dzieci. Historie tych kobiet zostały opisane na blogach w portalu Onet.pl. W książce zostały przytoczone te fragmenty, które bezpośrednio opisują uczucia towarzyszące stracie dziecka, radzenie sobie z tym traumatycznym wydarzeniem, przeżywanie żałoby i próba powrotu do "normalnego" życia... Każda z tych historii jest inna, ale łączy je rozpacz i samotność w bólu i smutku.

Druga część książki to rozmowy Magdaleny Wojaczek z ekspertami: z lekarzem ginekologiem, psychologiem i duszpasterzem. Dziennikarka próbuje dociec dlaczego dochodzi do poronień, czy można się przed nim ustrzec, jak sobie radzić ze stratą, jak dobrze przeżyć żałobę, dowiemy się także jaki jest stosunek Kościoła do szczątków poronionego dziecka, czy mamy prawo domagać się pochówku od duszpasterzy czy co dzieje się z duszą dziecka nie ochrzczonego...

Po książkę "Aniołkowe mamy" nie sięgnęłam przez przypadek czy przez pomyłkę. Sama również należę do grona Aniołkowych mam. Od czasu mojej tragedii minęła blisko dekada ale odczucia, ból, tęsknota jest w dalszym ciągu taka sama. Nie rozpaczam już tak jak dawniej, może dlatego że mam w domu dwóch radosnych chłopców, którym należy się nieustanna opieka i uwaga. Jednak są takie dni kiedy moje myśli szybują gdzieś daleko i łączą się z moim małym Aniołkiem...

Po lekturze książki dręczy mnie smutna refleksja. Poronienie w dalszym ciągu jest tematem tabu i niewiele zmieniło się od czasu kiedy sama straciłam dziecko. Tylko w niektórych środowiskach (najczęściej w dużych miastach), społeczeństwo przyzwala kobiecie na rozpacz i przeżywanie żałoby. Poza nimi, Aniołkowym mamom wmawia się, że dziecko które nosiły pod sercem to zarodek, zlepek komórek obdzierając je kompletnie z człowieczeństwa. Pociesza się je słowami "jesteś jeszcze młoda, będziesz miała inne dziecko" albo ignorują stan w jakim się znalazły... To smutne i przerażające... Z drugiej strony nikt nigdy nie nauczył nas jak zachować się w takiej sytuacji, jakich użyć słów by nie bagatelizować uczuć mamy, która straciła swoje dziecko. Dlatego uważam, że takie publikacje są ważne nie tylko ku pokrzepieniu serc targanych bólem kobiet jako jedna ze ścieżek terapii ale by uzmysłowić ludziom jak pomóc i wspierać rodziców po poronieniu.





"Aniołkowe mamy. Historie kobiet, które poroniły. Porady ekspertów.", wydawnictwo M 2009, ISBN: 978-83-7595-157-8


bez oceny







Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Pani Dorocie reprezentującej wydawnictwo M :))) Dziękuję za zaufanie :)




Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka