Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty

Book Tour: Światło między oceanami, M.L. Stedman

Czy samotność i praca to najlepszy sposób na zapomnienie? Wydaje się, że tak... Dopóki do akcji nie wkroczy kobieta i nie da kolejnych powodów do ucieczki przed skutkami decyzji trudnych, mocno komplikujących życie.

Tom Sherbourne przeżył okrucieństwa I wojny światowej. Jednak barbarzyńskie obrazy, nieludzkie cierpienie pozostało w jego duszy i dręczy ją bezlitosnymi wspomnieniami. Mężczyzna szuka zapomnienia. Idealną ku temu okazją jest etat latarnika, na jednej z australijskich wysp. Początkowo jego plan skutkuje. Morze i ciężka praca dają mu wytchnienie i powoli leczą wojenne rany. Jednak pozorny spokój Toma zakłóca Isabel, moda dziewczyna, której imponuje starszy, stateczny i tajemniczy mężczyzna. Sukcesywnie zdobywa jego serce i doprowadza do małżeństwa. Młodzi zamieszkują na wyspie. Zakochani szybko poznają kaprysy losu. Problemy z płodnością, poronienie, śmierć nowo narodzonego dziecka i kolejne nietrafione decyzje, doprowadzają do dramatu. 

M.L. Stedman powoli i z pietyzmem nakreśla stan emocjonalny Toma Sherbourne, na którym to opiera się budowa gęstej i klimatycznej atmosfery książki. Od początku wiemy, że mężczyzna boryka się z trudną przeszłością i głębokimi ranami, które poczyniła w nim wojna. Nie jest mu łatwo żyć z wiedzą, że jego przyjaciele zginęli, pozostawiając po sobie zrozpaczone rodziny. Ucieka przed wspomnieniami i poszukuje zapomnienia. Jedyną słuszną drogą wydaje mu się samotność, a posada latarnika spada mu, jak przysłowiowa manna z nieba. Szybko aklimatyzuje się w surowym, nadmorskim klimacie, a ciężka praca hartuje ducha przynosi spodziewane ukojenie. Autorka z dużym realizmem opisuje jego codzienność, potyczki z własnym sumieniem i rozterki związane nie tylko z przeszłością, ale i przyszłością, w którą niespodziewanie wtargnęła kobieta. I zrobiła to z wielkim impetem, nie pytając o pozwolenie, nie przyjmując odmowy. Tom ze stanowczego mężczyzny, staje się potulnym mężem, spełniającym zachcianki młodej żony. Isabel potrafi wykorzystać słabość ukochanego i stopniowo realizuje swoje plany. Kobieta marzy o dziecku. Zachodzi w ciążę, ale nie udaje się jej donosić. Małżeństwo nie poddaje się, ale kolejna próba przynosi jeszcze większą rozpacz. Dziecko rodzi się martwe... M.L. Stedman i tym razem staje na wysokości zadania i z dużą dozą wiarygodności oddaje stan ducha, boleść i żałość niedoszłych rodziców, wzbudzając w czytelniku współczucie. jednak to, co czytamy na kolejnych stronach już nie jest takie jednoznaczne, a kreślone emocje rozczepiają czarno- białe barwy, dając powody do rozmyślań o skutkach swoich decyzji, a także ich moralności. 

M.L. Stedman połączyła ze sobą bezdzietne małżeństwo i małą dziewczynkę, ocaloną od śmierci. Świeże rany po stracie maleństwa i pokusa zatrzymania dziecka jest zbyt duża, by górę wziął rozsądek i sumienie. Isabel namawia męża do fałszerstwa, do krzywoprzysięstwa, do kłamstwa, do odgrywania roli, która nie jest dla niego wygodna... Miłość jest koronnym argumentem i kropką w tym dramacie. 

„Światło między oceanami” to bardzo klimatyczna i szalenie wciągająca powieść. Nastawiona nie na wartkie tempo akcji ale burzę emocji, które towarzyszą człowiekowi w traumatycznych momentach jego życia. Ta strona powieści została bardzo dokładnie przemyślana i oddana z precyzją, rzetelnością, która mnie poruszyła. Z jednej strony odczuwałam sporą sympatię do bohaterów, przejmowałam się ich losem, współczułam podczas kolejnych nieszczęść. Z drugiej strony drażnił mnie egoizm Isabel, uległość Toma, a potem jego zdrada. Taka bitwa emocjonalna, pomiędzy tym co dobre, a co złe, tysiące kłębiących się myśli, trwa przez większość książki, a postawienie się w sytuacji Isabel i racjonalna decyzja, to już druga strona medalu. M.L. Stedman pozostawiła mnie w niezdecydowaniu, gdzieś pomiędzy oceanami...

„Światło między oceanami” to książka, która daje wiele do myślenia i uwypukla uczucia towarzyszące nam na każdym kroku. Miłość do mężczyzny, do kobiety nie zawsze powinna by argumentem w momencie decyzji będącej na granicy prawa czy moralności. Macierzyństwo nie może być kwestią życia lub śmierci. Nie można wymagać niezłomności, gdy serce pęka na milion kawałków. Nie można odbierać komuś tego, tylko dlatego, że się o tym marzy, choćby ceną było szczęście... 




„Światło między oceanami” M.L. Stedman, tł. Anna Dobrzańska, wyd. II, Albatros 2016




Książkę przeczytała dzięki akcji Book Tour zorganizowaną przez Agę, autorkę bloga  
Aga to czyta. Za co bardzo serdecznie dziękuję :)


Czytaj dalej...

"Wybór Marty" Lidia Witek

Wydawnictwo: Promic
Seria: Okna
ISBN: 978-83-7502-190-5
Wydanie: IV
Format: 125 x 195 mm
stron:  600
oprawa:  broszurowa
Moja ocena: 5+/6

Zanim zabierzecie się za lekturę "Wybór Marty" radzę zaopatrzyć się w chusteczki, by móc ukradkiem  ocierać nabiegające do oczu łzy wzruszenia.

Już z okładki jesteśmy informowani, że jest to powieść napisana przez życie. Bardzo lubię czytać takie życiowe książki. Interesuję się tym jak inni ludzie radzą sobie z własnymi tragediami i problemami. Czerpie z ich życia inspiracje, podglądam konsekwencje ich wyborów przez co staram się nie popełniać błędów bohaterów czytanych przeze mnie książek.

Lidia Witek opisuje życie i losy Marty Karwowskiej. Kiedy ją poznajemy wiedzie nudny, samotny żywot. Niby ma dobrą pracę ( jest cenionym architektem), niby mam przyjaciół i rodzinę, spotyka się z pewnym mężczyzną ale w jej życiu czegoś brakuje. I sama do końca nie wie czego.
Pewnego zimnego, deszczowego wieczoru do drzwi jej mieszkania puka daleka krewna, Małgosia. Dziewczyna dopiero co zaczęła studia a teraz zaszła w nieplanowana ciążę. Nie może urodzić tego dziecka. Nie chce zawieść swojego ojca chorego na serce, którego każde silne wzburzenie może doprowadzić do śmierci. Nie chce również komplikować życia swojemu chłopakowi. Razem zdecydowali się na aborcję. Małgosia przyszła do Marty poprosić o kilka noclegów po zabiegu. Marta postanawia nie dopuścić do tak drastycznego kroku. Proponuje dwie alternatywy, pomoc w wychowaniu dziecka lub jego adopcję (Małgosia ze strachu wyrzeka się synka). Podjęła tę decyzję pod wpływem wspomnień. Kilkanaście lat wcześniej, w czasie okupacji niemieckiej podczas II wojny światowej, sąsiadka Marty, Adela, przygarnęła opuszczone dziecko. Wszystkim zaimponowała wtedy jej decyzja. Martę, przeżycia z okresu wojny, ukształtowały, wyznaczyło normy postępowania i hierarchię wartości. Marta czuje, że pomagając kuzynce, odnajdzie cel i sens w życiu. Nie spodziewała się jednak, że jej decyzja wpłynie na życie tak wielu osobom.

 Lidia Witek oparła swoją powieść  na ponadczasowych problemach i rozterkach kobiet. Tak jak i w czasach II wojny światowej, potem na przełomie lat 60-70- tych jak i obecnie kobiety borykają się z podjęciem decyzji związanych z macierzyństwem.
W czasach w których rozgrywa się akcja książki, samotna kobieta z dzieckiem była wykluczana ze swojego środowiska. Była pośmiewiskiem, była obsypywana obelgami i okrutnymi żartami. W większym lub mniejszym stopniu sytuacja ta dotyczyła również bliskich tejże kobiety. Obecnie samotne macierzyństwo przestało budzić kontrowersje. Jednak od czasu do czasu zdarzają się jeszcze przypadki napiętnowania samotnych matek, ale ale na szczęście zdarzają się już coraz rzadziej. Podobnie jest z adopcją. Nikt już jej nie potępia i coraz więcej par decyduje się przygarnąć osierocone dziecko by podzielić się swoja miłością.
Lidia Witek porusza również temat poświęcenia siebie i swoich uczuć dla dobra dziecka. Mamy w książce kilka przykładów takiego postępowania. Najpierw Adela, która dla małego ocaleńca Stefka wyrzekła się wszystkiego aby go odchować i odkarmić. Potem kiedy po wojnie odnalazła się matka chłopca, oddaje go rodzinie nie bacząc na swój ból i cierpienie. Tak samo postąpiły Małgosia i Marta. Każda z innych pobudek ale w słusznym celu.

Jedna myśl, która przewija się przez całą książkę i która jest równie moja obserwacją, to że w obliczu tragedii czy katastrofy potrafimy się jednoczyć i wspierać. A jeżeli czasy są spokojne mija również solidarność i bezinteresowne zainteresowanie bliźnim.

Lidia Witek idealnie skonstruowała powieść. Odpowiednio dobrała proporcje między teraźniejszością a przeszłością. Przez co oby dwie historie są ciekawe, wciągające i ani przez moment nie są nudne. Kolejnymi plusami są bohaterowie. Autorka zadbała o ich podłoże psychologiczne. Postacie są targani wszelkimi emocjami. Są odpowiedzialni lub niedojrzali, zdolni do heroizmu lub są egoistami. Niektórych lubimy od samego początku, innych możemy polubić po lepszym poznaniu- jak w życiu. Różnorodność postaw i zachowań bardzo wpływa na atrakcyjność tej książki.
Lekki styl, proste słowa wpływa na łatwy odbiór powieści. Czyta się bardzo szybko a treść porusza serce. Książa przysparza wielu doznań od negatywnych do pozytywnych. 
Akcja jest na początku stonowana, nawet senna  i powoli się rozwija. W pewnym momencie, nawet nie wiadomo kiedy, akcja przyspiesza i od tego momentu trudno rozstać się z książką.
"Wybór Marty" porusza trudne, dla niektórych być może kontrowersyjne tematy. Polecam każdemu, kto lubi książki, które zmuszają do refleksji i zadumy.

Teraz "Wybór Marty" w nowej oprawie:












Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję pani Annie z wydawnictwa Promic
Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka