Pewnie Was troszeczkę zaskoczę, a może bardzo, bo było nie
było, nie jest to blog o literaturze. Moje stałe Obserwatorki wiedzą jednak, że
po mnie spodziewać się można wszystkiego. :) Wiedzą też, że szeroko pojęta
literatura, to jedno z moich, nieustających od zawsze, hobby.
I dziś będzie o pewnej książce.
Lubicie poradniki? Ja nie cierpię! Kiedy w księgarni prosto w nos pchają mi się tytuły: jak zostać
miss świata w jeden tydzień, jak poślubić miliardera, jak zostać żoną idealną,
jak po 70-tce być najlepszą kochanką świata; dostaję drgawek!
Ale, między innymi oczywiście, uwielbiam pasjami książki
Katarzyny Michalak.
Kiedy jednak dowiedziałam się, że jedna z moich ulubionych
polskich autorek popełniła poradnik, zareagowałam jak zawsze- dostałam drgawek!
Same rozumiecie, że długo opierałam się przed sięgnięciem po tę pozycję, koniec
końców, ze względu na autorkę, sięgnęłam.
I co? I teraz jeszcze bardziej nienawidzę poradników! Z
jednego prostego powodu. Nie należy do przyjemności dowiedzieć się, że jest się
głupszym od własnego psa! A ja jestem! Mój pies zawsze skrupulatnie dąży do
swojego celu, nie zważając na znajdujący się na drugim końcu smyczy, hamujący
jego zapały, nie mały bądź, co bądź, ciężar szanownej właścicielki. A ów właścicielka,
co? Jak pokorne ciele poddaje się nie tylko własnemu psu, ale również
bezwzględnemu w niektórych sprawach losowi! Niestety.
Nie mam zamiaru streszczać Wam tutaj całej treści, po prostu - „Sekretnik” Katarzyny Michalak otworzył moje „szeroko zamknięte oczy” na wiele spraw, których dotąd nie zauważałam. Jest to książka, którą się kocha i której się szczerze nienawidzi. Rzeczony wyżej pies uratował ją przed zniszczeniem, a mnie przed koniecznością zakupu nowego egzemplarza. Kiedy mniej więcej w połowie czytania miałam ochotę wrzucić ją do pieca i unicestwić niczym średniowieczną czarownicę, a ostatnim okruchem rozumu ograniczyłam się do zamknięcia jej w tapczanie, mój mądry pies wlazł na ów tapczan i przespał na nim dzielnie pół dnia, pozwalając mi się uspokoić. Co mnie tak zdenerwowało? Prawda. Szczera, najprawdziwsza prawda, której nie widzimy lub tylko wolimy nie widzieć.
Nie mam zamiaru streszczać Wam tutaj całej treści, po prostu - „Sekretnik” Katarzyny Michalak otworzył moje „szeroko zamknięte oczy” na wiele spraw, których dotąd nie zauważałam. Jest to książka, którą się kocha i której się szczerze nienawidzi. Rzeczony wyżej pies uratował ją przed zniszczeniem, a mnie przed koniecznością zakupu nowego egzemplarza. Kiedy mniej więcej w połowie czytania miałam ochotę wrzucić ją do pieca i unicestwić niczym średniowieczną czarownicę, a ostatnim okruchem rozumu ograniczyłam się do zamknięcia jej w tapczanie, mój mądry pies wlazł na ów tapczan i przespał na nim dzielnie pół dnia, pozwalając mi się uspokoić. Co mnie tak zdenerwowało? Prawda. Szczera, najprawdziwsza prawda, której nie widzimy lub tylko wolimy nie widzieć.
„Sekretnik” to książka o marzeniach i ich spełnianiu.
Książka o życiu, o kobietach i mężczyznach, o relacjach miedzy ludźmi i o
spojrzeniu na samą siebie. Książka o kobietach i dla kobiet. Podana w
przystępnej, łatwo czytającej się formie, mająca jednak drugie dno, a właściwie
posiadająca ich kilka. Żartobliwa, lecz poważna. Denerwująca, lecz
rozśmieszająca do łez. Poradnik - nie poradnik. Znajdziecie w niej nie tylko
samą autorkę, nie tylko jej bohaterkę wspaniałej „Poczekajkowej” serii-
Patrycję, znajdziecie w niej siebie. I gwarantuję, że nie zawsze spodoba się
Wam to, co zobaczycie. Po co więc czytać „Sekretnik”? Ja już wiem. A Wy
koniecznie przekonajcie się same. Bo warto.
Oto on:
PS. Uprzedzając wszelkie wątpliwości-tekst nie sponsorowany,
powstał z potrzeby ducha i chwili oraz chęci podzielenia się z Wami tym
fascynującym odkryciem. :)