Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Niezwykle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Niezwykle. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 czerwca 2020

Meg Adams "Ochroniarz"

Meg Adams to młoda autorka, która zadebiutowała całkiem niedawno powieścią „Architektura uczuć” (wcześniej był debiut w antologii literackiej). Do mojej biblioteczki trafiła druga jej książka, zatytułowana „Ochroniarz”. Zachęcona pozytywnymi opiniami moich Czytelniczek, postanowiłam dać szansę temu tytułowi, bo jak wiecie, chętnie sięgam po nowości i debiuty, starając się wyłuskać dla Was z tej masy nowych pozycji coś, na co warto zwrócić uwagę.

„Ochroniarz” przedstawia losy młodej bizneswoman, Leny Mejer, która po śmierci swojej opiekunki i właścicielki koncernu kosmetycznego, przejmuje stery na czele odnoszącej sukcesy firmy. Kiedy w jej otoczeniu zaczynają się dziać dziwne rzeczy, kiedy ktoś wyraźnie czyha na jej zdrowie, a nawet życie, Lena za namową przyjaciółki Poli, wynajmuje firmę ochroniarską. Jednym z pilnujących jej ochroniarzy jest niesamowicie przystojny i pełen rezerwy Nikołaj Aleksandrow, który miał ojca Rosjanina, a matkę Polkę. Dostajemy tutaj klimat trochę znany z filmu „Bodygard” z Kevinem Costnerem i Whitney Houston, lecz tylko może w sferze uczuć i namiętności. Bo oczywiście Lenę i Nikolaja coś do siebie ciągnie, ale oboje zdają sobie sprawę, że jest to coś, co przysporzy im tylko ogrom kłopotów i bólu. Nie jest to jednakże tylko romans i erotyk. Jasne, scen erotycznych nie brakuje i muszę wspomnieć, że są napisane całkiem sprawnie i pociągająco. Tło fabularne tej książki tworzy niezwykle sprawnie uknuta intryga, której elementy łączą dwójkę bohaterów w taki sposób, iż zaprezentowane przez autorkę twisty niejednokrotnie wywołują u czytelnika okrzyk zdziwienia i zaskoczenia.

Podsumowując: „Ochroniarz” to wciągający dramat sensacyjny, z szeregiem zaskakujących zwrotów akcji i sprawnie utkaną intrygą. Bohaterowie są ujmujący, chociaż czasami irytują swoimi niespodziewanymi reakcjami czy poczynaniami. Ale tak przecież być musi. Książka napisana jest poprawną polszczyzną (co w obecnych czasach wcale nie jest takie oczywiste), akcja toczy się dynamicznie, bohaterowie dają się lubić. Czegóż więcej trzeba? 

Polecam zatem „Ochroniarza” i w finale przyczepię się tylko do jednego: co się stało z Kicią? Bohaterka ma kotkę, która pojawia się na początku, a potem już jej nie ma. Jako zapalona kociara dopominam się, aby Kicia nie znikała, ot tak, nie wiadomo gdzie.

Wracając do meritum: warto sięgnąć po ten tytuł, jeśli lubicie szybką akcję, przystojniaków i broń, intrygę i smakowitą erotykę, to „Ochroniarz” spełni wasze oczekiwania.





sobota, 9 maja 2020

Melanie Harlow i Corinne Michaels "Nieidealnie dopasowani"

Pomiędzy moimi fazami na thrillery i kryminały, lubię przeczytać niezobowiązujący romans, przy którym można się odstresować. Z katalogu Legimi wybrałam książkę „Nieidealnie dopasowani” duetu pisarskiego Melanie Harlow i Corinne Michaels. 

Historia przedstawia parę przyjaciół: Willow i Reida, którzy od ponad trzech lat spędzają ze sobą niemal każdą chwilę. Uwielbiają spędzać ze sobą czas, razem jedzą, gotują, oglądają łzawe seriale, zwierzają się sobie ze wszystkiego. Pewnego razu matka Willow postanawia oddać swoją firmę, zajmującą się dopasowywaniem par i aby sprawdzić, czy córka nadaje się do prowadzenia tego biznesu, zleca jej znalezienia drugiej połówki dla Reida. Mężczyzna jest trudnym przypadkiem, gdyż wychowany w patologicznej rodzinie, postanowił, że nigdy nie zwiąże się z żadną kobietą i na pewno nie będzie miał dzieci. Willow też ma problem ze znalezieniem tego jedynego, ale wie, że na pewno będzie chciała mieć dziecko i planuje sztuczne zapłodnienie, czym doprowadza do szału Reida. Kiedy Willow zaczyna umawiać na randki swojego przyjaciela, zszokowana odkrywa, że każdorazowo, czuje coś na kształt zazdrości i nie może dopuścić myśli, że Reid mógłby związać się z jakąś kobietą. Nietrudno się domyślić, że niebawem Willow i Reid zorientują się, że to oni są właśnie sobie pisani i łączy ich nie tylko przyjaźń, ale i gorąca namiętność, a także coś o wiele więcej. Ale czy będą potrafili przejść od przyjaźni do miłości i czy ich odmienne plany i oczekiwania względem życia, pozwolą pokonać przeszkody i uprzedzenia?


Zapowiadał się łatwy romansik, który przerodził się w odrobinę dramatu i poruszył trudne, a nawet bolesne tematy. Książka jest bardzo krótka, czyta się ją błyskawicznie i stanowi doskonałą, ale nie głupią, odskocznię od rzeczywistości. Polecam, bardzo fajna romantyczna historia.

środa, 4 grudnia 2019

Cora Reilly "Złączeni obowiązkiem"

„Złączeni obowiązkiem” to drugi tom serii Born in Blood Mafia Cronicles, autorstwa Cory Reilly. Po udanej części pierwszej, teraz przyszła pora na poznanie losów Dantego i Valentiny.

Ta ostatnia zostaje wdową, po tym, jak jej męża zamordowała rosyjska Brać. Dante Cavallaro wciąż rozpacza po śmierci ukochanej żony, którą pokonała ciężka choroba. Dante traktuje małżeństwo z Valentiną jako biznes, gdyż pozostając w funkcji capo nie może pozostać bez żony i bez dziedzica. A młoda wdowa… no cóż, nie ma za bardzo wyjścia. Poza tym jej małżeństwo z Antoniem było farsą, mężczyzna był gejem, co oczywiście ukrywał, bo w mafii homoseksualizm równa się śmierć. Valentina w końcu chciałaby zaznać miłości i fizycznej i tej prosto z serca. Lecz Dante nie zamierza jej dać, póki co, ani jednego, ani drugiego. Wkurzona młoda kobieta ma zamiar wziąć sprawy w swoje ręce, do czego nie jest przyzwyczajony żądny władzy i posłuszeństwa Dante. Jednocześnie nad młodymi małżonkami gromadzą się kolejne chmury, a ich problemy małżeńskie to dopiero czubek góry lodowej.

Historia Dante i Valentiny obfituje w liczne zawirowania, zaskakuje i denerwuje. Jest oczywiście dużo seksu i namiętności. Są też wątki sensacyjne i mafijne, nie brakuje mafijnego świata, zasad, tradycji i układów w tej organizacji przestępczej. Biorąc pod uwagę, że teraz co rusz ukazują się „romanse mafijne", seria Cory Reilly naprawdę spełnia te warunki. Jest i gorący romans, jest i mafia, którą pisarka nie wyssała sobie z palca. Polecam, jeśli już czytać romanse mafijne, to tylko te, gdzie widać, iż przedstawiony świat fabularny ma coś wspólnego z rzeczywistością.



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Niezwykłego.


niedziela, 10 listopada 2019

Belle Aurora "Dirty"

„Dirty” to drugi tom serii Raw Family autorstwa Belle Aurora. Głównym bohaterem tutaj jest Julius, przyjaciel Twitcha - głównej postaci z pierwszej części. 

Julius wciąż przeżywa śmierć przyjaciela i wraz z Ling nadal prowadzi swoje interesy polegające na wykonywaniu zleceń dla zorganizowanych grup przestępczych, w tym włoskiej mafii. Właśnie z jednym zleceń wiąże się fabuła tego tomu. Julius ma znaleźć zabójcę niejakiego Raula Mendozy, na zlecenie mafijnej rodziny Castillo. Córka szefa mafii - Alejandra jest w związku z synem drugiego rodu mafijnego-Dino Gambino. Wszyscy wierzą, że dziewczyna jest w udanym i szczęśliwym związku, jednak to tylko maska, fasada, która niebawem runie z wielkim hukiem. Młoda kobieta od lat jest w rękach męża i jego brata, który często znęca się nad nią i gwałci na oczach małżonka i ku jego wielkiemu zadowoleniu. I kiedy myśli, że nic już jej nie uratuje, wpada na iście szatański plan, który pozwoli jej uwolnić się od dwóch katów. Julius zostanie wciągnięty w sam środek tej rozgrywki pomiędzy włoskimi rodami mafijnymi i wszystko byłoby dobrze, gdyby jednocześnie nie zostało zaangażowane w to jego serce, które zacznie mocniej bić dla młodej i skrzywdzonej Any.
Jednocześnie obserwujemy działania Twitcha, który oczywiście żyje i próbuje odkręcić wszystko, aby móc wrócić do żony i syna. Działając potajemnie, jednocześnie pomoże Juliusowi i Anie zakończyć i rozwiązać ich sprawy.

Ta część podobała mi się bardziej niż tom pierwszy, może dlatego, że bohaterka kobieca nie była wykreowana na niestabilną irytującą dziewczynę, która nie wie czego chce i zachowuje się irracjonalnie. Ana przeszła piekło, ale jest w miarę zorganizowana i stara się utrzymać na powierzchni. Poza tym w tym tomie jest o wiele więcej akcji sensacyjnej, co także wielce przypadło mi do gustu.

Oczywiście tę historię trzeba czytać po lekturze tomu pierwszego, aby zrozumieć wszystkie wątki.

Tymczasem nie pozostaje nic innego, jak czekać na tom trzeci, który zakończy tę trylogię i zamknie (mam nadzieję) wszystkie elementy fabuły. Polecam.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Niezwykłego.

poniedziałek, 7 października 2019

Anna Szafrańska "Nasze wczoraj"

Anna Szafrańska to pisarka młodego pokolenia, która zadebiutowała  w 2015 roku książką „Widmo grzechu”. Ma na koncie siedem powieści i kilka antologii. Dała się poznać jako autorka oscylująca gatunkowo pomiędzy New Adult, romansem, a powieścią obyczajową.

Jej najnowsza książka, to „Nasze wczoraj”, będąca pierwszym tomem dylogii „Na zawsze”.
W tej historii autorka po raz kolejny pokazuje, jak umiejętnie potrafi żonglować emocjami czytelników, ukazywać zagmatwane losy bohaterów, przemycając jednocześnie proste prawdy.
Bohaterami powieści są młodzi ludzie, Łucja i Daniel, którzy stoją na progu dorastania. Daniel jest starszy od Łucji o trzy lata i czuje się za nią odpowiedzialny. Jako starszy brat nieustannie chroni Łucję przed światem i przed głupimi tekstami swoich kolegów. Kiedy Łucja zaczyna uczęszczać do tego samego liceum, co on, nie jest z tego faktu zbytnio zadowolony. I to nie ze względu na zwariowanych kumpli. Ze względu na siebie. Bo to, co czuje do Łucji, w niczym nie przypomina braterskiej miłości.

Od tego wszystko się zaczyna. Koszmar dwójki młodych ludzi, którzy męcząc się w poczuciu winy, zaczynają krzywdzić innych, a także samych siebie. Głównie robi to Daniel, rzucając się w ogrom tragicznych w skutkach posunięć, które sprowadzają na niego szereg zagrożeń i nieszczęść. Lecz pamiętajcie, w tej historii nic nie jest oczywiste, ani takie, jakie przewidywaliśmy już na początku.

W „Nasze wczoraj” autorka w sposób niezwykle subtelny, ale i bardzo dotkliwy pokazała ból niespełnionej miłości, zakazanej miłości, która nie ma prawa się wydarzyć. Jednocześnie naszykowała dla czytelnika szereg zaskakujących zwrotów akcji, które sprawiają, że lektura tej książki to swoisty rollercoaster, podczas którego różne scenariusze pojawiają się w głowie.

No i oczywiście należy wziąć pod uwagę, że to pierwszy tom dylogii, który zostawi nas z szeregiem pytań i z bardzo nisko opuszczoną szczęką.

Polecam serdecznie, jeśli lubicie nasycone emocjami historie, które wstrząsną, wzruszą i zdenerwują, to „Nasze wczoraj” jest dla Was.


piątek, 13 września 2019

Samantha Towle "River"

Uwielbiam takie momenty: zaczynasz wieczorem czytać książkę i nagle… BACH! trzecia nad ranem. A ty kończysz czytać książkę.
Tak właśnie było z tytułem „River”, autorstwa Samanthy Towle.
To jedna z tych pozycji, których po prostu nie da się odłożyć.

Historia poharatanej przez życie pary rozbitków, którzy w małym teksańskim miasteczku trafiają na siebie i odnajdują odrobinę wytchnienia. A także znajdują coś o wiele więcej. Trudną przyjaźń. I wielką miłość.

Annie tkwi w siedmioletnim związku z potworem. Jest bita, gwałcona, poniewierana. Zgłaszanie na policję nic nie daje, po potwór… jest właśnie stróżem prawa. Poważanym i nagradzanym. Kiedy młoda kobieta dowiaduje się, że jest w ciąży, postanawia zawalczyć o swoje dziecko. Zmienia swoją tożsamość i ucieka. Schronienie znajduje jako Carrie w małym gorącym miasteczku w Teksasie. Zamieszkuje w starym domu i próbuje na nowo zbudować swoje życie. I siebie samą. Powoli uczy się jak funkcjonować wśród ludzi, zaczyna pracę w kawiarni i odbudowuje całkowicie zdruzgotaną pewność siebie. Ta na bank będzie jej potrzebna, gdyż jej najbliższym sąsiadem jest miasteczkowy dziwak. Wysoki, przystojny i kompletnie pokręcony River Wild, o którym krążą w miasteczku okropne plotki.

River mieszka w domu po babci, wychodzi  niego tylko wtedy, kiedy musi. Pracuje w zaciszu swojego azylu i kiedy obok wprowadza się rudowłosa nieznajoma, która już pierwszego dnia zakłóca jego spokój, jest bardziej niż wkurzony. Swoją niechęć wyraża w mało cenzuralnych słowach, ale sąsiadka zdaje się tym wcale nie przejmować.
Wkrótce zbliżają się do siebie, a ich ostre wymiany zdań stają się początkiem czegoś, co Carrie nazwie przyjaźnią, a River zbiegiem okoliczności. Jednak mężczyzna wie, że wcale tak nie jest. Lecz wie także, że skrywa sekret zbyt okrutny, aby móc się nim kiedykolwiek z rudowłosą z sąsiedztwa podzielić. Poza tym jego życie skupione jest na pewnej misji, którą musi wykonywać z zimną krwią i zimnym sercem, które niebezpiecznie się ociepla, kiedy tylko Carrie znajdzie się w pobliżu. 

Dziewczyna potrzebuje spokoju i stabilizacji, jednak River to chodząca tykająca bomba, która wybucha w zupełnie niespodziewanych momentach.
Lecz serce Carrie mówi całkiem co innego, że to właśnie jego potrzebuje i że to właśnie on jest jej bezpieczną przystanią. Która, nawiasem mówiąc, będzie jej bardzo potrzebna, bo przeszłość uderzy w uciekinierką całą mocą.

„River” to wciągająca opowieść o ludzkich tragediach, bolesnych i niewyobrażalnie strasznych. To historia zagubienia, pragnienia normalności i zrozumienia. To także opowieść o pięknej miłości, która rodzi się z trudnej przyjaźni.

I od razu ostrzeżenie: jeśli macie słabe nerwy, to zastanówcie się nad lekturą! Ostatnie strony potrafią doprowadzić do palpitacji serca!


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Niezwykłego.

piątek, 16 sierpnia 2019

M.S. Willis "Dla Ellison"

„Dla Ellison” autorstwa M.S. Willis zwróciła moją uwagę po komentarzu jednej z moich czytelniczek, że to bardzo piękna i wzruszająca historia. Miałam ochotę właśnie na coś takiego, nie można w końcu ciągle żyć thrillerami i kryminałami. 

Spodziewałam się romantycznej historii z gatunku New Adult, lekkiej i przyjemnej.
Tymczasem już w prologu zostałam zaskoczona i to prolog właśnie zasygnalizował, czego mogę się spodziewać.
Historia zaczyna się nieco tradycyjnie: Hunter to rozpuszczony bogaty chłopak z Nowego Jorku, którego życie składa się z ciągłych imprez. Jego rodzice nie interesując się nim zupełnie, skupieni na własnych karierach. Kiedy jednak chłopak parkuje swoje BMW na dnie basenu, rodzice postanawiają wysłać go na lato na Florydę, do wuja, z którym ojciec Huntera od lat nie utrzymuje kontaktu. Chłopak jest tym załamany, pozbawiony komputera i komórki, wysłany do jakiejś zapadłej dziury… nie, to jest niemożliwe!

Trochę umila mu pobyt obecność jego kuzynki, ale kiedy poznaje jej koleżankę, Eliison, wszystko zaczyna się zmieniać.
Dziewczyna jest całkiem inna, niż te, do których Hunter był przyzwyczajony. Jest pyskata, nie przebiera w słowach, lubi postawić na swoim. Jest też bardzo odpowiedzialna i ma swoje cele w życiu. W przeciwieństwie do Huntera, który nie wie co będzie jutro. Nie ma żadnych zainteresowań i nie ma pojęcia, z czym związać swoją przyszłość. Chociaż początki ich znajomości do najłatwiejszych nie należą, w końcu Ellison się przełamuje i powoli zaczyna akceptować Huntera. I zaczyna też zauważać, że jej głupie serce niepokojąco przyspiesza, gdy ten rozpuszczony bogacz znajduje się w pobliżu.

„Dla Ellison” to książka nie tylko o potężnej sile miłości, o pierwszym zakochaniu, o problemach, ludzkich tragediach. To przede wszystkim książka o przemianie i o życiowych wyborach. Jak są ważne, istotne dla młodego człowieka. Który może osiągnąć tak wiele, może nawet ratować ludzkie życie.

Książkę czyta się szybko, chociaż prolog jest jasnym przekazem co do zakończenia, to i tak będziecie ciekawi jak do tego wszystkiego doszło. Polecam.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Niezwykłego.


czwartek, 15 sierpnia 2019

Ker Dukey &K. Webster "Nowa laleczka"

Kolejne spotkanie z Bennym za mną i powiem szczerze, że była to jazda bez trzymanki. „Nowa laleczka” to III tom serii Laleczki, autorstwa duetu pisarskiego Ker Dukey i K. Webster. 

Historia psychopatycznego mordercy i gwałciciela, Benjamina Stantona, który porywa młode dziewczyny, więzi je, gwałci, znęca się nad nimi, koniec końców morduje. A robi to w poszukiwaniu tej jednej, jedynej, która przypomni mu jego ukochaną… siostrę. Do tej pory myślał, że to była ukochana Jade, która niecnie go zdradziła, uciekła, a teraz związana jest ze znienawidzonym gliniarzem, Dillonem. 

W trzecim tomie Benny nieoczekiwanie powraca, a jego niedoszła ofiara Jade i jej ukochany Dillon nie wiedzą, że zło czai się tak blisko. Jednak Benny spotyka na swojej drodze tą, której przez wszystkie lata bezskutecznie poszukiwał. Elisabeth jest jego siostrą, prawdziwą, która staje się jego nową prawdziwą laleczką. Jednocześnie Benjamin pogrąża się w dziwnym układzie z niejakim Tannerem, który pomógł mu uciec i zyskać nowy wygląd i nową tożsamość. Tanner to Pan, a Benny to Potwór. 
Ale czy na pewno? Czy Tanner zdaje sobie sprawę, że oto zaprosił prawdziwego potwora w ludzkiej skórze do tańca?
Chyba nikt nie zdaje sobie z tego sprawy, a zwłaszcza Elisabeth, która zakochuje się w przystojnym tajemniczym mężczyźnie z tatuażami.


„Nowa laleczka” to wstrząsający thriller, który zabiera czytelnika w mroczne zakamarki pokręconych umysłów bohaterów. Jest to historia, która często wzbudza niesmak, a nawet obrzydzenie. Autorki nie szczędziły koszmarnych opisów zbrodni popełnianych przez Benjamina i Tannera, ich dziwnej zależności, manipulacji i seksualnego napięcia. Jeśli jesteście wyczuleni na takie właśnie sceny, radzę uważać. Jednakże, jeśli czytaliście poprzednie dwie części, ta na pewno przypadnie wam do gustu. 
Wydaje mi się, że to najciekawszy tom serii. A tymczasem mogę lekko zaspoilerować, że na pewno będzie tom czwarty, bo przecież to nie może się tak skończyć!


sobota, 3 sierpnia 2019

K. Webster "Mój Torin"

Ta książka od momentu zapowiedzi bardzo mnie interesowała. Czułam, że to nie jest kolejny romans, seksowny i pełen macho-bohaterów. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Czy to otrzymałam? Oto moje wrażenia. 

Główną bohaterką jest niespełna osiemnastoletnia Casey White, a właściwie Casey Doe. Wychowanka niezliczonej ilości rodzin zastępczych. Podrzucona przez matkę, jako niemowlę, uzależnione od kokainy, dziewczyna, która nigdy nie poznała czułości ani miłości. Tuż przed osiągnięciem pełnoletności, na jej drodze staje niejaki Tyler Kline, trzydziestodwuletni miliarder. I ma dla niej propozycję praktycznie nie do odrzucenia. Chce, aby dziewczyna zamieszkała z nim w jego wielkiej posiadłości. W zamian dostanie wszystko. Właśnie to. Wszystko. 

Casey nie ma nic do stracenia, a jej "ojciec" zastępczy dostaje za to sporą sumę pieniędzy. 

Tyler jest uprzejmy, hojny i wygląda na to, że nie ma nic zdrożnego na myśli. Chce tylko, aby Casey poznała i zbliżyła się do jego młodszego o siedem lat brata, Torina.
Kiedy Casey trafia do posiadłości, okazuje się, że wszystko nie wygląda tak, jak to sobie wyobraziła. Dom jest faktycznie wielki, ale... nie posiada okien. A Torin... 

Nic więcej nie napiszę.
Książkę K.Webster "Mój Torin" przeczytałam w jedną noc i zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie. Przede wszystkim ze względu na tematykę, którą autorka poruszyła i przedstawiła w sposób niezwykle sugestywny. 

Konstrukcja tej historii przywodzi mi na myśl klasyczny "Tajemniczy ogród", chociaż tam główny bohater miał ułomność fizyczną, a dzięki Mary otworzył się na świat. A Torin... mieszka w domu bez okien i mieszka w swoim genialnym umyśle. 
Polecam, to wzruszająca i poruszająca książka, która długo pozostanie w waszych głowach. W mojej na pewno.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Niezwykłego.

sobota, 20 lipca 2019

Belle Aurora "RAW"

Mam pewną zasadę w moich ocenach i recenzjach książek. Piszę recenzje tylko tych lektur, które mi się podobały. Jeśli książka mnie nie ujmie, zostawiam ją w spokoju i tyle. I właśnie z moją ostatnio przeczytaną książką mam nie lada problem. Bo ona mi się zarówno podobała, jak i nie podobała. Wiecie, ambiwalencja na wysokim poziomie. Ale do rzeczy.
„RAW” autorstwa Belle Aurora to historia Lexi Ballentine i Twitcha-Antonia Falco.
Poznali się jako dzieci, mieszkając w USA. Ona była dziewczynką gnębioną psychicznie przez ojca, on o dwa lata starszym chłopcem z sąsiedztwa, masakrowanym przez ojczyma.
Mijają lata, ona wyemigrowała z zastępczą matką do Australii. Teraz jest dorosłą kobietą, pracuje w opiece społecznej, zajmuje się głównie nastolatkami, którzy zeszli na złą drogę. Od miesięcy ma wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Widzi wysokiego mężczyznę w kapturze, który przypatruje się jej, zachowując znaczną odległość. Kiedy zostaje napadnięta i nieomal zgwałcona, jej tajemniczy stalker ratuje ją z rąk napastnika. 
Stalkerem okazuje się być niejaki Twitch. Jest gburowaty, tajemniczy i bardzo dominujący. Lexi boi się go, ale jednocześnie jest nim bardzo zafascynowana. Do tego stopnia, że zgadza się na jego dziwne i niebezpieczne zabawy w łóżku. Tak, pasek nieprzypadkowo znalazł się na zdjęciu.
Potem okazuje się, że Twitch jest bajecznie bogaty, dodatkowo handluje prochami i trzęsie całym Sydney. Jeszcze póżniej wychodzą na jaw kolejne tajemnice, a wszystko to przeplatane jest gorącymi scenami łóżkowymi, w których Twitch zachowuje się jak sadysta, a Lexi najpierw się zgadza, a potem ma pretensję nie wiadomo o co. Po kilku takich akcjach doszłam do wniosku, że bohaterka cierpi na rozdwojenie jaźni i sama nie wie, czego tak naprawdę chce. 
Jaki mam problem z tą książką? Właśnie taki: niejasne motywacje bohaterów. On jest zraniony i ma usterkę w mózgu, ona go kocha, raz chce, a raz nie. Wyimaginowane problemy mnożą się, a bohaterowie zachowują się jak niespełna rozumu. 
Faktem jest, że akcja jest bardzo dynamiczna i jako czysta rozrywka, ta książka doskonale pełni swoją funkcję. Pod warunkiem, że nie będziemy zbytnio zastanawiać się nad logiką postępowania postaci. Ale z drugiej strony zakończenie ratuje wszystko i to ono właśnie sprawiło, że zdecydowałam się napisać tę recenzję. I wiem, że na pewno wielu Czytelniczkom (głównie) ta książka przypadnie do gustu, więc nie mówię jej definitywnie NIE.
Uwaga dla korekty: KUJE to kowal. A KŁUJE w piersiach. Gdyby nie to, że ten błąd pojawił się kilkakrotnie, nie przytaczałabym go. Ale to jednak bardzo kłuło po oczach.
Tak więc… RAW to historia bolesnej miłości, okraszona ostrymi scenami seksu. Pomysł całkiem przedni, ale bohaterowie, a zwłaszcza postać kobieca… czasami zachowuje się bardzo adekwatnie do sytuacji, po to aby zaraz piszczeć i robić rozpierduchę nie wiadomo o co. Dla wyznawców dramatów erotycznych-idealna pozycja. I wiem, że niebawem tom drugi, poświęcony przyjacielowi Twitcha-Juliusowi. I wiem, że przeczytam. To jest właśnie ta ambiwalencja :)


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Niezwykłego.

czwartek, 18 lipca 2019

Cora Reilly "Złączeni honorem"

„Złączeni honorem” Cory Reilly to historia w klimacie, który bardzo lubię. Jest mafia, rodzinne zobowiązania, twardzi gracze, oraz oczywiście on i ona. Aria Scuderi jest jeszcze małą dziewczynką, kiedy poznaje swojego przyszłego męża. Zostanie nim przerażający Luca „Imadło” Vitielli, syn szefa nowojorskiej Cosa Nostry. Kiedy Aria kończy osiemnaście lat, odbywa się ślub, a zaraz potem… noc poślubna. Która nie kończy się tak, jak na pewno życzyłby sobie tego Luca.

Aria wchodzi do rodziny o głębokich mafijnych marzeniach i wie, że będzie musiała żyć w świecie pozbawionym prawdziwego uczucia, pozbawionym zasad i wierności. Nie może decydować o sobie, od wszystkiego ma męża, który… Który nie czuje do niej nic. Lecz czy na pewno? Dziewczyna nie chce tak żyć, nie chce być żoną tylko na pokaz, nie zamierza tolerować kochanek i licznych przygód swojego męża. Nie obchodzi ją to, że Luca jest bezkompromisowym i pozbawionym litości bossem. Nade wszystko jest jej mężem i powinien ją… kochać i szanować. Właśnie tak!

„Złączeni honorem” to historia niczym z sensacyjnego filmu, połączenie Romea i Julii, oraz Chłopców z ferajny. Historia małżeństwa zaaranżowanego przez mafijną rodzinę, pełno w niej namiętności, niebezpieczeństw i złych chłopców. Jeśli lubicie takie właśnie klimaty, zapewniam, że przeczytacie tę książkę w iście ekspresowym tempie. Niby prosty zabieg, ale skuteczny. Sama dałam się nabrać. Nie jest to jakieś wybitne dzieło, ale przecież takim być nie miało. Za to można się przy nim dobrze bawić. 

Świetna rozrywka z bad boyami w tle, bo czasami trzeba się przecież przenieść do innego wymyślonego świata, gdzie miłość pokona nawet krwiożerczego mafioza.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Niezwykłego.


poniedziałek, 1 lipca 2019

Penelope Douglas "Punk 57"

„Punk 57” Penelope Douglas to książka, która ma genialną okładkę i właśnie ona na początku przyciągnęła mój wzrok. Potem przeczytałam opis i zdecydowałam się na lekturę. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że to typowe New Adult, ale bardzo lubię książki o „młodych dorosłych”, więc tym bardziej chciałam poznać losy bohaterów.

A te są pełne zawirowań. Główne postaci, to Misha i Ryen. Znają się doskonale od lat, ale tak naprawdę nigdy się nie poznali. Piszą do siebie listy, takie tradycyjne listy, które wysyłają do siebie za pośrednictwem poczty. Jednak któregoś wieczoru, na jednej z imprez, Misha widzi dziewczynę, która od razu przyciąga jego wzrok. Okazuje się, że to właśnie Ryen. Piękna i niezwykle seksowna, tak całkiem inna od obrazu, jaki od lat chłopak rysował sobie w głowie. I kiedy być może ich losy splotłyby się na dobre, w życiu Mishy wydarzy się coś, co zniszczy całkowicie i jego i jego rodzinę. 

Ryen nie wie co się stało, ale Misha nagle zamilkł i przestał odpisywać na jej listy. Bardzo jej tego brakuje. A kiedy w szkole pojawia się nowy chłopak, sama nie wie co się z nią dzieje. Przybysz jest wyraźnie do niej wrogo nastawiony, czego ona nie rozumie. Przecież jest jedną z tych popularnych dziewczyn, a że czasami postępuje wbrew sobie… Nieważne, musi zrobić wszystko, aby utrzymać się na powierzchni i nie spaść z piedestału popularności.
Brakuje jej tylko korespondencji z Mishą, który rozumiał ją, jak mało kto i wiedział, jaką naprawdę jest osobą.


„Punk 57” to całkiem udany romans New Adult z problemami młodych ludzi. Ukazane są problemy z akceptacją, tolerancją, jest tajemnica, zemsta, rozpacz. No i oczywiście miłość, oraz seks, który niekiedy wykracza chyba poza ramy powieści NA, na rzecz mocniejszej nieco erotyki. Niemniej jednak książkę czyta się całkiem sprawnie i do końca utrzymane jest napięcie związane z tajemnicą głównego bohatera. Dla miłośników powieści o miłości, pełnej problemów, sekretów i emocji ta książka będzie idealną pozycją.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Niezwykłego.

niedziela, 29 lipca 2018

Patricia Gibney "Zaginieni"

„Zaginieni” autorstwa Patrici Gibney to pierwszy tom kryminalnej serii z inspektor Lottie Parker w roli głównej. Klimatem i sposobem prezentowania postaci, miejsc i bohaterów ta książka przypomniała mi serię kryminalną Mari Jungstedt, gdzie głównym bohaterem był inspektor Anders Knutas. 

Akcja powieści rozgrywa się w angielskim miasteczku Ragmullin, gdzie w katedrze zostają znalezione zwłoki Susan Sullivan. Śledztwo przejmuje inspektor Lottie Parker, która wraz z Boydem, Kirby’m i Lynch zaczyna badać okoliczności niewątpliwego morderstwa. Kiedy niebawem zostają znalezione zwłoki kolejnej osoby, tym razem niejakiego Jamesa Browna, który pracował razem w Sullivan, zaczyna robić się bardzo poważnie. Parker trafia na wspólne elementy z przeszłości, które łączą ofiary, jednym z nich jest zagadkowy tatuaż, który mają oba znalezione ciała. Wszytkie tropy prowadzą do ruin po dawnym przytułku dla dzieci, prowadzonym przez siostry zakonne. W Domu św. Angeli miały miejsce niewyobrażalne okrucieństwa, których reperkusje dotykają ludzi żyjących teraz i tutaj. Jednocześnie śledzimy życiowe problemy Lottie, która po śmierci męża wychowuje sama trójkę nastoletnich dzieci i nie bardzo jest w stanie pogodzić obowiązki domowe z coraz bardziej angażującym ją śledztwem.

Tropy prowadzą do osób duchownych, z pomocą przychodzi ksiądz Joe, który jakoś dziwnie patrzy na energiczną panią detektyw. To co wkrótce odkryje Lottie, sprawi że sama detektyw znajdzie się w niebezpieczeństwie, a ono dotknie także jej trzynastoletniego syna, Sama.
„Zaginieni” to świetny, wciągający kryminał, który porusza kontrowersyjny temat pedofilli w kościele i pokazuje jak zniszczone dzieciństwo wpływa na życie dorosłych ludzi, którzy nie potrafią pokonać demonów przeszłości. A czasami sami się w owe demony zmieniają. Kryminał do samego końca trzyma w napięciu i sprawia, że czytelnik z wielką niecierpliwością przekłada kolejne kartki, aby poznać zakończenie. Polecam, a sama czekam na kolejny tom z detektyw Parker.


Jako minus napiszę tylko uwagę nie do samej książki, ale do prac edytorskich: w książce znalazłam dwa błędy ortograficzne, tutaj korektor mógł się bardziej przyłożyć do swojej pracy. Oczywiście nie ma to wpływu na odbiór powieści, która jest naprawdę świetna.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Niezwykłego.

czwartek, 19 lipca 2018

Ker Dukey&K. Webster "Zaginione laleczki"

„Zaginione laleczki” KerDukey i K. Webster to kontynuacja mrocznego thrillera, którego pierwszy tom niedawno przedstawiałam na moich kanałach. Pierwszy tom skończył się potężnym cliffhangerem i z chęcią sięgnęłam po drugą część.

W tej odsłonie dowiadujemy się, co stało się z Jade po ponownym porwaniu jej przez Benjamina. Ale, co gorsza, na scenie pojawia się jej zaginiona młodsza siostra, Mace. A raczej osoba, którą uformował psychopata, który praktycznie ją wychowywał. 
Jade nie zamierza się poddać, nie jest już zastraszoną czternastolatką, jest policjantką, którą napędza chęć zemsty, a także motywacja, aby wrócić do ukochanego Dillona. Lecz czy będzie pokonać własną przeszłość i strach przed okrutnym socjopatą? Co do postaci Benjamina, to czytelnik wreszcie poznaje prawdę o jego przeszłości, dzieciństwie i tym, co go ukształtowało i całkowicie zwichrowało jego umysł. Jest również spore zaskoczenie i niezły zwrot akcji, oraz zaskoczenie w samym finale książki. 

„Zaginione laleczki” to udana kontynuacja „Skradzionych laleczek”. Historia mroczna, okrutna, balansująca na moralnej granicy. Autorki nie przebierają w słowach, opisują żądze i dokonania (jeśli można to tak nazwać) Benjamina, a jednocześnie pokazują, że nawet bestia może pokochać swoją piękną. Tylko, że miłość narodzona z czarnego, przepełnionego złem serca, do niczego dobrego nie może doprowadzić.

Książka na pewno dla czytelników nie oburzających się na specyficzne i sugestywne opisy przemocy seksualnej i przemocy w pełnym tego słowa znaczeniu.

No i jeśli taka jest końcówka i napisane słowo: KONIEC, to ja zapytuję, czy na pewno ta historia ma taki właśnie finał?


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Niezwykłego.


środa, 27 czerwca 2018

"Bang" E.K.Blair

Dawno żadna książka mnie tak nie rozwaliła emocjonalnie. Powoli zbieram myśli, aby napisać wam, co właśnie przeczytałam.
W „Bang”, autorstwa E.K. Blair mamy wszystko: okrucieństwo świata dorosłych wobec dzieci, chorą złą miłość, pragnienie odrobiny normalności, zemstę, morderstwo i wreszcie… Miłość. Prawdziwą, nieco zwichrowaną, ale oczyszczającą. Lecz nie zawsze ta prawdziwa miłość jest w stanie pokonać przeszłość.

Nina Vanderwall to żona Bennetta, potentata finansowego, milionera, właściciela firmy produkującej stal, znajdującego się na szczycie śmietanki towarzyskiej.
Lecz Nina Vanderwall ukrywa okrutny i bolesny sekret, a jej czteroletnie małżeństwo jest tylko środkiem do osiągnięcia upragnionego celu: zemsty.
Kiedy poznaje bogatego Szkota-Declana, wie, że on będzie doskonałym narzędziem do wykonania swojego zadania.

Elizabeth to dziewczynka, która w wieku ośmiu lat trafia do rodziny zastępczej, w której mieszka już dwunastoletni Pike. Dzieci znajdują się pod opieką diabłów w ludzkiej skórze i niebawem Elizabeth i Pike staną się dla siebie jedyną ostoją, jedyną namiastką normalności, a jednocześnie przekleństwem.

Nic więcej wam nie zdradzę, bo autorka tak poprowadziła akcję, że czytelnik niemal od pierwszej strony jest wciągnięty w złożoną intrygę i powoli odkrywa tajemnicę łączącą bohaterów. Ta książka autentycznie boli. I na pewno jest bardzo kontrowersyjna. Zawiera w sobie ogrom przemocy, opisy drastycznych scen seksu, a także dość sugestywne przedstawienie bohatera, który musi ranić, aby kochać. Na uwagę zasługuje umiejętnie zbudowana fabuła, w której główny wątek rozwija się stopniując napięcie i buduje nieposkromioną ciekawość u czytelnika, który musi ze wszystkich sił powstrzymywać się przed tym, aby nie zajrzeć na ostatnią stronę. A tam… no cóż… skoro to jest książka z serii „Czarny Lotos” żywię nadzieję, że będzie ciąg dalszy. Bo to nie może się tak skończyć!

Polecam, ale tylko otwartym czytelnikom o stalowych nerwach.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Niezwykłemu.

sobota, 2 czerwca 2018

"Skradzione laleczki" Ker Dukey&K. Webster

Kiedyś zaczytywałam się w thrillerach Jamesa Pattersona, z detektywem Alexem Crossem w roli głównej. Pamiętam, że moją ulubioną książką był „Kolekcjoner”. Historia psychopaty, który porywał młode piękne i zdolne kobiety i więził je w zimnych piwnicach. Kiedy w moje ręce wpadł thriller „Skradzione laleczki”, autorstwa duetu: Ker Dukey i K. Webster, nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Ale sam opis przypomniał mi właśnie moją dawną fascynację Pattersonem i jego pokręconą historią.

I taką także opowieścią jest książka, która jest bohaterką moich dzisiejszych wynurzeń. „Skradzione laleczki” to okrutna historia Jade Philips, która w wieku czternastu lat zostaje porwana, wraz z młodszą siostrą Mace i uwięziona przez młodego sadystę i psychopatę. Kiedy po latach więzienia, licznych gwałtów, terroru psychicznego i fizycznego Jade udaje się uciec, niestety Mace nadal pozostaje w rękach porywacza. Jade próbuje na nowo poskładać swoje całkowicie rozsypane życie, ciężko pracuje, walczy o każdy dzień i zostaje policjantką. Jej jedynym celem jest odszukanie psychopatycznego Benjamina i uwolnienie siostry. W pracy ma nowego partnera, Dillona, który na początku bardzo ją irytuje, ale z czasem zaczyna ich łączyć nie tylko wspólna sprawa, ale coś więcej, co sprawia, że młoda kobieta tylko przy tym przystojnym policjancie czuje się bezpieczna. 

Jednak to dopiero początek rozgrywki i wkrótce okaże się, kto tutaj naprawdę rozdaje karty. A Benjamin nie zapomniał o swojej Niegrzecznej Laleczce i zamierza odzyskać to, co należy do niego.

„Skradzione laleczki” to thriller z dużą domieszką erotyki obfitujący w sugestywne opisy i bardzo dosłowne przedstawienie tego, co przeżywała główna bohaterka. Która stała się nie tylko marionetką, laleczką w rękach socjopaty. Która poświęciła mu nie tylko ciało. Ale przede wszystkim umysł. I to właśnie sprawia, że niektóre sceny są tak trudne do przyjęcia.
Polecam wszystkim wielbicielom thrillerów i tym, którym nie straszne okrutne i bardzo dosłowne sceny, erotyczne także.


Tymczasem czekam na tom 2, gdyż na końcu mamy taki cliff hanger, że nie pozostaje nic innego, jak wyczekiwać kontynuacji.



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Niezwykłego.

środa, 18 kwietnia 2018

J.A. Redmerski "Zabić Sarai"

Jeśli widzę w opisie, że bohaterem jest płatny zabójca, to wiadomo, że muszę taką książkę przeczytać. Jeśli znacie moją twórczość, a zwłaszcza powieść o Midasie, to pewnie wiecie dlaczego.

W powieści J.A. Redmerski, zatytułowanej „Zabić Sarai” główną bohaterką jest Sarai, która od czternastego roku życia jest uwięziona w meksykańskiej willi barona narkotykowego. Jest jego niewolnicą i kochanką. Gdy do posiadłości przybywa tajemniczy mężczyzna w długim czarnym płaszczu, Sarai orientuje się, że to płatny zabójca, ale jest Amerykaninem i dziewczyna upatruje dla siebie szansę na ucieczkę do swojego ojczystego kraju. Udaje się jej przedostać do samochodu mężczyzny i wydostaje się z terenów rezydencji. Lecz nie wie, że trafiła w ręce człowieka, który już dawno wyzbył się wszelkich uczuć, emocje to dla niego pojęcie zupełnie nieznane, a zabić znaczy dla niego mniej, niż podrapać się po głowie. Victor jest członkiem tajnej organizacji, zwanej Zakonem, która szkoliła go na płatnego mordercę od dziewiątego roku życia. Postanawia wykorzystać Sarai do własnych celów, aby zyskać dwóch zleceniodawców i przysłowiowo, upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Lecz czy mu się to uda? I czy będzie umiał oddać dziewczynę w ręce Javiera, który na pewno pozbawi ją życia?


„Zabić Sarai” to pierwszy tom nowej serii amerykańskiej pisarki, zatytułowany „W towarzystwie zabójców”. Cykl ma być podobno zekranizowany. Książkę czyta się błyskawicznie, a Victor, jako postać mroczna i w swej wymowie dwuznaczna moralnie, wzbudza szereg emocji i oczywiście ogrom sympatii. Polecam serdecznie.