Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa ZYSK i S-KA.
Pamiętacie książkę „Zmierzch”? Na pewno, nawet jeśli nie każdy z was czytał, to raczej każdy o niej słyszał. A przynajmniej ci, którzy na bieżąco śledzą to, co dzieje się w świecie wydawniczym. Ale Greya to chyba kojarzycie? Nachalna reklama zrobiła swoje i Pan Szary zdaje się wołać z każdego kąta. Co to ma wspólnego z książką, którą właśnie przeczytałam? A trochę ma. Po pierwsze, gdy ukazał się Zmierzch, zaraz po tej premierze ruszyła fala wampiropodobnych historii, a zaraz potem wykształcił się gatunek paranormal romance, który świetnie się ma do dziś. Gdy ukazał się Grey - wiadomo, zaczęły nagminnie powstawać opowieści erotyczne, oscylujące na granicy pornografii, a czasami tę granicę w mniej lub bardziej wysublimowany sposób przekraczający. Co jeszcze ma wspólnego moja miniona lektura z tymi dwoma, wymienionymi wyżej tytułami? Ano Grey był fan fiction Zmierzchu, a „Piękny drań”, któego właśnie przeczytałam, był także fanfikiem powieści Meyer. Ukazywał się w internecie pod tytułem „The Office” gdzieś w 2009 roku. Gdy zamówiłam tę książkę do recenzji, pojęcia nie miałam, że to ff, który kiedyś święcił triumfy w sieci.
„Piękny drań” duetu Christiny i Lauren to opowieść na pograniczu lekkiego chick-litu, romansu i ostrej erotyki. To właśnie ta ostatnia ma tutaj decydujący wpływ na przebieg fabuły i gdyby wyciąć wszystkie sceny seksu pomiędzy przystojnym Ryanem Benettem, a jego asystentką, Chloe Mills, to książka byłaby co najmniej o połowę krótsza. Tak, o tym właśnie opowiada ta lektura. Chloe nienawidzi swojego szefa, Ryana, który oględnie mówiąc jest dupkiem do kwadratu. Uprzykrza życie swojej ślicznej asystentce, ale ona oczywiście nie ma pojęcia, dlaczego tak się dzieje. Wie o tym tylko Ryan, który od momentu, gdy dziewczyna pojawiła się w biurze i zaczęła z nim blisko współpracować, nie może myśleć o niczym innym, jak tylko o rzuceniu jej na stół w sali konferencyjnej i zrealizowaniu wszystkich niegrzecznych fantazji, jakie siedzą mu od miesięcy w głowie. Gdy nadejdzie w końcu moment, kiedy napalony Ryan nie wytrzyma i położy łapy na krótkiej spódniczce Chloe, jego zaskoczenie będzie tym większe, że niecierpiąca go asystentka z atencją przyjmie jego mało delikatnie pieszczoty. I wtedy się zacznie. Darcie bielizny, seks na półpiętrze, seks w windzie, seks w łazience, wszędzie tam, gdzie tylko się spotkają i na siebie spojrzą. Z nienawiścią. Bo przecież nienawidzą się od pierwszego wejrzenia. Jednak czy to prawda? I czy można zbudować związek, który zrodził się z erotycznego zafascynowania? No cóż, przeczytajcie, odpowiedź na te pytania zapewne nie będzie zaskoczeniem.
„Piękny drań” to nieskomplikowana historia zabarwiona ostrą erotyką, bez głębi i jakiejkolwiek psychologicznej konstrukcji głównych bohaterów. Czyta się szybko, ale i szybko zapomina. Na plus zasługuje jednak to, że główna bohaterka, mimo że powoli zakochuje się w swym znienawidzonym szefie, nie podkłada mu się jak omdlewająca heroina z lat dwudziestych, tylko cały czas trzyma głowę wysoko i wie czego chce, nawet gdy jej koronkowe majtki po raz kolejny lądują w kieszeni napalonego Ryana. Dla wielbicieli tego typu literatury pozycja zapewne znajdzie zacne miejsce w biblioteczce. Dla mnie było trochę za mało wątków pobocznych, niezwiązanych z realizowaniem planu roboczego „uprawiajmy seks gdzie tylko się da”.