Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sieroce pociągi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sieroce pociągi. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 lipca 2014

"Sieroce pociągi" Christina Baker Kline

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Czarna Owca.


Sieroce pociągi, czyli "orphan trains" były akcją humanitarną, polegającą na przesiedleniu osieroconych dzieci ze wschodniego wybrzeża w kierunku środkowych Stanów USA. W miasteczkach pojawiały się ogłoszenia o nadciągającym transporcie dzieci i na stacjach odbywała się selekcja i wybór sierot, która to do złudzenia przypominała handel niewolnikami. W latach 1853-1929 przewieziono niemal ćwierć miliona dzieci. Jedne znalazły dom, inne nie. Powieść "Sieroce pociągi" Christiny Baker-Kline pokazuje nie tylko problem sierot w ujęciu historycznym, bazując na autentycznych historiach dzieci z pociągów, ale także współczesny świat dzieci wychowywanych w rodzinach zastępczych.

Powieść ma tak naprawdę dwie bohaterki, nastoletnią Molly, która przebywa w kolejnej rodzinie zastępczej. Jej ojciec zginął w wypadku samochodowym, matka jest ćpunką, a dziewczyna szuka własnej tożsamości, nosi się jak gotka, jest zbuntowana, a tak naprawdę bardzo nieszczęśliwa. Dopiero, gdy zaczyna spotykać się z Jackiem, troszkę się zmienia. Dzięki matce chłopaka udaje się jej uniknąć poprawczaka za kradzież książki z biblioteki. W zamian ma odpracować 50 godzin w ramach prac społecznych. Jej zastępczy rodzice, a zwłaszcza "matka" jawnie nienawidzi nastolatki. Ale ta stara się tym nie przejmować. Zgadza się na prace społeczne w domu staruszki Vivian, gdzie ma zająć się porządkowaniem strychu.

Z drugiej strony poznajemy losy dziewięcioletniej Irlandki Niamh, która z rodzicami i rodzeństwem emigruje do Stanów Zjednoczonych, postrzeganych jako krainę miodem i mlekiem płynącą. Jak wielce złudny to obraz, rodzina dziewczynki przekonuje się niemal po przybyciu. Wskutek tragicznego wypadku, bohaterka zostaje całkiem sama i już wkrótce rusza "sierocym pociągiem" na zachód, w poszukiwaniu rodziny. Dużo czasu upłynie, zanim Niamh, potem Dorothy, a wreszcie Vivian osiągnie chociaż namiastkę szczęścia. Koniec końców, w jesieni życia znajdzie tych, którzy mogli być dla niej prawdziwą rodziną. A to wszystko dzięki zbuntowanej nastolatce, Molly.

Autorka w rzetelny i do bólu prawdziwy sposób pokazała los sierot, rzucanych z jednej rodziny do drugiej, kiedy to były postrzegane jedynie jako tania siła robocza, niejednokrotnie traktowane gorzej niż zwierzęta. Finał nieco przesłodzony, w typowo amerykańskim stylu, miałam wrażenie, że książka urwała się w pewnym momencie, kiedy jeszcze nie poczułam, że dotarłam do końca. Jednakże powieść naprawdę wciąga, szokuje, wzrusza i ciekawie przedstawia losy dzieci, które chciały po prostu być kochane i mieć normalną rodzinę.
Polecam, lektura niosąca nie tylko wzruszenia, ale także ukazująca autentyczne wydarzenia historyczne, które do dzisiaj są dwojako oceniane.