Powieść „Milczące słowa”
autorstwa Jagody Wochlik trafiła do mnie przypadkiem. Zostałam
poproszona o recenzję tej pozycji, ale nie miałam pojęcia jakiego
typu jest to lektura. Być może, gdybym przeczytała, że to
opowieść o wampirze, dziewczynie, wilkołakach i świecie magii,
nie zdecydowałabym się na jej przeczytanie. Być może... Ale
pewnikiem jest, że teraz, po lekturze tej powieści, wiedząc to co
wiem... gdybym nie sięgnęła po „Milczące słowa”
ominęłoby mnie coś magicznego, wciągającego i wartościowego.
Dlatego nie warto sugerować się opisami, czy oceniać daną pozycję
na podstawie doświadczeń, uprzedzeń czy innych odniesień do tego
co było, a nie do tego co dopiero ma nastąpić.
Bohaterką książki Jagody Wochlik
jest młoda studentka, Zuzanna, która cudem unika śmiercionośnego
ataku. Ratuje ją tajemniczy nieznajomy o pociągającej
powierzchowności i odpychającym sposobie bycia. Henry Got, wampir i
autor książek fantasy. Nad którym ciąży klątwa, okazuje się,
ściśle związana z piękną studentką o słabym wzroku. Rozpoczyna
się dziwna próba sił, wzajemnej zależności, awersji i
przyciągania pomiędzy Henry'm a Zuzanną. Raz walczą, on ją rani,
wręcz się znęca, a gdy dziewczyna zasypia, wpatruje się w jej
nieruchomą postać, słucha jej oddechu, bicia serca a dźwięki te
odbiera jak najpiękniejszą muzykę. Dlaczego Henry nigdy nie
wypowie imienia dziewczyny? Jakie moce ma Zuzanna? Co tak naprawdę
kryje się w mroku i kto będzie bohaterem kolejnej książki
wampira? Wreszcie... czy klątwa ciążąca nad Gotem w końcu się
spełni? Zapewniam, w tej powieści nie brakuje zagadek, tajemnic i
wszechogarniającej grozy.
Powiem szczerze, że zaskoczyła mnie
ta historia, sposób jej ukazania, wykreowane postaci, język,
odwołania do innych dzieł literackich, poetyckich. Zaskoczyła w
bardzo pozytywny sposób. Gdyby zmienić miejsce akcji, nazwisko
autorki na bardziej obcojęzyczne, gwarantuję, że po miejscami
metafizyczną, bardzo wzruszającą, a także pełną akcji historię
sięgnęłaby gromada czytelników tego rodzaju literatury. A szkoda,
bo mamy swoją własną J.R. Ward czy Kerrelyn Sparks i to autorkę o
wiele większej erudycji i posługującą się pięknym literackim
językiem.
Polecam tę magiczną powieść, to nie
kolejny paranormalny romansik, to wciągająca opowieść o walce
dobra ze złem, miłości mogącej ożywić nawet bezduszny kamień,
oddaniu i przyjaźni. Według mnie jedna z lepszych pozycji, z jakimi
miałam ostatnio przyjemność „literacko” obcować. Zaskakująca
i wciągająca. Zachęcam do lektury i to nie tylko zwolenników
takich opowieści.
„- Po cholerę nam słowa! -
krzyknęła nagle.- Miliony słów, wszędzie dookoła nas... słowa.
Po co słowa, skoro nikt się nimi nie przejmuje. Nikt ich nie
traktuje poważnie! Słowa nie mają znaczenia... jest ich za dużo.
Tyle słów, a i tak nie umiemy powiedzieć nic istotnego. Wciąż
milczymy!
Henry pomyślał, że lepiej jednak
było ją zabić.” 1
1Str.
170, Milczące słowa, Novae Res, 2012r.