Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 listopada 2019

Jakub Żulczyk "Czarne słońce"

Kiedy sięgałam po „Czarne słońce” - najnowszą powieść Jakuba Żulczyka, po części byłam przygotowana na specyficzny język i formę, które poznałam już przy okazji lektury „Wzgórza psów” czy „Ślepnąc od świateł”. Jednakże to były tylko moje osobiste nadzieje, że wiem wszystko, że znam sposób tworzenia obrazów, a nade wszystko postaci przez tego pisarza. Rzeczywistość przeszła moje oczekiwania i nie mogę powiedzieć, że jestem z tego powodu rozczarowana czy niezadowolona. Raczej pogruchotana emocjonalnie, zachwycona, przerażona, a w głowie mam papkę zamiast mózgu, którą próbuję poskładać do kupy i wyartykułować parę składnych zdań na temat tej powieści.

Nie będę tutaj pisać żadnych streszczeń, bo tego nie da się opowiedzieć w kilku zdaniach krótkiej subiektywnej czytelniczej opinii. Akcja rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, kiedy nie ma już Polski, jest za to Wielka Polska, rządząca przez Ojca Premiera. Ugrupowania katolickie w całości przejęły władzę nad krajem, Polska nie jest już członkiem Unii Europejskiej, a religia stała się główną tezą, myślą przewodnią i konstytucją państwa. Główną postacią, wokół której rozgrywają się wydarzenia, jest niejaki Gruz, neonazista, członek i założyciel ugrupowania Prawdziwy Faszyzm. Wraz z Suchym, Gwiazdą, Burzymem, Mengelem i resztą wykonują rozkazy swojego przywódcy, Damiana, który nakazuje im rozprawić się z zamkniętym obozem dla „ciapatych” czyli uchodźców. Wszystko idzie według planu, jednak krwawa, a właściwie ognista jatka, niesie za sobą poważne konsekwencje. Które będzie musiał ponieść Gruz. Zostaje dostarczycielem ważnej przesyłki, do rąk własnych Ojca Premiera, a przesyłką tą okazuje się być młoda Arabka i jej mały synek. Faszysta-Gruz musi zrobić wszystko, aby przewieźć ich przez pół kraju, gdzie każdy ma prawo strzelać do „ciapaka” i w imię Chrystusa Króla może zrobić z nimi co zechce. I to jest ta część książki, którą w sumie łatwo zreferować i gdyby dodać do tego ogrom scen przemocy, drastycznych opisów upadku ludzkości, myśli i pragnień głównego bohatera, mielibyśmy dystopijną historię końca moralności, empatii i zrozumienia. Ale do tego dochodzi to drugie dno, spojrzenie autora na świat i na to co się dzieje z drugiej strony, kiedy realizm zaczyna przeplatać się z tym, co roi się w umyśle Gruza, co szykuje się tuż obok. Młoda Arabka i jej synek. Kim są? Jaka jest ich misja? Czy główny bohater jest w stanie zapomnieć o nienawiści, którą mu wpajano od najmłodszych lat? Ech, pytań jest ogrom, a gdybym chciała napisać o tym wszystkim, co mam w głowie po lekturze „Czarnego słońca”, ta recenzja miałaby z dziesięć stron. 

Podsumowując: książka Jakuba Żulczyka jest powieścią o miłości, o końcu świata, o walce z Antychrystem, o wierze w człowieka, nie w żadnego boga, czy kościół. W to, że coś w nas jeszcze tkwi, jakiś pierwiastek dobra i może nie wszystko jest stracone.

Czasami obrazoburcza, na pewno drastyczna, bolesna, wciągająca, miejscami zabawna ( no co? mam poczucie humoru podobne do Gruza), książka-podróż, gdzie mamy tak naprawdę czterech głównych bohaterów: Gruza, Alfę, Nehlę i Jakuba Żulczyka. Powieść, którą należy czytać na raty, bo zbyt duże nasycenie emocjami, myślami, brudem, krwią, nienawiścią i miłością, może sprawić, że będziemy wyłączeni z życia na jakiś czas.  Dla mnie numer jeden. 
      
                                               ***

„Nienawiść da ci siłę, jeden z drugim, żebyś zrobił rozbieg i uderzył głową w ścianę, ale tylko miłość sprawi, że ta ściana pęknie.”
*
„- Nie. Nieprawda. - Blondyn się zaperza. - To wymaga pokonania wielkiego lęku. Zrobienie tego, o czym mówię, zajrzenie w otchłań.
- Chyba w otchłań twojej leniwej dupy  - odpowiada Alfa, a ja parskam brechtem, fajnie mi, bo przecież wiadomo od kogo podłapał te teksty, od kochanego wujka Gruza.”
*

„Przyniosłem wam miłość, a wy mnie zabiliście, co więcej, zrobiliście sobie święty symbol z narzędzia, którym mnie zabito. Gdybyście mnie utopili, to teraz modlilibyście się do garnka z wodą?”



środa, 21 września 2016

Joy Fielding "Zawsze ktoś patrzy"

Joy Fielding to jedna z moim ulubionych autorek piszących kryminały z wątkami obyczajowymi i psychologicznymi. Często porusza bolesne i dramatyczne tematy, wchodząc głęboko w dany problem i ukazując go niemal od podszewki. To pisarka, której merytoryczność w określonej sferze jest zawsze niemal zawodowa. Nie inaczej jest w jej najnowszej powieści, zatytułowanej „Zawsze ktoś patrzy”, gdzie porusza dramatyczny problem życia kobiety po brutalnym gwałcie.

Bailey Carpenter pracuje jako detektyw dla dużej prawniczej korporacji, zajmuje się wyszukiwaniem dowodów dla stron i jej praca do najbezpieczniejszych nie należy. Na pewno narobiła sobie mnóstwo wrogów, przez lata wyciągania różnych małżeńskich i niemałżeńskich brudów. Bailey ma też sporo prywatnych kłopotów, rozstała się z chłopakiem, ma rodzonego brata, który próbuje zrobić karierę w branży filmowej i piątkę przyrodniego rodzeństwa, które wytoczyło jej i bratu sprawę sądową o spadek po ojcu. Pewnego razu, podczas obserwacji podejrzanego, młoda pani detektyw zostaje napadnięta, pobita i brutalnie zgwałcona. Jej świat się kończy. Wszystko w co wierzyła, co miało dla niej jakiekolwiek znaczenie, znika. Teraz jest tylko ona, wspomnienia, nożyce z którymi chodzi po mieszkaniu, sprawdzając każdy kąt i niekończące się prysznice, kiedy próbuje zmyć z siebie nieistniejący brud.

W jej życiu pojawia się przyrodnia siostra Claire z siostrzenicą Jade. Mimo sprawy sądowej, która je dzieli, siostra okazuje się bardzo pomocna, stara się jak może, aby wyciagnąć Bailey z koszmaru. Pewnego razu, obserwując przez lornetkę widok z okna, zauważa podejrzanie zachowującego się mężczyznę w domu naprzeciwko. Bailey też zaczyna go obserwować, podczas wyuzdanych gierek seksualnych, podczas codziennych czynności, mając wrażenie, że Narcyz, jak go nazwała, doskonale wie, że ona na niego patrzy. Stopniowo kobieta pogrąża się w świecie widzianym przez lornetkę, widząc naprawdę przerażające rzeczy. Lecz nikt jej nie wierzy, a policja ma ją za szaloną ofiarę z traumą. Czy tak jest naprawdę?


Joy Fielding zafundowała tym razem niesamowitą historię z intrygą tak zapętloną, że najlepszy czytelniczy detektyw do końca nie odgadnie w czym rzecz. Na uwagę oczywiście zasługuje świetnie skrojona kreacja głównej bohaterki i ukazanie jej przeżyć w tak sugestywny sposób, że całą sobą można odczuć jej psychiczny ból. Do tego dochodzi kryminalna intryga, zagadka i zaskakujące zakończenie. Genialnie skonstruowana historia, od której nie można się wprost oderwać. Przeczytałam w jedną noc! Polecam!
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa "Świat Książki"

wtorek, 20 września 2016

Sandra Brown "Następny świt"

Powieść, którą niedawno skończyłam czytać, nieco mnie zaskoczyła. Mam na swoim koncie czytelniczym wiele pozycji z dorobku Sandry Brown, ale z reguły były to romanse lub kryminały dziejące się współcześnie. Natomiast „Następny świt” to romans z wątkiem powiedzmy sensacyjnym, którego akcja rozgrywa się we wchodnim Teksasie w epoce rewolwerowców i kowbojów.

Główna bohaterka, to energiczna Banner Coleman, córka Lydii i Rossa, których wiąże wielka miłość, ale także okrutna tajemnica z przeszłości. Banner wychodzi za mąż za Grady’ego, ale ten okazuje się niegodzien ręki dziewczyny i w finale do ślubu nie dochodzi, a przed ołtarzem dzieją się dramatyczne sceny. Banner postanawia zająć się swoim życiem i zamierza sama wyjechać na rancho i zająć się hodowlą bydła. Rodzina Colemanów nie może na to pozwolić i zwraca się o pomoc do jedynego człowieka, który zna wszystkie tajemnice Lydii i Rossa i w dodatku jest utalentowanym zarządcą, zabijaką i rewolwerowcem. A także przyjacielem rodziny. Jake Langston. Rodzice Banner nie wiedzą jednak co zaszło w noc po niedoszłym ślubie pomiędzy ich córką, a przystojnym Jake’em. Ten ostatni także nie może sobie tego darować, ale jednak wyjeżdża z Banner i zaczyna organizować hodowlę na ranczu dziewczyny. Jednocześnie z każdym dniem walczy z pożądaniem i uczuciem względem córki swojego największego przyjaciela. A ta mu niczego nie ułatwia, bo sama czuje coś więcej do przystojnego kowboja.
Gdy powraca przeszłość, która sięga do historii rodziców Banner, gdy znowu w jej życiu pojawia się Grady, wiadomo, że będą kłopoty. Jake będzie musiał ponownie brać rewolwer w swoje sprawne ręce.


„Następny świt” to zgrabny romans osadzony na przełomie wieków w kowbojskim Teksasie. Jest miłość, zdrada, zbrodnia i tajemnice z przeszłości. Jeśli lubicie twórczość Sandry Brown, ta lektura powinna spełnić wasze oczekiwania, całkiem miła rozrywka ze sporą dawką tajemnic i nerwów. Polecam.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Świat Książki


sobota, 17 września 2016

Nora Roberts "Słodka zemsta"

Nora Roberts jest autorką ponad 200 powieści o różnym ciężarze gatunkowym. Są to typowe romanse, romanse połączone z wątkami sensacyjnymi i kryminalnymi, a także powieści kryminalne dziejące się w przyszłości (seria o Eve Dallas). Tym razem na moją półkę recenzyjną trafiła powieść, która śmiało łączy w sobie wątki sensacyjne, obyczajowe i oczywiście miłosne. Dodatkowo stanowi ciekawą wykładnię dotyczącą sytuacji kobiet i ich pozycji w krajach bliskowschodnich.

„Słodka zemsta” to historia Adrianne, córki arabskiego szejka i niegdysiejszej filmowej hollywoodzkiej gwiazdy, Phoebe Spring. Ta ostatnia robiła oszałamiającą karierę w Hollywood, gdy zafascynował się nią Abdu, władca Jaquiru. Osaczył piękną aktorkę jak jastrząb swą ofiarę, zarzucając niespotykaną wprost adoracją i licznymi prezentami. Phoebe ugięła się i zakochała. Wyszła za mąż za przystojnego i władczego mężczyznę i wyjechała do gorącego Jaquiru. Tam na początku było dobrze, dopóki nie urodziła się Adrianne. Po pierwsze córka, po drugie okazało się, że Phoebe już nigdy nie będzie mogła mieć dzieci. To wystarczyło, aby Abdy znienawidził zarówno amerykańską żonę, jak i dziecko.
Po latach, gdy na Adrianne spadło zagrożenie, jej matka podjęła wielkie ryzyko i udało się im opuścić Jaquir i uciec do Ameryki. Jednak Phoebe już nigdy nie odzyskała dawnego blasku i zdrowia. A także swojego prezentu ślubnego, pięknego naszyjnika „Słońce i księżyc”, który zgodnie z arabskim prawem, należał się jej.

Philip Chamberlain to złodziej doskonały. Nieuchwytny, zniewalający, inteligentny i sprytny. Wychowywany tylko przez matkę, nieraz poznał co to żyć w najniższych warstach społecznych Londynu. Jednak pracował ciężko, aby jego matce i jemu niczego nie brakowało. Teraz, po latach, skończył z przestępczą działalnością i jest tajnym agentem Interpolu-to warunek, aby samemu uniknąć kary. Dostaje nowe zadanie-zlokalizować człowieka o pseudonimie „Cień”. To nieuchwytny genialny złodziej kosztowności, bezczelny i inteligentny. W 100% przypomina samego Philipa, dlatego to właśnie on musi go odnaleźć. Mężczyzna jest pewien, że na pewno mu się to uda. Jednak na pewnym przyjęciu poznaje piękną i tajemniczą kobietę. Adrianne, arabska księżniczka jest znana wszystkim od lat, a jej zdjęcia z nie schodzą z plotkarskich gazet i portali. Jednak Philipe zauważa w egzotycznej piękności coś więcej. I już wkrótce odkrywa jej sekret. A jednocześnie… zakochuje się w niej bez opamiętania.


„Słodka zemsta” to wciągająca wielowątkowa powieść o miłości, zemście i życiu kobiet w haremie. Napisana, jak to u Nory Roberts, wciągającym językiem, bez przegadania i niepotrzebnych opisów. Dynamiczna, trzymająca w napięciu i często denerwująca, na pewno spełni oczekiwania czytelników, spodziewających się rozrywki na bardzo dobrym poziomie. Polecam.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Świat Książki 

czwartek, 26 maja 2016

Sandra Brown "Deadline"

Kolejna powieść Sandry Brown za mną. Sensacja z wątkiem romansowym, obfitująca w akcje mrożące krew w żyłach i zaskakujące fabularne zwroty. To można znaleźć w najnowszej powieści pani Brown, zatytułowanej „Deadline”.

Przystojny i gnębiony koszmarami przeszłości dziennikarz Dawson Scott po powrocie z Afganistanu jedzie do Savannah, gdzie trwa proces o morderstwo niejakiego Jeremy’ego Wessona. Wśród świadków jest jego była żona, Amelia. Jednak pobudki Dawsona nie są podyktowane powinnością dziennikarską - za jego pobytem w tym miejscu stoi coś o wiele więcej. Poza tym Dawson i jego ojciec chrzestny, agent FBI-Headly, przypuszczają że śmierć Wessona wcale nie jest taka oczywista i pewna, a on sam może być synem wielokrotnego mordercy i terrorysty, od lat poszukiwanego przez FBI, niejakiego Carla Wingerta.
Dawson prowadzi swoje osobiste śledztwo, obserwuje Amelię i stara się za wszelką cenę nie zasypiać, bo wówczas koszmary atakują go ze zdwojoną siłą. Jednocześnie walczy z fascynacją, jaką zaczyna czuć do tej samotnej kobiety z dwójką dzieci, obarczonej dramatyczną historią własnego nieudanego małżeństwa. Pomiędzy dziennikarzem, a jego głównym tematem, jeśli można to tak nazwać, rodzi się coś, na co nie ma miejsca w tym świecie, w którym na siebie trafili. Lecz to dopiero początek. Bo przeszłość upomina się zarówno o Dawsona, jak i o Amelię.
Sandra Brown po raz kolejny mnie nie zawiodła. Zafundowała wciągającą i pasjonującą historię pełną akcji, emocji, tajemnic i zaskakujących cliffhangerów.

Uwielbiam być zaskakiwana, a nieprzewidywalność zdarzeń, jaką funduje mi autor w powieści, to coś, co niezwykle cenię i darzę wielką atencją. Nie inaczej było w tej powieści, gdy myślałam, że wiem już wszystko, nagle-bach!, i oto zostaję z szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami.

Polecam, wyśmienita rozrywka dla wielbicieli solidnie skonstruowanych intryg kryminalno-sensacyjno-romantycznych.



środa, 20 kwietnia 2016

Sandra Brown "Okruchy zła"

Kiedyś czytałam sporo książek autorstwa Sandry Brown, w ostatnim czasie jakoś mniej czasu spędzałam przy jej powieściach. Dlatego gdy trafiły do mnie „Okruchy zła”, byłam ciekawa, czy nadal pani Brown pisze w sposób wciągający i zaskakujący. Czy mój powrót do prozy tej amerykańskiej pisarki okazał się udany?

Bohaterką „Okruchów zła” jest doktor Emory Charbonneau, lekarka, aktywistka, działająca w akcji „Lekarze bez granic”. Jest także zapaloną biegaczką, żoną Jeffa i dziedziczką fortuny. To chyba elementarne informacje o jednej z głównych postaci. Z mężem zaczyna dzielić ją coraz więcej, dlatego Emory postanawia wyjechać na weekend w góry i potrenować przed charytatywnym maratonem. Lecz ta decyzja okazuje się być brzemienna w skutki. Emory wyrusza w wytyczoną przez siebie trasę i… Budzi się w chacie nieznajomego mężczyzny. Ma rozwaloną głowę, wstrząs mózgu i jest zdana na łaskę (czy niełaskę) człowieka, który już samym swoim wyglądem może wzbudzić niepokój. Jest wysoki, barczysty, a przenikliwe zimne niebieskie oczy przenikają kobietę na wskroś. Mało mówi i nie chce się przedstawić. Jednak nie robi nic, aby Emory poczuła się zagrożona, wręcz przeciwnie, czyni wszystko, aby pobyt w górskiej chatce stał się znośny. Nie może jej odstransportować do najbliższego miasteczka, gdyż pada gęsty śnieg, a w górach zaległa intensywna mgła. Tak więc pani doktor spędza w jego chacie cztery dni. Tylko cztery. A właściwie… aż cztery. Bo te dni zmieniają wszystko w życiu kobiety.

Czy to romans? Ależ oczywiście, każdy kto choć raz przeczytał książkę Sandry Brown wie, że u niej zawsze musi być gorące uczucie. Jednak wie tak, że musi być wątek kryminalny. I tutaj jest i to jaki?! Rozbudowany, pełen smaczków, posiadający wiele motywów. Autorka w wyśmienity sposób utkała nić intrygi kryminalnej, wprawiając czytelnika w coraz większe osłupienie i nieźle zaskakując w finale. 

„Okruchy zła” to lektura, którą czyta się błyskawicznie, dynamiczna, seksowna, intrygująca, zagadkowa. Dla mnie ponowne spotkanie z prozą Brown było czystą przyjemnością, okraszoną sporą dawką nerwów i przyspieszonego bicia serca. Polecam, doskonała czytelnicza uczta.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Świat Książki.

niedziela, 31 stycznia 2016

Peter Stjernström "Najlepsza książka na świecie"



Ostatnio przeczytałam gdzieś, że wśród pisarzy odnotowuje się najwyższy odsetek osób uzależnionych od alkoholu. Z uwagi na to, iż sama jestem pisarką, powinnam się obawiać, ale do tej pory u siebie zauważyłam tylko jeden nałóg: książkoholizm. I miejmy nadzieję, że na tym poprzestanę.
I tak, wskutek owego uzależnienia, do mojej biblioteczki zawitała powieść szwedzkiego pisarza, Petera Stjernströma, pod nader przewrotnym tytułem "Najlepsza książka na świecie”.

Taką właśnie powieść ma zamiar napisać Tytus Jensen, ikona szwedzkiej literatury, obecnie świecąca nieco przygasłym blaskiem, może dlatego, że to alkohol wiedzie obecnie prym w jej życiu. A może dlatego, że dawno nie napisał nic nowego. Lecz oto ma wspaniały pomysł! Genialny, wręcz innowacyjny. Niepowtarzalny! Napisze najlepszą książkę na świecie, istne combo, łączące w sobie wątki kryminalne, obyczajowe, kulinarne, zdrowotne, będzie trzymała w napięciu jako kryminał i pokazywała rozwiązania, jak utrzymać zdrową i wysportowaną sylwetkę. Wszystko w jednym! Tytus przedstawia pomysł swojej wydawczyni, a Astra, podejmuje wyzwanie i już wie, że to będzie strzał w dziesiątkę. Dostarcza nieuporządkowanemu, targanemu przez nałóg pisarzowi komputer z zainstalowanych alkolockiem, który ma kontrolować trzeźwość Tytusa i systematyczność jego pracy. Wszystko rozwija się w jak najlepszym kierunku i powoli widać upragniony „koniec”, wieńczący przyszły bestseller. Jednakże Jensen nie powiedział Astrze jednego: na pomysł napisania „Najlepszej książki na świecie” wpadł nie tylko on. Przy tworzeniu się koncepcji obecny był ulubieniec kobiet, uzdolniony poeta, kochający świat i ludzi, Eddie X. I on, teraz… także chce napisać taki światowy bestseller. Przynajmniej tak twierdzi Jensen, który zaczyna zauważać dziwne rzeczy dziejące się wokół niego i wie, że Eddie postanowił ukraść dzieło jego życia.

Czy Tytus wie co mówi, czy to tylko zwidy pijackiego umysłu? Czy zaczął znowu pić, czy tylko udaje? Czy walka o pozycję w świecie literatury może doprowadzić do złamania prawa, a może do zbrodniczych planów?

„Najlepsza książka na świecie” to taka trochę gra z czytelnikiem, który do końca nie wie, co jest prawdą, co ułudą, a co psikusem ze strony autora. I kto tu naprawdę jest tym ostatnim?
Świetna fabularna zagadka, pokazująca także męki twórcze, podstawy riserczu, badania, dokumentację, a także inspirację. Czyli to, co sprawia, że w głowie pisarza pojawia się kolejny zaczątek fabuły.

Polecam, kawał dobrej prozy, słodko-gorzkiej, często zabawnej, innym razem nieco denerwującej. A dla nas, pisarzy, no cóż. Myślę, że to jedna z tych lektur, które należy przeczytać. 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Doddie Smith "Zdobywam zamek"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Świat Książki.
Recenzja przedpremierowa.


Blogi, pamiętniki, wspomnienia, przemyślenia. Głęboko schowane, a jednocześnie przelewane na papier w formie osobistych listów do nikogo. Czy nie lubimy pobawić się w podglądaczy i poznać  ludzkie tajemnice, ich skrywane marzenia, pragnienia, osobiste przeżycia? Pozwala to uczestniczyć w życiu bohaterów, poznawać ich najskrytsze myśli i choć przez moment poczuć się członkiem ich sekretnego świata. A jeśli bohaterka pisze swój pamiętnik żartobliwo-sardonicznym językiem i w dodatku mieszka na zamku w pierwszej połowie XX wieku, to tym bardziej cała historia zyskuje na swej atrakcyjności.

Takim właśnie zabiegiem posłużyła się Dodie Smith, autorka wielokrotnej przekładanej i wydawanej w różnych krajach powieści, pod tytułem „Zdobywam zamek”. Książka miała swą premierę w 1948 roku w Anglii i od tamtej pory doczekała się kilkudziesięciu wydań, zarówno w formach tradycyjnych, a także jako ebooki i audiobooki.

W „Zdobywam zamek” poznajemy historię siedemnastoletniej Cassandry, która wraz z siostrą Rose, bratem Thomasem, ekscentrycznym ojcem i jeszcze bardziej szaloną macochą, a także z przystojnym Stephenem mieszka w opuszczonym zamku niedaleko Londynu. Rodzina żyje na skraju nędzy, mimo, że pan domu ma swoim koncie jedyną napisaną książkę, która okazała się międzynarodowym bestsellerem, a za którą tantiemy już dawno zostały spożytkowane przez członków rodziny Mortmain. Teraz wszyscy żyją nadzieją, że senior rodu powróci do pisania i może w końcu zacznie zarabiać jakieś pieniądze. Wszystko zmienia się, gdy pojawiają się właściciele zamku, bogaci Amerykanie, bracia Cotton. Simon i Neil okazują się być nie tylko przystojni, ale także nieżonaci, co nie pozostaje bez związku ze starszą siostrą Rose i panującą na zamku biedą.

Jak zakończą się losy tego czworokąta, a właściwie pięciokąta, bo nie można zapomnieć o przystojnym Stephenie, który darzy gorącym uczuciem Cassandrę? Ta ostatnia jest narratorką opowieści, a wszystkie wydarzenia otrzymujemy w formie pamiętnika, pisanego przez nastolatkę. I nieważne, że powieść ta została napisana ponad sześćdziesiąt la temu, marzenia i pragnienia, namiętności i zawody pozostały takie same, w końcu to technika i medycyna się rozwinęły, ale pasje rządzące ludźmi, aż tak bardzo się nie zmieniły.

Powieść ujmuje prostotą, lekkością, poczuciem humoru, a także licznymi analogiami do znanych dzieł literackich. Nieodparcie towarzyszyło mi wrażenie, że czytam jakąś nieznaną do tej pory część Dumy i uprzedzenia. Może z lekkim powiewem nowoczesności. 

Książka Dodie Smith to uczta dla wrażeń, uczuć i wyobraźni, pozwala przenieść się na chwilę na zimne angielskie wzgórza i zaznać wolności i swobody, mimo, że w domu chłód, a wszystkie świece już dawno się wypaliły. Gorąco polecam, lektura, która powinna znaleźć się chyba w każdym kanonie.


sobota, 19 stycznia 2013

Michael Robotham "Groza"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Świat Książki.

Czasami nie trzeba trzymać w ręku broni, aby kogoś zastraszyć. Nie potrzeba krwi, aby wzbudzić przerażenie. Nie potrzeba mieć żadnego makabrycznego argumentu, wystarczą tylko… słowa. I to słowa skierowane do odpowiedniej osoby. Która jest w stanie zrobić wszystko, aby tylko uratować swoich bliskich. Właśnie. Czasami nie trzeba mieć żadnego narzędzia zbrodni, bo wystarczy jedynie wykorzystać największą słabość człowieka. Jego miłość do drugiej osoby.

Profesor Joseph O’Loughlin zaczyna wykładać na uczelni, prowadząc zajęcia ze wstępu do psychologii behawioralnej. Wcześniej wielokrotnie pomagał Policji, teraz jednak zamierza nieco spokojniej spędzać swój zawodowy czas. Tego też wymaga od niego jego żona, Julianne. Może ze względu na spokój rodziny, córek Charlie i Emmy, a może dlatego, że Joe choruje na Parkinsona. I powinien o siebie dbać. Sam Joe wie, że choroba go zmieniła, ale kocha żonę, córeczki i zamierza żyć w spokoju. Nie jest mu to jednak dane.

Policja znowu prosi go o pomoc, tym razem Joseph zostaje wezwany na most Clifton Suspension, gdzie naga kobieta, trzymająca w dłoniach komórkę, zamierza skoczyć. Profesor usiłuje nawiązać kontakt z desperatką, jednak wysiłki okazują się być daremne. Kobieta jest skupiona na głosie, wydobywającym się z telefonu i po krótkich, ale dramatycznych chwilach, skacze. Czy to było samobójstwo? O’Loughlin wcale nie jest o tym przekonany. Wkrótce pojawia się kolejna ofiara, której śmierć jest o tyle okrutna, że zadana sobie przez samą ofiarę, w perfidny i bezwzględny sposób. I znowu punktem wspólnym z poprzednim zajściem okazuje się być telefon komórkowy. Z kim rozmawiały ofiary? Dlaczego popełniły te okrutne czyny? Wobec siebie? Czy ktoś je do tego zmusił?

Profesor będzie musiał spojrzeć w oczy prawdziwemu złu. W czystej postaci. Okaże się, że nie potrzeba mieć w ręku rewolweru, przystawionego do skroni ofiary, aby zmusić człowieka do różnych makabrycznych czynów. Wszystko jest w naszych umysłach, które tak łatwo jest… zmiażdżyć. Czy Joe uda się pokonać potwora, czy wpadnie w macki grozy i już nic w jego życiu nie będzie takie jak przedtem? Oczywiście warto się o tym przekonać, czytając powieść Michaela Robothama, pt.: „Groza”.

Naprawdę przerażająca historia, ciekawie ukazany umysł człowieka, dla którego niszczenie drugiego człowieka to prawdziwa przyjemność, ciekawa intryga, mrożące krew w żyłach sceny, prawdziwa gratka dla wielbicieli sensacji. Polecam.

wtorek, 27 listopada 2012

Łukasz Maciejewski "Aktorki"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Świat Książki.


Mam wielki sentyment do kina, starych filmów, najlepiej jeszcze czarno-białych. Oglądałam większość produkcji przedwojennych, które kiedyś z lubością były prezentowane przez Stanisława Janickiego w cyklu „W starym kinie”. Dlatego też z chęcią czytam wszelkie publikacje, związane ze światem kina polskiego, a także telewizji polskiej.

Tym samym do mojej biblioteczki trafiła pozycja wydawnictwa Świat Książki, zatytułowana „Aktorki”, autorstwa Łukasza Maciejewskiego. To wielostronicowa wycieczka po aktorskich rewirach, często zaklętych, bolesnych, innym razem radosnych, twórczych, po których oprowadzają nas największe tuzy polskiego teatru, kina i telewizji. 
Nina Andrycz, Irena Kwiatkowska, Małgorzata Braunek, Ewa Wiśniewska, Anna Dymna, Stanisława Celińska, Danuta Stenka, Barbara Brylska, Krystyna Feldman to tylko niektóre z postaci, które zechciały podzielić się swoją historią, swoimi przeżyciami i wspomnieniami. Każda odsłona składa się zarówno z elementów wywiadu, jak i z wypowiedzi innych osób, na temat ról, wyborów, zachowań prezentowanej postaci aktorki. Książka ta stanowi doskonały przekrój, a właściwie pełen różnorakich kolorów kalejdoskop charakterów, kreacji polskich aktorek i niejednokrotnie odsłania ich prawdziwe twarze, ukrywane sekrety, wstydliwe tajemnice, grzeszki, błędy, porażki. Ale także chwile triumfu, szczyty popularności, role życia.

Wspaniale się czyta, każda z postaci to wielka osobowość, której historia od pierwszych słów porywa, wciąga, pasjonuje. Niebywała gratka dla wielbicieli dużego i małego ekranu, a także dla wszystkich tych, którzy cenią opowieści z życia, pełne pasji, emocji i prawdy o czasach minionych i obecnych. Warto przeczytać, warto mieć tę pozycję w swojej biblioteczce.

piątek, 2 listopada 2012

Corban Addison "Wędrówka przez słońce"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Świat Książki.

Nie tak dawno miałam okazję zagłębić się w lekturze dokumentalnej książki autorstwa Louise Brown, pt.: Sprzedane poruszającej problem handlu kobietami z Azji. Pozycja ta została wydana przez Świat Książki, tak samo jak powieść, którą właśnie skończyłam czytać.
„Wędrówka przez słońce” Corbana Addisona także opowiada o globalnym problemie handlu ludźmi, prostytucji nieletnich, pedofilii. I o organizacjach przestępczych czerpiących z tego procederu niewyobrażalne profity. 

Bohaterów tej powieści jest kilkoro, a właściwie troje. Siedemnastoletnia Hinduska Ahalya i jej dwa lata młodsza siostra Sita, które przez kataklizm tracą dom i najbliższą rodzinę. I waszyngtoński prawnik, Thomas Clarke, pracujący w bezdusznej korporacji, zmagający się z bolesną utratą córeczki i odejściem ukochanej żony, która wraca do swojego rodzinnego kraju, czyli do Indii.
Wydarzenia poznajemy na przemian, z perspektywy osieroconych sióstr i zagubionego prawnika.
Dziewczyny zostają porwane przez szajkę handlującą kobietami i umieszczone w domu publicznym w Bombaju. Tam najpierw zostaje sprzedana niewinność Ahalyi, na Sitę czeka coś innego. Jednocześnie w waszyngtońskiej kancelarii, Thomas zostaje postawiony przed ważnym wyborem. Wskutek przegrania sprawy, zarząd postanawia na jakiś czas odsunąć go od działań na rzecz firmy i proponuje roczny wyjazd na staż do którejś z organizacji pozarządowych. Po namyśle, mężczyzna decyduje się na Bombaj, gdzie na wielką skalę kwitnie handel seksem, a sądy zdają się śpiewać tak, jak zagra im mafia. Poza tym, w tym mieście przebywa jego ukochana żona Priya, z którą ma nadzieję choć porozmawiać.
Od tego momentu, od tej decyzji Thomasa, losy jego i dwóch uprowadzonych sióstr zaczną się do siebie zbliżać i przecinać. Prawnik na miejscu zapozna się ze sprawą dziewczyn i postanowi im pomóc, traktując to jako drogę do odzyskania serca żony, a także do uzyskania akceptacji teścia. Jednak po pewnym czasie jego nastawienie się zmieni i już nie będzie traktował tych działań jako coś, co pozwoli mu osiągnąć osobiste cele, tylko zapoznawszy się bliżej z potwornościami, które dzieją się w dzielnicy czerwonych latarni w Bombaju, postanowi zrobić wszystko, aby uratować chociaż te dwie dziewczyny. Jego droga będzie długa, od tego miasta, po Paryż, aż wreszcie Stany Zjednoczone.
Jednocześnie poznamy losy Ahalyi, a potem Sity, która rozdzielona z siostrą przeżyje prawdziwe piekło, podróżując niemal po całym świecie.
Jak zakończą się te dramatyczne poszukiwania? Czy siostry odnajdą siebie i spokój? Czy Thomas poradzi sobie z okrutnym systemem, zarówno sądowniczym, jak i przestępczym? I czy odnajdzie swój cel w życiu?
Zapewniam, nie odłożycie tej powieści na półkę, dopóki nie otrzymacie odpowiedzi na wszystkie pytania.
Książkę czyta się jak dobrą sensację z dramatem w tle. Realistycznie ukazano zasady działania szajek handlującymi ludźmi, warunki bombajskich burdeli, bezwzględność ludzi, traktujących innych ludzi jak towar, jak rzecz, jak punkt w katalogu.

Po dokumentalnej książce, o której wspominałam wcześniej, „Wędrówka przez słońce” stanowi doskonałe uzupełnienie, zarówno informacji merytorycznych, jak i dopełnienie obrazu tego niecnego procederu, który wciąż i wciąż rozwija się na świecie i zdaje się nie mieć końca. To czy wobec tego jest sens walczyć? Czy jest sens organizować zasadzki, z których potem i tak większość oskarżonych wychodzi bez szwanku? No cóż, myślę, że słowa Mahatmy Gandhiego, które także znalazły się w tej powieści, dadzą choć cząstkę odpowiedzi na te pytania (str. 59):

Powinniśmy nieustająco pracować na rzecz dobra ludzkości – to jest najwyższe prawo moralne.



czwartek, 11 października 2012

Louise Brown "Sprzedane"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Świat Książki.


Są sprawy, którym trzeba poświęcać więcej uwagi. Ciągle o nich mówić, pokazywać realia, uświadamiać. Odzierać ze sztuczności, ułudy, kłamstwa. Uświadamiać. Ostrzegać. Chronić. Do takich właśnie spraw na pewno należy problem prostytucji, handlu kobietami, pedofilii, zmuszania do nierządu. W dokumentalnej książce „Sprzedane”, autorka Louise Brown, właśnie tym problemom poświęca niemal trzysta stron. Trzysta stron suchych liczb, danych, statystyk. A także trzysta stron bólu, strachu, upokorzeń, chorób, gwałtów, śmierci.

W książce ukazana jest sytuacja azjatyckich dziewcząt i kobiet z prowincji i nie tylko. Autorka przedstawia także fragment historii, cofając się aż do XIX wieku. Dowiadujemy się także o dynamicznie rozwijającym się seks biznesie podczas wojny w Wietnamie. Louise Brown bezlitośnie obnaża prawdę o genezie tego seksualnego półświatka, przedstawiając kulisy tworzenia domów publicznych i metody rekrutacji często nieświadomych niczego dziewcząt. Albo ich sprzedaży za symboliczne kwoty. Brown udowadnia także, że wbrew ogólnie panującemu przekonaniu, że to Europejczycy i Amerykanie głównie korzystają z usług azjatyckich prostytutek i dlatego to dla nich tworzone są domy uciech, prawda jest jednak całkiem inna. To głównie Azjaci czerpią i zyski i przyjemności z istnienia domów publicznych, które specjalnie dla nich są tworzone w niewyobrażalnych wprost ilościach i tak ukryte, że potencjalny europejski klient nigdy by takiego miejsca nie znalazł. Autorka pisze także o męskiej i chłopięcej prostytucji, która jednak stanowi mniejszy odsetek, niż ta żeńska. Najmłodsze prostytutki mają po dziewięć lat, ale handlowano też młodszymi, pod specjalne pedofilskie zamówienia. To prawdziwa żyła złota dla zorganizowanych grup przestępczych, a także dla mniejszych band, czerpiących niewyobrażalne zyski z nierządu. 

To bulwersująca i porażająca książka, dokument, który uświadamia, że jest to walka z wiatrakami. Bezsilność, złość, żal, współczucie. To na pewno tylko garstka uczuć, jaka pojawia się podczas lektury „Sprzedanych”. Ale tak jak wspomniałam na początku, trzeba o tym mówić, trzeba to sobie uświadamiać, trzeba to sygnalizować. Milczenie oznacza przyzwolenie. 


„Chcę, żeby cały świat dowiedział się o tym, co się tu dzieje. Pragnę, żeby to wszystko się skończyło. Nie życzę sobie, by to, co mnie spotkało, przydarzyło się moim młodszym siostrom”.*


* str. 282, Sprzedane, Louise Brown, Świat Książki, 2012.