Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowe rośliny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowe rośliny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 listopada 2020

Domowa laba i bułeczki czosnkowe / Cats - mischief and herb buns

Nie pamiętam tak ciepłego a zarazem buro-szarego (drab) listopada. Nie wiem dokładnie ile jest na termometrze ale wychodzę przed dom w samej bluzie i jest mi ciepło. Może za długo tak nie mogę pobyć i na dłuższe wyjścia zakładam kurtkę ale samo to, że da się wyjść bez odzienia wierzchniego daje do myślenia nad listopadową pogodą. Mimo ładnej pogody post będzie domowy. 
November is still warm. I can go out in just a sweatshirt. I looked at the calendar to see if we really have mid-November. November is always cold in Poland. It is a pity that November is cloudy.

sobota, 25 stycznia 2020

Zimowy czas / Our winter time

Po choince zostały wspomnienia. W tym roku nawet raz dwa się z nią uporaliśmy. Zostały jeszcze świąteczne zasłonki ale zaczynam już z wolna myśleć o wiosennych akcentach. Pewnego razu siadłszy  w fotelu oślepiła mnie biel wpadająca przez południowe okno. O tej porze roku biel kojarzy mi się ze śniegiem albo mrozem więc wzdrygnęłam się z lekka a tu połyskiwały promienie słońca poprzez śnieżnobiałe chmury. 
We have white clouds in the sky and this is our winter white. I like my winter garden on the windowsill.

czwartek, 5 grudnia 2019

Mój grudzień / My December

Grudzień przyniósł ze sobą spore ochłodzenie i pierwsze poważniejsze przymrozki, które pojawiały się już w listopadzie ale były dużo lżejsze. Brak słonecznej pogody nie nastraja mnie do spacerów i obserwacji przyrody. Coraz krótszy dzień, którym mogę się cieszyć tak naprawdę jedynie w weekendy powoduje, że mój codzienny dzień składa się głównie z pracy zawodowej. Potem  oddaję się na ile to jest możliwe relaksowi i odpoczynkowi pozwalając czasowi przelatywać przez palce. (I relax and let time pass freely.)

December is getting colder. We smoke in the stove to keep the house warm. Our cats and dogs are happy to come home. Grudnik bloomed like every year and cyclamen and even a surprise brought from the garden. I relax and let time pass freely.

sobota, 23 lutego 2019

Salon piękności dla roślin

Wszędzie na blogach śliczne zdjęcia z ciekawych miejsc albo prac plastyczno-technicznych w tym z włóczką lub przygotowań ogrodniczych. Aż strach wejść z takim tematem i takimi zdjęciami... Ale gdyby ktoś był ciekaw co porabiam w wolnym czasie to właśnie to. Wiosenne porządki? Może i tak? Jedni porządki w tym czasie rozpoczynają od wywalenia wszystkiego z szaf, inni od mycia okien, jeszcze inni ambitnie od większych lub mniejszych remontów. U mnie co rocznie od gruntownego przeglądu roślin domowych. To czas dla nich i tylko dla nich. 

niedziela, 4 lutego 2018

Różowy parapet i nowe zasłony

Zapatrzyłam się na milczące blogi? Nie. Po prostu nie mam o czym pisać. Każdy dzień wygląda podobnie. Jest tak nudno i monotonie na tej naszej wsi, że ekscytujące stało się dla dzieci zgadywanie co będzie na obiad, bo jest to jedyna zmieniająca się rzecz w naszej codzienności. Jeśli ktoś marzy o przeprowadzce na wieś tudzież ala wieś z zamysłem zaszycia się w pieleszach domowego ogniska i wyłączenia się z tego wszechobecnego wyścigu szczurów to rzeczywiście w okresie zimowym to dostanie.

środa, 1 listopada 2017

Lato w jesiennym salonie / My summer in the autumn living room

Dzisiaj będzie pokojowo. I chyba nawet w pełni tego słowa znaczeniu (in the full sense of the word), jak patrzę po wyborze pierwszego zdjęcia. To fragment naszej klatki schodowej z wydzieloną częścią bibioteczną. Po prawo zdjęcia jest fotel do czytania. Nie widać go bo bohaterem zdjęcia był kwiat doniczkowy o ślicznej nazwie zielistka (Chlorophytum comosum). Ile ja się z nim namordowałam!! To tylko my dwoje wiemy. Żaden człowiek nie zmienił tyle mieszkań co ten kwiatek doniczek z ziemią. 

niedziela, 20 sierpnia 2017

Kwitnące kaktusy

Ach! Jak ja lubię poranki. Jest po piątej rano, domownicy śpią i cały dom otulony jest ciszą. Tuż przed piątą, kiedy wyszłam na balkon zobaczyłam księżyc i gwiazdkę przy nim. Pamiętam jak w dzieciństwie rysowałam go w ten sposób, cienkie półkole i gwiazda w górnym, lewym jego boku. To był mój wymysł, a tu proszę! Taka jednak gwiazdka w tym miejscu jest rzeczywiście. Na balkonie rześkie powietrze i też taka przyjemna cisza. Nawet ptaki jeszcze śpią. Po upalnych dniach taka bryza chłodniejszego powietrza jest jak ożywczy deszczyk. Przedwczoraj, po raz pierwszy w tym sezonie musiałam pobiegać z konewką aby wzmocnić poprzesadzane rośliny. Pęknie jest o świcie. A chwilę później po nadejściu promieni słonecznych jeden z kaktusów rezydujących latem na wschodnim balkonie rozwinął swój pąk. 

niedziela, 30 kwietnia 2017

Pelargonie

Za oknem jest jak jest  to miło jest móc zawiesić oko na czymś przed oknem. Pelargonie. Już kiedyś o nich pisałam, że moja miłość do nich bierze się z dziecięcych wspomnień a dokładniej z wakacji u Babci. Wydaje mi się, że w moim dzieciństwie we wszystkich wiejskich oknach rosły pelargonie. Głównie czerwone lub różowe. Nie było tak dużo odmian jak jest teraz. Był moment, kiedy odeszły w zapomnienie jako coś przestarzałego i niemodnego. Moim zdaniem pelargonie są ponadczasowe i pasują do każdego wnętrza.

środa, 18 stycznia 2017

W oczekiwaniu na przedwiośnie

W zimowy czas nasz dom pachnie przeróżnymi zapachami. Kuchnia cynamonem i wanilią bo uwielbiam robić różne wariacje przepisowe na placuszki z jabłuszkami albo z serem i do każdego przepisu zawsze dodaję naturalne przyprawy aromatyczne. W mojej kuchni w ogóle jest bardzo dużo przypraw i ziół sprawiających, że dania są ,,bogate smakowo i zapachowo". W salonie królują niepodzielnie kadzidełka z delikatną nutą zapachową albo różaną. Ze względu na alergię w naszej rodzinie, w tym przypadku nie możemy sobie pozwolić na szeroki wachlarz zapachowy. Ale najmilej z rana wchodzi się do kuchni, która wita zapachem wanilii i cynamonu, od razu pojawia się uśmiech na twarzy, naturalna aromatoterapia!
Jest druga połowa stycznia i rozpoczęło się w mojej głowie odliczanie do przedwiośnia. Pierwsze jego oznaki potrafią się pojawić już w na początku lutego, a do lutego przecież już niedaleko. Odliczanie ruszyło, oczekiwanie i jakaś napływająca wolno z  wnętrza ciała radość i magiczna siła do wychodzenia z senności i pewnego ogólnego ,,zasiedzenia".

czwartek, 26 listopada 2015

Zimowa pogodynka

Kiedy zakwita grudnik (Schlumbergera truncatana naszym parapecie to znak, że bez względu jaki to dzień kalendarzowej pory roku, za oknem  wielkimi  susami  zbliża  się  zima i tak też stało się w tym roku. Jak co roku jestem zdumiona, kiedy widzę go w pąkach a zaraz za nimi  przychodzą pierwsze przymrozki. Któregoś roku pąki  pokazały  się  w  październiku i też się nie pomylił.  A teraz kiedy coraz piękniej kwitnie, co ranek wita nas szron. Zawiesiliśmy już słoninkę za kuchennym oknem bo sikorki już się domagały, a niektóre to stukały nam w okno przycupnąwszy na parapecie. Nie wiem czy już pora czy nie, ale one są dla mnie głównym wskaźnikiem.


sobota, 5 września 2015

Mój Stefek / My Stevie

Nie umiem powiedzieć czy dłubanie w ziemi jest moją pasją, czy tylko sposobem na relaks. Natomiast bezdyskusyjnie moją pasją jest uprawa doniczkowa, która tutaj, ze względu na chłodny dom i brak stałej temperatury pokoi jest znacznie ograniczona. Pierwsze lata spędziłam na ratowaniu roślin, które przyjechały ze mną z ciepłego i stabilnego bloku, potem nastąpiła rozpacz i zniechęcenie, ale pasja ma to do siebie, że jest bardziej uparta od nas samych i kiedy na dobre się zakotwiczy w naszym sercu to powraca jak bumerang. Ostatnie lata to intensywne studiowanie roślin doniczkowych, którym nie przeszkadza bądź odpowiada chłodny klimat tego miejsca. Pierwszy post na ich temat był to parapetowy ogród i w nim dość wylewnie rozpisywałam się, więc nie będę powielać słów już raz napisanych. 

Dziś chciałam pokazać mojego niedobitka, roślinę, która jest starsza od moich małych Miśków, roślina która ma ponad 15 lat, dokładnie nie pamiętam, przybyła do mnie w latach 90 ubiegłego wieku, kiedy zaczęła na dobre podbijać nasz krajowy rynek. A więc przyjechała ze mną z bloku i po ciężkiej naszej walce aby się zaaklimatyzowała, cieszy mnie swoim kwieciem kolejny  już rok.
Stefanotis Bukietowy (Stephanotis floribunda) sprowadzony z Madagaskaru. Główną ozdobą są silnie pachnące kwiaty, które rzeczywiście stanowią pewne wyzwanie dla alergików węchowych. Mimo mej wielkiej miłości i zażyłości ze ,,Stefkiem" (Stevie) na czas kwitnienia, które przypada książkowo na okres  wczesnoletni, u nas kwitnie teraz,  ale potrafi zakwitnąć nawet dwa razy do roku, przenoszony jest w miejsce silnie wietrzone aby zminimalizować intensywność zapachu. Ciężko mi powiedzieć jaki to zapach, bo dla mnie jest on zatykający, może migdałowy? To słowo podpowiada mi głowa. 
Roślina ta zaliczana jest do roślin trudnych w uprawie i rzeczywiście mogę potwierdzić, że należy do tych, którym trzeba poświęcić więcej uwagi. Nie wiem jak inne z tego gatunku ale mój Stefek (Stevie) jest rośliną łatwo komunikującą się. Zwariowałam? Nie... Tym mianem określam rośliny, które odznaczają się dość szybką reakcją na czynniki zakłócające prawidłowy rozwój: przebarwianiem liści czy ich wiotczeniem, czy jakąkolwiek oznaką, że coś im dolega i w codziennej obserwacji mogę od razu komunikat wychwycić i zadziałać. Mój Stefek (Stevie) jak mu tylko coś nie pasuje to od razu to pokazuje poprzez liście co ułatwia nam wspólne pożycie i oczywistym jest, że to właśnie spowodowało, że udało nam się przetrwać nagłą zmianę warunków blokowych, mimo, że Stefanotisy należą do roślin dobrze rosnących w oranżeriach i szklarniach. Jednak lata spędzone w ciepłym bloku zrobiły swoje. W każdym razie udało nam się powrócić do pierwotnej - chłodnej uprawy. 

Kochani :) 
bardzo dziękuję za wszystkie sympatyczne komentarze, za zaglądanie do mnie. Każda Wasza wizyta sprawia mi ogromną przyjemność. Obecnie mam czas nie sprzyjający na spędzanie go przy komputerze: dogasające lato, obowiązki związane ze szczeniakami, przygotowanie do roku szkolnego, itd, itd... i nie mam kiedy odpowiedzieć a i czasami odezwać się na Waszych blogach, ale zaglądam, jestem i czytam.  
 

sobota, 15 listopada 2014

Parapetowy ogród

Ile ludzi tyle upodobań, ale to dobrze, dzięki temu ten świat jest taki piękny, dzięki czemu i sam człowiek może wiele skorzystać i się rozwijać, czerpiąc radość z pasji różnorodnej formy tworzenia ...  Skąd takie myśli filozoficzne już w pierwszym zdaniu? Zastanawiając się jak zacząć wątek na temat moich roślin doniczkowych, przypomniał mi się przyjaciel, który nie lubi kwiatów w doniczkach. Jest zwolennikiem patrzenia na nie w ich naturalnych środowiskach a nie ograniczonych w ciasnych ,,domkach". Ja znów nie przepadam za kwiatami ciętymi patrząc na nie, jakby to ująć z dość podobnego powodu  za to rośliny doniczkowe były ze mną od zawsze i przyznam się, że podejście mego przyjaciela do nich, mocno utkwiło mi w pamięci, bo ja sama nigdy tak o nich nie myślałam. Wręcz przeciwnie wydaje mi się, że kwiatom w odpowiedniej doniczce jest wręcz dobrze i są szczęśliwe. O czym chyba same mówią, pięknie kwitnąc.