Po jednej stronie mający jedyne słuszne panaceum na naprawę Rzeczypospolitej, krzyczący o kanaliach, które zamordowały mu brata, mówiący won! do posłanki opozycji Kaczyński, jego arogancki, zabetonowany, głuchy na jakiekolwiek argumenty dwór i bojówki za 500+.
Po drugiej Schetyna straszący w imię demokracji (!) wyborców PiSu więzieniem, resztki skompromitowanej ośmiorniczkami PO, cyniczni prawnicy i demonstranci, których wypowiedzi dla mediów świadczą o tym, że większość nawet nie wie, co oprotestowują i którym brak powagi, bardzo potrzebnej w tej poważnej sytuacji, płk Mazguła opowiadający na manifestacjach o konstytucji i nazywający stan wojenny kulturalnym wydarzeniem, skompromitowany fakturami Kijowski i tonący we własnej megalomanii Wałęsa, bajający o przejęciu władzy.
Prawo-lewo. Lewo-prawo.
A gdzie jest środek? Gdzie podziali się ludzie rozsądni, myślący samodzielnie, nie poddający się temu cynicznie kreowanemu przez spin doktorów obu stron obłędowi?