Mój dziadek nie żyje już od wielu lat. Jemu zawdzięczam nauczenie się czytania i pisania w wieku 5 lat. Nie, nie nauczył mnie. Słuchał "Wolnej Europy" i czytał 'Gazetę krakowską' za komuny, mrucząc półgłosem swoje komentarze i czasem śmiejąc się z tego co czytał. Pamiętam "Głupie komuchy" i "Durne kacapy". Intrygowało mnie to, więc dopytywałem go o to co czyta, odpowiadał mi, że za mały jestem, ale jak będę większy i pójdę do szkoły, to nauczę się czytać i sam sobie przeczytam. Uznałem, że nie będę czekał, więc nauczyłem się. Sam. Dziadek był pod wrażeniem, jak się wydało. Przeczytałem tytuł jednego z artykułów. Dziadek nie zauważył. Potem następny, dziadek popatrzył na mnie podejrzliwie, odwrócił kartkę, wskazał bez słowa tytuł, przeczytałem bez zająknięcia, potem następny. Zapadło długie milczenie, po czym dziadek powiedział "On czyta". W kuchni, w której prócz mnie i dziadka był jeszcze mój wujek i matka, zapadła cisza. Moja matka po chwili milczenia, powiedziała lekko wstrząśnięta: "Ale jak to czyta?", dziadek odpowiedział: "No normalnie. Czyta". Był dumny, widziałem to. Parę lat później, kiedy zdarzyło mi się zaśpiewać piosenkę na szkolnym apelu, dziadek specjalnie przyszedł do szkoły, żeby posłuchać. Uśmiechał się do mnie z daleka dodając mi odwagi. Zaśpiewałem ładnie, coś o żołnierzach i dniu zwycięstwa. Widziałem, jak powiedział do jednego z rodziców, który stał obok niego "To mój wnuk". Niedawno minęło 35 lat od jego śmierci...
26 maja
21 maja
Nasza Stasia
09 maja
3:03
29 sierpnia
18 lipca
28 czerwca
Kosmos
Media rozedrgały się w konwulsjach sensacji, że Polak w kosmosie, a ja zupełnie nie rozumiem tego podniecenia. bo czym się tu ekscytować skoro połowa narodu wystrzelona w kosmos?
17 maja
Jak z Warszawy
Miejsce akcji: Lidl. Chłodziarka z masłami. Wśród nich masło w promocji. Na przeciwko starsze małżeństwo wpatruje się uważnie w półkę, próbując namierzyć to promocyjne.
Sięgnąłem i wziąłem trzy kostki. W tym momencie starszy pan odezwał się do mnie:
– Czy to jest to masło w promocji?
– Tak, proszę pana, to właśnie to masło.
– Dzięki, bo tak się z żoną zastanawialiśmy, które to.
– A proszę bardzo – uśmiechnąłem się.
– Pan jest Ślązakiem? – zapytał z ciekawością.
– Nie, proszę pana, jestem tu napływowy.
– Tak myślałem, bo inteligencja i polszczyzna jak z Warszawy.
– A dzięki, bardzo pan miły.
Kurtyna.
13 marca
19 grudnia
15 grudnia
Duch świąt
Na przyosiedlowej łączce doszło dzisiejszego poranka do incydentu na wysokim sąsiedzkim szczeblu. Otóż jeden sąsiad z psem zwyzywał drugiego, również z psem, od debilów z powodu nie zebrania przez tegoż świeżo pozostawionego psiego szczęścia. Do rękoczynu nie doszło. Ludziska czują ducha świąt znaczy.
27 listopada
Halloween
- U mnie w bloku straszy!
- A tam, bzdury opowiadasz!
- No mówię Ci. Straszy w windzie i czasem na klatce schodowej.
- To siedź w domu!
-
Siedziałem, ale to nie pomogło, bo straszydło załomotało do moich
drzwi. Nie spodziewając się niczego złego otworzyłem i…. oniemiałem.
Straszydło albowiem wręczyło mi telefon z ładowarką i uprzejmie
poprosiło o naładowanie telefonu. Kiedy wciąż nie mogąc wydobyć z siebie
głosu posłusznie podłączałem telefon do gniazdka w przedpokoju,
straszydło mówiło, że jedyne dostępne gniazdko mu się w mieszkaniu
zepsuło, a resztę ma zasłonięte meblami, dlatego musi mnie o to prosić…
- No i co?
-
No i to, że w tym momencie mnie olśniło, że to nie żaden monster
zmaterializował mi się w progu, a spowity w szarobury szlafrok,
połyskujący gołymi, białymi łydkami, z długimi, sterczącymi na wszystkie strony jak po porażeniu piorunem, długo niemytymi włosami, pan Jan, sąsiad z pierwszego piętra.
- Ty to masz sąsiadów!
-
On akurat bardzo wykształcony, wykładowca na Uniwersytecie Śląskim.
Jakieś dwa lata temu przeszedł na emeryturę i zapadł był chyba na
depresję i alkoholizm, bo zaniedbał się straszliwie. No wypisz wymaluj
Baba Jaga. Tylko miotłę wręczyć, a usiadłby
okrakiem i poszybował w przestworza.
- Wyobrażam sobie.
- Wierz
mi, że rzeczywistość przerosłaby Twoje wyobrażenie. Gdyby zamiast mnie
drzwi otworzyło kilkuletnie dziecko, padłoby na zawał i wylew
jednocześnie, z wrażenia, że ujrzało na progu Babę Jagę we własnej jej osobie.
- Na szczęście nie masz dzieci.
- O ty! Co znaczy „na szczęście”?!
- Że nie masz.
-
No faktycznie, nie mam. Co do pana Jana podejrzewam, że mogło mu się
zapomnieć zapłacić rachunki za prąd i mu chwilowo odcięli. Wyobrażam
sobie, jak upiornie musi wyglądać w swoim ciemnym mieszkaniu siedząc
jedynie przy blasku świecy…
21 sierpnia
Kłos
- Wiejskiego foremki nie ma?
- Skończył się. Ale zwykły wiejski też jest bardzo dobry. Podać?
- Tak, bardzo proszę. Dzisiejszy? - zapytałem, kiedy pani podała chleb już pokrojony, zapakowany w worek.
- Dzisiejszy. Godzinę temu skroiłam. Jak Boga kocham! Nie oszukałabym pana! Jest pan stałym klientem!
Rzeczywiście nie oszukała...
12 czerwca
Dekada
Dziesięć lat temu ukazał się pierwszy post na tym blogu. Oczy przecieram myśląc banalnie o pędzącym czasie. Jestem o dekadę starszy. Czy inny? Trochę tak, choć w środku wciąż mam tyle samo lat. Bardzo rzadko tu zaglądam, ale dziś przypomniałem sobie o tym miejscu i postanowiłem napisać kilka jubileuszowych słów. Był czas, kiedy to miejsce było dla mnie ważne. Dzień zaczynałem od sprawdzenia, czy i co w komentarzach pod moimi postami napisali Czytelnicy i kończyłem często publikacją nowego posta...
Dane mi było w blogosferze zetknąć się z wieloma ciekawymi ludźmi, o wielkiej wrażliwości i empatii. Jestem za to doświadczenie wdzięczny. Żałuję, że ich blogi zamilkły, choć rozumiem, że stało się tak, bo spełniły swoją rolę i ich Autorzy po prostu ruszyli dalej realizować się w inny sposób. Mam nadzieję, że wszyscy Oni miewają się dobrze.
Udało mi się tu zrobić coś dobrego. Dać wsparcie. Uszczęśliwić Szalonego Marcina konsolą wraz z Grupą Szalonych Mikołajów.
Udało mi się tu zrobić coś złego. Zranić dobrego człowieka.
09 czerwca
Równowaga
Zrobiłem dziś na obiad curry z kurczaka. Wyszło obrzydliwe. Trafiło do kibla. Na pociechę zamówiłem pizzę. Była pyszna. Trafiła do brzuszka. Jest jednak jakaś równowaga we wszechświecie...
04 maja
Wersal
- Tak. Złote a skromne...
- No tu chyba nie do końca jest złoto...
- Złoto. Do renowacji użyte było złoto w płatkach. Pańcio sprawdzał niedawno czy apartament królowych został już udostępniony do zwiedzania po renowacji i dowiedział się, że szczere złoto kładli w płatkach.
- Udostępnione są ale dawno nikt tam nie spał bo pełno kurzu.
- Trudno o dobrą służbę w tych czasach zepsucia. Za to w czasach Ludwika XV i Marii Leszczyńskiej nie było nawet szans, żeby kurz na łoże opadł, bowiem było ono eksploatowane nader intensywnie. Ludwik w łożu owym spłodził dziesięcioro dzieci, więc było regularnie trzepane hahahaha. Ale nie o tym. Jak już obejrzałeś, spakuj wszystko i przywieź - rozpakujemy w Katowicach, na pewno się u Ciebie na ogródku zmieści. Wyobrażam sobie te dzikie tłumy Azjatów kotłujących się u wejścia na posesję i Twoją apodyktyczną matkę usiłującą nad tym szturmem turystów zapanować...
[Kurtyna]
02 kwietnia
Siódme niebo
Zima była, gdy wysiadłem z autobusu
i rzuciłem się w twoje ramiona,
i twych włosów, twych wieczornych włosów
ogarnęła mnie woń niezmierzona.
Księżyc zniżył się, błysnął nad klamką,
potem odszedł i wplątał się w drzewo.
Pierścień nocy nad nami się zamknął
i zaczęło się siódme niebo.
Konstanty Ildefons Gałczyński – Siódme niebo (1945)
____________________
Od tamtego dnia mijają dzisiaj dwie dekady...
24 maja
Tina. Tribute.
02 maja
Pani Zosia. Epilog.
Już od jakiegoś czasu gasła, jakoś tak zapadając się wewnętrznie, coraz mniej zainteresowana światem wokół niej. Szczególnie było to widoczne ubiegłorocznego lata. Patrzyliśmy na nią i mówiliśmy sobie ze smutkiem, że Pani Zosia chyba się pakuje w ostatnią podróż. Podniosła się jednak i jesienią wydawała się w lepszej formie. Nie na długo jak się okazało, bowiem na początku grudnia przeszła zawał serca. Zdawało się, że i tym razem się podniesie, jak to już wiele razy robiła, ale nie zdołała – ostatnie miesiące życia spędziła leżąc. Wreszcie po całych latach wybierania się w tę ostatnią podróż po śladach męża, odeszła. Po cichutku. Kiedy pogotowie ją zabierało, w milczeniu ścisnęła mocno rękę córki, czując, że ten czas ostateczny nadchodzi. Nie cierpiała, bo śmierć przyszła szybko. Mam nadzieję, że gdziekolwiek jest, jest jej dobrze...
30 czerwca
Rocznica
18 czerwca
7
Kilka dni temu minęło siedem lat od ukazania się pierwszego posta na tym blogu. Szok, że istnieje tak długo. Wiem, że rzadko już coś tu piszę, ale lubię to miejsce przez siebie stworzone. Lubię popatrzeć na siebie takiego, jakim byłem w publikowanych kilka lat temu tekstach. Wydaje mi się, że czas blogów przeminął na korzyść videoblogów, bo blogi, które lubiłem czytać jeden po drugim milkną i niewiele z nich jest wciąż uaktualnianych. Ja również nieczęsto tu bywam, ale pozostawiam sobie to miejsce, żeby móc tu wracać, jeśli poczuję taką ochotę...
09 lutego
Do Pani Krysi
Szanowna Pani Krysiu!
Po pierwsze proszę wybaczyć familiarność tonu, ale przecież długo się znamy. Pragnęła Pani zostać sędzią Trybunału przed laty z rekomendacji mego ugrupowania, ale tylko mnie Pani zawdzięcza, że Naród zachował możliwość Pani służby na lepsze czasy. Jeszcze dzisiaj pieką mnie policzki ze wstydu, gdy po spotkaniu z Panią w klubie LPR powiedziałem do kolegów wulgarnie: "Chyba Was p-----oiliło, aby mi taką wariatkę jako kandydata na sędziego Trybunału przyprowadzać." Odczuwam ogromny żal, że nie poznałem się wówczas na Pani i nie doceniłem potencjału w Pani tkwiącego. Historia mogła potoczyć się inaczej. Ale ad rem. Widzę, że sfora psów Panią teraz opadła i w takich się Pani znalazła terminach, że nawet drobne nieporozumienia sprzed lat nie przeszkodzą Pani skorzystać z mojej rady, jak wyjść z tego wściekłego ataku. A rada jest przednia.
Musi Pani powiedzieć wprost: dla Pani okłady z borowin stanowią tak wielką potrzebę, że pojechała Pani do hotelu, aby się nimi okładać działając w stanie wyższej konieczności. Jak wiadomo stan ten wyłącza nawet karną winę, więc i wszelkie zakazy rządowe dotyczące epidemii. I opisze Pani, że tylko zanurzona w borowinach całym swym ciałem, każdą porą skóry czerpie Pani minerały niezbędne do życia i pracy intelektualnej (jakże cennej dla Polski!). Jak się ludzie dowiedzą, że to jest dla Pani sprawa życia lub śmierci, to dadzą słuszny odpór tym strasznym atakom zawistników. I wówczas wróci Pani do pracy z podniesionym (i wygładzonym nieco!) czołem na rzecz prawa i sprawiedliwości.
Zawsze życzliwy.
Roman Giertych
PS Skoro już się Pani przyzwyczaiła do leczenia w obecności chroniących Panią strażników, to może warto kontynuować w bardziej adekwatnym miejscu?
-----------------------------------------------------------------------
opublikowane na facebook.com 8 lutego b.r. na oficjalnym profilu Romana Giertycha >>link<<.
------------------------------------------------------------------------
Przyznam, że do mecenasa Giertycha mam stosunek ambiwalentny, pamiętając jego romans z PiSem sprzed lat i jego ówczesną działalność polityczną, jednakże powyższym listem do "Pani Krysi" tak mnie ujął, a postscriptum tak rozbawił, że jestem mu w stanie część ówczesnych win wybaczyć...