Od początku kursu zaczęły się tworzyć zespoły, w których wszyscy pomagali sobie nawzajem. Nawet Ci, którzy nie byli w stanie samodzielnie niczego, uszyć wyjechali ze Śródborowa z prezentami dla swoich bliskich, bo koledzy powycinali im kwiatki z materiału i pomogli je przylepić do makatki, nawlekali igłę i robili pierwszych parę ściegów, albo przycinali równo pracę i przyszywali lamówkę.
Gdybym miała jednym zdaniem opisać moich kursantów, to powiedziałabym, że w całym kursie najważniejsza była koleżeńskość i wielka pracowitość. I jeszcze to, że myśleli o swoich bliskich, niemalże od rozpoczęcia każdej pracy wiedzieli, że szyją ją dla mamy, siostry czy nowo narodzonej córeczki przyjaciółki.
Powstało ponad 100 patchworkowych podkładek, poduszek, obrazków, kartek pocztowych i broszek.
Przebojem tego kursu były kartki pocztowe. To była niemalże hurtowa produkcja.
Powstały też filcowe broszki. Mnie najbardziej podoba się nietoperz Emilki.
Nigdy nie pokazuję zdjęć uczestników moich kursów, ale tym razem zrobię wyjątek. Urban zgodził się na publikację zdjęcie jego i jego pracy. On pierwszy raz w życiu szył na maszynie i uszył takiego kota!
Agnieszko, Emilko, Ewelino, Ewo, Magdo, Małgosiu, Marto, Renato,Wacławo, Darku i Urbanie, dziękuję Wam za wspólny czas i lekcję koleżeńskości. Cieszę się, że dołączyliście do fanów patchworków.