To łatwe zadanie, bo tych szczegółów jest znacznie więcej. Cały motyl składa się z około 250 malutkich kawałków tkanin.
Gdy skończyłam poprzedniego motyla - witraż, to jakoś tak żal mi się zrobiło ścinków, które zostały po tym projekcie. Ładne, czyste kolory, ta sama seria tkanin... No naprawdę żal wyrzucać.
To miałam do dyspozycji. Niewiele.
Pomyślałam sobie, że temu witrażowemu uszyję brata. Taką patchworkową mozaikę.
Zaczęłam od projektu. Na początku mały rysunek, a potem już szary papier i projekt w skali 1:1....
... który przeniosłam na kanapkę. Na górze jest poczciwa surówka.
Zabrałam się do układania kawałków ścinków. Gdy były większe przecinałam je na pół i jedną połówkę kładłam na prawe, a drugą na lewe skrzydło. Ale tak było rzadko. Mniejsze kawałki starałam się parami doprowadzać do mniej więcej jednakowego kształtu.
Tak wyglądał początek układanki.
A to już wszystkie ułożone kawałeczki luźno ułożone na kanapce.
Skrzydełka przykryłam czarnym tiulem i bardzo dokładnie spięłam kanapkę szpilkami.
I wzięłam się za pikowanie. Nietypowe, bo zygzakiem.
Obcięłam kawałki tiulu wystające poza obrys motyla. Świetnie nadaję się do tego przyzwoita obcinaczka. Ja mam firmy KAI. Działała jak scyzoryk. Obcinanie szło błyskawicznie.
Na tym moja praca miała się skończyć, ale czarny tiul bardzo stłumił żywe kolory tkanin i postanowiłam go usunąć. Wycięłam go z wszystkich miejsc, gdzie przykrywał kawałki tkanin. Tym razem prujaczkiem.
Ponieważ miałam trochę zastrzeżeń do kompozycji obrazka, to jeszcze w niektórych miejscach nałożyłam na wierzch kawałki tkanin i przyszyłam je zygzakiem.
Teraz zostało mi wypikowanie tła. Chciałam, żeby tło, podobnie jak motyl, przypominało mozaikę, ale było delikatne. Zdecydowałam się na proste linie szyte czarną nitką, ułożone dość nieregularnie.
Żeby linie pikowania były proste wgniatałam je wcześniej przy linijce plastikową szpatułką.
A potem szyłam po tych wgnieceniach - korzystałam ze stopki z górnym transportem.
Tak wygląda wypikowany patchwork.
A tyle szmatek po nim zostało.Garstka. Trzeciego patchworku już z nich nie uszyję.
Jeszcze tylko lamówka. Tym razem również z wypustką w kolorze turkusowym.
I fotografowanie.
Jak się okazało, to była najtrudniejsza część projektu. Na dworze ciemno, jak w piwnicy z węglem. Zdjęcia z lampą zawsze zmieniają trochę kolory.
No cóż, jest jak jest. "Na żywo" jest kolorowo i energetycznie. Musicie mi uwierzyć na słowo :)
Acha, jeszcze wnioski.
- Na przyszłość, gdy będę mieć do dyspozycji duże kawałki tkanin, wybiorę inny sposób szycia mozaiki. Nakleję kawałki tkanin na flizelinę dwustronnie przylepną i potnę na mniejsze kawałki, które potem będę przyklejać do podłoża malutkim, patchworkowym żelazkiem. Co prawda obrazek będzie wtedy sztywniejszy niż ten, który teraz uszyłam, ale akurat obrazek nie musi być miękki.
- Kawałeczki przyszywałam ściegiem o szerokości 2,8 mm i długości 0,55 mm. Następny mozaikowy projekt uszyję ściegiem szerszym i gęstszym. Czasem jakieś nieprzyszyte krawędzie tkanin wyszły mi spod zygzaka i musiałam to poprawiać. Gęstszy ścieg będzie ładniej wyglądał, zwłaszcza na jasnych kolorach.
Zachęcam Was do takiego szycia. Nie jest trudne. Dla mnie to była fajna zabawa.