Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Telbit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Telbit. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 grudnia 2012

Judasz - czy aby na pewno zdrajca?

Szalony plan brytyjskiego arystokraty lorda Arthura Pembroke'a połączył na przełomie XIX i XX wieku losy zbankrutowanego uczonego, włamywacza z talentem malarskim, notorycznego hazardzisty i artystki cyrkowej tworząc z nich zespół, którego zadaniem miało być odnalezienie pewnego niezwykle cennego, starożytnego rękopisu. Ów manuskrypt to Ewangelia Judasza - pismo, które może zupełnie odmienić losy ludzkości, rzucające nowe światło na istotę Jezusa oraz na rolę Judasza w dziele zbawienia.

Czwórka ludzi, których więcej dzieli niż łączy, początkowo nastawiona dosyć wrogo do siebie nawzajem musi połączyć wysiłki aby wykonać narzucone sobie zadanie i aby, co ważniejsze, wyjść cało z opresji. Szybko bowiem okazuje się, że tropem zaginionego papirusu podąża ktoś jeszcze. Ktoś nie mniej zdeterminowany niż wysłańcy lorda Arthura i używający wszelkich środków aby przechwycić notatki wskazujące miejsce ukrycia cennego rękopisu. 

Rainer M. Schröder to pisarz pochodzący z Niemiec, chociaż od pewnego czasu mieszkający w Stanach Zjednoczonych. Na polskim rynku ukazały sie jak dotąd dwie jego książki (obydwie nakładem wydawnictwa Telbit) a mianowicie "Dni ciemności" (opinia TUTAJ) oraz "Świadectwo Judasza".

"Świadectwo" to książka z gatunku przygodowo-sensacyjnego, chociaż nie brak w niej elementów grozy. Główni bohaterowie muszą radzić sobie z rozmaitymi (bywa, że i nadprzyrodzonymi) problemami a konieczność współpracy, wymuszone zaufanie do towarzyszy niedoli przeradza się wkrótce w przyjaźń. Każdy z nich posiada pewne szczególne umiejętności, które okażą się pomocne w ich długiej i niebezpiecznej podróży przez kraje i kontynenty. 
Lektura jest wciągająca, chociaż sporo w niej informacji na temat historii, teologii, sztuki i kryptologii. Szczególnie owa kryptologia jest ciągle obecna na kartach książki, bowiem nasi bohaterowie nie szukają Ewangelii Judasza po omacku - rolę ich przewodnika pełni  notes Mortimera Pembroke'a, starszego brata sir Arthura, który zakodował w nim miejsce ukrycia rękopisu. 
Autor wykonał ogromną pracę jeśli chodzi o realia - opisuje miejsca w których toczy się akcja powieści, życie codzienne w tamtych czasach, ubiory, rozrywki czy wreszcie środki lokomocji. Bohaterowie podróżują Orient Ekspressem, mają możliwość zobaczyć jedną z pierwszych łodzi podwodnych, używają telefonu a równocześnie zmuszeni są do wyprawy w miejsca gdzie można dotrzeć jedynie konno lub wręcz na piechotę.

Przy okazji lektury powieści można się natknąć na miejsca, wydarzenia czy postacie znane z innych lektur - ot, chociażby na belgijskiego detektywa podróżującego Orient Ekspressem. To dodatkowa przyjemność przy lekturze - wyszukiwanie nawiązań do mniej lub bardziej znanych dzieł literatury, sztuki czy filmu. Ale czyż może być inaczej w książce gdzie jeden z głównych bohaterów nosi imię Byron a nazwisko innego brzmi Alistair McLean?

Serdecznie zachęcam do przeczytania tej książki - szczególnie wielbiciele Indiany Jonesa, profesora Roberta Langdona czy naszego skromnego Pana Samochodzika powinni być usatysfakcjonowani.

poniedziałek, 12 marca 2012

Temat stary jak świat, czyli o siostrzanej rywalizacji

Każdy ma jakieś mniejsze lub większe dziwactwa, więc mam je również i ja. Jednym z nich, na szczęście niezbyt groźnym, jest wręcz organiczny wstręt do koloru różowego. Posunięty do tego stopnia, że kiedy urodził się Piotrek najbardziej cieszyłam się nie z tego, że mam zdrowe i śliczne dziecko, ale z faktu, że to nie jest dziewczynka, którą tradycja nakazuje stroić w owe, znienawidzone przeze mnie, różowości. 
Kiedy otrzymałam propozycję przeczytania i zrecenzowania wydanej przez Telbit książki Sharon Osbourne pt. "Zemsta" miałam mocno mieszane uczucia. Bo z jednej strony ciekawa byłam cóż to za dzieło stworzyła znana amerykańska celebrytka,  z drugiej odpychała mnie okładka utrzymana w różowych tonacjach. Ostatecznie doszłam do wniosku, że okładkę można zasłonić (chociażby zawinąć w gazetę) a tekst może być ciekawy...

Sharon Osbourne - żona gwiazdy rocka Ozzy'ego Osbourne jest aktorką, która najczęściej grała... samą siebie (siedem filmów na osiem figurujących w jej filmografii), zasiada w jury amerykańskiej wersji "Mam talent!", próbuje też sił jako pisarka. W 2005 roku wydała autobiografię (w Polsce ukazała się w 2008 roku), zaś w 2010 roku światło dzienne ujrzała jej powieść pt. "Zemsta" - polska edycja w 2011 roku.

Debiutująca autorka poświęciła swoją książkę tematyce na której zna się najlepiej, czyli showbiznesowi. Akcja powieści rozpoczyna się w roku 1976, kiedy to młoda dziewczyna z angielskiej prowincji przyjeżdża do Londynu aby tam zrobić karierę jako aktorka. Margaret Michaels jest niezwykle zdeterminowana i zrobi niemal wszystko aby osiągnąć sukces - niestety nie udaje się jej zawojować londyńskich teatrów, wikła się w romans z przystojnym lecz zupełnie nieodpowiedzialnym Derekiem Stone, który porzuca ją kiedy okazuje się, że Maggie jest w ciąży. Z opresji ratuje ją brat Dereka George, który proponuje dziewczynie małżeństwo i staje się ojcem dla maleńkiej Chelsea. W niedługim czasie rodzina powiększa się o jeszcze jedną córeczkę - Amber.
Margaret, która zmuszona była porzucić marzenia o aktorskiej karierze postanawia je spełnić poprzez jedną z córek - wybór pada na młodszą córkę, jednak zbieg okoliczności sprawia, że rolę w młodzieżowym serialu otrzymuje nie Amber a Chelsea. Staje się to pierwszym większym zgrzytem we wzajemnych relacjach sióstr Stone oraz, chociaż nikt sobie wtedy nie zdaje z tego sprawy, początkiem wieloletniej wojny pomiędzy Chelsea i Amber, w której niebagatelną rolę odgrywać będzie Margaret. Na kartach książki możemy śledzić burzliwe koleje losu obydwu kobiet, na tle brytyjskiego i amerykańskiego show biznesu - poznajemy historię wzlotów i upadków, ciężkiej pracy, samotności w blasku reflektorów i bezwzględnych reguł rządzących filmowym światkiem. I cały czas towarzyszy czytelnikowi pytanie - czy Amber i Chelsea zdołają jeszcze kiedyś się pogodzić, znaleźć wspólny język i zapomnieć o wzajemnych pretensjach?

Książkę czytałam niemal jednym tchem. To ogromna zasługa barwnego języka, wciągającej i szybkiej akcji oraz bohaterów - żywych i prawdziwych. Nie ma tu podziału na zdecydowanie dobrych i zdecydowanie złych (no, może jeden taki czarny charakter się znajdzie) - jak w życiu. Autorka świetnie zna środowisko o którym pisze i jest to widoczne w jej powieści. Opisuje mechanizmy kierujące artystycznym światkiem gdzie wpływy niejednokrotnie są ważniejsze niż talent, gdzie zakulisowe intrygi mogą w jednej chwili wynieść kogoś na szczyt lub strącić na samo dno piekła, a najważniejsze decyzje podejmowane są nie w dyrektorskich gabinetach lecz w zaciszu sypialni. Autorka nie szczędzi pikantnych opisów, jednak, co trzeba podkreślić, nie jest to tylko "sztuka dla sztuki"lecz wynikają one z akcji powieści.

Wydaje mi się, że książka Sharon Osbourne to ciekawa pozycja, szczególnie dla tych, którzy z zazdrością patrzą na hollywoodzkie gwiazdy spacerujące po czerwonym dywanie - bo może tak naprawdę nie ma im czego zazdrościć?

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Telbit. 

wtorek, 27 grudnia 2011

Naziści, okultyzm i skradziony obraz

W 1934 roku miało miejsce włamanie do katedry św. Bawona w Gandawie. Złodzieje wynieśli ze świątyni dwa fragmenty ołtarza, a mianowicie tablicę z wizerunkiem św. Jana Chrzciciela oraz tzw. "Sędziów sprawiedliwych". Pierwszy fragment został dosyć szybko odnaleziony, natomiast drugi bezpowrotnie zaginął. Autorami tego średniowiecznego arcydzieła sztuki sakralnej byli bracia Hubert i Jan van Eyck.
Przez długi czas policja holenderska starała się odnaleźć zaginione dzieło sztuki, jednak bezskutecznie. Po wybuchu II wojny światowej i zajęciu przez hitlerowców Holandii w maju 1940 roku odnalezienie skradzionego obrazu stało się celem policji niemieckiej, której również nie udało się przybliżyć do rozwiązania zagadkowego zniknięcia fragmentu ołtarza. Na dzień dzisiejszy w miejscu utraconego oryginału znajduje się jego kopia wykonana na podstawie zachowanych zdjęć w 1945 roku.

Karl Hammer to holenderski fotograf, dziennikarz śledczy i pisarz. Początkowo pracował jako prezenter telewizyjny i radiowy, a po zakończeniu kariery zajął się działalnością charytatywną. Jest autorem dwóch książek dotyczących okresu II wojny światowej w których podejmuje tematykę grabieży dokonywanych przez nazistów.
Pisząc "Tajemnicę Ołtarza Gandawskiego" powołał się autor na rozmowę z byłym agentem służb specjalnych Tomem R., który będąc z wykształcenia historykiem sztuki został zatrudniony po zakończeniu wojny przy poszukiwaniu i inwentaryzacji dzieł sztuki zagrabionych przez Niemców. Wypełniając swoje obowiązki zawodowe natrafił Tom R. na obszerną dokumentację dotyczącą poszukiwań zaginionych "Sędziów"- zarówno kopie akt policyjnych sprzed wojny jak i te sporządzone przez Niemców. Wynikało z nich, że jedną z zaangażowanych w to dochodzenie osób był twórca SS i Gestapo Heinrich Himmler, znany ze swoich zainteresowań mistycyzmem i okultyzmem. Ten fakt w połączeniu ze znacznymi środkami wyłożonymi na poszukiwania sugerował, że zaginiony obraz miał znaczenie nie tylko artystyczne - Ołtarz Gandawski mógł być rodzajem zaszyfrowanej wiadomości na temat miejsca ukrycia najbardziej znanej z relikwii związanych z Jezusem - legendarnego Świętego Graala. Ale aby odczytać ukryty przekaz potrzebna była całość dzieła van Eycków.
Tom starał się skontaktować z osobami prowadzącymi dochodzenie (co było poważnie utrudnione w powojennej rzeczywistości) a następnie sam podążył śladami, które udało mu się odkryć - podróżował m.in. do Ziemi Świętej, Włoch i Francji. Analizując znalezioną dokumentację oraz przeszukując materiały źródłowe dotyczące początków chrześcijaństwa udało mu się znaleźć nowy, obiecujący trop...

Praca Hammera nie jest w żadnym wypadku sensacją w stylu "Kodu Leonarda da Vinci" D. Browna a Tom R. nie jest kolejnym wcieleniem profesora Langdona, chociaż tematyka obu książek jest bardzo podobna. "Tajemnica Ołtarza Gandawskiego" to pozycja zbliżona do literatury popularnonaukowej - autor zamieścił w niej mnóstwo wiadomości z religii i historii a także dogłębną analizę samego ołtarza. Dodam, że zrobił to w bardzo przystępny sposób tak, iż tekst jest zrozumiały nawet dla laika.

Książka ma jeden zasadniczy minus - przy tak dokładnej analizie poszczególnych części ołtarza przydałyby się fotografie z którymi można by skonfrontować opis. Jest co prawda kilka zdjęć, ale są niewielkie i niezbyt wyraźne - chcąc obejrzeć jakiś detal musiałam posiłkować się internetem.

"Tajemnica Ołtarza Gandawskiego" to lektura dla zainteresowanych tematem, powinna przypaść również do gustu fanom Browna i jemu podobnych. Natomiast jeśli ktoś nie lubi historii lepiej niech sobie te książkę daruje...

Ołtarz Gandawski

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Telbit. 

sobota, 22 października 2011

Piekielny urlop czyli wakacje z tatą

Za oknem późnojesienna pogoda a na mojej podręcznej półce od kilkunastu dni czekała na przeczytanie zdecydowanie letnia lektura.
Czekała i się dzisiaj wreszcie doczekała:)

Na początku muszę przyznać, że z literaturą naszych zachodnich sąsiadów jakoś do tej pory nie było mi po drodze. Owszem, jako dziecko poznałam baśnie spisane przez braci Grimm oraz książki Karola Maya (co do którego przez długi czas byłam przekonana, że był Amerykaninem), gdzieś w latach szkolnych przeczytałam coś tam Goethego czy Schillera i na tym koniec. Tak samo zupełnie mi nie odpowiada niemieckie poczucie humoru - jakieś takie ciężkie i bez polotu...
Zrozumiałe były więc moje obawy kiedy sięgałam po książkę "Wakacje z ojcem" autorstwa Dory Heldt,  na okładce której mogłam przeczytać, że jest to "współczesna powieść przepełniona ciepłym, inteligentnym humorem".
O samej autorce dowiedziałam się, że ma 50 lat, zawodowo związana jest z branżą wydawniczą, swoje książki osadza w realiach własnego życia a jej rodzina i przyjaciele często odnajdują siebie w wykreowanych przez nią postaciach.

Bohaterką książki jest Christine - 45-letnia  rozwódka mieszkająca w Hamburgu. Poznajemy ją w chwili kiedy wraz z przyjaciółką Dorotheą wybierają się na wakacje do ich wspólnej znajomej Marleen mieszkającej na wyspie Norderney. Marleen prowadzi tam pensjonat oraz przeprowadza remont w odziedziczonym po ciotce barze - Christine i Dorothea mają jej pomóc a przy okazji liczą na jakąś ekscytującą miłosną przygodę. Niestety ich plany mogą legnąć w gruzach kiedy okazuje się, że w wyprawie będzie im towarzyszył Heinz, ojciec Christine, ponieważ jej matka musi iść na kilka tygodni do szpitala. Heinz to uroczy pan w wieku siedemdziesięciu kilku lat, niezwykle szarmancki wobec kobiet, chętnie spieszący z pomocą, pomysłowy i... szalenie męczący. Wtrąca się we wszystko, ignoruje zdanie otaczających go osób a kiedy coś zawali beztrosko zrzuca winę na innych. Uważa również, że jego obowiązkiem jest pilnowanie Christiny i Dorothei aby nie wpadły w jakieś podejrzane towarzystwo i zachowywały się jak dziewczęta z dobrego domu - zupełnie nie dociera do niego fakt, że obydwie są już od dawna dorosłe i samodzielne. A tymczasem na horyzoncie pojawia się dwóch interesujących panów...

Moje początkowe obawy co do niemieckiego poczucia humoru szybciutko się rozwiały, co więcej książka mnie szczerze ubawiła. Autorka świetnie wykreowała postacie - na czele z Heinzem, który, aczkolwiek niezwykle denerwujący, daje się lubić. Oprócz głównych bohaterów jest sporo świetnie zarysowanych postaci drugoplanowych - przyjaciel Heinza Kallli, wiecznie głodny elektryk Onno, reporter miejscowej gazety szukający sensacyjnych tematów czy dwie pretensjonalne damy w średnim wieku starające się zaanektować Heinza i Kallego. Wszyscy to pełnokrwiste typy mające swoje wady ale i niepozbawione pewnych zalet.  
Akcja toczy się wartko, jest wątek sensacyjno-kryminalny z tajemniczym oszustem matrymonialnym w roli głównej - jedyne co tej książce można zarzucić to nieco schematyczne zakończenie. Z drugiej strony jednak jest to w pewien sposób zrozumiałe - "Wakacje z ojcem" to lekka, sympatyczna lektura na popołudnie i wieczór więc czytelnik ma prawo oczekiwać szczęśliwego zakończenia.

Serdecznie zachęcam do przeczytania tej sympatycznej książki - szczególnie teraz, kiedy za oknem pochmurno i zimno przyda się taka słoneczna i optymistyczna lektura.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Telbit.


piątek, 30 września 2011

Tajemnica klasztornych murów

Dawno już mi się nie zdarzyło (chyba ostatnio przy czytaniu "Cukierni pod Amorem") żeby zarwać noc nad książką Tym razem na szczęście książka nie była zbyt gruba więc nie trzeba było czytać do świtania ale prawdą jest, że lekturę zakończyłam już po północy. A biorąc pod uwagę fakt, że wstaję przed 6-tą to siedzę teraz z oczami na zapałkach i na świeżo próbuję zapisać moje wrażenia.

Rainer M. Schröder zaistniał na naszym rynku wydawniczym wydaną w ubiegłym roku historyczno-przygodową powieścią "Świadectwo Judasza". W tym roku wydawnictwo Telbit przekazuje w ręce polskiego czytelnika kolejny utwór tego pisarza pt. "Dni ciemności".
Akcja powieści toczy się w klasztorze cystersów w Himmerod nad rzeką Salm w bliżej nieokreślonym czasie. Biorąc pod uwagę, że w pewnym miejscu wspomniane jest, że mnisi czytają gazety to z dużym prawdopodobieństwem można obstawiać wiek XX. 
Narratorem jest mężczyzna przedstawiający się jako brat Thomasius, jednak wiemy, że to nie jest jego prawdziwe imię a on sam nie jest zakonnikiem. Co więcej nie jest osobą wierzącą. Thomasius przybywa do klasztoru na wezwanie przeora Martinusa, bowiem w Himmerod dochodzi do niezrozumiałych i makabrycznych wypadków - organista brat Paulinus najpierw się okalecza a następnie popełnia samobójstwo skacząc z kościelnego chóru, opiekujący się ogrodem brat Niklaus popada w szaleństwo a z posągu św. Leona znika figurka gołębia (co jest tym dziwniejsze, że rzeźba wykonana była z jednego kawałka drewna. Mnisi zaś, pomimo obowiązującego ich milczenia, zaczynają szemrać coś o Łowcy Dusz.
Thomasinus nie wierzy w nadprzyrodzone zjawiska, uważa, że wszystkie wypadki można wyjaśnić w racjonalny sposób, a mnisi z racji trybu życia i warunków klasztornych są niezwykle podatni na sugestie i mogą łatwo popadać w histerię. Czy wypadki których będzie świadkiem zachwieją jego pewnością siebie? Tym bardziej, że w klasztornych murach jego własne koszmary wracają ze zdwojoną siłą...


Klasztor w Himmerod istnieje w rzeczywistości. Co więcej  Schröder od kilkunastu lat regularnie go odwiedza i w jego murach pracuje nad swoimi kolejnymi powieściami z których akcję kilku (niestety, jeszcze w Polsce nie wydanych) umieścił w tym obiekcie. Jest to idealna sceneria dla historii takiej jak ta opisana w "Dniach ciemności" - tajemniczej, z elementami grozy i sensacji. 
Lektura jest niezwykle wciągająca, napisana barwnym językiem. Kolejne rozdziały odpowiadają kolejnym częściom tzw. liturgii godzin, czyli modlitwom odprawianym w klasztorach w określonych porach dnia i nocy. 
Pochwalić też trzeba polskiego wydawcę za oprawę graficzną -  mroczna okładka i szkice rozpoczynające każdy z rozdziałów są świetnym uzupełnieniem treści.

Polecam tę książkę wszystkim wielbicielom powieści z dreszczykiem, a sama czekam na możliwość zapoznania się ze "Świadectwem Judasza" a także z każdą następną książką tego autora, która ukaże się na polskim rynku.

Widok na klasztor od strony rzeki Salm


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Telbit.

poniedziałek, 26 września 2011

Wieś mojej młodości

Ponieważ ze mnie wieśniaczka z dziada pradziada to każda książka ze wsią w tle prześwietlana jest dokładnie i z każdej strony pod kątem realiów i tzw. "prawdy historycznej". I niestety dosyć często znajduję w tych dziełach takie androny, że rodzina ma zapewnioną rozrywkę przez kilka wieczorów. Zupełnie nie rozumiem autorów zabierających się za opisywanie środowiska o którym nie mają bladego pojęcia... Ale czasem trafiają się perełki po których widać, że autor albo zna realia z własnego doświadczenia albo szczegółowo rozpracował temat "sielskiego" wiejskiego bytowania.
Książka o której chcę dzisiaj napisać to jedna z takich właśnie powieści - od pierwszych stron widać, że autorka wie o czym pisze. "Lato Joanny" to powieść debiutantki Małgorzaty Cichalewskiej, dziennikarki, urodzonej na Mazurach a od kilku lat mieszkającej w Warszawie. 

Bohaterką książki jest Joanna Marzec, 22-letnia mieszkanka małej mazurskiej wioski Jagiełkowo, studiująca w Warszawie historię. Poznajemy ją w czerwcowy dzień kiedy wraca do domu z uczelni. Na szosie, którą wędruje ze stacji do rodzinnej wsi przypadkowo poznaje Tomasza, 40-latka z Warszawy, który porzucił miejski zgiełk, kupił dom na wsi i zajmuje się renowacją i sprzedażą starych mebli.
To przypadkowe spotkanie staje się początkiem fascynującej obydwie strony znajomości oraz źródłem kłopotów Joanny.
Bo wieś, pomimo, że akcja toczy się gdzieś w połowie lat 90-tych ubiegłego wieku, nie różni się pod względem mentalności zbyt wiele od wsi, której opis mamy w "Chłopach" Reymonta. Tu wszyscy o sobie wszystko wiedzą, opinia publiczna natychmiast piętnuje osoby wyróżniające się w jakiś sposób, a złośliwe i często bezpodstawne plotki roznoszą się szybciej niż wirus grypy. Joanna, która nie zadaje się z rówieśnikami (zwyczajnie nie ma na to czasu), nie chodzi na potańcówki do miejscowego klubu ani na wieczorne ogniska a poza tym jest jedyną studentką w wiosce jest niezwykle łakomym kąskiem dla miejscowych plotkar. A jak dołożyć do tego jeszcze jej widoczną zażyłość z Warszawiakiem to już wiadomo, że przez kilka miesięcy nie będzie miała spokoju. A Joanna ma jeszcze o wiele poważniejsze kłopoty - nie odnajduje się na uczelni, zawaliła dwa egzaminy i została wydalona z akademika. Zdecydowanie ciężkie lato przed nią...

Małgorzata Cichalewska pokazuje Joannę jako niezwykle wrażliwą młodą kobietę, która szuka swojego miejsca na ziemi. Jest to o tyle trudne, że dziewczyna nie pasuje ani do swojej wioski ani do wielkomiejskiego życia w stolicy i ma problemy z samoakceptacją. A co gorsza nie ma zbyt wielkiego oparcia we własnej rodzinie - ojciec nie żyje, matka boryka się z utrzymaniem rodziny a rodzeństwo z racji wieku nie jest w stanie jej zrozumieć. Dopiero Tomasz staje się jej prawdziwym przyjacielem.

Książka nie jest zbyt duża objętościowo - ma niewiele ponad 130 stron, więc wystarczy jedno popołudnie aby ją przeczytać. Czyta się dobrze co jest zasługą prostego i klarownego stylu autorki. Niestety są pewne niedociągnięcia, które z świetnej książki robią książkę dobrą. Po pierwsze czas akcji - fakt, że Joanna pamięta z dzieciństwa początek stanu wojennego sugeruje, że urodziła się gdzieś w pierwszej połowie lat 70-tych, więc 22 lata będzie miała w połowie lat 90-tych kiedy Internet w Polsce dopiero się rozwijał i niewiele osób prowadziło korespondencję drogą elektroniczną. Tymczasem w książce jest fragment o tym, że Joanna nie może prowadzić normalnej korespondencji mejlowej tylko musi pisać zwykłe listy. Niewiele jest też o ojcu dziewczyny, który zmarł trzy miesiące wcześniej (tak wynika z tekstu) a którego Joanna bardzo kochała.   Tymczasem nie ma nawet najmniejszej wzmianki o przeżyciach związanych z tą bolesną stratą, co więcej matka ma za złe córce, że nie chce iść na dyskotekę - nawet dzisiaj rzecz na wsi nie do pomyślenia, żeby w czasie żałoby bawić się na potańcówce. Wreszcie sprawa rodzeństwa - raz najstarsza jest Joanna, innym razem jej brat Mirek. 

Jednak pomimo tych usterek książka może być sympatyczną popołudniową lekturą.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Telbit.

niedziela, 10 kwietnia 2011

"Aleje wykolejeńców" Ilony Hruzik - recenzja i fotorelacja

Po raz kolejny zawitała do mnie „Włóczykijka”. Z koperty wyjrzała niewielka książeczka w brązowej, nieciekawej okładce. W księgarni pewnie bym na nią nawet nie zwróciła uwagi a szkoda by było bo pod nijaką okładką kryje się bardzo prawdziwy obraz naszej współczesności przepełniony ogromem emocji .

Książka Ilony Hruzik składa się z trzech opowiadań, których tematem przewodnim jest egzystencja rodzin dotkniętych alkoholizmem. Scenerię tych historii stanowi Bytom. Nie znajdziemy tu jednak opisu pięknego bytomskiego rynku czy ulic w centrum miasta. Autorka prowadzi nas do rozsypujących się familoków, do obskurnych mieszkań w zakazanych dzielnicach czy wreszcie do dworcowej poczekalni i  parkowych ławek okupowanych przez bezdomnych.

Tytułowe opowiadanie to historia Joli. Córka wiecznie pijanych rodziców nie ma żadnych szans aby wyjść ze swojego środowiska. Gwałt, wczesna ciąża, utrata dziecka odebranego jej zaraz po porodzie to zbyt duży ciężar z którym młoda dziewczyna nie jest sobie w stanie poradzić. Bez oparcia w rodzinie, bez pracy i mieszkania szybko znajduje się na marginesie społeczeństwa. Nikt nawet nie podejrzewa, że ta bezdomna, często podpita żebraczka ma w sobie ogromne pokłady wrażliwości i niesamowitą umiejętność obserwowania i opisywania otaczającego ją świata.

Drugie opowiadanie pt. „Życiorysy przeklęte” dotyczy problemu o którym ostatnio coraz głośniej się mówi a mianowicie nadużywania alkoholu wśród kobiet. Historia jakich wiele – przypadkowa znajomość, ciąża, szybki ślub pomimo ostrzeżeń przyjaciół i gorzka prawda: Barbara jest alkoholiczką. Pije pomimo ciąży, do porodu zgłasza się pod wpływem alkoholu a po urodzeniu Agatki potrafi zostawić wózek z kilkumiesięcznym dzieckiem na trzaskającym mrozie. Mąż próbuje walczyć z uzależnieniem żony jednak wszystkie metody zawodzą. Miota się w tym toksycznym związku, odchodzi i wraca, w pewnym momencie myśli nawet o samobójstwie. Przed ostatecznym rozwiązaniem powstrzymuje go tylko lęk o ukochaną córeczkę, która ma w nim jedyne oparcie.

„Tylko grudnia nie lubię” to z kolei historia spotkania dwójki młodych ludzi. Ona, z powodu alkoholizmu matki  wychowywała się w domu dziecka. On pochodzi z zamożnej ale rozbitej rodziny i właśnie przeżywa ogromną tragedię – u jego matki wykryto złośliwy nowotwór. Przypadkowe spotkanie w dworcowej poczekalni, kilkugodzinna, szczera „nocna Polaków rozmowa” pomogła nawiązać nić porozumienia i sympatii z której rozwija się prawdziwe i szczere uczucie.

Lektura tej książki w połączeniu z fatalną pogodą za oknem dosyć mocno mnie przygnębiła. Autorka opowiada w sposób bardzo realistyczny, nie upiększa swoich bohaterów, nie wymyśla cudownych Happy Endów ale nie pozbawia też zupełnie nadziei na zmianę losu. Jednak ta zmiana nie dokona się za pomocą magicznej różdżki czy szczęśliwego zbiegu okoliczności – trzeba o nią walczyć a i w takim wypadku wcale nie ma pewności, że wszystko się uda. Realizmu przedstawionym historiom dodaje sposób prowadzenia narracji. To ciąg retrospekcji, oderwanych obrazów z których wyłaniają się poplątane losy bohaterów ich tragiczne przeżycia i skromne marzenia.

Dlaczego  książka powinna dalej wędrować? Bo podejmuje bardzo poważny i ważny społecznie temat który może nas samych nie dotyczy osobiście ale pewnie w naszym otoczeniu znajdzie się przynajmniej jedna rodzina borykająca się z problemem alkoholowym i nie wolno nam być wobec nich obojętnym. Czasami wystarczy bardzo niewiele aby coś zmienić i dać szansę na nowe, lepsze życie…

Książka przeczytana w akcji "Włóczykijka"  dzięki wydawnictwu Telbit

A teraz będzie relacja z pobytu włóczącej się książki w moim domu:)

Otwieramy kopertę...

Książeczka i załączniki przesłane przez Tajemnicę:)

Przygotowania do lektury - papierowe ręczniki na wypadek "pocących się" oczu...

Dwie godziny i rolkę ręczników później...