Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przygodowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przygodowa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 czerwca 2015

Wakacyjne podróże w czasie i przestrzeni

Wakacje, znowu są wakacje :D



Co prawda jeszcze mam co nieco papierologii do odrobienia, ale już widać światełko w tunelu. Tradycyjnie wakacje spędzam w domu, więc pewnie częściej będę coś pisać, bo książek całkiem pokaźny stosik czeka na te wolne dni. Ciekawe, jaką aurę zafunduje nam tegoroczne lato - u nas wczoraj i dzisiaj padało... A jeśli na dworze plucha to można poczytać :)
Dzisiejsze rekomendacje co prawda dotyczą książek dla młodszej młodzieży, ale i dorosły może po te książki sięgnąć.

O cyklu "Kroniki Archeo" Agnieszki Stelmaszyk zdarzyło mi się już pisać kilkakrotnie (TU, TU i TU). Niedawno w moje ręce trafił kolejny tom przygód Ostrowskich i Gardnerów pt. "Szyfr Jazona".
W Ratyzbonie, podczas prac budowlanych zostaje odnaleziony grobowiec tajemniczej księżniczki. Znaleziskiem, oprócz archeologów, interesuje się kilka osób - szczególne emocje wzbudza zwierciadło z wygrawerowanymi symbolami. Wszystko wskazuje, że na lusterku jest zaszyfrowana jakaś ważna informacja...
Tym razem obydwie rodziny, panna Ofelia oraz "kasztelan" Ryszard Ostrowski przyjeżdżają do Paryża. Już na samym początku ktoś podmienia walizkę panny Ofelii, właściciel domu w którym rodziny wynajęły pokoje jest bardzo tajemniczy, a i sam dom okazuje się mieć swoje tajemne skrytki...
Gardnerowie i Ostrowscy (i ich dzieci również) zostają wplatani w niebezpieczną rywalizację pomiędzy grupami starającymi się odczytać symbole ze zwierciadła i odnaleźć mityczny skarb - złote runo z opowieści o Jazonie i wyprawie argonautów. Trop wiedzie z Paryża do Normandii, a następnie na Lazurowe Wybrzeże...

Tak jak poprzednie tomy książka charakteryzuje się wartką akcją, przygody są niebezpieczne (niektóre nawet bardzo), ale dzieciaki mają ogromne szczęście i z każdej opresji wychodzą cało. Dorosłemu mogą zgrzytać pewne nieścisłości, ale dzieciakom to nie przeszkadza.
Lektura w sam raz na deszczowy wakacyjny dzień :)

Więcej informacji  o tym co się działo z bohaterami książki można znaleźć na blogu Jima i Martina Gardnerów - http://www.tropiciele.tajemnic.pl/


Druga książka, którą chciałabym polecić również stanowi kontynuację powieści, którą czytałam kilkanaście miesięcy temu. Otóż "Starcie potworów" to drugi tom przygód rodzeństwa Walkerów, z którymi po raz pierwszy spotkałam się przy okazji "Domu Tajemnic".

Sytuacja finansowa rodziny znacznie się poprawiła, wiec młodzi Walkerowie mogą uczęszczać do najlepszej (a przy okazji najbardziej snobistycznej) szkoły w mieście. Niestety same pieniądze to nie wszystko - Eleanor i Brendan nie radzą sobie w nowym środowisku. Kordelii udaje się co prawda zasymilować w nowej szkole, ale i ona ma zmartwienia - młody lotnik, którego poznała w czasie przygód opisanych w "Domu Tajemnic" zniknął...
Jakby tego wszystkiego było mało okazuje się, że Wichrowa Wiedźma nadal żyje a jej ojciec, Król Burz, zrobi wszystko aby odnaleźć córkę oraz "Księgę życzeń i zagłady". Rodzeństwo po raz kolejny będzie musiało stawić czoła niebezpieczeństwom, które kryją się w książkach Denvera Kristoffa. Los rzuci ich w sam środek rzymskiego amfiteatru, znajdą się w samym centrum walk z nazistami, wreszcie trafią do tybetańskiego klasztoru...

Spora dawka adrenaliny, trochę magii i fantastyki (miejscami naukowej), nieco dobrego humoru - to sprawdzona recepta na sukces. Zadziałało przy poprzednim tomie, zadziałało i teraz, tylko... Mam wrażenie, że w kilku miejscach autorzy zabrnęli za daleko w  wymyślaniu fantastycznych perypetii i nie bardzo wiedzieli jak wybrnąć z opresji. Tak, że niektóre rozwiązania mocno naciągane są. Ale ogólnie może być - 12-15 latkom powinno się podobać.

poniedziałek, 2 marca 2015

Życie na drzewie może być niezwykle ekscytujące

Tobi ma 12 lat, ale okoliczności tak się ułożyły, że od niego zależy los jego rodziców i przyjaciół. Ścigany jak dzikie zwierzątko nie tylko przez brutalnych bandytów, ale również przez zwykłych obywateli skuszonych ogromną nagrodą, musi się ukrywać i co najgorsze nie może właściwie nikomu zaufać...

Autorem książki o przygodach Tobiego jest francuski pisarz i dramaturg Timothee de Fombelle. "Tobi" to jego debiut literacki, za który otrzymał w 2006 roku prestiżową nagrodę Prix Saint-Exupery przyznawaną najlepszym książkom dla młodych czytelników.

De Fombelle stworzył niezwykle ciekawą i wciągającą historię. Tobi i jego pobratymcy to mikroskopijne stworzonka (chłopiec ma 1,5 mm wzrostu) zamieszkujące ogromne Drzewo. Społeczeństwo drzewnych ludzi, podobnie jak to się ma w naszym świecie, jest zróżnicowane tak pod względem majątkowym jak i intelektualnym. Najbogatsi mieszkają w górnych partiach Drzewa, tzw. Wierzchołkach, mają tam piękne rezydencje, rozległe ogrody i otaczają się kosztownymi przedmiotami. Ci którym się mniej poszczęściło zamieszkują niższe, mniej słoneczne rejony, drążą w korze  niewielkie mieszkania i pracują aby utrzymać swojej rodziny - zajmują się głównie produkcją żywności. Wreszcie najniżej położone tereny, noszące nazwę Dolnych Gałęzi to swoiste pogranicze i miejsce gdzie nikt nie zapuszcza się o ile nie musi - niemal nie widać tam słońca, jest wilgotno i chłodno. Jest to również miejsce w które trafiają osoby wydalone z wyższych rejonów - kolonia karna dla wrogów Drzewa.
I właśnie w charakterze takich zesłańców trafia tam rodzina Lolnessów. Ojciec Tobiego jest jednym z najwybitniejszych uczonych na drzewie, przez wiele lat jego prace z dziedziny nauk przyrodniczych oraz liczne wynalazki dawały mu miejsce wśród elity intelektualnej Drzewa. Niestety jedna decyzja przekreśla jego karierę i uczony wraz z żoną i synem musi opuścić Wierzchołki i rozpocząć życie wygnańca. Lolnessowie przyjmują swój los ze spokojem, jednak to jeszcze nie koniec ich problemów. Na Drzewie jest ktoś, kto bardzo chciałby poznać sekret jednego z wynalazków profesora Lolnessa oraz zdobyć pewną niezwykle cenną rzecz znajdującą się w jego posiadaniu...

"Tobi" to właściwie powieść fantastyczno - przygodowa dla młodzieży, ale może stanowić świetną lekturę również dla dorosłego czytelnika. Autor zgrabnie buduje napięcie, wprowadza nieoczekiwane zwroty akcji i robi wszystko aby przyciągnąć uwagę czytelnika - nie sposób się oderwać od tej książki. Ogromną zaletą tej powieści jest kreacja bohaterów, tak pierwszoplanowych, jak i tych występujących tylko w epizodach. De Fombelle stworzył postaci niezwykle różnorodne pod względem charakterologicznym, prawdziwe, takie z którymi można się identyfikować i wobec których nie można być obojętnym. Owszem jest tu podział na dobrych i złych, ale jest też sporo postaci, które nie są jednoznaczne, które ewoluują, robią błędy i mają mozliwość zmiany swojego postępowania - czytelnik może im kibicować, ale również może się zastanowić jak on sam postąpiłby w danej sytuacji.
Poza wszystkim "Tobi" to powieść z przesłaniem. W książce są bardzo silne akcenty ekologiczne - Sim Lolness dostrzega niebezpieczeństwo nastawionej tylko na zysk gospodarki rabunkowej, ostrzega przed niszczeniem środowiska, propaguje ochronę ekosystemu w którym przyszło mu funkcjonować. Co ważne autor pisze o tym w taki sposób, że zupełnie nie czuć dydaktyzmu i moralizatorstwa.

"Tobi" to piękna i świetnie napisana historia. Dodatkowym bonusem są ciekawe ilustracje, które współgrają z tekstem i są pełne humoru. Serdecznie polecam lekturę tej powieści :)

A na koniec dodam, że właśnie kończę czytać drugą część przygód Tobiego. Dopiero tam się dzieje... 

piątek, 16 stycznia 2015

Daj się wciągnąć tej grze

Nie od dzisiaj wiadomo, że gry komputerowe bywają bardzo wciągające - niektórzy wręcz tracą poczucie rzeczywistości uczestnicząc w szczególnie ekscytującej rozgrywce. Ale chyba nie ma bardziej wciągającej gry niż "Hyperversum". Przekonała się o tym grupa przyjaciół, których wspólna rozgrywka dosłownie przeniosła w czasie i przestrzeni...

Cecilia Randall jest włoską pisarką, specjalizującą się w powieściach dla młodzieży. Jej debiut to właśnie "Hyperversum", które ujrzało światło dzienne w 2006 roku (polska premiera 2011). Pisarka ma na swoim koncie jeszcze dwie powieści będące kontynuacją jej debiutu (jedna z nich "Hyperversum. Sokół i lew" ukazała się w Polsce w ubiegłym roku), a najnowsza jej książka przenosi czytelnika do Florencji czasów Wawrzyńca Medyceusza.

Ian, Daniel, Jodie, Martin, Carl i Donna rozpoczynając rozgrywkę nie mieli pojęcia, że gra przerzuci ich ze współczesnego Phoenix w stanie Arizona do trzynastowiecznej Francji (trafiają w okolice miasta Arras). 
Jest wiosna roku pańskiego 1214 - tereny gdzie trafili młodzi Amerykanie leżą na pograniczu francusko-angielskim, które znajduje się w przededniu wojny pomiędzy Filipem Augustem a Janem Bez Ziemi. Młodzi ludzie zostają rozdzieleni - Ian, Daniel, Jodie i Martin trafiają po licznych perturbacjach pod opiekę możnego feudała Jeana de Ponthieu, natomiast po pozostałej dwójce nie ma śladu. Przyjaciele mają jednak szczęście w nieszczęściu - Ian jest historykiem specjalizującym się w dziejach średniowiecznej Francji, a praca doktorska, którą właśnie przygotowywał dotyczy rodów de Ponthieu i de Montmayeur. Siłą rzeczy ma duże wiadomości na temat tradycji  i obyczajów czasów do których trafili, zna łacinę, a ponieważ trenował szermierkę potrafi posługiwać się mieczem. Jego wiadomości, umiejętności oraz siła woli niejednokrotnie ratują życie całej czwórki. Przyjaciele, pomimo, że udaje im się w miarę oswoić w nowych warunkach martwią się losem zaginionej dwójki a także tym jak (i czy w ogóle kiedykolwiek) uda im się wrócić do swoich czasów.

Książka Cecilii Randall reklamowana była jako powieść fantasty i między innymi z tego powodu trafiła na moją półkę. Przeleżała tam stosowny okres czasu, aż wreszcie doczekała się na swoją kolej. I tu spotkała mnie pierwsza niespodzianka - jedyny element fantastyczny to przeniesienie w czasie... Tak więc wielbicieli fantastyki, którzy byliby zainteresowani jej lekturą uczciwie ostrzegam - to nie jest w żadnym wypadku fantasy. 
Już wiadomo czym nie jest ta książka, więc może słów parę na temat tego czym jest w rzeczywistości. Otóż "Hyperversum" to świetna powieść historyczno - przygodowa. Wiele osób występujących w książce to postacie historyczne i ich dzieje w omawianym okresie są odtworzone zgodnie z prawdą. Również w zgodzie z prawdą historyczną przedstawione są wydarzenia z wieńcząca powieść bitwą pod Bouvines na czele. Autorka przedstawia w swojej powieści obyczaje tamtych czasów (np. zwyczaje rycerskie, kulturę dworską, stroje, uzbrojenie, itd.), wygląd zamków, miasteczek i wiosek.
Powieść ma wartką akcję, czytelnik nie powinien się nudzić - osadzenie akcji na pograniczu, konflikty pomiędzy feudałami w które wplątują się bohaterowie, zderzenie dwudziestowiecznej mentalności ze średniowiecznymi realiami, wreszcie wątek romansowy sprawią, że kilkanaście godzin, które trzeba poświęcić na lekturę (prawie 750 stron) minie jak z bicza strzelił.

A ja już wiem co sobie zażyczę na urodziny - oczywiście drugi tom "Hyperversum" :)

Książka bierze udział w wyzwaniu "Grunt to okładka"

niedziela, 11 maja 2014

W poszukiwaniu bożej zabawki

Gdybym miała układać swoją listę najlepszych filmów wszech czasów zapewne znaleźliby się na niej "Poszukiwacze zaginionej arki" - historia archeologa, profesora uniwersytetu i podróżnika Indiany Jonesa, który wyrusza na poszukiwanie jednego z najbardziej chyba znanych artefaktów czyli Arki Przymierza. To oczywiście nie jedyne dzieło kultury popularnej wykorzystujące motyw pogoni za legendarnym przedmiotem (chociażby Robert Langdon poszukujący świętego Grala w bestsellerowym "Kodzie Leonarda da Vinci"), ale jak dla mnie najlepsze - duża w tym zasługa cudnego Harrisona Forda...

Wspominam "Poszukiwaczy zaginionej arki" ponieważ trafiła w moje ręce "Zabawka Boga", książka polskiego pisarza i podróżnika Tadeusza Biedzkiego, która również opowiada o poszukiwaniach prowadzonych przez autora i jego żonę Wandę.
Pewnego dnia do Tadeusza przychodzi list aż z Etiopii. Nadawcą jest Andrzej, jego kolega ze studiów, który został zakonnikiem i przez kilkanaście lat przebywał w różnych klasztorach na Bliskim Wschodzie i w Afryce. W liście Andrzej pisze, że trafił na ślad niezwykłej relikwii - małego drewnianego osiołka, zabawki, którą dla małego Jezusa zrobił święty Józef. 
W ręce Andrzeja trafiły dokumenty, które opowiadały o historii boskiej zabawki, oraz wiersz w którym zaszyfrowane zostało miejsce jej ukrycia. Tadeusz  i Wanda wyruszają na wyprawę w poszukiwaniu drewnianego zwierzątka.

Akcja książki Tadeusza Biedzkiego toczy się w trzech planach czasowych - współcześnie, w I wieku po Chrystusie oraz w czasach wypraw krzyżowych, czyli w na przełomie XII i XIII wieku. Narratorem części współczesnej jest sam autor, krucjaty oglądamy oczyma Rajmunda Amanda, członka zakonu templariuszy, natomiast po Judei oraz sąsiednich prowincjach w pierwszych latach chrześcijaństwa wędrujemy wraz z Jefraimem, sierotą, którym zaopiekował się Jan, ukochany uczeń Jezusa.

Powieść ma wartką akcję, fikcja miesza się z faktami historycznymi, zdecydowana większość bohaterów to postacie znane z kart Pisma Świętego i opracowań historycznych. Również opisy miejsc które przyjdzie odwiedzić Jefraimowi i Rajmundowi oparte są na źródłach historycznych. Książkę wydało Bernardinum, a  każdy, kto chociaż raz miał w ręce ich publikacje dotyczące w jakimś stopniu podróży wie, że znakiem firmowym tego wydawnictwa są przecudnej urody fotografie. Tak jest również w tym wypadku - fotografie, ryciny oraz mapy stanowią integralną część tej opowieści, pomagają wczuć się w klimat epoki i zwyczajnie cieszą oko.

"Zabawka Boga" to powieść sensacyjno-historyczna z wątkami religijnymi. Ale może również stanowić coś na kształt przewodnika dla osób wybierających się do miejsc w niej opisanych, bowiem Tadeusz i Wanda, oprócz miejscowości odwiedzanych przez tłumy turystów zaglądają do takich, o których mało kto słyszał.
Serdecznie polecam:)

PS. Ale się wstrzeliłam z tym wstępem - w TVP2 właśnie lecą "Poszukiwacze"...

środa, 4 grudnia 2013

Powieściowy rollercoaster

Alfred Hitchcock, jeden z najsłynniejszych reżyserów ubiegłego wieku powiedział kiedyś, że "film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć". Słowa wielkiego mistrza niezaprzeczalnie wziął sobie do serca inny filmowy twórca, tylko, że tym razem zastosował je pisząc swoją debiutancką książkę.
Chris Columbus, bo o nim mowa, jest amerykańskim reżyserem, scenarzystą i producentem, a jego najsłynniejsze dzieła to "Pani Doubtfire", "Gremliny rozrabiają", dwa pierwsze filmy z serii o Harrym Potterze oraz filmy o małym Kevinie, który pechowym zbiegiem okoliczności spędza święta sam  - raz w domu, a raz w Nowym Jorku;)
Columbus do współpracy nad "Domem Tajemnic" zaprosił  popularnego w Stanach Zjednoczonych autora książek dla młodzieży nazwiskiem Ned Vizzini i ze współpracy obu panów powstała książka, którą miałam właśnie okazję przeczytać.

Walkerowie mają kłopoty finansowe. Ojciec rodziny, znany chirurg, stracił właśnie pracę, w sądzie toczy się przeciw niemu sprawa wniesiona przez pacjenta, oszczędności topnieją i trzeba drastycznie ciąć wydatki. W związku z tym rodzice sprzedali dom i obydwa samochody a teraz szukają jakiegoś mieszkania. Agentka nieruchomości proponuje im zakup pięknego, całkowicie urządzonego domu w dobrej dzielnicy, który podejrzanie mało kosztuje... Rodzice cieszą się, że trafiła im się taka okazja, natomiast trójka ich dzieci od razu wyczuwa, że z domem jest coś nie w porządku. Szybko się okazuje, że  dzieciaki mają rację, a z domem Kristoffa (jego pierwszym właścicielem był pisarz Denver Kristoff) związana jest mroczna i groźna tajemnica. Utwierdza ich w tym wizyta sąsiadki, która twierdzi, że jest córką pisarza i na oczach przerażonej rodziny zmienia się w potężną i groźną Wichrową Wiedźmę. Huragan przez nią wywołany niszczy wnętrze domu, rodzice gdzieś znikają, a dzieci trafiają do jakiegoś alternatywnego świata pełnego fantastycznych miejsc i osób.
Kordelia, Brendan i Eleanor dosyć szybko dochodzą do wniosku, że trafili do świata powieści, których autorem był Kristoff, jednak nie mają żadnego pomysłu jak się z niego wydostać...

"Dom tajemnic" to książka z pogranicza powieści przygodowej i fantastyki. Mamy tu czary, olbrzyma, piratów, wiedźmę, tajemniczą księgę, która spełnia życzenia, rozbójników i jeszcze wiele innych elementów charakterystycznych dla tych gatunków literackich - do wyboru do koloru. Akcja powieści gna na złamanie karku, właściwie nie ma nawet chwili na odpoczynek i złapanie oddechu, pokuszę się o stwierdzenie, że widać iż autorem jest człowiek związany z przemysłem filmowym - "Dom Tajemnic" to niemal gotowy scenariusz filmu. Trochę na tym cierpi charakterystyka postaci - bohaterowie są zaledwie naszkicowani i niewiele się o nich dowiadujemy. Podziwiać jednak należy fantazję autorów w kreowaniu powieściowej rzeczywistości - książka jest pierwsza z cyklu i już jestem ciekawa co wydarzy się w kolejnych odsłonach przygód rodzeństwa Walkerów.

Całkiem nieźle się bawiłam czytając tę powieść, pragnę jednak stanowczo zaznaczyć, że przeznaczona jest dla MŁODEGO CZYTELNIKA i wytrawni znawcy fantastyki niech po nią raczej nie sięgają.

niedziela, 30 grudnia 2012

Judasz - czy aby na pewno zdrajca?

Szalony plan brytyjskiego arystokraty lorda Arthura Pembroke'a połączył na przełomie XIX i XX wieku losy zbankrutowanego uczonego, włamywacza z talentem malarskim, notorycznego hazardzisty i artystki cyrkowej tworząc z nich zespół, którego zadaniem miało być odnalezienie pewnego niezwykle cennego, starożytnego rękopisu. Ów manuskrypt to Ewangelia Judasza - pismo, które może zupełnie odmienić losy ludzkości, rzucające nowe światło na istotę Jezusa oraz na rolę Judasza w dziele zbawienia.

Czwórka ludzi, których więcej dzieli niż łączy, początkowo nastawiona dosyć wrogo do siebie nawzajem musi połączyć wysiłki aby wykonać narzucone sobie zadanie i aby, co ważniejsze, wyjść cało z opresji. Szybko bowiem okazuje się, że tropem zaginionego papirusu podąża ktoś jeszcze. Ktoś nie mniej zdeterminowany niż wysłańcy lorda Arthura i używający wszelkich środków aby przechwycić notatki wskazujące miejsce ukrycia cennego rękopisu. 

Rainer M. Schröder to pisarz pochodzący z Niemiec, chociaż od pewnego czasu mieszkający w Stanach Zjednoczonych. Na polskim rynku ukazały sie jak dotąd dwie jego książki (obydwie nakładem wydawnictwa Telbit) a mianowicie "Dni ciemności" (opinia TUTAJ) oraz "Świadectwo Judasza".

"Świadectwo" to książka z gatunku przygodowo-sensacyjnego, chociaż nie brak w niej elementów grozy. Główni bohaterowie muszą radzić sobie z rozmaitymi (bywa, że i nadprzyrodzonymi) problemami a konieczność współpracy, wymuszone zaufanie do towarzyszy niedoli przeradza się wkrótce w przyjaźń. Każdy z nich posiada pewne szczególne umiejętności, które okażą się pomocne w ich długiej i niebezpiecznej podróży przez kraje i kontynenty. 
Lektura jest wciągająca, chociaż sporo w niej informacji na temat historii, teologii, sztuki i kryptologii. Szczególnie owa kryptologia jest ciągle obecna na kartach książki, bowiem nasi bohaterowie nie szukają Ewangelii Judasza po omacku - rolę ich przewodnika pełni  notes Mortimera Pembroke'a, starszego brata sir Arthura, który zakodował w nim miejsce ukrycia rękopisu. 
Autor wykonał ogromną pracę jeśli chodzi o realia - opisuje miejsca w których toczy się akcja powieści, życie codzienne w tamtych czasach, ubiory, rozrywki czy wreszcie środki lokomocji. Bohaterowie podróżują Orient Ekspressem, mają możliwość zobaczyć jedną z pierwszych łodzi podwodnych, używają telefonu a równocześnie zmuszeni są do wyprawy w miejsca gdzie można dotrzeć jedynie konno lub wręcz na piechotę.

Przy okazji lektury powieści można się natknąć na miejsca, wydarzenia czy postacie znane z innych lektur - ot, chociażby na belgijskiego detektywa podróżującego Orient Ekspressem. To dodatkowa przyjemność przy lekturze - wyszukiwanie nawiązań do mniej lub bardziej znanych dzieł literatury, sztuki czy filmu. Ale czyż może być inaczej w książce gdzie jeden z głównych bohaterów nosi imię Byron a nazwisko innego brzmi Alistair McLean?

Serdecznie zachęcam do przeczytania tej książki - szczególnie wielbiciele Indiany Jonesa, profesora Roberta Langdona czy naszego skromnego Pana Samochodzika powinni być usatysfakcjonowani.

środa, 24 października 2012

Pasja, odwaga, determinacja... czy zwykły upór i głupota?

O Wandzie Rutkiewicz, Amelii Erhart i Karen Blixen słyszeli chyba wszyscy, spora grupa osób potrafiłaby powiedzieć coś o Kindze Choszcz, Piotrze Morawskim czy Erneście Shackletonie, natomiast  nazwiska Aziz Binebine, Curtis Welch, Fernando Parrado nic nam własciwie nie mówią. Co łączy te 9 osób i jeszcze kilka innych tu nie wymienionych? Otóż zdarzyło im się pokonać kolejną granicę ludzkich możliwości, sięgnąć dalej, wyżej, głębiej, pobić kolejny rekord lub przeżyć coś niesamowitego, coś zdawałoby się niemożliwego dla ludzkiego organizmu.

"Raport specjalny. 20 niesamowitych historii" to zebrane w jednej książce historie takich niesamowitych ludzi i ich przeżyć. Pierwotnie były to artykuły drukowane w  wydawanym przez National Geografic piśmie "Traveler", powstały pomiędzy 2008 a 2011 rokiem i jak pisze w krótkim wstępie Martyna Wojciechowska szybko stały się jednym z najpopularniejszych cyklów.

Raport opowiadał o podróżnikach, himalaistach, zapaleńcach bijących kolejne rekordy, o ludziach z pasją, którym nie wystarczało zwykłe, ustabilizowane życie. Inną grupę bohaterów tych raportów stanowią z kolei zwykli ludzie, którzy na skutek tragicznego zbiegu okoliczności musieli stanąć do walki z siłami przyrody i własną słabością aby zachować życie - czytelnik pozna historię marokańskiego oficera więzionego przez 18 lat w celi pozbawionej światła, członków drużyny rugby, których samolot rozbił się wysoko w Andach czy młodego Amerykanina, zmuszonego odciąć sobie przygniecioną głazem rękę aby uratować życie.

Część z tych historii ma szczęśliwy finał, ale nie wszystkie. Dla Wandy Rutkiewicz, Amelii Erhart, Kingi Choszcz czy Piotra Morawskiego kolejna wyprawa stała się tą ostatnią, los nie był również łaskawy dla Steve'a Fosseta, Raymonda Maufraisa, Christophera J. McCandlessa,...

Czytając książkę nie raz i nie dwa razy zastanawiałam się gdzie kończy się pasja i odwaga a zaczyna zwyczajna bezmyślność i brawura. Wielu z tych tragicznych wypadków można było uniknąć, niejednokrotnie przyczyną tragedii stało się zwyczajne niedopatrzenie, rutyna, która zabija czujność - przecież tyle razy się udało, więc i tym razem nic mi się nie stanie. Niestety, ten jeden jedyny raz szczęście zawiodło...

Serdecznie polecam książkę wielbicielom opowieści podróżniczych i przygodowych a także biografii - znajdziecie tu ciekawe historie i piękne zdjęcia, które oprócz tego, że poszerzą waszą wiedzę może skłonią do refleksji nad kruchością i ulotnością ludzkiego życia. 

wtorek, 16 października 2012

Lektury małoletniej Ani - odc.6

Jesienna pogoda sprzyja jednakowoż wspominkom...

Kolejny z zapomnianych już dzisiaj francuskich mistrzów "płaszcza i szpady", którego książka rozpalała  wyobraźnię nastolatki to Paul Feval.
Przyszedł na świat w 1817 roku, z pochodzenia był Bretończykiem a z zawodu prawnikiem. Nie zrobił jednak kariery sądowej i musiał imać się rozmaitych zajęć aby mieć z czego żyć. Spróbował też swoich sił w dziedzinie literatury i to okazało się strzałem w dziesiątkę. Już jego debiutancka nowelka pt. "Klub fok" zyskała duże uznanie wśród czytelników "Paryskiego Przeglądu" a młody autor miał otwarte drzwi do największych francuskich czasopism. Kolejne utwory potwierdzają talent dwudziestokilkuletniego adwokata i skutkują propozycją wydania powieści. Feval miał początkowo obiekcje, bo wydawca zażyczył sobie powieści, której akcja toczyć się miała w ówczesnym Londynie - tymczasem pisarz niemal zupełnie nie znał angielskich realiów. W końcu przyjął propozycję a "Tajemnice Londynu" stały się ogromnym sukcesem wydawniczym. Odtąd Feval zaliczony został do grona najwybitniejszych pisarzy francuskich a wszystkie jego powieści były rozchwytywane przez zachwyconych czytelników co przełożyło się również na zdecydowaną poprawę jego warunków materialnych. Niestety wskutek nieprzemyślanych inwestycji pisarz utracił niemal cały majątek, wkrótce zmarła jego żona a on sam został sparaliżowany, a co za tym idzie niezdolny do pisania. Ten uwielbiany przez współczesnych pisarz zmarł w biedzie w 1887 roku jako pensjonariusz jednego z paryskich hospicjów.

Mój domowy egzemplarz nosi liczne
ślady obcowania z czytelnikami;)
Największą część twórczości Fevala stanowią kryminały, ale nie gardził też innymi gatunkami literackimi - można go uznać (obok Brama Stockera) za ojca powieści "wampirycznych", pisał utwory obyczajowe, religijne oraz historyczno-przygodowe. I to te ostatnie, a właściwie jeden z nich, przyniosły mu ponadczasową sławę.
Utwór o którym mowa to "Kawaler de Lagardere", znany również pod tytułem "Garbus" - książka wydana została w 1857 roku a pierwsze polskie wydanie datuje się na rok 1914.

Tytułowy bohater to dziecko paryskiej ulicy, sierota bez nazwiska (Lagardere to nazwa pałacu w którego ruinach pomieszkiwał), niezwykle uzdolniony szermierz, zabijaka i utracjusz, chodzący własnymi drogami, łamiący serduszka romantycznych dam i ich pokojówek, szczęściarz, który potrafił wyjść cało z największych opresji. Przypadkiem wplątuje się w konflikt pomiędzy dwoma z najpotężniejszych ludzi we Francji księcia Gonzagi i księcia de Nevers, a kiedy ten ostatni umiera na skutek ran odniesionych w pojedynku Lagardere bierze na siebie odpowiedzialność za jego dziecko, maleńką Aurorę, owoc tajemnego związku łączącego Neversa z narzeczoną Gonzagi...
Wagabunda musi zmienić swoje życie, porzucić nazwisko, ukrywać się przed mściwym i potężnym magnatem i zająć się wychowaniem i ochroną powierzonego mu niemowlęcia...

"Kawaler de Lagardere" to przede wszystkim opowieść "płaszcza i szpady" gdzie znajdziemy liczne pojedynki, galopady, ucieczki, porwania i cudowne ocalenia, będzie też wątek uczuciowy, chociaż w nieco innej formie niż ta do której przyzwyczaił nas mistrz gatunku Aleksander Dumas. Ale książka Fevala promuje takie cechy jak przyjaźń, odpowiedzialność, dotrzymywanie danego słowa, poświęcenie i odwagę. Zaznaczam jednak od razu, że nie jest to niestrawne moralizatorstwo - autor potrafi mówić o tych wartościach niejako przy okazji, mimochodem, ale tak, że zapada to głęboko w serce i umysł czytelnika.

Książka Fevala doczekała się kilku ekranizacji, ostatnio w 1997 roku powstał film "Na ostrzu szpady" w reżyserii P. de Broca. Jak dla mnie najlepsza jest jednak wersja z 1959 roku (film nosił tytuł "Garbus") gdzie główną rolę grał ówczesny niekwestionowany amant francuskiego kina Jean Marais.

Jean Marais jako Lagardere

środa, 26 września 2012

Płaszcz, szpada i smoki

Jedną z najważniejszych książek mojej młodości byli "Trzej muszkieterowie" Aleksandra Dumasa. Powieść czytałam kilkakrotnie, oglądałam jej przeróżne ekranizacje i kochałam się właściwie w każdym z czterech przyjaciół. Nic więc dziwnego, że kiedy w ofercie Świata Książki zobaczyłam notkę o powieści muszkieteropodobnej decyzja podjęła się sama - muszę to przeczytać!
Dzisiaj zakończyłam lekturę i... Właściwie będę chwalić ale nie do końca.

"Szpady kardynała" Pierre'a Pavela to pierwszy tom historii o elitarnej kilkuosobowej grupie żołnierzy-najemników na służbie kardynała Richelieu. Oddział został rozwiązany po oblężeniu twierdzy La Rochelle - jeden z żołnierzy okazał się zdrajcą, a jego zdrada kosztowała życie innego z towarzyszy.
Teraz, po kilku latach, kiedy Francja staje przed poważnym zagrożeniem ze strony Hiszpanii kardynał Richelieu wzywa do siebie kapitana La Fargue, dawnego dowódcę Szpad i nakazuje mu reaktywować oddział. Ewentualne protesty ze strony starego żołnierza zostają zduszone w zarodku - kardynał wie zbyt dużo o nim i jego najbliższych i może tę wiedzę wykorzystać...
La Fergue odnajduje swoich podkomendnych - Almades uczy fechtunku, Marciac utrzymuje się z gry w karty, Leprat służy w szeregach królewskich muszkieterów, Agnes de Vaudreuil nudzi się w swoim zamku, od czasu do czasu wyciągając z kłopotów Ballardieu - wszyscy odpowiadają na wezwanie chociaż zdają sobie sprawę z tego, że kardynał nie jest osobą, delikatnie mówiąc, godną zaufania.

Rozpoczyna się gra na śmierć i życie, gra w której nie ma określonych reguł i w której do końcanie wiadomo kto jest przyjacielem a kto wrogiem...

Pierre Pavel tworząc swoją książkę wykorzystał najlepsze wzorce gatunku - mamy odważnych i lojalnych zabijaków, przebiegłych szpiegów, czarny charakter w pięknym damskim wydaniu, są pojedynki i zasadzki, ucieczki i porwania, nagłe zwroty akcji, czyli wszystko to co sprawia, że czytelnik pochłania kolejne stronice z zapartym tchem i zapomina o realnym świecie. I gdyby autor trzymał się w konwencji "płaszcza i szpady" to byłaby to naprawdę dobra książka. Niestety, postanowił wzbogacić fabułę poprzez wprowadzenie elementów fantastyki. I o ile okultyzm i praktyki czarnoksięskie były w XVII-wiecznej Francji na porządku dziennym  to kiedy pojawiły się w tekście wiwerny, smokoty (domowe zwierzątka) czy draki (mieszańce ludzi i smoków) zaczęłam się zastanawiać jaki był cel wprowadzenia tych istot. Nie wpływają jakoś specjalnie  na rozwój akcji, miałam wrażenie, ze trochę na siłę były przyczepione - taki przysłowiowy kwiatek do kożucha.
I w związku z tą nieszczęsną fantastyką nie potrafię jakoś jednoznacznie ocenić tej książki. Chociaż z drugiej strony plusy przeważają...

Tak więc jeśli ktoś lubi książki z gatunku "płaszcza i szpady" a nie przeszkadzają mu fantastyczne doklejki to "Szpady kardynała" powinny mu przypaść do gustu.
A ja z niecierpliwością czekam na tom drugi, bo pierwszy pozostawił jeszcze wiele pytań bez odpowiedzi...

sobota, 28 lipca 2012

Tydzień z JIK-iem - dzień siódmy: "Historia o Janaszu Korczaku i o pięknej miecznikównie"

Rozpoczynając ten tydzień zastanawiałam się którą z powieści Kraszewskiego zostawić sobie na dzisiaj - na dzień dwusetnej rocznicy urodzin wielkiego pisarza. I w pewnej chwili mnie olśniło - no jak to którą? - tę od której wszystko sie zaczęło...

Akcja powieści toczy się w latach 80-tych XVII wieku, za czasów króla Jana III Sobieskiego. Janasz Korczak to sierota wychowany przez miecznikostwo Zboińskich, daleki powinowaty pana miecznika. Jest rok 1683, szykuje się wyprawa wiedeńska na którą wybiera się również miecznik Zboiński. Tymczasem sprawy majątkowe wymagają wizyty w leżącym nieopodal Kamieńca Podolskiego Gródku, którym zarządza niejaki Dorczak. Sądząc, że wyprawa nie będzie zbyt niebezpieczna, bo Turcy i Tatarzy pociągnęli pod Wiedeń do Gródka udaje się pani miecznikowa z córką Jadwigą, natomiast Janasz dowodzi niewielkim oddziałem zbrojnych mających ochraniać podróżujące kobiety.
Na miejscu okazuje się, że Dorczak jest, delikatnie mówiąc, nierzetelnym dzierżawcą, że nie wszyscy Tatarzy poszli pod Wiedeń i podróż, która wydawała się miłą rozrywką staje się śmiertelnie niebezpieczna. A jakby tego było mało miecznikowa zauważa, że siostrzano-braterskie relacje pomiędzy Jadzią i Janaszem przybierają całkiem inne zabarwienie...

"Historię o Janaszu Korczaku i o pięknej miecznikównie przeczytałam w wieku lat trzynastu, kiedy to po paskudnej operacji musiałam przez kilka tygodni leżeć plackiem w szpitalu a potem w domu - połknęłam wtedy m.in."Trylogię", "Quo vadis", "Przeminęło z wiatrem" i "Cichy Don" oraz wspomnianą książkę Kraszewskiego. To było pierwsze spotkanie z pisarzem i bardzo dla mnie udane. Na fali zachwytu złapałam wtedy również "Starą baśń", która była w zestawie lektur dodatkowych do klasy VII lub VIII i, jak to już przy okazji tamtej książki pisałam, poległam niestety...

Co takiego zachwyciło mnie w tej książce? Po pierwsze intryga - wydarzenia pędzą jedno po drugim, są potyczki, ucieczki, ukryte skarby, nieszczęśliwa miłość, cudowne zbiegi okoliczności czyli wszystko co składa się na typową przygodówkę. Kraszewski stworzył typ powieści historyczno-przygodowej, którą później do mistrzostwa doprowadził Sienkiewicz pisząc swoją "Trylogię".
 Bohaterowie powieściowi są różnorodni, reprezentują wszelkie stany ówczesnego społeczeństwa, Kraszewski niezwykle plastycznie opisuje życie na kresach Rzeczpospolitej, życie w ciągłym strachu przed napadami tatarskimi i tureckimi, prowadzi nas do szlacheckich dworków oraz na królewskie komnaty, ukazuje mentalność ludzi schyłku Rzeczpospolitej szlacheckiej, gotowych na największe nawet niebezpieczeństwa w imię honoru. Wszystko to jest jednak tylko tłem dla pięknej, niezłomnej, niemal idealnej miłości jaka połączyła Janasza i Jadzię. Miłości zdawałoby się niemożliwej do spełnienia...

A przecież książki o takiej właśnie miłości lubimy najbardziej, prawda?

sobota, 23 lipca 2011

Kowboj i nauczycielka czyli miłość na Dzikim Zachodzie

Wyobraźcie sobie taki widok - bezkresna, porośnięta karłowatą roślinnością przestrzeń, w oddali sine pasmo gór. Równowagę pustynnego krajobrazu zaburza kilka drewnianych baraków i ciemna kreska linii kolejowej znad której w oddali widać stale powiększający się kłąb dymu zwiastujący zbliżanie się pociągu. Stalowy potwór zatrzymuje się ze zgrzytem przy barakach a oczom podróżnych, zmęczonym jednostajnością krajobrazu, ukazuje się taki widok - "Leniwie oparty o ścianę, stał wysmukły młody olbrzym, piękniejszy niż na obrazach, w szerokim miękkim kapeluszu zepchniętym z czoła, w luźno związanej ciemnoczerwonej chuście na szyi, z wielkim palcem zatkniętym niedbale za ukośnie obciągnięty pas z ładownicą".*
I już wszystko jasne - witamy na Dzikim Zachodzie, w krainie Indian, bydła i kowbojów.

Dziki Zachód od samego początku przyciągał aurą przygody i tajemnicy. Można tam było zdobyć fortunę, ale równie dobrze można było stracić wszystko. Na bezkresnych preriach powstawały ogromne rancza specjalizujące się w hodowli bydła i koni. Zwierzęta trzeba było później transportować na Wschód, do bardziej cywilizowanych rejonów i tu pojawiło się zapotrzebowanie na ludzi, którzy przegnaliby te kilkutysięczne stada przez step - nie było jeszcze linii kolejowych. Tak narodziła się legenda kowbojów - synów stepu, mieszkających w siodle romantycznych rycerzy Dzikiego Zachodu.
Western jako gatunek literacki powstał w drugiej połowie lat 60-tych XIX wieku. Początkowo była to tzw. "literatura wagonowa" czyli opowieści drukowane na bardzo marnym papierze, sprzedawane na stacjach kolejowych - miały umilić kilkunastogodzinną nierzadko podróż. W miarę rosnącej popularności tego typu literatury zaczęły powstawać coraz lepsze gatunkowo dzieła, których twórcy wywodzili się nie tylko z samej Ameryki - dla przykładu Karol May, autor "Winnetou", był Niemcem a i nasz Henryk Sienkiewicz ma w swoim dorobku dwie westernowe nowele - "Przez stepy" i "W krainie złota".

Jednym z najpopularniejszych autorów tego nurtu był żyjący na przełomie XIX i XX wieku Owen Wister - człowiek z Północy (pochodził z Filadelfii) zauroczony dziką przyrodą i życiem w zgodzie z naturą, które poznał w czasie kilku swoich wędrówek po Dzikim Zachodzie. Wister napisał tylko jedną książkę - był to wydany w 1902 roku "Wirgińczyk. Jeździec z równin", ale stał się on na wiele lat wzorem do naśladowania dla kolejnych pisarzy zajmujących się tą tematyką oraz dla rozwijającego się przemysłu filmowego.
Bohater Wistera to młody człowiek obdarzony urodą, inteligencją, wrodzonym taktem i prawością. Pochodzi z Wirginii, gdzie jego rodzina prowadzi niewielkie ranczo. On sam wyrusza w świat w poszukiwaniu przygód i  po pewnym czasie zostaje kowbojem, a wkrótce nadzorcą na ranczu należącym do sędziego Henry'ego. W czasie, kiedy rozpoczyna się akcja powieści do miasta przybywa młoda nauczycielka - pochodząca z Vermontu Mary Wood, którą przyjaciele nazywają Mooly. Już pierwsze przypadkowe spotkanie kowboja i panienki zapowiada późniejsze romantyczne komplikacje. Tak się faktycznie dzieje - Mooly doceniając zalety Wirgińczyka nie wyobraża sobie równocześnie, że mógłby stać się dla niej kimś więcej niż przygodnym znajomym, natomiast on rzuca jej wyzwanie - będzie robił wszystko, żeby dziewczyna go pokochała. 
Od razu uprzedzam, wątek romansowy jest w tej powieści niejako drugorzędny. Wister w swojej powieści pokazuje przede wszystkim realia życia kowbojów - ich ciężką pracę, surowe warunki życia, niewyszukane rozrywki. Kreśli też portrety ludzi z zewnątrz - komiwojażerów, misjonarzy, szulerów i różnej maści cwaniaków, którzy widzieli dla siebie szansę na tamtych terenach. 
Warsztat pisarski Wistera może pozostawia co nieco do życzenia, ale trzeba przyznać, że autorowi udało się przekazać niepowtarzalny klimat tamtych miejsc i czasów - opisy są niezwykle sugestywne, a i postacie w żaden sposób nie są papierowe - nawet wyidealizowany Wirgińczyk jest człowiekiem z krwi i kości, poważnym ale czasem złośliwym, z oryginalnym poczuciem humoru i prostym sądem na temat tego co go otacza. Dla niego białe jest białe a czarne - czarne, wierzy w więzi przyjaźni, ale nie zawaha się przyczynić do egzekucji dawnego przyjaciela, który przystał do szajki bydłokradów. 
Serdecznie polecam tę piękną, chociaż dzisiaj już trochę zapomnianą książkę. Mam nadzieję, że i Was urzeknie nieskażony cywilizacją Wyoming z przełomu XIX i XX wieku i miło spędzicie czas z Wirgińczykiem, Molly i ich przyjaciółmi z krainy westernu.  

A dla tych, którzy przebrnęli przez ten nieco przydługi tekst piosenka z mojego ukochanego, znanego niemal na pamięć westernu "Rio Bravo". Od tego filmu zaczęła się moja wielka i trwająca do dziś miłość do Johna Wayne'a. 
Chociaż jako bardzo młode dziewczę wolałam śpiewających tę piosenkę Ricky'ego Nelsona i Dean'a Martina...



* Owen Wister "Wirgińczyk. Jeździec z równin", tłum. Janina Sujkowska, wyd. Iskry 1977, s. 13