Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opinia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opinia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 września 2012

30. Frutti lip balm, Bell.

Nie ukrywam, że lubię pomadki ochronne do ust. Staram się nie przesadzać i nie kupować ich w nadmiarze, żeby nie mieć problemu z wyborem. Niestety jak pojawia się jakaś nowość albo moje oko dostrzeże promocje nie jestem w stanie powstrzymać się od zakupu. Tak było i tym razem...

niedziela, 9 września 2012

sobota, 8 września 2012

26. Kasza gryczana prażona, Młyny w Stoisławiu.


Dziś postanowiłam wyczarować coś pysznego z kaszy gryczanej. To chyba najpopularniejsza kasza w Polsce. Zazwyczaj podaje się ją do pary z sadzonym jajkiem i skwarkami. Nuda, nuda, nuda...chociaż smaczna:) Z okazji soboty i pięknego słonka postanowiłam poeksperymentować i uznałam, że skoro z mąki można zrobić zwykły placek to z mąki gryczanej będzie on w jakiś sposób niezwykły. I tak to się zaczęło...

25. Masło do ciała pink grapefruit, The Body Shop.

Sucha skóra na dłoniach to moje codzienne utrapienie. Nie było by tak wielkie, gdyby nie fakt, że okropnie reaguję na kremowe substancje do dłoni. Nie ma znaczenia czy jest to krem za 3 złote czy za 30, pięknie pachnący migdałami, cytrynami, kawą czy zupełnie bezwonny. Nie lubię i już. Jak tylko skończę wklepywać krem w dłonie to automatycznie świadomie bądź mniej świadomie idę umyć dłonie. I mogę rozpocząć całą procedurę od nowa. Podziwiam kobiety, które zimą kremują dłonie po każdym myciu. W moim przypadku musiałabym spędzać nad umywalką połowę życia, drugą połowę poświęcając na kremowanie.

 

piątek, 7 września 2012

24. Łaciaty serek wiejski.

Łaciaty serek wiejski to moje ostatnie odkrycie. Do tej pory serek wiejski = Piątnica, która w sumie nie miała konkurencji. Albo ja takowej nie znałam. 

czwartek, 6 września 2012

23. Kokosowa terapia skóry i zmysłów, Ziaja.

Nie wiem jak Wy, ale ja mam ogromny problem z kosmetykami do dłoni i w ogóle do skóry. Wszelkie "mazidła" albo kocham miłością bezgraniczną, albo nienawidzę od pierwszego zastosowania. Nie ma nic pomiędzy. Czemu tak jest? Bo chyba jestem wyczulona na punkcie dobrego wchłaniania się kosmetyków. Jeśli wchłania się szybko i nie pozostawia ciężkiej "poświaty" wówczas jest w porządku:) Natomiast w momencie gdy wyczuwam na skórze ciężkość i lepkość to nie jest za dobrze. Wówczas w głowie siedzi mi tylko jedna myśl: "natychmiast zmyć ten pancerz". Tak, uważam, iż pewne kosmetyki zamykają i mnie ograniczają. Dziwnie brzmi, prawda? Ale tak to już ze mną jest albo kocham mazidła albo nie:P

22. Kasza jęczmienna perłowa, Młyny w Stoisławiu.

Kilka dni temu otrzymałam od Przedsiębiorstwa Zbożowo-Młynarskiego "PZZ" w Stoisławiu paczkę z kilkoma produktami w ramach  współpracy. Radość na widok tej przesyłki była wielka i od razu zaczęłam się zastanawiać jakie "cuda" mogę wyczarować z tych produktów. Na pierwszy rzut poszła kasza jęczmienna perłowa, którą postanowiłam przyrządzić na słodko.

wtorek, 4 września 2012

18. Ogórkowa emulsja 2 w 1, Beauty Formulas


Ogórkowa odświeżająca emulsja 2 w 1 firmyBeauty Formulas to produkt, który niedawno nabyłam przez internet jako dodatek do zakupów. Jak już się płaci za przesyłkę to zawsze przyjemniej coś dołożyć, żeby i koszty wydawały się mniejsze i radość z otwierania paczuszki była większa!:) 

poniedziałek, 3 września 2012

16. Maseczka peel off Planet Spa, Avon.

Stosowanie maseczek do twarzy sprawia, że czuję się zadbana. Tak może trochę w klimacie spa i luksusu. Może to przez fakt, że jednak do "maseczkowania" trzeba się przygotować. Znaleźć odrobinę wolnego czasu, przygotować twarz...później nałożyć cudowną miksturę i odpowiednio się zrelaksować. Maseczki typu peel-off lubię chyba najbardziej. Samo uczucie ściągnięcia na twarzy i późniejsze zrywanie łuski poprawia mi nastrój. Może mam w sobie coś z jaszczurki albo węża;)

niedziela, 2 września 2012

13. Nawilżający płyn do kąpieli Bobini.

W życiu tak już bywa człowiek jest raz na wozie i raz pod wozem. Kilka dni  temu spadłam ze swojego wozu i upadek dość mocno odbił się na moim funkcjonowaniu. Chandra. Słowo to wygląda dość łagodnie. Myślę, że gdyby pokazało się je obcokrajowcowi uznałby nawet, że słowo to niesie ze sobą pozytywne emocje. Szkoda, że tak nie jest w rzeczywistości. Mam gorsze dni. Nie wiem czy gorsze to dobre określenie na ból jaki obecnie odczuwam. Moja droga chandra dość długo czekała przed drzwiami zanim postanowiła bez pukania je wyważyć. Wdarła się do mojego bezpiecznego azylu i wygodnie siedzi w fotelu raz po raz na mnie zerkając, co sprawia, że jeszcze bardziej mi się nie chce i jeszcze intensywniej działają moje łzowe gruczoły.
Poprawić sobie nastrój chociaż na chwilę - banalne pragnienie, trudne do realizacji. Trudne, ale jednak możliwe.
Jak tylko zobaczyłam to cudo w ofercie reklamowej pewnego sklepu wiedziałam, że musi pojawić się w moim domu. Zwłaszcza, że 750 ml = niecałe 6 zł. Taki miałam zamysł: ja koszyk na zakupy, a w koszyku bobini i kilka innych drobiazgów, na które od dawna mam ochotę. Cóż chandra skutecznie wybiła mi z głowy wyjście z domu i zakupy. Na szczęście mam siostrę, która czytając mi w myślach przywiozła mi bobiniego na poprawę nastroju:) Taka siostra to skarb:)

12. Szampon przeciwłupieżowy 2 w 1, Fructis.

W czerwcu Fructis miał akcję na fb "zostań fruksterem". Wystarczyło wysłać maila z odpowiedzią na pytanie dlaczego chcesz zostać Fruksterem i można było otrzymać pełnowartościowy produkt do testowania. Podeszłam do tego z bardzo dużą rezerwą, jako początkująca osóbka uznałam, że po prostu nie mam szans. A jednak:) Fructis mianował mnie Fruksterką i dostarczył szampon. Za co ogromnie dziękuję:)

11. Bourjois, 10 days no chips.

W czerwcu otrzymałam do testów lakier do paznokci Bourjois 10 days no chips. Wszystko dzięki wspaniałym ludziom, którzy pomimo tego, że byłam "nowa" zaufali mi i pozwolili przetestować ten produkt. Mam tu na myśli ludzi tworzących Banglę. Na stronie BANGLA można znaleźć nie tylko przydatne recenzje i opinie o produktach, ale także konkursy i właśnie możliwość testowania produktów. Do tej pory nie byłam związana z żadną stroną tego typu. Raczej pojawiała się z okazji jakiegoś konkursu i znikałam. Na banglii jestem już jakiś czas i bardzo mi tam dobrze!:)

10. Nailwear Pro, Avon.

Jakiś czas temu za sprawą avonowego katalogu skusiłam się na zakup dwóch lakierów do paznokci. Generalnie nie należę do osób, które mają piękne paznokcie, nie umiem ich "zrobić", żeby wzbudzały zachwyt. Z podziwem patrzę na pazurki innych dziewczyn i zazdrość mnie w środku ściska. Moje pazurki pozostawiają wiele do życzenia, są niesforne;) A i cierpliwości do wyczarowania na nich małych dzieł sztuki chyba też we mnie nie ma. Cóż obecnie i tak mogę zapomnieć o jakichkolwiek próbach ukazania pazurków w nowym świetle - postanowiły się na mnie pogniewać i w ogóle nie współpracują. Ale do rzeczy kupiłam lakiery Avon Nailwear pro w kolorach: sunshine i blue shock.

9. Duży budyń o smaku krówki, Delecta.

Wczoraj naszło mnie na coś słodkiego. Jak wiadomo gdy ogarnia człowieka taka ochota najlepiej, żeby to coś od razu wpadło w ręce. Niestety nic w domu nie miałam poza mlekiem i budyniem o smaku krówki, który kupiłam pewnie z miesiąc temu i o nim kompletnie zapomniałam! Może być, kilka minut i będzie słodko:)

8. Ulubiona maseczka do włosów.

Historia z tym produktem jest całkiem interesująca. Jak już wspominałam produkty firmy Avon goszczą w moim domu od dłuższego czasu. Przynosząc katalog do domu przechodzi on z rąk do rąk. Tym samym wszystkie kobiety mają swoje avonowe marzenia:) Moja mama w zeszłym roku zapragnęła dobrej maseczki do włosów, która sprawi, że jej włosy będą piękne, zdrowe i błyszczące. Zamówiła maseczkę Mandarynka i Kiwi.
Zachwalała ją już po pierwszym użyciu. Nie wiedzieć czemu podeszłam dość sceptycznie do tematu. Owszem produkt ładnie pachniał, ale nie byłam do niego przekonana. Chyba zniechęciło mnie tych 5 minut, które muszą minąć zanim kuracja dobiegnie końca. Minęło kilka miesięcy, zachwyt mamy tylko wzrastał, kolejne pudełeczka maski znikały, aż w końcu postanowiłam spróbować i zapach mandarynek i kiwi mnie pochłonął. Tym oto sposobem maseczka na stałe zagościła w moim domu. I jak tu nie mówić, że mama ma zawsze rację?

sobota, 1 września 2012

5. Extreme Nails, lakier do paznokci Wibo.

 
Tak to już czasem ze mną jest, wybieram się do sklepu po jedną rzecz i wracam bez niej, natomiast w zamian targam do domu kilka innych produktów. Tak też było ostatnio. Jak zobaczyłam na sklepowej półce lakier Extreme nails firmy Wibo po prostu musiałam go mieć. Urzekł mnie iskrzącymi się drobinkami, które po prostu hipnotyzują.

czwartek, 30 sierpnia 2012

4. Wild Lemon, Laura Conti.

Postanowiłam się wybrać do Rossmana. Nie wiedzieć czemu ten sklep bardzo mi pasuje. Może to przez panujące tam częste promocje, może różnorodność produktów albo po prostu świadomość, że najbliższy Rossman jest o tyle dobry, że nigdy nie ma tam tłumów i kolejek do kasy:)
Tak więc błąkałam się między alejkami, czytałam, przeglądałam i chyba dzięki temu się również relaksowałam. Aż natrafiłam na półkę z ochronnymi pomadkami do ust. Fakt, moje usta są ostatnio wysuszone. Co prawda, w którejś torbie zapewne jakaś pomadka się znajdzie, ale skoro już je mam na wyciągnięcie ręki to skorzystam;) Przeglądałam dość długo, bo jakoś tak strasznie duży wybór jest teraz. Były pomadki już przeze mnie sprawdzone, do których mam zaufanie, ale gdzie tam postanowiłam poeksperymentować. Nabyłam pomadkę Wild Lemon firmy Laura Conti.

środa, 29 sierpnia 2012

3. Twarożek wiśniowy, OSM Czarnków.

Na wyjeździe lubię robić zakupy w małych sklepach. W takich miejscach są przesympatyczni ludzie i produkty, których nie można dostać w wielkich marketach. Dziś zainteresował mnie twarożek wiśniowy produkowany przez OSM Czarnków. Nie spotkałam się z tym produktem nigdy wcześniej, tym samym postanowiłam spróbować co to za cudo;)

wtorek, 28 sierpnia 2012

2. Express growth, Wibo.

 
Dziś lakier do paznokci Express growth firmy Wibo. Z tym lakierem miałam dość ciekawą historię, bo nie planowałam go kupić.On sobie mnie wybrał i postanowił wskoczyć mi do koszyka. Najwidoczniej sięgając po błyszczyk musiałam go "podciąć" i sam wpadł do kosza. Najlepsze jest to, że kolor na tyle mi się spodobał, iż zabrałam go ze sobą.