Moje żelowe uzależnienie sprawia, że ilekroć jestem w sklepie w pierwszej kolejności przeglądam półki właśnie z tymi produktami. Lubię sobie popatrzeć, poczytać, powąchać (jak się da) i ewentualnie zaprosić taki żel do domu. Największy dylemat pojawia się, gdy nie mam możliwości zapoznania się z zapachem (bo pan ochroniarz stoi tuż za plecami, a próba otwarcia produktu = przymusy zakup). Tak było i tym razem...promocja na Radox i pan ochroniarz bacznie obserwujący moje poczynania. Zapakowałam ten żel do koszyka i stwierdziłam, że co ma być to będzie...