Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zamach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zamach. Pokaż wszystkie posty
"Lista śmierci" James Carr

"Lista śmierci" James Carr

 Jakiś czas temu mój kolega za Stanów Zjednoczonych powiedział mi, że jak tylko będę mieć okazję przeczytania "Listy śmierci" to koniecznie muszę to zrobić. Zastanawiałam się nawet czy nie sięgnąć po oryginał, jednak czytanie po angielsku wymaga ode mnie więcej skupienia i czasu. Ale jak tylko się dowiedziałam, że wydawnictwo Czarna Owca podjęło się tłumaczenia to cierpliwie czekałam aż książka pojawi się w księgarniach. I oto jest. Już przeczytana. Jack Carr w swojej powieści wykorzystał elementy swoich wcześniejszych doświadczeń z pracy w wojsku. Stworzył  (i rozwinął) wspaniałą postać Jamesa Reece'a, i umiejscowił go w środku czegoś fantastycznego, w środku ekscytującej przygody. SEALS to czubek włóczni. To Spartan 300. Są najniebezpieczniejszą bronią na świecie, a James Reece zaraz pokaże na co go stać. 

Afganistan. Oficer elitarnej formacji Navy SEALs, James Reece, dowodzi operacją prowadzoną pod osłoną nocy. Gdy jego oddział wpada w zasadzkę, Reece jest jednym z dwóch ocalałych. Jako dowódca zostaje obarczony winą za największe niepowodzenie w historii amerykańskich sił specjalnych.W dniu powrotu do Stanów Zjednoczonych żołnierz, który uczestniczył razem z nim w feralnej operacji, popełnia samobójstwo. Jednak żadna z tych tragedii nie może mierzyć się z tym, co zastanie we własnym domu. Doprowadzony do ostateczności odkrywa, że ma tylko jeden powód, by żyć dalej – zemstę. 


Od samego początku czytelnik ma wrażenie, że coś jest tutaj nie w porządku. Kiedy zespół SEALs komandora porucznika Jamesa Reece’a zostaje pokonany w zasadzce w Afganistanie, dowódca nie może w to uwierzyć. Jak to mogło się stać? Czy zawiodły dane wywiadowcze? Przecież w takich misjach najważniejsze są informacje, nie szczęście. Czujemy złość komandora, który od samego początku przeczuwał niepowodzenie. Do tej pory jego zespół sam wybierał misje, w które się angażował, ta została im narzucona odgórnie. Jako jeden z dwóch ocalałych i jednocześnie dowódca nie potrzebuje schematu blokowego z wiązką czerwonych strzałek i zielonych kółek, aby wiedzieć, komu zostanie przypięta odznaka porażki. A może winne niepowodzeniu są guzy mózgu wykryte u Reece'a i wszystkich jego podwładnych? Tylko jak to się stało, że najlepsi, wyselekcjonowani, przebadani,więc najzdrowsi, młodzi mężczyźni na świecie cierpią na tę samą chorobę? Coś jest zdecydowanie nie w porządku. Reece trafia do Stanów i szybko okazuje się, że i tutaj nie zazna spokoju.  Okazuje się, że jego najbliższa rodzina została zamordowana w wyniku przypadkowego aktu przemocy gangów. Kilka dni później  ktoś próbuje go zastrzelić na ulicy. Jest oczywiste, że jego życie okazało się dla kogoś niewygodne. Jednak zamachowcy jeszcze nie wiedzą z kim przyjdzie im się zmierzyć. Podążając za wskazówkami Reece, odkrywa, że ​​jego guz jest chodzącą bombą zegarową nie tylko dla niego samego, ale także dla tych, którzy chcą jego śmierci. Nieświadomie on i jego zespół byli częścią eksperymentalnego programu mającego na celu wyleczenie PTSD, jednak kiedy pojawiły się skutki uboczne (w postaci guzów )  żołnierze stali się przeszkodą w wielomilionowym przedsięwzięciu.  Reece zaczyna tworzyć listę, która stanie się podstawą jego wendetty. 


To, co jest najbardziej imponujące w tej książce, to nie wszystkie wyróżnienia (chociaż ich lista jest imponująca), które dostał jej autor, ale zasadność jej napisania. Jack Carr był czubkiem włóczni . Kierował zespołami operacji specjalnych jako dowódca zespołu, dowódca plutonu, dowódca oddziału i dowódca jednostki zadaniowej. W ciągu 20 lat spędzonych w Naval Special Warfare przeszedł z szeregowego snajpera SEAL, do młodszego oficera kierującego zespołami szturmowymi i snajperskimi w Iraku i Afganistanie, do dowódcy plutonu ćwiczącego kontrpartyzantkę w południowych Filipinach,  dowódcy Specjalnej Jednostki Zadaniowej południowego Iraku podczas burzliwego wycofywania się sił USA. Więc jak możecie zauważyć : jest człowiekiem, który zna wojskowość i służby specjalne od podszewki. Mi, jako czytelnikowi, bardzo to zaimponowało. Lubię autorów, którzy wiedzą o czym piszą, gdyż ich informacje są z pierwszej ręki. Ale wiecie co lubię jeszcze bardziej?   Filmy i książki o zemście. Kto choć raz w życiu nie marzył o oczyszczeniu świata ze wszystkich ludzi, którzy ich obrazili, wyśmiewali, a nawet próbowali zniszczyć ich życie lub karierę? W moim przypadku, całkowite wyeliminowanie wrogów na zawsze pozostanie w sferze marzeń, za to Reecowi udało się je spełnić. 


Przyjrzyjcie się popularności trylogii Johna Wicka. Sama wszystkie części obejrzałam o kilka ( jeśli nie kilkanaście ) razy za dużo. Byłam już całkiem zadowolona z zemsty za morderstwo szczeniaka, a wszystko po tym było zwykłą rzezią. W przeciwieństwie do Johna Wicka, James Reece jest chirurgiem. Zabija tylko tych, którzy zasługują na śmierć. Nie chodzi o zabicie setki facetów, aby dostać się do jedynego dupka, którego musi zdjąć z planszy. Reece jest mądrzejszy. Nie jest piłą łańcuchową; jest tomahawkiem. W 1982 roku narodził się Rambo, może nie pierwsza jednak w moim mniemaniu najgenialniejsza książka o zemście. Miałam piętnaście lat, kiedy obejrzałam go po raz pierwszy i już wtedy całkowicie zmienił sposób, w myślałam o wojnie w Wietnamie. Pamiętam, że po raz pierwszy w życiu zadałam sobie wtedy pytanie, czy ludzie pracujący w rządzie i służbach specjalnych , wydając swoje rozkazy naprawdę kierują się dobrem obywateli? Kwestionowanie prawdziwych intencji rządzących pojawia się również w "Liście śmierci".  Z pewnością istnieją powiązania między książkami Davida Morrella a  dziełem Carra. 

W książce pojawiają się opisy nowoczesnych gadżetów i mnóstwo na pierwszy rzut oka niezrozumiałych akronimów, jednak nie martwcie się na zapas : Carr na końcu książki umieścił przydatny słowniczek definicji, który pomoże Ci w razie napotkania terminu, który pozornie nie ma żadnego sensu. Podróżując  wraz z Reece'em nie czujemy nic innego jak ciągły przypływ adrenaliny. Całość jest dobrze napisana i pojawia się wiele przejmujących i chwytających za serce scen. Momentami jest mocno i brutalnie. Czyli dokładnie tak jak na wojnie : czy to prawdziwej czy osobistej. Trumny ozdobione złotymi trójzębami wciąż chwytają za serce. 

 Nareszcie nadszedł czas by Jason Bourne odszedł w cień . Mamy erę Jamesa Reece'a. Nasz nowy bohater jest inteligentny, zaradny i lojalny,  jest ujmującym bohaterem, któremu nie można nie kibicować. Podobnie jak w powieści Brada Thora tak i tutaj każda scena jest znakomicie nakreślona, ​​pełna akcji i napięcia, które zatrzymuje serce. "Lista śmierci" to gorący, debiutancki thriller, który czyta się z taką łatwością jak byśmy oglądali film na wielkim ekranie i podobnie jak dzieła Ludluma ma potencjał do stania się kolejnym hitem kinowym. Zdecydowanie polecam. 

 

Tytuł : "Lista śmierci"

Autor : James Carr

Wydawnictwo : Czarna Owca

Data wydania : 11 sierpnia 2021

Liczba stron : 488

Tytuł oryginału : Terminal List 

 

Za możliwość przeczytania książki i jej zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu :  

https://www.czarnaowca.pl/

 

 

 

 

 

"Rodzina prezydencka" Daniel Palmer

"Rodzina prezydencka" Daniel Palmer

 Ostatnio temat chorób w rodzinie prezydenckiej jest na topie. Cały świat obserwował zmagania Donalda Trumpa i jego żony Melanii z zabójczym koronawirusem. Pod opieką sztabu wojskowych lekarzy i wszelkiego rodzaju specjalistom rodzinie prezydenckiej udało się wygrać z chorobą. Daniel Palmer (wraz ze swoim ojcem) również zainteresowali się prawdopodobnie najważniejszymi ludźmi na świecie. W ich najnowszej ksiażce ofiarą zarazy pada syn prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jednak w przeciwieństwie do znanego już lekarzom Covid-19, choroba młodego chłopaka jest niezwykle tajemnicza, a jej zidentyfikowanie jest o tyle trudniejsze, że lekarz musi tego dokonać na podstawie garści informacji oraz wywiadu telefonicznego (skąd my to znamy?). Muszę przyznać, że najnowszy thriller Palmera jest jak najbardziej współczesny. Może warto po niego sięgnąć ? W końcu każdy z nas znajduje się w podobnych, pandemicznych, realiach. 


Prezydent Geoffrey Hilliard i jego rodzina żyją w ciągłym blasku politycznego świata. Biały Dom nie jest łatwym miejscem do dorastania, kiedy więc syn prezydenta, Cam, szesnastoletni mistrz szachowy, doświadcza nagłego przypływu zmęczenia i diametralnej zmiany nastroju, lekarze stwierdzają, że to typowe dla nastolatków. Jednak agentka Secret Service, Karen Ray, której zadaniem jest strzec rodzinę prezydencką, ma pewność, że problemy Cama są poważne i prosi swojego byłego męża – lekarza – o drugą opinię.Doktor Lee Blackwood ma jednak zakaz wstępu do Białego Domu. Diagnozę musi postawić na podstawie zasłyszanych informacji. Jego jedyną wskazówką jest pewna młoda pacjentka o podobnych objawach. A także stan Cama, który nagle ulega zdecydowanemu pogorszeniu…

 


Życie amerykańskiej rodziny prezydenckiej od zawsze mnie fascynowało. Zastanawiałam się jak to jest żyć w Białym Domu, pod czujnym okiem tysięcy kamer i setek wyszkolonych w sztuce zabijania ochroniarzy. Jak to jest nie móc poruszać się samodzielnie po mieście, chodzić do kina z obstawą a na wakacje latać nie tylko z najbliższą rodziną lecz także rzeszą kucharzy, sprzątaczek, lokajów i oczywiście zabijaków z Uzi.Takie życie, choć w luksusie, musi być niezwykle męczące i zdecydowanie w jakimś stopniu musi wpływać na psychikę człowieka. Czy władza i bycie w zamknięciu pod ciągłym nadzorem, nas zmieniają? Czy ze zwykłych zjadaczy chleba przekształcamy się w nadludzi, którzy decydują o losie milionów? A może rodzina prezydencka to w rzeczywistości  tacy sami ludzie jak ja czy Ty, którym przyszło żyć w innych okolicznościach. Chciałabym wierzyć iż autorzy przed napisaniem tej powieści, przed otworzeniem nam drzwi do Białego Domu , zrobili naprawdę dobry reasearch i że to co znajduje się w tej książce jest zgodne z rzeczywistością. Rodzina prezydencka została tutaj przedstawiona jako grupka normalnych, kochający się ludzi, którzy przezywają zarówno wielkie zwroty jak i wielkie upadki. Nie obce są im również choroby, które dotykają zwykłych śmiertelników. Pewnego dnia Cam, do tej pory zdrowy nastolatek, zaczyna odczuwać zmęczenie i zawroty głowy. Nikt nie wie co mu dolega, nawet najlepiej wykształceni i wyszkoleni "pałacowi" lekarze. Jedyną osobą, która wcześniej zetknęła się z podobnym przypadkiem jest akurat ten specjalista, który nie ma już wstępu do Białego Domu. Jednak mężczyzna się nie poddaje wierząc , że będzie w stanie rozwikłać zagadkę tajemniczej choroby i jednocześnie ocalić chłopaka. Po swojej stronie ma byłą żonę, agentkę wywiadu oraz pierwszą damę, która na przekór mężowi oraz jego specjalistom, postanawia zaufać "wyklętemu".


Czytelnik szybko się domyśli, że Cam tak naprawdę nie zachorował na tajemniczą chorobę, lecz padł ofiarą spisku. Ktoś próbuje go zabić , by czynem tym trafić w prezydenta. Muszę przyznać, że tajemniczy napastnik pozostał dla mnie zagadką do samego końca. Dopiero jak na papierze wyłoniło się jego imię i nazwisko puknęłam się w czoło. No jak ja, specjalista od thrillerów i zagadek kryminalnych, mogłam na to nie wpaść? Przecież dookoła było tyle wskazówek, wystarczyło wszystkie połączyć i rozwiązanie było podane jak na tacy. A jednak się nie domyśliłam, co zdecydowanie świadczy o kunszcie pisarskim autora. Dodatkowo wpływ na moją "pomroczność jasną" mieli bohaterowie tej książki. Większość z nich była typem mocnych, inteligentnych i zdecydowanie niezależnych postaci, które czytelnik musi szanować. Każda z nich wzbudzała zaufanie, więc jak tutaj szukać winnych i morderców. Jak mamy do czynienia z grupą indywidualistów nie zdziwi nas fakt, że często dochodzi pomiędzy nimi do kłótni. Ich historie się przeplatają i łączą a "wewnątrz" i między postaciami toczy się emocjonalna walka. Lubię to. To właśnie czyni nas ludźmi. To jest punkt, w którym ta historia wydaje się prawdziwa.

 

Jeśli chodzi o "medyczną stronę" thrillera to wyszło dobrze, jednak bez szaleństw. Ci którzy czytali Palmera seniora wiedzą, że jest on mistrzem jeśli chodzi o ten gatunek. Wydaje mi się że talent oraz wiedza medyczna przeszły z ojca na syna. W książce tej informacji o chorobach było dość sporo , a wytłumaczenie jak działają wirusy i bakterie również zajęło wiele treści. Z bólem serca ale przyznam, że nie wszystko było dla mnie zrozumiałe. Niektóre opisy były zbyt długie i za bardzo naukowe, co nie pasuje do książki, której głównym założeniem jest dostarczenie czytelnikowi rozrywki. Całe szczęście cały czas się tutaj coś działo więc był ten mechanizm, który zmuszał mnie do przewracania kartek. Mieliśmy rodzinę prezydencką, tajne służby i spisek, więc nadal było interesująco.  Jestem bardzo szczęśliwa, że Daniel Palmer  postanowił przejąć z dzieł swojego ojca postać Lee Blackwooda i kontynuować jego dzieło. Uwielbiałem książki Michaela -( zapytaj mojego męża o wakacje, podczas których całkowicie go ignorowałam, czytając „Piątą fiolkę”… gdy przeczytał ją po naszym powrocie, zrozumiał!) więc miło było powrócić do postaci znanego doktora- ta historia całkowicie mnie pochłonęła, prawie tak jak wtedy, gdy byłam na wakacjach. Ten dodatek do serii, autorstwa syna autora, wcale nie zawiódł. Bardzo podobała mi się medyczna tajemnica, a także zwroty akcji . To była książka, którą musiałam od czasu do czasu odkładać ze względu na życiowe zawirowania ale nie mogłam się doczekać kiedy do niej wrócę. 

 

Podobało mi się założenie książki - czy możemy poprawić wrodzone zdolności poznawcze za pomocą ziołowych i naturalnych suplementów?  Jedną ze świnek morskich okazuje się być syn prezydenta, co zdecydowanie podnosi stawkę. Jeśli jesteś podobny do mnie i nie masz nic przeciwko nauczeniu się czegoś dzięki książkom to zachęcam do lektury. To szybka i porywająca historia,  którą opowiedzieć może tylko ktoś z rodu Palmerów.  Syn Daniel jest równie utalentowany jak jego ojciec i nie mogę się doczekać, aby poznać resztę jego książek. Jest na mojej liście autorów, których trzeba przeczytać i prawdopodobnie powinien być również na Twojej. Polecam.

 

Tytuł : "Rodzina prezydencka"

Autor : Daniel Palmer

Wydawnictwo : Replika 

Data wydania  : 15 września 2020

Liczba stron : 432

Tytuł oryginału : The First Family  

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :


https://replika.eu/

 

 



 

"Pocałunek kata" Mons Kallentoft

"Pocałunek kata" Mons Kallentoft

Monsa Kallentofta poznałam przy okazji rewelacyjnego, napisanego wspólnie z Markusem Luttemanem, cyklu pod tytułem "Zack Herry". By dobrze działać w duecie najpierw trzeba zdobyć doświadczenie w pracy solowej. Kallentoft szacunek czytelników, sznyty literackie oraz międzynarodową sławę, zdobył właśnie dzięki  postaci komisarz Malin Fors. Choć to już 11 tom serii, to dla mnie, jest dopiero początek przygody z inteligentną, odważną i oryginalną, a jednocześnie bardzo ludzką, szwedzką śledczą. Człowiek sięgając po kryminały, nastawia się głównie na rozrywkę, jeśli dostaniemy coś więcej, traktujemy to jako  bonus. Tym razem nagroda ta była bardzo wartościowa. Nigdy się nie spodziewałam, że to właśnie z książki szwedzkiego autora dowiem się tak wiele o miłości macierzyńskiej i jej różnych wymiarach, włącznie z tym skrajnie psychotycznym. A jednak. "Pocałunek kata" to powieść o tym , jak daleko może  posunąć się człowiek w obronie swoich bliskich.

Po imprezie młoda dziewczyna staje się obiektem seksualnych szykan na portalach społecznościowych. Na lotnisku w Linköpingu porwany zostaje samolot. W zgniatarce do samochodów ktoś natrafia na zwłoki nastolatki. A to dopiero początek najbardziej piekielnej wiosny w historii Linköpingu.

Sięgając po tę książkę musimy pamiętać, że jest ona już 11 częścią większej całości. Czytelnik wrzucony zostaje w środek wydarzeń, gdzie powinniśmy znać naszych głównych bohaterów oraz ich przeszłość. Autor jest tutaj bezlitosny. Nie jest jak w przypadku innych thrillerów, gdzie często pojawiają się retrospekcje. Kallentoft bardzo oszczędnie zdradza nam szczegóły dotyczące życia naszych bohaterów, poniekąd zmuszając nas do sięgnięcia po poprzednie tomy. Poznałam Malin w prawdopodobnie jednym z najważniejsztch okresów w jej życiu. Jest trzeźwa  i na dobrej drodze do poukładania swoich spraw rodzinnych. Dopiero co wróciła z Bangkoku, gdzie była oficerem łącznikowym, dopiero co pochowała kogoś ważnego. Jednak kim bym mężczyzna, ani co naprawdę wydarzyło się w Tajlandii pozostało dla mnie tajemnicą. Jedna jest pewne : miało to wielki wpływ na psychikę oraz życie Malin.  Już postanowiłam że sięgnę po kolejne tomy, gdyż moja ciekawość została rozbudzona.
Jednak nie tylko komisarz Fors przechodzi trudny okres. Nie tylko ją prześladuje widmo pokonanego  nałogu czy bolesnego rozstania. Każdy z  poznanych przeze mnie bohaterów przeżywa małe lub większe dramaty. Jeden cierpi z powodu choroby córki , inny wpada w narkotykowy  ciąg . Ktoś umiera na śmiertelną chorobę a  jeszcze inny cierpi po stracie ukochanej osoby. Muszę przyznać ,że Kallentoftowi  udało się stworzyć prawdziwe, nie wyidealizowane postacie, z którymi można się utożsamiać. Pokazał światu, że policjanci to też ludzie z krwi i kości, którzy nie są nieśmiertelni i popełniają błędy, czysto niewybaczalne. Był to dość odważny zabieg, bowiem w oczach społeczeństwa ,szczególnie skandynawskiego,  nadal pokutuje obraz komisarza- terminatora, nieustraszonego  stróża prawa w niebiańskiej zbroi. Okazuje się jednak,  że Ci , których traktowano jak prawą rękę Boga , są jednak ludźmi, którzy się boją, tchórzą, mylą i błądzą . Taki obraz do mnie przemówił  sprawił że polubiłam inteligentną Malin, podobnie jak resztę bohaterów. 
Większość autorów kryminałów skupia się na zagadce i dochodzeniu. Tutaj do głosu dochodzi również psychika naszych bohaterów i sceny z ich życia prywatnego. Mamy jednego, wszystkowiedzącego autora, który swoją uwagę dzieli pomiędzy wszystkie postaci biorące udział w śledztwie. Z jednej strony mamy do czynienia z procedurą, z drugiej z książka obyczajową, a z jeszcze innej prawdziwym, mrożącym krew w żyłach thrillerem. Autor by dodać całości dramatyzmu, korzysta z równoważników zdań, często jednowyrazowych. Doskonale radzi sobie również w końcówkach rozdziałów, korzystając z cliffhangerów, które poniekąd zmuszają czytelników do kontynuowania lektury. "Pocałunek kata" to typowa książka z serii "jeszcze jeden rozdział i idę spać".

Jest jeszcze jedna rzecz, które wyróżnia Kallentofta spośród reszty twórców kryminałów. Jest to odwaga. Autor nie boi się szokować czytelników. Zazwyczaj kiedy w literaturze pojawia się motyw dziecka, w naszych umysłach zapala się ostrzegawcza lampka. Te małe szkraby są symbolem niewinności i nic nie ma prawda im się przytrafić. Dzieci nie giną. Owszem czasem zostają porwane, czasem stają się ofiarą przemocy domowej, ale zawsze mamy do czynienia z happy endem. Kallentoft otworzył na oczy i uświadomił, że nie ma sensu by literatura w dalszym ciągu bała się konfrontacji z rzeczywistością. Po krótkim namyśle doszłam do wniosku, że zdradzę państwu fragment fabuły, jednak nic wielkiego. Uprowadzony na lotnisku samolot, pomimo interwencji policyjnych mediatorów (w tym komisarz Malin) oraz antyterrorystów, zostaje wysadzony w powietrze. Ofiar jest wiele, w tym dzieci i niemowlęta. Muszę przyznać, że po przeczytaniu tego rozdziału, na moment mnie zamurowało. Jak to? Tyle niewinnych ofiar? Małe latające w powietrzu buciki? Rozrywane buziaczki? Czy to nie zbyt dużo dla przeciętnych czytelników? Choć śmierć dziecka zawsze jest okropna, nawet na papierze, tak sadystycznie cieszyłam się, że autor podjął się tego tematu tabu. Pokazał, że umieramy wszyscy, że kostucha nikogo nie oszczędza. I jeśli myślicie, że wybuch samolotu to jedyne na co stać autora, to się grubo mylicie. Motyw zdesperowanego porywacza, obwieszonego granatami, to jedynie preludium dla innych, tragicznych wydarzeń. Będzie krwawo, mrocznie i brutalnie. Zdecydowanie jest to książka dla czytelników o mocnych nerwach. Fani Kallentofta zapewne wiedzą, że pisarz ten zdecydowanie nie przebiera w słowach. 

W "Pocałunku kata" poruszony został bardzo ważny temat, jakim jest mobbing w mediach społecznościowych. Dziś, kiedy każdy ma praktycznie nieograniczony dostęp do internetu, skrzywdzenie innej osoby stało się bardzo proste. Wystarczy jedno wstydliwe zdjęcie czy obraźliwy post a osoba w którą ten "hate" został wycelowany, długo będzie borykać się z jego konsekwencjami. Walczyć o swoje dobre imię i godność. Młodzi ludzie często nie mają siły do podjęcia tej nierównej walki. Widzą, że ich rówieśnicy są okrutni i tak szybko nie zapominają,a złe wieści, zła fama, roznosi się z siłą epidemii. Dlatego tak ważne jest, żebyśmy my, jako rodzice czy opiekunowie (a nawet przyjaciele czy sąsiedzi) obserwowali nasze dzieci, wypatrywali niepokojących sygnałów. Jeśli zachowanie dziecka nagle się zmieni, postarajmy się odgadnąć przyczynę takiego tanu rzeczy, zanim będzie za późno. Pamiętajmy, że młodzi ludzie często nie mają potrzebnych narzędzi do tego, by radzić sobie z problemami, a samobójstwo traktują jako jedyne, słuszne wyjście. To dorośli muszą otworzyć oczy i wyjść do dziecka. Nie oczekujmy, że to ono przyjdzie do nas. Niestety, poczucie wstydu może okazać się silniejsze. 

Najnowsza powieść Kallentofta, oprócz tego że jest znakomitym i trzymającym w napięciu kryminałem, jest również wspaniałą opowieścią o miłości rodzicielskiej. Typów tego niesamowicie silnego uczucia, jest tyle ile ludzi na świecie. Jedni wręcz upajają się swoimi dziećmi, innym emocje przychodzą z trudem. Są tacy którzy osaczają i tacy, którzy dają więcej luzu. Kochamy na zabój, i kochamy pomimo trudów, które sprawia nam rodzicielstwo. Autor pokazuje nam różne oblicza tej miłości, włącznie z tym najbardziej szalonym, intensywnym, aż do "śmierci". I to w sensie dosłownym. "Pocałunek kata" jest jednym z najlepszych kryminałów jakie przeczytałam w tym roku. Ciszę się, że przede mną jeszcze 10 poprzednich tomów. Pragnę lepiej poznać naszych bohaterów, sprawdzić jakie wydarzenia doprowadziły ich do tego miejsca, w którym są teraz. W pełni ich pokochać lub znienawidzić.Wam również polecam. 

Tytuł : "Pocałunek kata"
Autor : Mons Kallentoft
Wydawnictwo : Rebis
Data wydania : 26 lutego 2019
Liczba stron : 352
Tytuł oryginału : Bödelskyssen



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 



Kings of the Wyld



Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html

"Kolor samotności" Rhiannon Navin

"Kolor samotności" Rhiannon Navin

     Z jednego z przeczytanych jakiś czas temu artykułów dowiedziałam się, że strzelaniny w szkołach to w USA norma. Średnio raz w tygodniu ktoś otwiera ogień. 14 lutego tego roku, w Parkland na Florydzie, uzbrojony nastolatek wtargnął na teren szkoły, z której jakiś czas wcześniej został wydalony z powodów dyscyplinarnych. Zginęło 17 osób a 14 zostało rannych. W 2012 roku, w Newtown, 20-letni Adam Lanza po zastrzeleniu swojej matki, pojechał do pobliskiej szkoły, gdzie zastrzelił 26 osób,  większość to dzieci w wieku 6-7 lat. Historia zna wiele takich tragedii a z roku na rok jest ich coraz więcej. Czytamy o nich w gazetach, oglądamy w telewizji, jednak rzadko kiedy zdarza nam się przeczytać coś z punktu widzenia ofiar, szczególnie tych nieletnich. "Kolor samotności" opowiada fikcyjną historię 6-letniego Zacka, któremu udało się przeżyć strzelaninę w szkole. Jednak czy udało mu się przetrwać lata bólu i samotności, które po niej nastąpiły?

Pewnego dnia, tuż przed lekcją matematyki, do szkoły Zacka wpada uzbrojony mężczyzna i zaczyna się strzelanina. Chłopiec wraz z nauczycielem i innymi dziećmi chowa się w szafie. Zabitych zostaje 19 osób, w tym brat Zacka, Andy. Chłopiec nie może zapomnieć o tym wydarzenia. W myślach powracają do niego dźwięki i obrazy, które przywołują traumatyczne wspomnienia. Nie znajduje oparcia ani w przyjaciołach ani w rodzinie. Wszyscy oni pogrążeni są we własnej żałobie i nie mają dla chłopca czasu. Osamotnione dziecko znajduje własny sposób na wyjście z traumy. Ucieka w magiczny świat literatury i sztuki, dzięki któremu próbuje zrozumieć i uporządkować swoje uczucia. Wierzy, że znajdzie sposób na to by pomóc nie tylko sobie, ale również najbliższym.

Zacka poznajemy w dniu kiedy zawalił mu się świat. Jedna z moich amerykańskich przyjaciółek namówiła mnie, żebym koniecznie posłuchała początku książki w formie audiobooka. Tak też zrobiłam. I momentalnie zalałam się łzami. Nawet jak już przerzuciłam się na wersję papierową, w głowie cały czas dźwięczał mi głos narratora, młodziutkiego Kivlighana, znanego z dubbingów telewizyjnych. Jego głos jest tak nasiąknięty emocjami, że jak opowiada o strzelaninie, zamknięciu w szafie, ścisku, ciasnocie, pocie i strachu tak miałam wrażenie, że jestem jednym z uczestników tej masakry. Muszę oddać autorce, że to dzięki jej narracji było to możliwe. Jest ona tak obrazowa, tak przepełniona uczuciami, że czytelnik momentalnie utożsamia się z bohaterami, z brzucha wyrasta mu mentalna pępowina, która swoimi mackami wczepia się w karty książki. Od tej pory czujemy to co Zack, myślimy tak jak Zack, wraz z nim cierpimy i wkraczamy do tunelu, na którego końcu widać światełko nadziei. 
Wybranie na narratora powieści 6-letniego chłopca, było zabiegiem ciekawym i dość niecodziennym. Choć zdarzyło mi się przeczytać sporo powieści o strzelaninach w placówkach dydaktycznych, tak ta jest pierwszą opowiedzianą z perspektywy dziecka. Dorośli często wychodzą z założenia, że tragiczne wydarzenia, których uczestnikami są małe dzieci mają mały wpływ na ich rozwój, zostaną szybko zapomniane gdyż małoletni nie do końca rozumieją ich znaczenie i konsekwencje. Nie zdają sobie sprawy, że to w tym wieku kształtuje się nasza osobowość, i traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa będę miały wpływ na całe dalsze życie. Dla kogoś kto przeżył tragedię najważniejsza jest pomoc psychologiczna i wsparcie ze strony rodziny. Dziecko musi poczuć się jak w kokonie, pęcherzu płodowym, musi odbudować w sobie poczucie bezpieczeństwa, które zostało zniszczone. O Zacku wszyscy zapomnieli. Pogrążyli się we własnej żałobie, próbowali znaleźć sposób na życie w tych zupełnie nowych okolicznościach. Płakali nad utratą dziecka, walczyli z rodziną mordercy, szukali winnych, podsycali w sobie nienawiść. A gdzieś w tym wszystkim był Zack, który walczył o chwilkę uwagi, której się nie doczekał. Wzruszyła mnie scena, w której babcia chłopca, kupiła banany, uwielbiane przez zabitego brata Zacka. On jedyny je jadł. Owoce wylądowały w koszu na śmieci. Płakałam. Nie rozumiałam jak można w ten sposób traktować własne dziecko. Jedyne co słyszał to : później, nie teraz, nie przeszkadzaj, odejdź. Był przestawiany z kąta w kąt, traktowany przedmiotowo, wykluczony i skazany na cierpienie w samotności. Rodzina się rozpadła, każdy znalazł własną drogę prowadzącą do wyleczenia.

Autorka w przerażający, realistyczny sposób maluje obraz "po tragedii". Jej proza jest pełna życia, uczuć, namiętności i bólu. Opisuje nie historię jednej rodziny, lecz całej społeczności borykającej się ze stratą najbliższych. Ludzie, którzy do tej pory żyli w przyjaźni, zaczynają się od siebie oddalać, stają się nieufni, zamykają drzwi. Świat po masakrze traci barwy, na ziemię spada deszcz smutku. W rodzinie Zacka zamiast miłości pojawia się złość, krzyk, płacz i desperacja. Rodzice nie potrafią ze sobą rozmawiać. Jedynym spokojnym miejscem okazuje się szafa w pokoju brata. Szafa pełna książek, które stają się dla chłopca odskocznią. To właśnie one są inspiracją do wyrażenia siebie za pomocą kolorów, namalowania mapy uczuć gdzie czarny oznacza złość, zielony szaleństwo, żółty szczęście a czerwony zażenowanie. Zack był wyjątkowym, emocjonalnym i inteligentnym dzieckiem. Zachowywał się dorośle. Czasem nie mogłam uwierzyć, że miał dopiero 6 lat. Wydaje mi się, że to właśnie on rozpoczął proces godzenia się z nową rzeczywistością, to dzięki niemu możliwe było podjęcie próby "wyzdrowienia". Książkę tę powinni przeczytać wszyscy rodzice nawet Ci, którzy wiodą na pozór beztroskie i szczęśliwe życie. Autorka na przykładzie małego, niewinnego chłopca pokazuje, jaki wpływ na dziecko mają bezustanne kłótnie rodziców, warczenie na siebie, brak kontaktu fizycznego czy nawet zwykła obojętność. Powinniśmy otworzyć oczy i spojrzeć w dół na tych, których głosik jest najczęściej niesłyszalny. Mama i tata to dwie najważniejsze osoby w życiu dziecka. Symbolizują ciepło, bezpieczeństwo i harmonię. Nie odbierajmy tego dzieciom, nie bądźmy samolubni nawet w obliczu największych tragedii bo w końcu mamy dla kogo żyć.

Nie jest prawdą, że dzieci są "odporne". To, że wspomnienia wyblakną a czas wyleczy większość ran, nie oznacza  że echo wydarzeń z przeszłości nie będzie się odbijać w dorosłym życiu. Pamiętajmy, że dzieci się od nas uczą wzorców zachowań. Odpychając swoje pociechy, żałując im uwagi i miłości, wychowujecie nieczułego robota. Nie każdy jest jak Zack, który okazał się najbardziej odważny i dorosły ze wszystkich. Był jedynym bohaterem tej książki, postacią o której nie zapomnę do końca życia. I wierzcie mi w dzisiejszych czasach takich bohaterów jest wielu, skąd wiecie czy nie kryją się w waszych szafach?

Po każdej nowej strzelaninie politycy w telewizji zapewniają, że myślą o rodzinach ofiar, są z nimi i służą pomocą. Zamiast tych pustych słów powinni wziąć do ręki tę powieść, przeczytać, przemyśleć i wyciągnąć wnioski. Może warto zmienić prawo o swobodnym dostępie do broni palnej? Jak długo jeszcze będziemy czekać, aż strzały będą na porządku dziennym? Aż zamiast szkolnych mundurków nasze dzieci będą nosi kamizelki kuloodporne? "Kolor samotności" to piękna książka. Dobrze napisany, wzruszający i skłaniający do myślenia debiut literacki. Powieść wobec której nie można pozostać obojętnym. Zdecydowanie pierwsza dziesiątka 2018. Polecam.


Tytuł : "Kolor samotności"
Autor : Rhiannon Navin
Wydawnictwo : HarperCollins Polska
Data wydania :17 października 2017
Liczba stron : 336
Tytuł oryginału : Only Child



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 



Z jednego z przeczytanych jakiś czas temu artykułów dowiedziałam się, że strzelaniny w szkołach to w USA norma. Średnio raz w tygodniu ktoś otwiera ogień. 14 lutego tego roku, w Parkland na Florydzie, uzbrojony nastolatek wtargnął na teren szkoły, z której jakiś czas wcześniej został wydalony z powodów dyscyplinarnych. Zginęło 17 osób a 14 zostało rannych. W 2012 roku, w Newtown, 20-letni Adam Lanza po zastrzeleniu swojej matki, pojechał do pobliskiej szkoły, gdzie zastrzelił 26 osób,  większość to dzieci w wieku 6-7 lat. Historia zna wiele takich tragedii a z roku na rok jest ich coraz więcej. Czytamy o nich w gazetach, oglądamy w telewizji, jednak rzadko kiedy zdarza nam się przeczytać coś z punktu widzenia ofiar, szczególnie tych nieletnich. "Kolor samotności" opowiada fikcyjną historię 6-letniego Zacka, któremu udało się przeżyć strzelaninę w szkole. Jednak czy udało mu się przetrwać lata bólu i samotności, które po niej nastąpiły?   Pewnego dnia, tuż przed lekcją matematyki, do szkoły Zacka wpada uzbrojony mężczyzna i zaczyna się strzelanina. Chłopiec wraz z nauczycielem i innymi dziećmi chowa się w szafie. Zabitych zostaje 19 osób, w tym brat Zacka, Andy. Chłopiec nie może zapomnieć o tym wydarzenia. W myślach powracają do niego dźwięki i obrazy, które przywołują traumatyczne wspomnienia. Nie znajduje oparcia ani w przyjaciołach ani w rodzinie. Wszyscy oni pogrążeni są we własnej żałobie i nie mają dla chłopca czasu. Osamotnione dziecko znajduje własny sposób na wyjście z traumy. Ucieka w magiczny świat literatury i sztuki, dzięki któremu próbuje zrozumieć i uporządkować swoje uczucia. Wierzy, że znajdzie sposób na to by pomóc nie tylko sobie, ale również najbliższym.   Zacka poznajemy w dniu kiedy zawalił mu się świat. Jedna z moich amerykańskich przyjaciółek namówiła mnie, żebym koniecznie posłuchała początku książki w formie audiobooka. Tak też zrobiłam. I momentalnie zalałam się łzami. Nawet jak już przerzuciłam się na wersję papierową, w głowie cały czas dźwięczał mi głos narratora, młodziutkiego Kivlighana, znanego z dubbingów telewizyjnych. Jego głos jest tak nasiąknięty emocjami, że jak opowiada o strzelaninie, zamknięciu w szafie, ścisku, ciasnocie, pocie i strachu tak miałam wrażenie, że jestem jednym z uczestników tej masakry. Muszę oddać autorce, że to dzięki jej narracji było to możliwe. Jest ona tak obrazowa, tak przepełniona uczuciami, że czytelnik momentalnie utożsamia się z bohaterami, z brzucha wyrasta mu mentalna pępowina, która swoimi mackami wczepia się w karty książki. Od tej pory czujemy to co Zack, myślimy tak jak Zack, wraz z nim cierpimy i wkraczamy do tunelu, na którego końcu widać światełko nadziei.   Wybranie na narratora powieści 6-letniego chłopca, było zabiegiem ciekawym i dość niecodziennym. Choć zdarzyło mi się przeczytać sporo powieści o strzelaninach w placówkach dydaktycznych, tak ta jest pierwszą opowiedzianą z perspektywy dziecka. Dorośli często wychodzą z założenia, że tragiczne wydarzenia, których uczestnikami są małe dzieci mają mały wpływ na ich rozwój, zostaną szybko zapomniane gdyż małoletni nie do końca rozumieją ich znaczenie i konsekwencje. Nie zdają sobie sprawy, że to w tym wieku kształtuje się nasza osobowość, i traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa będę miały wpływ na całe dalsze życie. Dla kogoś kto przeżył tragedię najważniejsza jest pomoc psychologiczna i wsparcie ze strony rodziny. Dziecko musi poczuć się jak w kokonie, pęcherzu płodowym, musi odbudować w sobie poczucie bezpieczeństwa, które zostało zniszczone. O Zacku wszyscy zapomnieli. Pogrążyli się we własnej żałobie, próbowali znaleźć sposób na życie w tych zupełnie nowych okolicznościach. Płakali nad utratą dziecka, walczyli z rodziną mordercy, szukali winnych, podsycali w sobie nienawiść. A gdzieś w tym wszystkim był Zack, który walczył o chwilkę uwagi, której się nie doczekał. Wzruszyła mnie scena, w której babcia chłopca, kupiła banany, uwielbiane przez zabitego brata Zacka. On jedyny je jadł. Owoce wylądowały w koszu na śmieci. Płakałam. Nie rozumiałam jak można w ten sposób traktować własne dziecko. Jedyne co słyszał to : później, nie teraz, nie przeszkadzaj, odejdź. Był przestawiany z kąta w kąt, traktowany przedmiotowo, wykluczony i skazany na cierpienie w samotności. Rodzina się rozpadła, każdy znalazł własną drogę prowadzącą do wyleczenia.   Autorka w przerażający, realistyczny sposób maluje obraz "po tragedii". Jej proza jest pełna życia, uczuć, namiętności i bólu. Opisuje nie historię jednej rodziny, lecz całej społeczności borykającej się ze stratą najbliższych. Ludzie, którzy do tej pory żyli w przyjaźni, zaczynają się od siebie oddalać, stają się nieufni, zamykają drzwi. Świat po masakrze traci barwy, na ziemię spada deszcz smutku. W rodzinie Zacka zamiast miłości pojawia się złość, krzyk, płacz i desperacja. Rodzice nie potrafią ze sobą rozmawiać. Jedynym spokojnym miejscem okazuje się szafa w pokoju brata. Szafa pełna książek, które stają się dla chłopca odskocznią. To właśnie one są inspiracją do wyrażenia siebie za pomocą kolorów, namalowania mapy uczuć gdzie czarny oznacza złość, zielony szaleństwo, żółty szczęście a czerwony zażenowanie. Zack był wyjątkowym, emocjonalnym i inteligentnym dzieckiem. Zachowywał się dorośle. Czasem nie mogłam uwierzyć, że miał dopiero 6 lat. Wydaje mi się, że to właśnie on rozpoczął proces godzenia się z nową rzeczywistością, to dzięki niemu możliwe było podjęcie próby "wyzdrowienia". Książkę tę powinni przeczytać wszyscy rodzice nawet Ci, którzy wiodą na pozór beztroskie i szczęśliwe życie. Autorka na przykładzie małego, niewinnego chłopca pokazuje, jaki wpływ na dziecko mają bezustanne kłótnie rodziców, warczenie na siebie, brak kontaktu fizycznego czy nawet zwykła obojętność. Powinniśmy otworzyć oczy i spojrzeć w dół na tych, których głosik jest najczęściej niesłyszalny. Mama i tata to dwie najważniejsze osoby w życiu dziecka. Symbolizują ciepło, bezpieczeństwo i harmonię. Nie odbierajmy tego dzieciom, nie bądźmy samolubni nawet w obliczu największych tragedii bo w końcu mamy dla kogo żyć.   Nie jest prawdą, że dzieci są "odporne". To, że wspomnienia wyblakną a czas wyleczy większość ran, nie oznacza  że echo wydarzeń z przeszłości nie będzie się odbijać w dorosłym życiu. Pamiętajmy, że dzieci się od nas uczą wzorców zachowań. Odpychając swoje pociechy, żałując im uwagi i miłości, wychowujecie nieczułego robota. Nie każdy jest jak Zack, który okazał się najbardziej odważny i dorosły ze wszystkich. Był jedynym bohaterem tej książki, postacią o której nie zapomnę do końca życia. I wierzcie mi w dzisiejszych czasach takich bohaterów jest wielu, skąd wiecie czy nie kryją się w waszych szafach?   Po każdej nowej strzelaninie politycy w telewizji zapewniają, że myślą o rodzinach ofiar, są z nimi i służą pomocą. Zamiast tych pustych słów powinni wziąć do ręki tę powieść, przeczytać, przemyśleć i wyciągnąć wnioski. Może warto zmienić prawo o swobodnym dostępie do broni palnej? Jak długo jeszcze będziemy czekać, aż strzały będą na porządku dziennym? Aż zamiast szkolnych mundurków nasze dzieci będą nosi kamizelki kuloodporne? "Kolor samotności" to piękna książka. Dobrze napisany, wzruszający i skłaniający do myślenia debiut literacki. Powieść wobec której nie można pozostać obojętnym. Zdecydowanie pierwsza dziesiątka 2018. Polecam.
 



Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger