Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zagłada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zagłada. Pokaż wszystkie posty
"Wyspa Sachalin" Eduard Verkin

"Wyspa Sachalin" Eduard Verkin

 Wyobraźcie sobie, że świat który znamy przestaje istnieć. Wojna nuklearna, klęski żywiołowe i globalna epidemia „mobilnej wścieklizny”, zamieniająca ludzi w rodzaj zombie, radykalnie zmieniły oblicze Ziemi. Ameryka i Rosja są prawie całkowicie zniszczone, z Europy i Chin zostały żałosne resztki. Jedyna cywilizacja, która przetrwała na prawie doszczętnie zniszczonej planecie, to Japończycy. Oczywiście powojenna Japonia wcale nie jest rajem. To militarystyczne społeczeństwo kastowe, całkowicie przesiąknięte szowinizmem i ksenofobią. Ale na tle globalnej katastrofy, nawet tak nieprzyjazne miejsce jest jak ziemia obiecana....Prawda, że zapowiada się ciekawie?

Gdy światowe mocarstwa pogrążyły się w najbardziej wyniszczającym konflikcie wszechczasów, cywilizacja praktycznie przestała istnieć. Z dawnych stolic pozostały wypalone bombami pustkowia. Tam, gdzie promieniowanie nie zabija na miejscu, panoszy się zaraza, której nie sposób powstrzymać.W oszczędzonej w trakcie wojny Japonii trwa walka o przetrwanie. To właśnie stamtąd pochodzi Lilak – młoda futurolożka, która decyduje się na ryzykowną wyprawę badawczą. Jeśli jej się powiedzie, być może uda jej się dowiedzieć, co czeka ludzi w przyszłości.


Na Sachalin, który Japończycy zamienili w rodzaj gułagu, przyjeżdża dziewczyna o poetyckim imieniu Lilac, córka wpływowego urzędnika, poślubiona Rosjaninowi. Wyspa z jednej strony jest miejscem zesłań przestępców, z drugiej jest punktem tranzytowym dla uchodźców z kontynentu.
Lilac jest praktykującą futurolożką, a jej głównym zdaniem jest przestudiowanie sytuacji na Sachalinie, aby przygotować prognozę na przyszłość. Dziewczyna i jej eskorta Artem, jeden z nielicznych ocalałych Rosjan, wyruszają w podróż po wyspie, która wkrótce zamienia się w prawdziwy wyścig ze śmiercią…Od samego początku uwagę przykuwa wybrany przez pisarza format. Przed nami rodzaj literackiej gry, opartej na notatkach podróżniczych, o tym samym tytule, autorstwa Antona Pawłowicza Czechowa. Klasyk literatury rosyjskiej odwiedził Sachalin w 1890 roku i pozostawił potomnym malownicze szczegóły ponurej egzystencji skazańców, zesłańców, ich strażników i innych ludzi.  Czechow przywiązywał dużą wagę do rzeczowych i statystycznych szczegółów życia na Sachalinie. Książka klasyka jest więc ciekawą hybrydą pamiętnika i badań popularnonaukowych. W pierwszej połowie powieści Eduard Wierkin starannie stylizuje tekst na Czechowa – z wyjątkiem preambuły w której informuje o wojnie światowej i jej skutkach, a także kilku przerywników, z których dowiadujemy się o Artemie i jego otoczeniu. Co do reszty mamy tutaj typowe notatki z podróży, które pozwalają nam zapoznać się z tragicznymi rysami sachalińskiego życia. Ta autorska technika ma zarówno zalety, jak i wady. Starannie obliczona gra literacka robi żywe wrażenie, jednak umiejętną stylizację docenią przede wszystkim ci, którzy czytali „Wyspę Sachalin” Czechowa. Wszystkim innym prawie dwieście początkowych stron powieści może wydawać się nudne. Oczywiście kolorowe szczegóły postapokaliptycznego życia na Sachalinie są szokujące, ale nawet szok szybko staje się czymś powszechnym. Na początku powieści wyraźnie brakuje popędu: Lilak i Artem po prostu przenoszą się z jednego punktu do drugiego. Mniej więcej jedna trzecia książki wydaje się rozwlekłą ekspozycją - stylistycznie i intelektualnie, na pewno ciekawą, ale nieco monotonną. Ponadto postacie początkowo nie budzą zbytniego współczucia – są boleśnie płaskie. Bliżej środka stylizacja Czechowa urywa się: na Sachalinie wybucha powstanie skazańców, bezsensowne i bezlitosne, bohaterowie znajdują się w śmiertelnie niebezpiecznej sytuacji i zmuszeni są dołożyć wszelkich starań, by przeżyć. Na krwawe szczegóły buntu i przygody w duchu „Drogi” i „Mad Maxa” nałożone są nowe zagrożenia i wyzwania, dzięki czemu ani bohaterowie, ani czytelnicy na pewno nie będą się nudzić.

Ideologiczny przekaz powieści wyłania się stopniowo, choć trudno sprowadzić go do wspólnego mianownika. Główni bohaterowie - Artem, rodowity Sachalin Czek, poeta-skazaniec Shiro Shinkai - przechodzą poważne metamorfozy, odgrywając ważną rolę w formowaniu się głównego bohatera. W końcu to Lilak, która całkowicie się zmieniła - zarówno duchowo, jak i fizycznie, będzie musiała położyć nowy początek dla prawie skazanej na zagładę ludzkości. Dlatego też, choć powieść należy do kategorii tych książek, na których okładce naprawdę chce się umieścić znaczek „otworzyć żyły po przeczytaniu”, ostatnie linijki wciąż napawają optymizmem. Pomimo wszystkich prób i nieszczęść ludzkość nie tylko przetrwa, ale także zrobi duży krok w przyszłość, ku gwiazdom. Dopóki nie dochodzimy do postscriptum..Postscriptum w postaci prequelu fabuły jak dla mnie było zupełnie zbędnie i wręcz  zamazuje wrażenie powściągliwego optymizmu, który udało się rozwinąć po  przeczytaniu epilogu. Mimowolnie zaczęłam zadawać sobie pytanie: dlaczego? Dlaczego autor budzi w czytelniku nieśmiałą nadzieję, a potem bezlitośnie go policzkuje?

"Wyspa Sachalin" jest pełna wyobraźni, pełna akcji (przez większość czasu) i absorbująca, choć na poziomie strukturalnym to bezbożny bałagan, z niełatwą mieszanką gatunków, tropów, motywów, postaci, katastrof i prawie wszystkiego innego. "Wyspa Sachalin" to cały świat zszyty z wielu fragmentów rzeczywistości historycznej i literackiej.  Świat prawdziwych skazańców, , którzy trafili do osady, mieszanka Archipelagu Gułag, Resident Evil i Harukiego Murakami. Odpady, brud, śluz, rozkład, zwłoki, smród, otępienie,  krew - to główne składniki dania, które zaproponował nam Eduard Wierkin. Było ono dobre, soczyste , lekko doprawione przerażeniem (zombiakom udało się na„pięć plus”), a na wierzchu trochę skropione nadzieją. Zdecydowanie polecam. 

 

Tytuł : "Wyspa Sachalin"

Autor : Eduard Wierkin

Wydawnictwo : Czarna Owca

Data wydania : 29 wrześnie 2021

Liczba stron : 496

Tytuł oryginału :Остров Сахалин 

 

Za możliwość przeczytania książki i jej zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu :  

https://www.czarnaowca.pl/

 

 




 

 


"Pamiętnik Mary Berg. Relacja o dorastaniu w warszawskim getcie" Mary Berg

"Pamiętnik Mary Berg. Relacja o dorastaniu w warszawskim getcie" Mary Berg

 Choć zarówno historia II Wojny Światowej jak i postać samej autorki są mi dobrze znane, tak nigdy jeszcze nie miałam okazji przeczytać niniejszej książki. Może będzie dla was zaskoczeniem kiedy powiem wam, że pierwsza, anglojęzyczna, wersja tych pamiętników, została opublikowana jeszcze przed końcem wojny, dlatego też znane wówczas fakty i liczby nie dorównywały prawdziwym statystykom. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat przeczytałam wiele książek o Holokauście, w tym sporo o getcie warszawskim i jego powstaniu, ale ta relacja była dla mnie czymś wyjątkowym. Autorka (prawdziwe nazwisko Miram Wattenberg) pisała ją w wieku 15-19 lat, a kiedy odzyskała wolność, postanowiła przeredagować, poprawić swoje dzieło, dlatego też ostateczny rezultat jest połączeniem pamiętnika i pracy autobiograficznej, i myślę, że forma ta zdała egzamin. Bezpośredniość relacji sprawia, że ​​książka jest zarówno fascynująca, jak i trudna w odbiorze. Autorka nie  oszczędziła czytelnikom barwnie opisanego i szczegółowego świadectwa tego, co stało się z Żydami w getcie pod rządami nazistów.

Od oblężenia Warszawy do ostatecznego, brutalnego stłumienia powstania w getcie – autorka dokumentuje ciężką dolę uchodźców, życie nuworyszów, przymusowy werbunek do pracy, deportacje i heroizm bojowników ruchu oporu, którzy powstali przeciwko niemieckiemu uciskowi. Mary, uratowana wraz z rodziną dzięki alianckiej akcji wymiany więźniów, przemyciła z Warszawy pamiętnik rozpoczęty cztery lata wcześniej. Tym samym ujawniła jeden z najbardziej niewiarygodnych dokumentów z okresu II wojny światowej - jedyną w swoim rodzaju, osobistą opowieść o zetknięciu się kochającej życie dziewczyny z niesłychanym ludzkim cierpieniem, niezwykłą relację o jednym z najmroczniejszych rozdziałów historii.


Jak w większości książek faktograficznych opisujących wydarzenia z czasów II Wojny Światowej tak i tutaj, pojawiają się zdjęcia i ryciny upamiętniające ten okres. Bardzo ciekawym dodatkiem była mapa Getta Warszawskiego, do której bardzo często się odwoływałam. Musicie wiedzieć, że urodziłam się na Warszawskim Muranowie, który kilkadziesiąt lat temu  stanowił samo serce getta, dlatego też ta swoista podróż w przeszłość była dla mnie doświadczeniem na poły osobistym. Rdzeń książki stanowi sam "pamiętnik" Marii Berg, który został opublikowany w stanie nie zredagowanym. To co więźniarka napisała mając 15 lat czytacie dziś wy. Dlatego też wydawnictwo (w porozumieniu z autorką oczywiście) postanowiło dodać do książki zestaw notatek, które wyszczególniały błędy popełnione przez Berg, informowały o prawdziwych statystykach, które nie były jeszcze znane w momencie kiedy książka została wydana po raz pierwszy czy po prostu nakreślały szerszy kontekst historyczny by dobrze umiejscowić wszystkie wydarzenia. Indeks nie był dla mnie szczególnie pomocny, ale cieszę się, że został dołączony. Jedną z rzeczy, które pomyliła autorka, były szczegóły i data deportacji sierocińca Korczaka.Oczywiście za błędy i nieścisłości nie możemy winić Marii, gdyż w czasach kiedy pisała swoje pamiętniki, była żyjącą w ciągłym zagrożeniu nastolatką. Osobiście podziwiam ją za to, że w czasach zagłady, kiedy wokół niej umierali ludzie, była w stanie spisać swoje świadectwo prawdy, które przetrwało do dziś. 

"Pamiętnik mary Berg" to książka o szeroko pojętym głodzie. Głodzie fizycznym, głodzie wolności i pokoju. Nasza autorka wraz ze swoją rodziną , ze względu na to że jej matka miała obywatelstwo amerykańskie, należała do grupy uprzywilejowanych Żydów. Mogła cieszyć się z przywilejów do których inni nie mieli dostępu. Pomimo tego nadal żyła w więzieniu, nadal doskwierał jej pusty brzuch i codzienny strach przed niewiadomym. Jest taka jedna rzecz, która zawsze mi imponowała w nas-ludziach : jest nią zdolność do adaptacji i nieskończona potrzeba nauki i samodoskonalenia. Nawet podczas wojny ludzie się organizowali w warsztaty, zakładali tajne uniwersytety, spotykali na fakultetach w opuszczonych piwnicach. Kiedyś miałam wielką przyjemność przeprowadzić wywiad z więźniarką obozu koncentracyjnego Auschwitz, która założyła obozowe radio i teatr. Było to niezapomniane spotkanie, które uświadomiło mi, że nawet jeśli wiemy, że nasze życie może zostać nam zabrane w każdej chwili, to trzeba z niego korzystać. W niniejszej książce pojawiło się wiele postaci, które skradły moje serce. Byli to prawdziwi ludzie, z których większość już nie żyje, którzy oddali serce i duszę polskiej ziemi. Podobnie jak w przypadku innych relacji o Holokauście, po raz kolejny zdumiał mnie, jak wiele dobrego zrobiły katolickie zakonnice , aby pomóc prześladowanym Żydom, zwłaszcza dzieciom. W dzisiejszych czasach, kiedy na jaw wychodzą wszystkie afery związane z klerem, Kościół jest na cenzurowanym. Dlatego cieszy kiedy możemy przeczytać że kiedyś było inaczej, że duchowni zamiast wykorzystywać, to naprawdę służyli ludziom. 

Jeśli miałabym ocenić tę pracę w skali do 5 gwiazdek (gdzie 5 to rewelacja) "Pamiętnik Marii Berg" dostał by solidne cztery. Jedną gwiazdkę bym odjęła za  zakończenie, które wydawało się pospieszne. Wraz z biegiem lat pojawiało się coraz mniej wpisów a niektóre z ostatnich fragmentów wydawały się być napisane już z myślą o publikacji i miały inny charakter niż reszta . Byłam też rozczarowana, że nie udało mi się uzyskać więcej szczegółów na temat wielu osób. W niektórych przypadkach zapewne były one jeszcze nie znane lub nie można było wypowiedzieć ich na głos.  Żałuję, że Miriam Wattenberg nie napisała dodatkowej księgi z życia "po wojnie".

"Pamiętnik Mary Berg" to trudna lektura. Autorka wyjątkowo dobrze pisze o swoim doświadczeniu dorastania pod jarzmem nazistów. Jak zwykle w przypadku wszystkiego, co dotyczy Holokaustu, było tu wiele momentów, które wprawiają w osłupienie jeśli chodzi o  okrucieństwo, do jakiego zdolni są ludzie. Nie potrafię sobie wyobrazić, jakie to uczucie budzić się każdego dnia, wiedząc, że możesz zostać zastrzelony  lub że może to być twoja kolej, by podążyć samotną ścieżką do komory gazowej. Polecam. 

 

Tytuł :  "Pamiętnik Mary Berg. Relacja o dorastaniu w warszawskim getcie" 

Autor : Mary Berg

Wydawnictwo : Prószyński i S-ka

Data wydania : 21 września 2021

Liczba stron : 432

Tytuł oryginału :  The Diary of Mary Berg: Growing up in the Warsaw Ghetto

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :
 


https://www.proszynski.pl/
 
A dostępna jest w salonach lub sklepie internetowym sieci :  
https://www.empik.com/zbyt-blisko-daniels-natalie,p1227335289,ksiazka-p
 

 

 

"Wybrańcy" Veronica Roth

"Wybrańcy" Veronica Roth

 Muszę wam się do czegoś przyznać. Nigdy nie byłam fanką "Niezgodnej". Tak, wiem, przecież to jest niewiarygodne. I mało tego, sama nie wiem dlaczego trylogia ta nie trafiła w moje gusta. Jednak jeśli chodzi o "Wybrańców" to pomysł ten zdecydowanie do mnie przemówił, pewnie dlatego że w przeciwieństwie do zekranizowanej poprzedniczki był mniej "filmowy", sztampowy, mniej wycelowany w aktualne trendy. Na dodatek zawierał bardzo prostą, a zarazem oryginalną przesłankę: co stanie się z wybranymi po tym, jak wypełnią swoją misję i pokonają złą siłę chcącą zawładnąć wszechświatem? Veronica Roth jest już kolejną pisarką gatunku fantasy, która postanowiła iść w zgodzie z najnowszymi trendami, zgodnie z założeniem "piszemy teraz dla dorosłych". Miałam okazję przeczytać jedną książkę jej konkurentki Sarah J. Mass, która przynajmniej dla mnie , dorosłego , doświadczonego czytelnika, okazała się totalnym gniotem. Dlatego też chciałam zobaczyć jak poradzi sobie Pani Roth. I jak wyszło? Choć "Wybrańcy" to nadal YA to jednak nie da się ukryć, iż doświadczenie czyni mistrza. 


Wybrańcy zaczynają się tym, czym inne powieści się kończą – zwycięstwem bohaterów nad potężnym przeciwnikiem. Piętnaście lat wcześniej piątka zwykłych nastolatków została wskazana proroctwem do walki z Mrocznym – potężnym bytem niosącym zniszczenie Ameryce. Mroczny zrównał z ziemią całe miasta i zamordował tysiące ludzi. Wybrańcy, bo takie miano zyskała piątka nastolatków, poświęcili wiele, by go pokonać. Po upadku Mrocznego świat wrócił do normalności… dla wszystkich poza nimi. Bo co można zrobić, jeśli jest się jednym z pięciu celebrytów, z wykształceniem obejmującym jedynie magiczne zniszczenie, kiedy nie ma już na nie zapotrzebowania? A może jednak jest?

 


Nasza narratorka ( i zarazem główna bohaterka ) to młoda kobieta o imieniu Sloane, która wraz ze swoimi przyjaciółmi, Mattem, Ines, Esther i Albie, była częścią  grupy, która pokonała Mrocznego. Pomimo swojego tandetnego imienia, Mroczny jest naprawdę przerażającą postacią, która tworzy magiczne tornada, których głównym zadaniem jest "rozdzielenie"ludzi.  Jak się jednak okazało, żadne wiry, zawieruchy i wyładowania, nie były w stanie zniszczyć naszych dzielnych bohaterów i jak zwykle to dobro okazało się silniejsze. Nasza piątka Drombo odniosła niekwestionowane zwycięstwo i są teraz postrzegani przez "motłoch" (do którego zaliczam się również ja) jako coś w rodzaju skrzyżowania półbogów i celebrytów . Niestety do tego dzbanka miodu ktoś dolał odrobinę dziegciu. Okazuje się bowiem, że Sloane jest rozgoryczona swoim zwycięstwem. Spotykamy się tutaj z dość częstym problemem wśród młodych, uzdolnionych czy po prostu fartownych ludzi, którym udało się osiągnąć szczyt tuż po 20-stce (lub nawet wcześniej) i którzy mają wrażenie, że już nic nie dorówna ich osiągnięciom, że nie uda im się stworzyć niczego lepszego. Czeka ich jedynie ciężka i wyboista droga w dół. Sloane cierpi również na PTSD, które zrodziło się po traumatycznych walkach i z poczucia winy z powodu niewystarczającej siły. Każdy w ich grupie miał swoje własne role do wypełnienia, a Sloane zbyt łatwo wpadła w tryb automatyczny, który sprawił że zaczęła popełniać błędy. Jednak nie martwcie się, "Wybrańcy" nie są mdłym melodramatem, jakiego możecie się spodziewać czytając moją recenzję. Wręcz przeciwnie. Kiedy Sloane jest w rozsypce , nasi bohaterowie kolejny już raz zostają wezwani przez  przedstawicieli rządowych i poinformowani o niewytłumaczalnych zjawiskach zachodzących na całej Ziemi. Istnieje możliwość, że Mroczny- lub ktoś taki jak on - wrócił. W drugiej części książki, świat jaki znamy znika i zastępuje go przerażający realm pełen  magii, tajemnicy i śmierci. Sloane i jej przyjaciele  będą musieli znowu iść do bitwy i tym razem dołączą do nich wszystkie nękające  ich demony. 

Nie da się ukryć iż "Wybrańcy" wciągają praktycznie od samego początku, ale były w nich rzeczy, które nie do końca mi się podobały. Myślę, że budowanie świata jest interesujące, ale tandetne (po raz kolejny, podobnie jak w 'Niezgodnej", historia rozgrywa się w całości w Chicago, co jest w porządku, ale nasuwa się pytanie, jaki jest świat poza miastem, a nawet poza USA? Autorka nigdy nam tego nie zdradziła). Można śmiało powiedzieć, że budowanie świata jest tandetne, jednak tym co mi się podobało jest to, że sama autorka nie traktuje go poważnie. Fragmenty tej książki przypomniały mi powieści Brandona Sandersona, szczególnie fakt że superbohaterowie mogą być moralnie niejednoznaczni, a inne części przypomniały mi Animorfy, zwłaszcza  aspekt znudzonego, przerażonego bohatera oraz sama dynamika drużyny. Wszystkie postacie są skrajnie niedojrzałe, zachowują się jak dzieci, aż do tego stopnia, że ​​musiałam wielokrotnie sobie przypominać, że jednak osiągnęli magiczną 18-stkę. Jeśli chciałabym usprawiedliwić autorkę to mogłabym pospekulować, że jest to spowodowane traumą „osiągania szczytów” w młodym wieku a bohaterowie  są emocjonalnie uwięzieni w umysłach swoich nastoletnich ja. Ale to byłoby jedynie usprawiedliwienie, ponieważ znajdziemy tutaj więcej aspektów , które sprawiają, że książka ta to nadal YA. Należą do nich chociażby narracja i historia ,więc  pomimo przekleństw i odniesień do "nielegalnych" substancji, jest to nadal lektura dla młodzieży.. Część mnie nie może się powstrzymać przed postawieniem pytania czy może ktoś zdecydował, że sprzedaż książek dla dorosłych jest bardziej opłacalna niż tych dla dzieci? I coś co zaczęło się jako młodzieżówka, zostało po prostu zmodyfikowane ? 

W opowieści Roth jest wiele naprawdę interesujących i wartościowych treści. Fabuła zmusza cię do zgadywania co będzie dalej ponieważ chociaż ton tak naprawdę się nie zmienia, kontekst i kąt widzenia już tak. Myślę, że jest to  książka, która albo działa, albo nie działa na poszczególnych czytelników. Postaci nie są łatwe do pokochania (lub polubienia), a fabuła zmienia biegi - na boki, do góry nogami, do tyłu - ale zdecydowanie są momenty błyszczące zarówno w opowiadaniu historii, jak i przetwarzaniu żalu, traumy i niepewności . Dla wielu z nas jest to bardzo prawdziwe; przeżywamy życie do pewnego momentu, a następnie uderzamy w ścianę wołając „co teraz?”. Jedyną różnicą jest to, że przeciętny człowiek nie uderza w tę ścianę po pokonaniu ciemnej magicznej istoty, a nasi bohaterowie tak. 

"Wybrańcy" to opowieść o tym, co dzieje się po pokonaniu zła i powrocie  do normalnego życia. Życia, o którym być może nigdy nie myśleli, że będą mieć, normalności, której nie mogą zaakceptować. Veronica Roth nigdy tak naprawdę nie była wysoko na mojej liście „obowiązkowych lektur”, ale przesłanka do tego "dzieła" naprawdę na mnie zadziałała. Odkrywanie świata i postaci po wygranej bitwie jest fascynujące, a Roth udała się stworzyć niesamowicie interesujący obraz głównej bohaterki. Wprost nie mogę się doczekać kolejnej części by zobaczyć, dokąd naprawdę zmierza ta historia. 


Tytuł : "Wybrańcy"

Autor : Veronica Roth

Wydawnictwo : Media Rodzina

Data wydania : 13 stycznia 2020

Liczba stron : 520

Tytuł oryginału : Chosen Ones

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 
https://mediarodzina.pl/index.php
 

 

 

 

"Ostatni" Maja Lunde [PRZEDPREMIEROWO]

"Ostatni" Maja Lunde [PRZEDPREMIEROWO]

O tak. W końcu się doczekałam kolejnej po "Błękicie" część "Kwartetu sezonowego". Jednak kiedy się dowiedziałam, że będzie on o koniach to poczułam sprzeczne emocje. A dlaczego? Ponieważ  jeśli jest jedna rzecz, której nie mogę w pełni zrozumieć, to jest to miłość do koni. No ale  taki był temat i nie mogłam nic z tym zrobić. Jednak wbrew moim najgorszym oczekiwaniom książka i tak była dobra. Każdy, kto polubił dwie pierwsze powieści "klimatyczne" Lunde, będzie zachwycony "Ostatni" jest pełen wielu niepokojących wydarzeń  i, co nie mniej ważne, fabuła rozgrywa się w nie tak znowu odległej przyszłości co czyni ją wielce prawdopodobną a powieść wielce ekscytującym doświadczeniem literackim.

 

Trzecia część klimatycznej tetralogii Mai Lunde – autorki bestsellerowej Historii pszczół i Błękitu – nareszcie w Polsce!Sankt Petersburg, 1881 rok. Odnalezione w Mongolii kości nowego gatunku konia trafiają do zoologa Michaiła. Ten ze zdumieniem odkrywa, że szczątki do złudzenia przypominają szkielet prehistorycznego dzikiego zwierzęcia i marzy o wyprawie badawczej na stepy mongolskie. Czy awanturnik i poszukiwacz przygód Wolff pomoże mu ziścić to pragnienie? 


Podobnie jak pierwsza książka z serii, ta również składa się z trzech niezależnych wątków narracyjnych. Część pierwsza rozgrywa się w XIX wieku.  Michail Aleksandrovic, kierownik ogrodu zoologicznego w Sankt Petersburgu,  wraz z poszukiwaczem przygód ,Wilhelmem Wolffem, jedzie do Mongolii w poszukiwaniu wyimaginowanego gatunku dzikich koni uważanych tylko za legendę .W części drugiej jest rok 1992 .Karin, niemiecka weterynarz prowadząca badania naukowe, sprowadza gatunek takhi z powrotem do Mongolii, aby spróbować wypuścić go na wolność i sprawić że znów stanie się dziki; i wreszcie w 2064 roku jest Eva, która mieszka ze swoją córką Isą na pozostałościach po starej farmie, w dystopijnej przyszłości, w której brakuje wody i jedzenia i gdzie każdego dnia walczy się o przetrwanie. Brzmi znajomo? Biorąc pod uwagę, że poprzednie tomy zostały zbudowane na tym samym schemacie, możemy śmiało powiedzieć że tak. A czy kolejny raz formuła ta zadziałała? Moim zdaniem Lunde udało się zatrzeć nieprzyjemny posmak, który pozostał we mnie po "Błękicie" , jednak sukces "Historii pszczół" nie został powtórzony. Więc tak, formuła  nadal działała, jednak jej efekty są zdecydowanie słabsze. To, czego brakuje ze względu na przewidywalność struktury, jest kompensowane przez jakość trzech historii, a także przez ich wzajemne powiązania i różne poziomy interpretacji, które się z tym wiążą, w tym symbole, odniesienia i mniej lub bardziej wyraźne podobieństwa.
Trzy mądrze zaprojektowane przez autorkę wątki  mówią nie tylko o środowisku, ale stają się okazją do podjęcia dyskusji na  tematy takie jak : miłość ,rodzicielstwo, przetrwanie, kondycja kobiet. Jednak nie da się ukryć, że to ekologia jest głównym przedmiotem zainteresowania autorki.  W "Błękicie" czytaliśmy o ociepleniu klimatu i jego skutkach. Był to temat niemalże oklepany i mało atrakcyjny. Autorka podzieliła się z nami wiedzą książkową, którą okrasiła swoją wyobraźnią. Tym razem aspekt ekologiczny / naukowy jest zdecydowanie bardziej atrakcyjny, bo mniej znany: zagrożone gatunki z pewnością pozytywnie pobudzą zainteresowanie czytelnika, zamiast je tłumić.

Zmiany klimatyczne i zagrożenie dla niektórych gatunków zwierząt to główne tematy powieści, ale znajdziemy tutaj również sporo wątków dotyczących relacji międzyludzkich. Każdy z trzech głównych bohaterów musi walczyć ze swoją naturą : Michaił ze swoją seksualnością i pragnieniem matki, by oddać wnuki. Karin ze swoim synem, którego nigdy nie pokochała tak, jak on tego potrzebował. I Eva z córką, którą desperacko chce chronić i tym samym uwięzić. Ten drugi poziom, który łączy wątki fabularne, sprawia, że ​​wydarzenia są jeszcze bardziej " nawiedzone" i pokazuje, jak ściśle powiązane są losy wszystkich żywych istot na planecie.

Ponownie uderzyło mnie coś, co już zauważyłam w "Historii pszczół", a mianowicie to, że  Maja Lunde zajmuje się  trzema zupełnie różnymi gatunkami literackimi: dziewiętnastowieczną relacją przygodowo-badawczą, współczesną fikcją i postapokaliptycznymi spekulacjami. I za każdym razem bardzo dobrze wpasowuje się w atmosferę i w myśli bohaterów. Moim zdaniem jest to godne pochwały. Jednak ostatni tom uzmysłowił mi coś jeszcze :  może  było to oczywiste a może zostało stworzone dopiero teraz, ale pojawienie się postaci, którą widziałam już w jednej z poprzednich części, sprawiło, że zdałam sobie sprawę,  że tak naprawdę znajdujemy się w jednym uniwersum narracji. Poza zwykłą satysfakcją jako czytelnika, widząc wspólny wątek, który jest już nie tylko tematyczny, ale także konkretny, uważam, że daje to również większy zakres pracy. Fakt, że każda z tych licznych historii, które czytamy, jest powiązana ze wszystkimi innymi, a dokładniej, że te trzy"przyszłości" są w rzeczywistości jedną wielką mroczną "przyszłością", pokazuje związek między różnymi obszarami przyrody i że świat, w którym żyjemy, jest wspaniałą żywą istotą, którą dobrze jest szanować jako całość.

"Ostatni" to emocjonująca książka o relacjach rodzinnych i "prehistorycznych" koniach z przeszłości i przyszłości, w której zmiany klimatyczne stworzyły atmosferę przypominającą horror. Historie są pięknie połączone a powtarzający się temat podrzędny, dotyczący relacji między rodzicami a dziećmi ,dodaje książce więcej osobowości i człowieczeństwa. Zakończenie książki jest krzepiąco pełne nadziei i sentymentów. Maja Lunde to bez wątpienia bardzo utalentowana autorka, a ta książka jest doskonałym tego przykładem. 


Tytuł : "Ostatni"

Autor : Maja Lunde

Wydawnictwo : Literackie

Data wydania : 13 stycznia 2021

Liczba stron : 512

Tytuł oryginału : Przewalskis hest 

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :  





 

 

"Epidemia" Robin Cook

"Epidemia" Robin Cook

Nigdy się nie spodziewałam, że przyjdzie mi żyć w czasach pandemii. Co prawda nie jest to ani hiszpanka, ani wciąż zabijająca tysiące ludzi malaria czy też straszliwa Ebola, jednak nie da się ukryć iż Covid-19 zbiera swoje żniwo i sieje postrach wśród społeczeństwa, nawet w wiele miesięcy po pierwszej emisji.  Kiedy ludzie się boją, chcą poznać swojego wroga. Nie dziwne więc iż na rynku wydawniczym jest coraz więcej książek, których tematem wiodącym są wszelkiego rodzaju wirusy, zarazy, pandemie i końce świata.  Jednak jeśli szukasz książki o epidemii, w której grozi koniec ludzkości, podczas gdy grupa nieustraszonych bohaterów walczy o przetrwanie - to źle trafiłeś.  Rzeczywistej  "epidemii" jest tutaj bardzo niewiele jest ona jedynie  wątkiem pobocznym do głównej historii. Należy pamiętać iż dzieło Cooka po raz pierwszy zostało opublikowane w 1988 roku, i nijak się ma do dzisiejszych realiów. W zasadzie była to zagadka rodem z Nancy Drew . Z dopasowanym poziomem umiejętności pisania ... 


Gdy założyciel Kliniki Richtera w Los Angeles zapada na nieznaną chorobę, nikt jeszcze nie wie, że to początek epidemii. Już wkrótce jednak chorują lekarze i pacjenci, liczba ofiar rośnie lawinowo, a władze nie potrafią znaleźć przyczyny. Marissa Blumenthal, młoda lekarka z Centrum Kontroli Epidemiologicznej w Atlancie, próbuje rozwikłać zagadkę, z którą nie poradziły sobie autorytety medyczne, i powstrzymać epidemię, nim będzie za późno.

Jeśli zadaliście sobie trud i przeczytaliście opis na okładce książki (zresztą przytoczony przeze mnie wyżej), to wiecie już prawie wszystko. Nic dodać , nic ująć. Na świecie pojawiają się ogniska epidemii wirusa Ebola a lekarz z CDC prowadzi dochodzenie, aby dowiedzieć się, dlaczego. 
Pierwsza połowa książki była nieco dziwna. Znam się troszkę na epidemiologii i uważam ją za bardzo interesującą, więc początek zdecydowanie mi się podobał, z tym że momentami tekst przypominał dokument, omawiający, co by się stało, gdyby wybuchła prawdziwa pandemia i jakie kroki zostałyby podjęte, aby ją powstrzymać. Dla człowieka, który choć trochę orientuje się w temacie, tak naprawdę nie było tutaj nic nowego, ale czuć było, że autor  chciał zainteresować czytelnika, momentami aż za bardzo. Jest tutaj dużo powtórzeń , każdy przypadek opisywany jest on nowa w takim samym schemacie. Dla przykładu : lekarz, który idzie zobaczyć się z pacjentem  zakłada swój sprzęt ochronny, przestrzega sterylnych procedur, minimalizuje ryzyko rozprzestrzeniania się i zarażenia wirusem, myje ręce, gdy skończy ... i tak w kółko.. ilu pacjentów tyle procedur, a my musimy to czytać. 
Druga połowa książki była trochę lepsza, choć raczej  stereotypowa, coś w stylu filmu akcji, w którym bohater pośpiesznie musi dotrzeć do dowodów zanim złapią go złoczyńcy. Nie ma tu nic nowego i tak naprawdę nic ciekawego, chociaż nie jest to kompletna strata czasu, jeśli szukasz rozrywki na kilka godzin. Wymaga to również trochę zawieszenia wiary, kiedy zaczynasz zagłębiać się w motywy i tak dalej, ale dopóki nie szukasz prawdziwej stymulacji umysłowej to da się znieść. 

Jednak to nie schematyczność i brak świeżości zepsuły dla mnie tę książkę. Moim największym problemem było to, że interesujące opisy radzenia sobie z epidemią wirusa są przerywane zostały tandetnym romansem. No wyobraźcie sobie : na świecie panuje pandemia wywołana przez wirusa, którego śmiertelność wynosi 94%, a osoba odpowiedzialna za wynalezienie lekarstwa, nie robi nic innego tylko flirtuje ze swoją podwładną.  Kiedy ta mu odmawia, spędza całą resztę książki, utrudniając jej życie (i bardzo ważną pracę ...), ponieważ nie może się pogodzić z odrzuceniem.Z kolei nasza nie zainteresowana romansem bohaterka czuje się winna,  i zastanawia się (w kółko), czy powinna była po prostu się przespać ze swoim wielbicielem. Na dokładkę mamy tutaj dwóch innych facetów którzy ją podrywają, jednak ona  nie zdaje sobie z tego sprawy. 
Jeszcze raz wam przypomnę, że książka ta została napisana w latach 80-tych i nie da się ukryć, że celem autora było stworzenie silnej, kobiecej postaci. Jednak nie do końca się to udało. Heroiny muszą być ambitne, nieustraszone, zdeterminowane i pewnie siebie a Marissa nie miała żadnej z tych cech. Jest to bohaterka, której wiara w siebie i swoje możliwości, utrzymuje się gdzieś na poziomie pięciolatka. To wszyscy dookoła, a nie ona sama, prześcigają się w pochwałach jaka to ona nie jest słodka i utalentowana. Tak na dobrą sprawę jedyne co wychodzi Marissie najlepiej to odpieranie ataków zalotników.

A potem był wątek psa, moim zdaniem irytujący i zupełnie niepotrzebny. W pierwszej połowie książki za każdym razem, gdy następował nowy wybuch epidemii, powieść poświęcała cały akapit by wyjaśnić, w jaki sposób bohaterka skłoniła kogoś do opieki nad jej pupilem. Potem, kiedy wracała, następował kolejny akapit opisujący, jak bardzo pies jest szczęśliwy, że ją widzi. Nie było żadnego celu dla tego psa oprócz wypełniacza. Co sprawiło, że stałam się bardzo podejrzliwa. Powodem dla wprowadzenia tego wątku było zapewne pokazanie, jak bardzo współczującą postacią była nasza bohaterka. Ale po co? Może po to żebym przewróciła oczami . 

A tymi oczami przewracałam wielokrotnie.  Jest to raczej thriller akcji niż thriller medyczny, gdzie występuje mnóstwo bardzo do siebie podobnych postaci. Na plus działa to, że cały czas coś się dzieje, co jest typowe dla książek Cooka. Na dobrą sprawę gdyby wirusa zamienić na cokolwiek innego, wprowadzić parę modyfikacji w bohaterach i zmienić miejsce akcji, to mielibyśmy zapewne inną z książek tego autora, gdyż są one niezwykle schematyczne. Jest to dobra książka do czytania w samolocie czy autobusie, kiedy nie możesz ruszyć się z miejsca i potrzebujesz na gwałt czegoś, co odwróci Twoją uwagę. Czegoś co nie wymaga zbyt dużo myślenia i nie sprawi , że zaczniesz zastanawiać się nad własnym życiem. I oto jest . W takich momentach zdecydowanie polecam. 


Tytuł : "Epidemia"
Autor : Robin Cook
Wydawnictwo : Rebis
Liczba stron : 296
Tytuł oryginału : Outbreak
 

Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger