Pokazywanie postów oznaczonych etykietą terror. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą terror. Pokaż wszystkie posty
"Moje śliczne" Karin Slaughter

"Moje śliczne" Karin Slaughter

 W komentarzu do swojej książki na portalu Goodreads.com , Karin Slaughter mówi : "Autorzy są zawsze pytani, skąd biorą swoje pomysły, a prawda jest taka, że ​​przez większość czasu nie wiemy. Pomysł to dziwna rzecz - zwykle jest jak ziarenko piasku, które mózg zamienia w perłę.  W przypadku "Moich ślicznych" właściwie już nie pamiętam, kiedy wpadłam na pomysł fabuły. Może  był on gdzieś z tyłu mojej głowy przez cały czas, aż pewnego dnia obudziałam się i stanął mi przed oczami? Aha, i mogę dodać, że brałam Tramadol, silny lek przeciwbólowy, ze względu na wypadnięty dysk, więc może to miało z tym coś wspólnego?). " W każdym bądź razie autorce tak bardzo spodobał się jej nowy pomysł, że porzuciła pisaną ksiażkę i zaczęła prace na fabułą nowego kryminału. Podobno postacie były tak mocno zakorzenione w jej głowie, że kiedy usiadła do napisania pierwszej strony, czuła się jak na dyktandzie.
I muszę wam przyznać, że właśnie tak się to czyta. Jak niezwykle dopracowaną, napisaną z pasją książkę, która została przemyślana od samego początku do końca.


Pewnego dnia dziewiętnastoletnia Julia zniknęła bez śladu. Tragedia na zawsze naznaczyła jej najbliższych. Ojciec popełnił samobójstwo, a siostry, Claire i Lydia, zerwały ze sobą kontakt.
Mija dwadzieścia lat. Paul, mąż Claire, wpływowy milioner, zostaje zamordowany. Przeglądając jego rzeczy, Claire odkrywa przerażające nagrania, na których ktoś brutalnie gwałci i morduje dziewczyny.
Czy Paul miał z tym coś wspólnego, czy tylko oglądał te filmy? Czy przez osiemnaście lat żyła pod jednym dachem z psychopatą?Claire i Lydia, dotąd mocno skonfliktowane, rozpoczynają prywatne śledztwo, które okaże się bolesną wędrówką w przeszłość, dowodem, że czas nie leczy wszystkich ran. Siostry docierają blisko prawdy, a komuś bardzo zależy, by nigdy nie wyszła na jaw. 

 


Karin Slaughter nie jest nowa na listach bestsellerów, sprzedała ponad 30 milionów egzemplarzy swoich książek kryminalnych ,  które przetłumaczono na 32 języki. Urodziła się w małym miasteczku w stanie Georgia, a obecnie mieszka w Atlancie, gdzie rozgrywa się akcja "Moich ślicznych". Historia jest opowiadana z trzech naprzemiennych perspektyw. Claire Scott, wiedzie spokojne i bogate życie. Ma 38 lat , jest w świetnej formie, bez dzieci, za to z mężem  który zarabia znacznie więcej niż potrzeba na dostatnie życie. Czego tu nie lubić? Jednak pewnego dnia mężczyzna zostaje zamordowany i sielanka się kończy. Z kolei  życie Lydii Delgado jest nieco inne. Samotna matka, lat 41, walcząca o przetrwanie, skłócona z większością członków rodziny, prowadzi firmę zajmującą się pielęgnacją psów. Jej przeszłość nie wyglądałaby zbyt ładnie w CV. Jakiś czas temu stoczyła się na samo dno, gdzie przez jakiś czas przebywała. Jednak udało jej się odbić. Nawet poznała  całkiem sympatycznego chłopaka w programie dla ludzi wychodzących z nałogu. Z kolei Sam, ojciec zaginionej siostry Lydii i Claire, to typowy buldog.   Nigdy nie wierzył  że jego córka po prostu uciekła. Dlatego poświęcił swoje życie, aby dowiedzieć się, co naprawdę przydarzyło się wydarzyło. Kosztowało go to małżeństwo, a może nawet więcej. Postęp w śledztwie Sama widzimy w jego dziennikach. Przygoda Claire i Lydii rozgrywa się w teraźniejszości. Dwie siostry łączą siły, by dalej poszukiwać prawdy o zniknięciu Julii, i muszą stawić czoła konsekwencjom poznania przez Claire bardzo niepokojących sekretów o jej mężu.

W powieści tej działa kilka elementów lecz jeśli nie jesteś zaangażowany w  bohaterów to reszta nie ma większego znaczenia. Lydia z pewnością miała kłopoty w przeszłości, ale teraz jest całkiem wytrzymałą i silną bohaterką.  Claire sprawia, że ​​zastanawiamy się, dlaczego  tak długo chowała głowę w piasek, ignorując to, co dla nas wygląda jak znaki ostrzegawcze.  Może to jej wrodzona umiejętność? Jednak jeśli głębiej się nad tym zastanowimy to okaże się, że i my często nie zwracamy uwagi na wszelkiego rodzaju przestrogi i ostrzeżenia. Jeśli je rozpoznamy, być może będziemy musieli coś z nimi zrobić, co pociąga za sobą osobiste ryzyko krzywdy fizycznej lub emocjonalnej. Przez większość czasu większość z nas woli trzymać rękę na pulsie. W ten sposób żyjemy ignorując kolejny dzień. Dlatego wydaje się całkowicie wiarygodne, że rozsądni ludzie mogą przeoczyć zachowanie, które może wyróżniać się dla zewnętrznego obserwatora. Szczególnie w przypadku Claire, ponieważ przez większość swojego życia starała się chodzić ze spuszczoną głową.  Widzimy jej wrażliwość, bez względu na to, jak bardzo jest zamaskowana, i łatwo jej współczujemy. Karin Slaughter ma talent do rozwoju swoich postaci : Claire przechodzi od pasywnej do asertywnej, a Lydia od "nikogo" do swego rodzaju antybohatera. Dynamika rodziny odgrywa główną rolę w walce sióstr, zarówno o znalezienie prawdy, jak i znalezienie drogi powrotu do siostrzanej wspólnoty. 

Tytuł "Moje śliczne" sugeruje, że będziemy tutaj mieli do czynienia z bohaterami atrakcyjnymi, pięknymi, pociągającymi. I jest to prawda.  Temat piękna pojawia się  w komentarzach o atrakcyjności jednych i nieatrakcyjności innych. Slaughter analizuje to  jak ludzie reagują na piękno i jak ci atrakcyjni reagują na świat. Jeśli lubisz  thrillery, to jest to książka dla Ciebie. Ostrzegam jednak, że jest ona bardzo graficzna, momentami wręcz krwawa. Zawiera szczegółowe opisy barbarzyńskich tortur, napaści na tle seksualnym i morderstw. Chore i pokręcone działania  seryjnego mordercy nie są pozostawione wyobraźni. Jeśli nie potrafisz poradzić sobie z graficznymi opisami tortur, to zdecydowanie odradzam lekturę. Ja osobiście jestem wielką fanką mrocznych historii , jednak nawet na mnie książka ta miała wpływ w postaci kilku koszmarów. 

Od początku do końca  książka ta była pełna zwrotów akcji. Każdy był kiedyś podejrzany i nigdy nie wiedziałeś, komu możesz zaufać. Ogólnie uważam, że jest to fantastyczna, trzymająca w napięciu  historia, która trzymała  mnie w stanie nadpobudliwej czujności, dopóki nie uzyskałam odpowiedzi na każde nurtujące pytanie. To  jedna z najbardziej pokręconych, niepokojących historii, jakie przeczytałam. Polecam. 

 

Tytuł : "Moje śliczne"

Autor : Karin Slaughter

Wydawnictwo : HarperCollins Polska

Liczba stron : 480

Tytuł oryginału : Pretty Girls 

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 

Z jednego z przeczytanych jakiś czas temu artykułów dowiedziałam się, że strzelaniny w szkołach to w USA norma. Średnio raz w tygodniu ktoś otwiera ogień. 14 lutego tego roku, w Parkland na Florydzie, uzbrojony nastolatek wtargnął na teren szkoły, z której jakiś czas wcześniej został wydalony z powodów dyscyplinarnych. Zginęło 17 osób a 14 zostało rannych. W 2012 roku, w Newtown, 20-letni Adam Lanza po zastrzeleniu swojej matki, pojechał do pobliskiej szkoły, gdzie zastrzelił 26 osób,  większość to dzieci w wieku 6-7 lat. Historia zna wiele takich tragedii a z roku na rok jest ich coraz więcej. Czytamy o nich w gazetach, oglądamy w telewizji, jednak rzadko kiedy zdarza nam się przeczytać coś z punktu widzenia ofiar, szczególnie tych nieletnich. "Kolor samotności" opowiada fikcyjną historię 6-letniego Zacka, któremu udało się przeżyć strzelaninę w szkole. Jednak czy udało mu się przetrwać lata bólu i samotności, które po niej nastąpiły?   Pewnego dnia, tuż przed lekcją matematyki, do szkoły Zacka wpada uzbrojony mężczyzna i zaczyna się strzelanina. Chłopiec wraz z nauczycielem i innymi dziećmi chowa się w szafie. Zabitych zostaje 19 osób, w tym brat Zacka, Andy. Chłopiec nie może zapomnieć o tym wydarzenia. W myślach powracają do niego dźwięki i obrazy, które przywołują traumatyczne wspomnienia. Nie znajduje oparcia ani w przyjaciołach ani w rodzinie. Wszyscy oni pogrążeni są we własnej żałobie i nie mają dla chłopca czasu. Osamotnione dziecko znajduje własny sposób na wyjście z traumy. Ucieka w magiczny świat literatury i sztuki, dzięki któremu próbuje zrozumieć i uporządkować swoje uczucia. Wierzy, że znajdzie sposób na to by pomóc nie tylko sobie, ale również najbliższym.   Zacka poznajemy w dniu kiedy zawalił mu się świat. Jedna z moich amerykańskich przyjaciółek namówiła mnie, żebym koniecznie posłuchała początku książki w formie audiobooka. Tak też zrobiłam. I momentalnie zalałam się łzami. Nawet jak już przerzuciłam się na wersję papierową, w głowie cały czas dźwięczał mi głos narratora, młodziutkiego Kivlighana, znanego z dubbingów telewizyjnych. Jego głos jest tak nasiąknięty emocjami, że jak opowiada o strzelaninie, zamknięciu w szafie, ścisku, ciasnocie, pocie i strachu tak miałam wrażenie, że jestem jednym z uczestników tej masakry. Muszę oddać autorce, że to dzięki jej narracji było to możliwe. Jest ona tak obrazowa, tak przepełniona uczuciami, że czytelnik momentalnie utożsamia się z bohaterami, z brzucha wyrasta mu mentalna pępowina, która swoimi mackami wczepia się w karty książki. Od tej pory czujemy to co Zack, myślimy tak jak Zack, wraz z nim cierpimy i wkraczamy do tunelu, na którego końcu widać światełko nadziei.   Wybranie na narratora powieści 6-letniego chłopca, było zabiegiem ciekawym i dość niecodziennym. Choć zdarzyło mi się przeczytać sporo powieści o strzelaninach w placówkach dydaktycznych, tak ta jest pierwszą opowiedzianą z perspektywy dziecka. Dorośli często wychodzą z założenia, że tragiczne wydarzenia, których uczestnikami są małe dzieci mają mały wpływ na ich rozwój, zostaną szybko zapomniane gdyż małoletni nie do końca rozumieją ich znaczenie i konsekwencje. Nie zdają sobie sprawy, że to w tym wieku kształtuje się nasza osobowość, i traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa będę miały wpływ na całe dalsze życie. Dla kogoś kto przeżył tragedię najważniejsza jest pomoc psychologiczna i wsparcie ze strony rodziny. Dziecko musi poczuć się jak w kokonie, pęcherzu płodowym, musi odbudować w sobie poczucie bezpieczeństwa, które zostało zniszczone. O Zacku wszyscy zapomnieli. Pogrążyli się we własnej żałobie, próbowali znaleźć sposób na życie w tych zupełnie nowych okolicznościach. Płakali nad utratą dziecka, walczyli z rodziną mordercy, szukali winnych, podsycali w sobie nienawiść. A gdzieś w tym wszystkim był Zack, który walczył o chwilkę uwagi, której się nie doczekał. Wzruszyła mnie scena, w której babcia chłopca, kupiła banany, uwielbiane przez zabitego brata Zacka. On jedyny je jadł. Owoce wylądowały w koszu na śmieci. Płakałam. Nie rozumiałam jak można w ten sposób traktować własne dziecko. Jedyne co słyszał to : później, nie teraz, nie przeszkadzaj, odejdź. Był przestawiany z kąta w kąt, traktowany przedmiotowo, wykluczony i skazany na cierpienie w samotności. Rodzina się rozpadła, każdy znalazł własną drogę prowadzącą do wyleczenia.   Autorka w przerażający, realistyczny sposób maluje obraz "po tragedii". Jej proza jest pełna życia, uczuć, namiętności i bólu. Opisuje nie historię jednej rodziny, lecz całej społeczności borykającej się ze stratą najbliższych. Ludzie, którzy do tej pory żyli w przyjaźni, zaczynają się od siebie oddalać, stają się nieufni, zamykają drzwi. Świat po masakrze traci barwy, na ziemię spada deszcz smutku. W rodzinie Zacka zamiast miłości pojawia się złość, krzyk, płacz i desperacja. Rodzice nie potrafią ze sobą rozmawiać. Jedynym spokojnym miejscem okazuje się szafa w pokoju brata. Szafa pełna książek, które stają się dla chłopca odskocznią. To właśnie one są inspiracją do wyrażenia siebie za pomocą kolorów, namalowania mapy uczuć gdzie czarny oznacza złość, zielony szaleństwo, żółty szczęście a czerwony zażenowanie. Zack był wyjątkowym, emocjonalnym i inteligentnym dzieckiem. Zachowywał się dorośle. Czasem nie mogłam uwierzyć, że miał dopiero 6 lat. Wydaje mi się, że to właśnie on rozpoczął proces godzenia się z nową rzeczywistością, to dzięki niemu możliwe było podjęcie próby "wyzdrowienia". Książkę tę powinni przeczytać wszyscy rodzice nawet Ci, którzy wiodą na pozór beztroskie i szczęśliwe życie. Autorka na przykładzie małego, niewinnego chłopca pokazuje, jaki wpływ na dziecko mają bezustanne kłótnie rodziców, warczenie na siebie, brak kontaktu fizycznego czy nawet zwykła obojętność. Powinniśmy otworzyć oczy i spojrzeć w dół na tych, których głosik jest najczęściej niesłyszalny. Mama i tata to dwie najważniejsze osoby w życiu dziecka. Symbolizują ciepło, bezpieczeństwo i harmonię. Nie odbierajmy tego dzieciom, nie bądźmy samolubni nawet w obliczu największych tragedii bo w końcu mamy dla kogo żyć.   Nie jest prawdą, że dzieci są "odporne". To, że wspomnienia wyblakną a czas wyleczy większość ran, nie oznacza  że echo wydarzeń z przeszłości nie będzie się odbijać w dorosłym życiu. Pamiętajmy, że dzieci się od nas uczą wzorców zachowań. Odpychając swoje pociechy, żałując im uwagi i miłości, wychowujecie nieczułego robota. Nie każdy jest jak Zack, który okazał się najbardziej odważny i dorosły ze wszystkich. Był jedynym bohaterem tej książki, postacią o której nie zapomnę do końca życia. I wierzcie mi w dzisiejszych czasach takich bohaterów jest wielu, skąd wiecie czy nie kryją się w waszych szafach?   Po każdej nowej strzelaninie politycy w telewizji zapewniają, że myślą o rodzinach ofiar, są z nimi i służą pomocą. Zamiast tych pustych słów powinni wziąć do ręki tę powieść, przeczytać, przemyśleć i wyciągnąć wnioski. Może warto zmienić prawo o swobodnym dostępie do broni palnej? Jak długo jeszcze będziemy czekać, aż strzały będą na porządku dziennym? Aż zamiast szkolnych mundurków nasze dzieci będą nosi kamizelki kuloodporne? "Kolor samotności" to piękna książka. Dobrze napisany, wzruszający i skłaniający do myślenia debiut literacki. Powieść wobec której nie można pozostać obojętnym. Zdecydowanie pierwsza dziesiątka 2018. Polecam.

 

 

 

"Matrioszka" Paulina Jurga

"Matrioszka" Paulina Jurga

 Lubię kiedy książki zaczynają się od wielkiego "bum", wejścia smoka, przytupu...po prostu czegoś mocnego i szokującego. Może to być porwanie,  morderstwo, kataklizm, klęska żywiołowa , koniec świata... coś niespodziewanego co przykuwa czytelnika do książki już na samym początku. W przypadku tego warunku, "Matrioszka" spełniła moja oczekiwania. I to z nawiązką. Jednak jako doświadczony czytelnik  lubię też, kiedy po spektakularnym początku następuje wyciszenie, kiedy autor daje sobie czas na dopracowanie fabuły a czytelnikom miejsce na przemyślenie i nawiązanie więzi z bohaterami. Tutaj niestety Paulina Jurga zawiodła po całości. Jej książka nie zwalnia ani na minutę, jest niczym rozpędzony pociąg, który wypadł z szyn i taranuje wszystko na swojej drodze/ jest jak tornado, które pustoszy miasta i zabiera ze sobą coraz więcej i więcej rzeczy, by na końcu je wypluć. Ta książka była wprost przesycona akcją, przesycona wydarzeniami . Była zbyt szybka, chaotyczna i ciężko było za nią nadążyć. teraz, już po skończonej lekturze muszę przyznać, że jestem wymęczona niczym po maratonie . 

Matriona Kosłow – to miała być nowa tożsamość Marty Małeckiej. W Rosji czekała na nią rodzina, o której istnieniu wcześniej nie miała pojęcia. Ale w piekle, w którym się znalazła, słowo „rodzina” ma inne znaczenie. Trafiła do rosyjskiej bratwy, w sam środek brutalnego mafijnego świata, gdzie panują okrutne zasady, a każdy skrywa mroczny sekret.
Marta musi walczyć o swoje życie. Nie wie, komu może zaufać, kto jest jej przyjacielem, a kto śmiertelnym wrogiem.
Między nią a pilnującym jej Nikołajem rodzi się gwałtowne uczucie. Czy mężczyzna będzie jej wybawieniem? A może zgubą? I jak daleko posunie się jej brat Izjasław, owładnięty chorą obsesją na punkcie siostry? 


Akcja książki rozpoczyna się od porwania Marty wprost z jej rodzinnego domu i wywiezienia do pięknej Daczy, gdzieś w lasach pod Sankt Petersburgiem. By mafiosi mogli tego dokonać muszą poradzić sobie z ojcem dziewczyny (przynajmniej młoda do tej pory tak go traktowała), który jest policjantem, strażą graniczną na lotnisku oraz samą uprowadzoną, która jest dość niesubordynowana. Muszą również wyrobić się w ramach czasowych, które narzuciła im autorka tekstu, czyli na niespełna kilkunastu stronach. Dla mnie osobiście wszystko to potoczyło się zbyt szybko. Jednego dnia nasza bohaterka gra sobie w siatkówkę i myśli o zbliżającym się turnieju a kilka dni później je obiad ze swoim przyszłym narzeczonym. "Matrioszka" to książka, w której postaci traktowane są bardzo przedmiotowo. Autorka nie zadała sobie trudu stworzenia ich profili psychologicznych. Ba! Ja nawet nie wiem jak Marta wygląda! Co jest dość kuriozalne. Wiem jedynie, że lubi grać w siatkówkę, ma 17 lat i całkiem nieźle idzie jej przeklinanie. Ale to chyba troszkę za mało by móc nawiązać więź z bohaterem prawda? W każdym bądź razie dziewczyna wprost ze zwykłej, polskiej rodziny klasy średniej , zostaje przeniesiona do domu rosyjskiej mafii, gdzie domownikom niczego nie brakuje... no może oprócz wolności. Niestety nie jestem wam w stanie nic opowiedzieć ani o samym domu, ani o mieszkających w nim ludziach , ponieważ i na te tematy autorka nie była zbyt wylewna. Liczy się tylko fabuła, tylko wszelkiego rodzaju patologie, zwroty akcji i tempo, tempo tempo. Na tych około 300 stronach wydarzyło się tyle , co w niejednej trylogii sensacyjnej. Momentami miałam wrażenie, że autorka starała się upchnąć w jednej książce wszystko co obleśne, przerażające i szokujące . Więc mamy tutaj terror fizyczny i psychiczny, strzelaniny, porwania i próby ucieczek, pedofilię, kazirodztwo... no dosłownie wszystko. Oczywiście nie jestem niewiniątkiem i nie powiem, żeby takie tematy mnie szokowały. Bardziej chodzi mi o to, że było ich za dużo, nawet w piekle Dantego nie było tyle patologii . 

"Matrioszka" porusza jeden ważny temat jakim jest współczesne niewolnictwo. Pewnie większość z was myśli, że era "niewolnicza" się skończyła wraz z abolicją w Stanach Zjednoczonych i uzyskaniem przez kobiety praw wyborczych.  Niestety muszę was zawieść. Współczesne niewolnictwo nadal istnieje i mało tego, jest dość popularne. Wystarczy spojrzeć na kraje islamskie, gdzie kobiety nadal zależne są od mężczyzn, czy to ojców czy od swoich mężów. Jednak przypadki ubezwłasnowolnienia zdarzają się również w krajach nam bliższych kulturowo. Jak zapewne wiecie mafie istnieją. Nie są wymysłem pisarzy czy scenarzystów. Pewnie większość z was nigdy nie spotka nikogo z "rodziny" jednak to nie znaczy, że nie żyją w śród nas. We Włoszech, Japonii, Rosji czy Stanach nadal są wielkie mafijne rodziny, gdzie tradycja jest ważniejsza niż nowoczesność, gdzie króluje patriarchat. "Matrioszka" jest doskonałym tego przykładem. Mamy tutaj głowę rodziny, którego słowo jest rozkazem. To on stanowi prawo i mówi pozostałym członkom rodziny czego od nich oczekuje. Każde posunięcie, każde małżeństwo, spotkanie, przedsięwzięcie jest doskonale wykalkulowane by przynieść jak największe zyski. Rosyjski watażka umyślił sobie, że każde jego dziecko ożeni się, bądź wyjdzie za mąż, w wieku 18 lat. Poślubi osobę, która jeszcze bardziej umocni "rodzinę". Nie ważne tutaj są uczucia. Szczerze powiedziawszy nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mój ojciec wybrałby mi partnera i zmusił do tego bym z nim stanęła na ślubnym kobiercu. Dlatego też współczułam Marcie iż została do tego zmuszona. Choć jej nie poznałam to kibicowałam z całego serca i wierzyłam, że uda się jej z całej tej sytuacji wykaraskać. 

Czytając tę książką zastanawiałam się dla  kogo została ona napisana. Sam styl i język sugerują, że jest to książka dla młodzieży, jednak brutalne sceny i poruszane tematy świadczą o czymś innym. Jednak jedno jest pewne, już na pierwszy rzut oka widać, iż jest do debiut literacki. Warsztat jest niedopracowany, kuleje edycja. Nikt nie popracował nad tempem powieści, przez co jest bardzo chaotyczna. "Matrioszka" jest książką , której fabuła jest naciągana, a bohaterowie naiwni i niewiarygodni. Poza tym dość kiepsko mi się czytało o 17-latce , która domaga się seksu od przypadkowego najemnika. Chociaż widziałam , że już jest prawie pełnoletnia, to zawsze jednak jest to "prawie". 

"Matrioszkę" wybrałam dość przypadkowo. Spodobał mi się opis, urzekła okładka...no i miałam ochotę na coś mafijnego dla odmiany od science fiction i powieści erotyczno-obyczajowych, na które ostatnio trafiam. Brakowało mi pikanterii. I muszę przyznać, że to dostałam...niestety w pakiecie z wszystkimi innymi działaniami ubocznymi jak skręt kiszek i nieżyt nosa. Oczywiście teraz troszkę przesadzam, jednak moim zdaniem ta książka do tych godnych zapamiętania nie należy. Osobiście nie sięgnę po kolejne tomy, bo uważam iż wiem jak się zakończy ta cała historia. Zamiast poświęcać czas tej wątpliwej opowiastce, poszukajcie czegoś lepszego. A ponieważ nasze autorki (i autorzy) są ostatnio bardzo płodni, to z pewnością coś znajdziecie. Jeśli nie to służę pomocą. 


Tytuł : "Matrioszka"

Autorka : Paulina Jurga

Data wydania : 10 luty 2021

Wydawnictwo : Otwarte

Liczba stron : 368

 

Tę oraz wiele innych książek dla kobiet znajdziecie na półce księgarni internetowej :
https://www.taniaksiazka.pl/
 

 

 

"Księga Etty" Meg Elison

"Księga Etty" Meg Elison

 Muszę przyznać, że bardzo spodobała mi się pierwsza książka z tej serii pod tytułem "Księga bezimiennej położnej". Czułam, że to zupełnie nowe spojrzenie na dystopijny świat. Kolejna część rozpoczyna się sto lat od momentu, w którym poprzednia książka została przerwana. W tomie pierwszym śledziliśmy losy "położnej", która przeżyła zarazę, która zabiła większość kobiet na świecie oraz wszystkie dzieci. W tej części świat powoli ruszył do przodu i nastąpiła pewna poprawa średniej długości życia kobiet, ale nadal są one wykorzystywane i traktowane jak niewolnice.  Książka ta opowiada historią Etty / Eddy'ego, który wyrusza na ratunek kobietom potrzebującym pomocy i sprowadza je do swojego miasta o nazwie „Nigdzie”. By nie zostać odkrytym obwiązuje piersi pasem  i używa męskiej tożsamości. Po powrocie do domu na powrót staje się "Ettą". 


Etta pochodzi z Nowhere, osady założonej przez tych, którzy przeżyli plagę, w tym przez Bezimienną Akuszerkę. Tajemnicza choroba zniszczyła dawny świat i sprawiła, że przy życiu pozostało niewiele kobiet, a porody są bardzo niebezpieczne. Ci, którzy przetrwali, powoli próbują przywrócić porządek i wprowadzić nowe normy społeczne. W Nowhere kobiety i położne traktuje się jak święte i to one dominują w społeczności. Etta wybiera jednak wolność, jaką dają jej łowiectwo i szabrownictwo. Przemierza pustkowia w poszukiwaniu reliktów przeszłości, które mogą się do czegoś przydać. Czasem zmuszona jest też stawiać czoło bezwzględnym handlarzom niewolników, którzy polują na kobiety i dziewczynki. Dlatego w drodze staje się Eddym.


"Księga Etty" to ten rodzaj kontynuacji, dla której musisz przeczytać poprzednią książkę z serii, aby zrozumieć, co się dzieje. W "Księdze bezimiennej położnej" tajemnicza choroba wymazuje 98% populacji ludzkiej, najbardziej dotknięte są kobiety i nienarodzone dzieci, pozostawiając ok. 1 kobietę na 10 mężczyzn. Straszny świat do życia. Główną bohaterką jest pielęgniarka, która budzi się w szpitalnym łóżku, w którym została pozostawiona na śmierć z powodu choroby. Dzięki jej instynktowi bojowemu i umiejętnościom walczy o przetrwanie w świecie, w którym nie ma już reguł i nie ma przyszłości.  Przebrana za mężczyznę podróżuje z San Francisco na północ w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca do życia. Podczas swojej podróży spotyka ludzi, którzy różnie reagują na tragedię, która ich spotkała. Te przypadkowe spotkania będą miały wielki wpływ na życie naszej bohaterki.  Podobał mi się realizm i sposób, w nowy sposób restrukturyzacji społeczeństwa, wymyślony przez autorkę aby zmierzyć się z nową rzeczywistością. W niektórych częściach kobiety sprzedawano jako niewolnice seksualne, w innych organizowały się w "ulach", zatrzymując w gospodarstwie mężczyzn jako " kochanków". Po przeczytaniu pierwszej części poczułam, że jako  ta książka jest mniej o przetrwaniu i ma mniej akcji niż pierwsza książka. Napis jest mylący, ponieważ porwanie msamodzielna książka jest idealna i nie ma potrzeby pisania drugiej powieści. Nadal nie uważam, by "Księga Etty" była konieczny lub że wniosła wiele do fabuły, ale nie oznacza to, że nie podobała mi się jej lektura.

Akcja księgi Ety toczy się 100 lat po wydarzeniach z pierwszej powieści, w czasie których pozostało niewiele wspomnień ze świata sprzed choroby. Etta jest młodą kobietą mieszkającą w Nowhere, matriarchalnym mieście, w którym kobiety mogły wybrać kim chcą zostać w przyszłości: położną lub matką z całym związanym z macierzyństwem   ryzykiem (wiele matek i noworodków zapadało na  chorobę podczas porodu). Etta  postanowiła się wyłamać i zostać raiderem, osobą, która eksploruje otoczenie w poszukiwaniu cennych rzeczy pozostałych ze Starego Świata do celów handlowych. Ponieważ kobiety są rzadkie i cenne, Etta podczas podróży przebiera się za mężczyznę i staje się Eddiem. Głównym celem Etty / Eddiego jest odnalezienie i ocalenie zniewolonych kobiet oraz doprowadzenie ich w bezpieczne miejsce, do jej miasta. Nie chcę zbytnio zagłębiać się w fabułę.  Książka ta, w przeciwieństwie do swojej poprzedniczki, w mniejszym stopniu porusza temat przetrwania oraz ma zdecydowanie mniej akcji .Praktycznie większość wydarzeń rozgrywa się pod sam koniec książki. Autorka wykorzystuje apokaliptyczny, niesprawiedliwy nowy świat jako tło do dyskusji na temat seksualności i tożsamości seksualnej / płciowej. Poświęca czas omówieniu wyzwań, przed którymi staje to nowe społeczeństwo, niezależnie od tego, czy jest ono matriarchalne czy patriarchalne. W pierwszej książce  również była dyskusja dotycząca  kwestii tożsamości seksualnych i pomyślałam, że temat ten został już wyczerpany. Niestety, w pewnych momentach "Księga Etty" była niczym kalka swojej poprzedniczki.  Nadprzyrodzone zakończenie sprawiło, że musiałam obniżyć moją ocenę, ponieważ nie pasowało ono do surowego realizmu cechującego prozę Elison. Mam nadzieję, że następna książka nie będzie o nadprzyrodzonych mormonach, którzy ratują świat.  

Jak już wspomniałam "Księga Etty" nie podobała mi się tak bardzo jak pierwsza odsłona cyklu, ale myślę, że to dlatego, że trochę czasu zajęło mi przyzwyczajenie się do dwóch głosów : Etty i Eddiego, którzy byli "rozdzieloną" jednością. Jednak kiedy w końcu mi się udało dostosować do nowej narracji to uspokoiłam się i pozwoliłam, by historia mnie porwała. Budowanie świata u Elison jest fenomenalne : każde miasto ma własne przekonania na temat kobiet i dzieci oraz tego, jak utrzymać ludzkość przy życiu. Skłoniło mnie to do wielu przemyśleń. Smutno było patrzeć na to, co się stało  z Ameryką po zarazie - ile rzeczy zostało zapomnianych, straconych bezpowrotnie, i oczywiście na to, co stało się z ludzkością. Kobietom  teraz ciężko jest żyć na tym świecie,  a wyobraźcie sobie tylko, jak ciężko byłoby  bez leków, bez kontroli urodzeń, bez możliwości wyboru? To były aspekty tego dystopijnego świata, które mnie najbardziej interesowały. Uwaga dla potencjalnych czytelników - jest to książka dla dorosłych i znajdują się w niej  drastyczne sceny.  Nic z tego nie zdziwiło mnie ani nie zszokowało (mnie, zapaloną czytelniczkę horrorów)ale niektórych może  Gwałty, pedofila, okaleczanie narządów płciowych, znęcanie się nad dziećmi są częścią świata po zarazie. 

Polecam tę książkę każdemu, kto lubi inteligentne historie,  zawierające eksplorację głębokich i ważnych tematów,  dobrze napisane i pełne realistycznych postaci . Oczywiście mam kilka drobnych uwag ( dlaczego na przykład gorączka nie zmutowała? Dlaczego nie obserwujemy spadku śmiertelności noworodków i zgonów poporodowych po wystarczająco długim okresie, aby w populacji pojawiła się pewna oporność? ) ale nie jest ich na tyle dużo by mieć wpływ na jakość czytania i satysfakcję z lektury. Więc, drogie Pani i Panowie, organizujcie własny egzemplarz a ja tymczasem przepraszam, muszę iść i wykrzyczeć moje płuca z frustracji z powodu tego, co wydarzyło się na końcu.  

 

Tytuł : "Księga Etty"

Autor : Meg Elison

Wydawnictwo : Rebis

Data wydania : 9 lutego 2021

Liczba stron : 356

Tytuł oryginału : The Book of Etta  

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 



Kings of the Wyld

 
 


A dostępna jest w salonach lub sklepie internetowym sieci :  
https://www.empik.com/zbyt-blisko-daniels-natalie,p1227335289,ksiazka-p
 

 

 

"Chłpiec na szczycie góry" John Boyne

"Chłpiec na szczycie góry" John Boyne

 Z niektórych rzeczy, które robimy jako dziecko, jesteśmy dumni.Niektóre przynoszą nam wstyd. Jednak czy jako dorośli ludzie jesteśmy w stanie zapomnieć o tych złych, niegodnych czynach, których się dopuściliśmy i pamiętać tylko dobro? Czy też ten wstyd zostanie z nami do końca życia i będzie prześladować nas zarówno w nocnych koszmarach jak i na jawie? Właśnie na to pytanie stara się odpowiedzieć Boyne w swojej książce "Chłopiec na szczycie góry". Z autorem tym miałam już do czynienia wcześniej. Jego powieść "Chłopiec w pasiastej piżamie" niezwykle mnie poruszyła. Przypuszczam, że Boyne byłby w stanie wykrzesać emocje nawet z kamienia. Ta powieść to potwierdziła.Pokusa władzy i umiejętność kontrolowania umysłów (szczególnie młodych ludzi) jest mrożącym krew w żyłach świadectwem tego, jak ktoś taki jak Hitler mógł dojść do władzy. Chociaż książka ta została napisana jako powieść dla młodych dorosłych, zawiera lekcję dla nas wszystkich.

 

 
Gdy mały Pierrot zostaje sierotą, musi opuścić swój dom w Paryżu i rozpocząć nowe życie ze swoją ciotką Beatrix - służącą w zamożnej austriackiej rodzinie. Jest rok 1935, a II wojna światowa zbliża się wielkimi krokami. Miejsce, do którego trafia chłopiec nie jest zwykłym domem, bowiem jest to Berghof, rezydencja Adolfa Hitlera.
Pierrot szybko zostaje wzięty pod skrzydła Hitlera i wrzucony do coraz bardziej niebezpieczny nowy świat: świat terroru, tajemnic i zdrady, z którego nigdy nie będzie w stanie uciec… 

 


Pierrot to młody chłopak, którego matka jest Francuzką, a tata Niemcem.  Od najmłodszych lat żył na pograniczu dwóch kultur. Jego ojciec, rozgoryczony przegraną swojego kraju w Pierwszej Wojnie Światowej stał się alkoholikiem, matka stara się wypełnić lukę po "nieobecnym" rodzicu. Jest pomostem pomiędzy kulturą tych co zwyciężyli a tymi przegranymi. Najlepszym przyjacielem Pierrota jest Anshel, głuchoniemy, żydowski chłopiec. Kiedy zarówno ojciec jak i matka naszego bohatera umierają (jedno zabite przez pociąg, drugie na gruźlicę) Pierrot zostaje przygarnięty przez swoją ciotkę, która pracuje jako gospodyni w jednej z kwater Hitlera, w Berghof. Przed wyjazdem chłopiec obiecuje swojemu przyjacielowi, że będzie do niego pisał, i przenigdy nie zapomni tego co ich łączyło. Jak tylko dojeżdża na miejsce poddany zostaje powolnemu procesowi indoktrynizacji. Ponieważ boi się odrzucenia, postanawia robić to czego oczekują od niego dorośli. Boyne doskonale rozpracował sposób w jaki pracuje umysł dziecka Byśmy mogli się prawidłowo rozwijać potrzebujemy miłości, stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa. Zazwyczaj to wszystko zapewniają nam rodzice. Lecz co się dzieje, kiedy opiekunowie odchodzą? Sieroty zazwyczaj są zamknięte w sobie, agresywne i bardzo podatne na manipulację. Za miłość i ciepło są w stanie zrobić wszystko. Boją się odrzucenia i opuszczenia. Hitlerowcy bardzo często zabierali małych chłopców (i rzadziej dziewczynki) z domów rodzinnych i umieszczali ich w specjalnych ośrodkach, gdzie robili z nich "żołnierzy Rzeszy", całkowicie oddanych Hitlerowi podwładnych. Podobne indoktrynacja dokonywała się w domach dziecka. Na przykładzie naszego bohatera możecie zobaczyć jak dokładnie przebiegał ten proces prania mózgu. Pierrot, któremu zmieniono imię na bardziej aryjskie Pieter, szybko porzucił "chłopca" , którym kiedyś był dla ideału nazisty, którym miał się wkrótce stać. Dopuścił się ciężkiego grzechu pychy, uważając, że jest lepszy od innych. Szybko zapomniał o rodzinie, przyjaciołach i wszystkich tych, którzy zrobili dla niego coś dobrego. Lata wojny mijały a Pieter stawał się coraz bladszą kopią samego siebie. Stał się młodym człowiekiem przeświadczonym o tym że to właśnie ​​Hitler musi kształtować świadomość narodową i eliminować narastające  konflikty wewnętrzne.  Fuhrer  stał się jego bogiem. Jeszcze wtedy nie zdawał sobie sprawy z tego, jakie to będzie miało konsekwencje. 


Książka jest bardzo dobrze napisana i gładko ponieważ przenosi czytelnika w miejsce i czas, o którym nigdy nie powinniśmy zapomnieć.  Jest doskonałym  wprowadzeniem do wydarzeń z Drugiej Wojny Światowej. Uwielbiałam to jak autor tu i ówdzie przemycał do powieści nazwiska znane z historii. Należy pamiętać, że "Chłopiec na szczycie góry" jest skierowana do młodszych czytelników, dzieci która mogły jeszcze nie słyszeć o II Wojnie. Z pewnością kiedy przyjdzie czas nauki o tym okresie historycznym, będą oni świadomi nazw i miejsc. Pierrota poznajemy jako 7-latka, jednak od samego początku wydaje nam się on dojrzalszy. Nie ma się jednak czemu tutaj specjalnie dziwić. Nie jest niczym nowym, że dzieci osierocone przez rodziców dorastają i dojrzewają szybciej. Czasami to jak mówił nasz bohater, bardziej pasowało do nastolatka niż do niewinnego chłopca. Czytając podziwiałam autora za to, że podjął się ogromnego ryzyka tworząc protagonistę, który jest zdecydowanie antagonistyczny. Dzieci lubią czytać o bohaterach dobrych i walecznych, cnotliwych i lubianych. Pierrot nie posiadał żadnej z tych cech. Ja jako dorosły czytelnik wiedziałam do czego zmierza autor i wierzyłam w to, że uda mu się przekonać do swojego pomysłu nawet tych najmłodszych. Ważne jest abyśmy nauczyli się myśleć nieszablonowo. 

Moim zdaniem każda książka, która zmusza czytelników do zadawania pytań, jest ważna i potrzebna. "Chłopiec na szczycie góry" zdecydowanie porusza i skłania do myślenia. Pierrot jest uosobieniem poniżenia, udręki i rozpaczliwej potrzeby odkupienia Niemiec jako kraju, który po I wojnie światowej stanął w obliczu traktatu wersalskiego. Nic dziwnego, że obywatele Niemiec poczuli potrzebę stosowania tak agresywnych metod. Nasz bohater nie tylko się zatraca, ale staje się potworny dla ludzi, których w normalnych okolicznościach traktował by z szacunkiem.  To dzięki "badaniu" jego charakteru możemy zobaczyć, jak ludzie w społeczeństwach zmieniają swoje słabości w coś bardzo niebezpiecznego, ustanawiając politykę i podejmując decyzje w nielogiczny sposób. 

 

Droga głównego bohatera jest smutna i niepokojąca. Utrata niewinności i wzrost nienawiści są doskonale przedstawione i wywołują w czytelniku rozpacz. Chociaż akcja powieści rozkręca się powoli to jednak ilość dyskusji, które może zapewnić młodym czytelnikom, jest warta czekania. Porusza wiele ważnych kwestii takich jak przyjaźń, śmierć, zastraszanie, utratę niewinności, walkę o to, co słuszne i naukę znajdowania własnej drogi pomimo otaczających Cię złych sił.„Chłopiec na szczycie góry” jest dobrym, ale niepokojącym spojrzeniem na ludzki umysł, by dostrzec jak krucha  jest niewinność i jak łatwo możemy zostać zepsuci i oślepieni. Zdecydowanie polecam najmłodszym, młodszym oraz ich rodzicom. Do rodzinnej dyskusji.

 

Tytuł : "Chłopiec na szczycie góry"

Autor : John Boyne

Wydawnictwo : Replika

Data wydania : 15 marca 2017

Liczba stron : 272

Tytuł oryginału :  The Boy At The Top Of The Mountain 

 


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :


https://replika.eu/

 

Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger