Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojsko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojsko. Pokaż wszystkie posty
"Lista śmierci" James Carr

"Lista śmierci" James Carr

 Jakiś czas temu mój kolega za Stanów Zjednoczonych powiedział mi, że jak tylko będę mieć okazję przeczytania "Listy śmierci" to koniecznie muszę to zrobić. Zastanawiałam się nawet czy nie sięgnąć po oryginał, jednak czytanie po angielsku wymaga ode mnie więcej skupienia i czasu. Ale jak tylko się dowiedziałam, że wydawnictwo Czarna Owca podjęło się tłumaczenia to cierpliwie czekałam aż książka pojawi się w księgarniach. I oto jest. Już przeczytana. Jack Carr w swojej powieści wykorzystał elementy swoich wcześniejszych doświadczeń z pracy w wojsku. Stworzył  (i rozwinął) wspaniałą postać Jamesa Reece'a, i umiejscowił go w środku czegoś fantastycznego, w środku ekscytującej przygody. SEALS to czubek włóczni. To Spartan 300. Są najniebezpieczniejszą bronią na świecie, a James Reece zaraz pokaże na co go stać. 

Afganistan. Oficer elitarnej formacji Navy SEALs, James Reece, dowodzi operacją prowadzoną pod osłoną nocy. Gdy jego oddział wpada w zasadzkę, Reece jest jednym z dwóch ocalałych. Jako dowódca zostaje obarczony winą za największe niepowodzenie w historii amerykańskich sił specjalnych.W dniu powrotu do Stanów Zjednoczonych żołnierz, który uczestniczył razem z nim w feralnej operacji, popełnia samobójstwo. Jednak żadna z tych tragedii nie może mierzyć się z tym, co zastanie we własnym domu. Doprowadzony do ostateczności odkrywa, że ma tylko jeden powód, by żyć dalej – zemstę. 


Od samego początku czytelnik ma wrażenie, że coś jest tutaj nie w porządku. Kiedy zespół SEALs komandora porucznika Jamesa Reece’a zostaje pokonany w zasadzce w Afganistanie, dowódca nie może w to uwierzyć. Jak to mogło się stać? Czy zawiodły dane wywiadowcze? Przecież w takich misjach najważniejsze są informacje, nie szczęście. Czujemy złość komandora, który od samego początku przeczuwał niepowodzenie. Do tej pory jego zespół sam wybierał misje, w które się angażował, ta została im narzucona odgórnie. Jako jeden z dwóch ocalałych i jednocześnie dowódca nie potrzebuje schematu blokowego z wiązką czerwonych strzałek i zielonych kółek, aby wiedzieć, komu zostanie przypięta odznaka porażki. A może winne niepowodzeniu są guzy mózgu wykryte u Reece'a i wszystkich jego podwładnych? Tylko jak to się stało, że najlepsi, wyselekcjonowani, przebadani,więc najzdrowsi, młodzi mężczyźni na świecie cierpią na tę samą chorobę? Coś jest zdecydowanie nie w porządku. Reece trafia do Stanów i szybko okazuje się, że i tutaj nie zazna spokoju.  Okazuje się, że jego najbliższa rodzina została zamordowana w wyniku przypadkowego aktu przemocy gangów. Kilka dni później  ktoś próbuje go zastrzelić na ulicy. Jest oczywiste, że jego życie okazało się dla kogoś niewygodne. Jednak zamachowcy jeszcze nie wiedzą z kim przyjdzie im się zmierzyć. Podążając za wskazówkami Reece, odkrywa, że ​​jego guz jest chodzącą bombą zegarową nie tylko dla niego samego, ale także dla tych, którzy chcą jego śmierci. Nieświadomie on i jego zespół byli częścią eksperymentalnego programu mającego na celu wyleczenie PTSD, jednak kiedy pojawiły się skutki uboczne (w postaci guzów )  żołnierze stali się przeszkodą w wielomilionowym przedsięwzięciu.  Reece zaczyna tworzyć listę, która stanie się podstawą jego wendetty. 


To, co jest najbardziej imponujące w tej książce, to nie wszystkie wyróżnienia (chociaż ich lista jest imponująca), które dostał jej autor, ale zasadność jej napisania. Jack Carr był czubkiem włóczni . Kierował zespołami operacji specjalnych jako dowódca zespołu, dowódca plutonu, dowódca oddziału i dowódca jednostki zadaniowej. W ciągu 20 lat spędzonych w Naval Special Warfare przeszedł z szeregowego snajpera SEAL, do młodszego oficera kierującego zespołami szturmowymi i snajperskimi w Iraku i Afganistanie, do dowódcy plutonu ćwiczącego kontrpartyzantkę w południowych Filipinach,  dowódcy Specjalnej Jednostki Zadaniowej południowego Iraku podczas burzliwego wycofywania się sił USA. Więc jak możecie zauważyć : jest człowiekiem, który zna wojskowość i służby specjalne od podszewki. Mi, jako czytelnikowi, bardzo to zaimponowało. Lubię autorów, którzy wiedzą o czym piszą, gdyż ich informacje są z pierwszej ręki. Ale wiecie co lubię jeszcze bardziej?   Filmy i książki o zemście. Kto choć raz w życiu nie marzył o oczyszczeniu świata ze wszystkich ludzi, którzy ich obrazili, wyśmiewali, a nawet próbowali zniszczyć ich życie lub karierę? W moim przypadku, całkowite wyeliminowanie wrogów na zawsze pozostanie w sferze marzeń, za to Reecowi udało się je spełnić. 


Przyjrzyjcie się popularności trylogii Johna Wicka. Sama wszystkie części obejrzałam o kilka ( jeśli nie kilkanaście ) razy za dużo. Byłam już całkiem zadowolona z zemsty za morderstwo szczeniaka, a wszystko po tym było zwykłą rzezią. W przeciwieństwie do Johna Wicka, James Reece jest chirurgiem. Zabija tylko tych, którzy zasługują na śmierć. Nie chodzi o zabicie setki facetów, aby dostać się do jedynego dupka, którego musi zdjąć z planszy. Reece jest mądrzejszy. Nie jest piłą łańcuchową; jest tomahawkiem. W 1982 roku narodził się Rambo, może nie pierwsza jednak w moim mniemaniu najgenialniejsza książka o zemście. Miałam piętnaście lat, kiedy obejrzałam go po raz pierwszy i już wtedy całkowicie zmienił sposób, w myślałam o wojnie w Wietnamie. Pamiętam, że po raz pierwszy w życiu zadałam sobie wtedy pytanie, czy ludzie pracujący w rządzie i służbach specjalnych , wydając swoje rozkazy naprawdę kierują się dobrem obywateli? Kwestionowanie prawdziwych intencji rządzących pojawia się również w "Liście śmierci".  Z pewnością istnieją powiązania między książkami Davida Morrella a  dziełem Carra. 

W książce pojawiają się opisy nowoczesnych gadżetów i mnóstwo na pierwszy rzut oka niezrozumiałych akronimów, jednak nie martwcie się na zapas : Carr na końcu książki umieścił przydatny słowniczek definicji, który pomoże Ci w razie napotkania terminu, który pozornie nie ma żadnego sensu. Podróżując  wraz z Reece'em nie czujemy nic innego jak ciągły przypływ adrenaliny. Całość jest dobrze napisana i pojawia się wiele przejmujących i chwytających za serce scen. Momentami jest mocno i brutalnie. Czyli dokładnie tak jak na wojnie : czy to prawdziwej czy osobistej. Trumny ozdobione złotymi trójzębami wciąż chwytają za serce. 

 Nareszcie nadszedł czas by Jason Bourne odszedł w cień . Mamy erę Jamesa Reece'a. Nasz nowy bohater jest inteligentny, zaradny i lojalny,  jest ujmującym bohaterem, któremu nie można nie kibicować. Podobnie jak w powieści Brada Thora tak i tutaj każda scena jest znakomicie nakreślona, ​​pełna akcji i napięcia, które zatrzymuje serce. "Lista śmierci" to gorący, debiutancki thriller, który czyta się z taką łatwością jak byśmy oglądali film na wielkim ekranie i podobnie jak dzieła Ludluma ma potencjał do stania się kolejnym hitem kinowym. Zdecydowanie polecam. 

 

Tytuł : "Lista śmierci"

Autor : James Carr

Wydawnictwo : Czarna Owca

Data wydania : 11 sierpnia 2021

Liczba stron : 488

Tytuł oryginału : Terminal List 

 

Za możliwość przeczytania książki i jej zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu :  

https://www.czarnaowca.pl/

 

 

 

 

 

"Budynek Q" David Baldacci

"Budynek Q" David Baldacci

Po najnowszą książkę Baldacciego (oczywiście ostatnią przetłumaczoną na język polski) sięgnęłam chyba w najmniej odpowiednim momencie, czyli na kilka dni przed urodzinami mamy, na które zaplanowana była rodzinna impreza. Moja rodzicielka, korzystając z okazji że córka jest w domu, liczyła na to że zrobię słynne pierożki, sernik na zimno i sałatki, które ponoć "tylko mi nie opadają". Oczywiście pomoc obiecałam ale nie do końca z tej obietnicy się wywiązałam... a to wszystko właśnie przez pana Baldacciego i jego budynek. Zanim przejdę do recenzji powiem wam jedno (i w sumie dalej już nie musicie czytać) : książka jest doskonała. To napakowany akcją thriller/kryminał o militarnych korzeniach, gdzie na każdej stronie coś się dzieje, bohaterowie są wiarygodni a cała fabuła tak wciąga czytelnika, że zapomina o bożym świecie . Choć mam się nie doczekała sernika tak mam nadzieję lektura tej książki, bo właśnie ją dostała w prezencie, jej to zrekompensuje. 

W bazie wojskowej Fort Monroe w Wirginii zjawiają się równocześnie John Puller i Paul Rogers. Żaden z nich nie ma pojęcia o istnieniu tego drugiego. Żaden nie wie, że dawno temu ich drogi już raz się w tym miejscu przecięły. Obaj przyjechali tu zamknąć sprawy, które zaważyły na ostatnich 30 latach ich życia…
Trzydzieści lat. Dwóch mężczyzn. Jeden szuka sprawiedliwości, drugi zemsty…

Na początku rozdziały płynnie przechodzą między scenami z dwóch wątków fabularnych. W pierwszym, po 10 latach, z więzienia zostaje zwolniony przestępca imieniem Paul Rogers. Mężczyzna jest jest zdeterminowany, by zemścić się za coś, co przydarzyło mu się 30 lat temu i zmieniło go w potwora. Nikt ani nic nie jest w stanie go powstrzymać. W międzyczasie Puller zostaje powiadomiony, że sprawa zaginięcia jego matki zostanie ponownie otwarta. Wygląda na to, że ktoś oskarżył ojca Pullera, zasłużonego i wielokrotnie odznaczonego generała, o jej zamordowanie.
Puller, agent specjalny armii, i jego brat Robert, major sił powietrznych, nie wierzą w oskarżenia i chcą poznać prawdę. Na karku mają jednak rząd , który nakazuje im zaprzestanie poszukiwań prawdy. W pewnym momencie oba wątki fabularne zaczynają się zbiegać. 
Muszę przyznać, że od samego początku wiedziałam iż "Budynek Q" jest historią całkowicie zmyśloną. Nie ma szans żeby coś takiego wydarzyło się w rzeczywistości. Ale czy mi to przeszkadzało ? Oczywiście, że nie ponieważ całość wypadła rewelacyjnie. Czytając podziwiałam wyobraźnię autora, jego fenomenalną pamięć i łatwość z jaką łączy ze sobą wątki. Pojawia się tutaj tylu różnorodnych bohaterów, tyle miejsc i tyle "spraw do załatwienia" i historii z przeszłość iż bardzo łatwo się w tym wszystkim pogubić. Jest tu cierpiący na demencję starszą generał Puller, umierająca na raka trzustki przyjaciółka jego żony (której się przypomniało, że może coś wnieść do śledztwa), rzeszę agentów rządowych i setki bohaterów którzy pojawiają się jedynie na moment, jednak za każdym razem coś wnoszą do fabuły. No i oczywiście nie możemy zapomnieć o braciach Pullerach, z których każdy jest niezwykle silną osobowością. Ten natłok postaci i zdarzeń sprawia, że powieść jest niezwykle dramatyczna. Dodam również (choć nie każdemu może się to spodobać), że mamy tutaj do czynienia z elementami science fiction. Nie zajmuje dużo czasu, zanim zorientujemy się, kim naprawdę jest Paul i do czego jest zdolny. I to nie jest ładne. Ale… biorąc pod uwagę, że coś wpływa na jego umysł i ciało, jesteśmy zmuszeni zastanawiać się, czy w tej historii może być coś więcej niż na pierwszy rzut oka?

Ponieważ w moim recenzjach staram się być obiektywną to muszę was przestrzec iż książka ta ma militarny /federalny charakter. Jeśli nie lubicie wojskowości i związanych z nią technologii to możecie być rozczarowani, a momentami nawet znudzeni. Z książki tej możemy się dowiedzieć jak daleko zaszliśmy w dziedzinie medycyny i technologii medycznej (oczywiście część z tego to właśnie o science fiction, o którym pisałam wcześniej). Byłam zafascynowana postępem, który rozgrywa się na naszych oczach, potencjałem który kryje się za najnowszymi osiągnięciami w różnych dziedzinach nauki. Naprawdę, dziś ludzkość dzięki technologii, jest w stanie zrobić tyle dobrego, że aż poczułam się dumna. Jednocześnie gdzieś pod skórą czuję niepokój ponieważ dostęp do najnowszych osiągnięć mają nie tylko dobrzy ludzie lecz i psychopaci. Kiedy odpowiednia "broń" wpadnie w ich ręce może okazać się to katastrofalne w skutkach. Przerażające prawda?
Oczywiście jest to tylko fikcja literacka, której interpretacja zależy od indywidualnych czytelników, a nie wątpię, że niektórzy z nas uznają to wszystko za znacznie bardziej interesujące niż inni.
Teoretycy spisku pokochają tajne eksperymenty wojskowe z użyciem egzoszkieletów (lub czegoś podobnego), a Baldacci zabierze nas również w świat ekscentrycznych bogatych, którzy nie zawahają się przed sprzedaniem swoich kumpli a nawet rządu byle tylko zarobić. Wszystko to sprawia, że ​​jest to kolejna przyjemna lektura autorstwa niezawodnego Baldacciego.

Przykro mi się do tego przyznać ale niestety się starzeję się i zapomniałam wiele z kilku ostatnich książek z tej serii, ponieważ Baldacciemu zajmuje zbyt dużo czasu pisanie kontynuacji. Autor ma cztery, (CZTERY) serie, które pisane i wydawane się naprzemiennie i jest  to trochę rozczarowujące, gdy trzeba czekać około trzech lat na następną powieść z cyklu Pullera. Jeśli nie napiszę o tym recenzji, wszystko jest stracone i nie ma do czego wracać i do czego się odwołać. Dziękuję Bogu za kilku naprawdę świetnych recenzentów.  

Podsumowując jest to  świetna historia z doskonałym, zaskakującym zakończeniem, jednak by w pełni ją zrozumieć i docenić, koniecznie musicie przeczytać poprzednie tomy, ponieważ powracają tutaj historie i nierozwiązane zagadki z przeszłości. "Budynek Q" to kolejna książka której nie potrafiłam odłożyć, po prostu czytałam dopóki nie skończyłam. Zdecydowanie potwierdziła się moja opinia o Baldaccim, jako o autorze, który do tej pory nie napisał złej książki. I oby tak dalej. Jeśli lubicie akcję, tajemnice z przeszłości i ciągłe napięcie to zdecydowanie wam polecam tę lekturę . I nie bójcie się militariów, nawet tych z pogranicza science fiction, są naprawdę ciekawe i fascynujące.
 

Tytuł : "Budynek Q"
Autor : David Baldacci
Wydawnictwo : Dolnośląskie
Data wydania : 1 kwietnia 2020
Liczba stron : 392
Tytuł oryginału : No man's land 


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :  
 
 

"Wybrzeże śmierci" Víctor del Árbol

"Wybrzeże śmierci" Víctor del Árbol

     Muszę przyznać, iż po "Wybrzeże śmierci" sięgnęłam celowo a jednocześnie zupełnie przypadkowo. Jedna z moich koleżanek jest organizatorką wyzwania, w którym jednym z zadań jest przeczytanie powieści hiszpańskiego autora. Jak tylko dostałam możliwość zrecenzowania książki Víctora del Árbol, od razu z niej skorzystałam. Już następnie nie miałam co do niej wielkich oczekiwań, co zapewne by się zmieniło gdybym zadała sobie trud i przeczytała zarówno informacje o autorze jak i samej powieści. Jednak gdzieś w okolicach 50 strony, zdałam sobie sprawę, że trafiłam na książkę, która nie tylko jest oryginalna lecz również niepokojąca w swojej gatunkowej nijakości. Czy zauważyliście, że portale literackie w przypadku, kiedy mają problem ze skatalogowaniem danego tytułu, zazwyczaj wrzucają go do worka z napisem "literatura piękna" lub do tego co stoi obok z etykietką "proza współczesna"? Tak właśnie było w przypadku hiszpańskich recenzentów i portalu Goodreads.com. Polscy opiniotwórcy i krytycy postawili na thriller i literaturę kryminalną. A ja ? Ja myślę, że w tym wypadku można to połączyć. Czy słyszeliście o "pięknym" thrillerze z kryminalną nutą, którego akcja rozgrywa się we współczesności? Jeśli nie to zdecydowanie zachęcam do lektury.

Germinal Ibarra jest pozbawionym złudzeń policjantem prześladowanym przez sławę i własne sumienie. Przed trzema laty poprosił o przeniesie na komisariat w La Coruñi, gdzie schronił się ze swoją melancholią po tym, jak rozwiązanie głośnej sprawy zabójstwa małej Amandy zrobiło z niego bohatera, którym nigdy nie chciał zostać i którym nigdy się nie czuł. To pozorne odcięcie od świata i anonimowość zakłóca pewnej nocy telefon ze szpitala: jakaś poturbowana kobieta, która trafiła na oddział ratunkowy, wzywa go, by przyjechał z nią porozmawiać.Trzy miesiące wcześniej w odludnym zakątku galisyjskiego wybrzeża pojawia się tajemnicza kobieta o imieniu Paola, uciekająca przed własnymi demonami. Wynajmuje pokój u Dolores, Portugalki o wrażliwej i udręczonej duszy, która bez zbędnych pytań przyjmuje ją pod swój dach i wprowadza do kręgu przyjaciół pomagających ulżyć jej samotności.

Na początku myślałam, iż "Wybrzeże śmierci" będzie typowym kryminałem z rozbudowaną warstwą obyczajową, w którym ktoś kogoś zabija, ktoś inny poszukuje a jeszcze inny ucieka. Końcówka miała być oczywista. Jednak wraz z przerzucanymi kartkami okazywało się, że autor wymyka się wszelkim schematom i zamiast zbudować prostą i przejrzystą fabułę, to dodatkowo ją komplikuje i nawarstwia. Żeby w pełni zrozumieć zamysł  Árbola musimy zadać sobie trud i poczytać o krwawej historii Argentyny (no chyba, że akurat macie tę wiedzę w jednym paluszku). Od razu mówię, że obejrzenie filmu "Evita" zdecydowanie nie wystarczy. Nie wiem jak wy, ale lekcje historii powszechnej w moich szkołach, zarówno w podstawówce, jak i w liceum a nawet na studiach, ograniczały się do Europy oraz wojny secesyjnej w Stanach Zjednoczonych. Nie było czasu żeby chociaż liznąć historią Azji czy Ameryki Południowej. Dziś większość wiedzy o tych krajach pochodzi właśnie z książek coraz częściej tłumaczonych zagranicznych autorów oraz z seriali w stylu "Narcos", które niestety mają bardzo dużo wspólnego z rzeczywistością. Jednak tym razem zamiast w Kolumbii, akcja powieści toczy się w Argentynie, a przynajmniej tam wszystko się zaczęło. W roku 1976 w kraju tym, w następstwie zamachu rządy przejęła junta wojskowa. Reżim zawiesił wszelką działalność polityczną. Nowa władza rozpoczęła terror wobec wszystkich przeciwników systemu. Normą stały się aresztowania, tortury i morderstwa.Dopiero wojna o Falklany-Malwiny rozpoczęła proces wprowadzania przemian demokratycznych. Jak dobrze wiecie z historii, tam gdzie rządzi siła, rządzi również niesprawiedliwość, brutalność i zło. Od razu powiem, że "Wybrzeże śmierci" nie jest typową książką historyczno-obyczajową, której akcja rozgrywa kilkadziesiąt lat temu. Ci, którzy nie lubią tego gatunku, niech się nie boją, polityki i "brudnej wojny" jest tutaj bardzo mało a większa część fabuły toczy się w latach współczesnych. Jednak to gdzie nasi bohaterowie znajdują się "dziś" jest wypadkową wszystkich zdarzeń, które wydarzyły się w przeszłości i miały wpływ na ukształtowanie ich psychiki i światopoglądu. Jak to często dzieje się w przypadku takich powieści, mamy tutaj do czynienia ze schematem "oprawcy i ofiary", których role momentami się przenikają. Oczywiście czytelnik od razu wie, kim jest ten dobry, jednak co do tego złego zaczynamy mieć wątpliwości. Jeden z bohaterów powieści jest katem, członkiem junty wojskowej, zmanipulowanym, słabym kaleką, który za wszelką cenę pragnie pozbyć się swoich kompleksów, a jest to możliwe jedynie za pomocą posiadanej władzy nad drugim człowiekiem. Z książki tej możecie się dowiedzieć jak wojskowi prześladowali opozycję, a często i niewinnych cywilów, podczas dyktatury w Argentynie. Przypalano ich elektrycznością, topiono, manipulowano, szantażowano, wiązano, zamykano w ciemności, bito, głodzono....słowa ta można mnożyć w nieskończoność. Szacuje się, że w latach reżimu zabito ponad 30 tysięcy osób, dziś jest to określone mianem ludobójstwa. Muszę przyznać, iż była to trudna lektura. 

A czy oprócz historii książka ta ma coś jeszcze do zaoferowania? Oczywiście. Można ją interpretować na wielu płaszczyznach, i to jest właśnie najpiękniejsze. Przyjrzyjmy się teraz kolejnemu ważnemu tematowi, który został poruszony w tej powieści, a mianowicie kwestii rodzicielstwa. Autor od razu rzuca nas na głęboką wodę. Na samym wstępie poznajemy detektywa Germinala Ibarrę, który zamiast stać po stronie prawa, dopuścił się samosądu. Zabił, oczywiście winnego, pedofila-mordercę,  gdyż uważał że świat bez takiego "elementu" będzie zdecydowanie lepszy. Pewnie się teraz zastanawiacie co to ma wspólnego z rodzicielstwem, otóż to rodzina zamordowanej dziewczynki, zapłaciła za to by prawda nie wyszła na jaw. Matka Amandy, nawet po trzech latach od śmierci córki, nie może sobie poradzić ze stratą. Nigdy nie chciała zachodzić w ciążę. Lubiła swoje beztroskie życie, przygody na jedną noc, pieniądze i wolność. Jednak wszystko się zmieniło kiedy wzięła w ręce tę małą istotkę i spojrzała w jej wielkie oczy. Jak pisze autor, przez dziesięć lat się od niej uzależniała, by pewnego dnia ją stracić. Czytelnik z łatwością wczuje się w rolę Evy, która żyje w zamknięciu, ze zdradzającym ją mężem i despotycznym ojcem milionerem. Czytając tę książkę odnosiłam wrażenie, że jedynie ja spośród wszystkich ludzi, którzy otaczali Evę, rozumiałam co ta kobieta przeżywa. Każdego dnia na nowo. Na jej miejscu też bym uciekła, tam gdzie mnie nie znajdą.
Kolejną odsłoną rodzicielstwa, również nieszczęśliwego, trudnego, jest związek detektywa Ibarry oraz jest syna Samuela. Chłopak choruje na zespół Williamsa, zadki, genetycznie uwarunkowany zespół wad wrodzonych. Pacjenci z zespołem Williamsa mają charakterystyczną dysmorfię twarzy, określaną jako twarz „elfa”, występują u nich wady wrodzone serca, niedoczynność tarczycy, niepełnosprawność intelektualna lub inteligencja w dolnych granicach normy, niezwykle życzliwe usposobienie i zamiłowanie do muzyki (info z Wikipedii). Życie z niepełnosprawnym (szczególnie umysłowo) dzieckiem, musi być wielkim wyzwaniem. Osobiście znam kilkoro rodziców dzieci autystycznych, którzy wieczorami płaczą w poduszkę, gdyż ich pociechy zamiast się przytulać to ich odpychają, a na dotyk reagują sztywnieniem. Jeśli jednak jesteście rodzicami chorego dziecka i myślicie, że lektura ta przyniesie wam nadzieję i ukojenie, to jesteście w błędzie. Owszem jest tutaj analiza uczuć detektywa, jednak pokazuje ona iż jest on tylko człowiekiem, dla którego wychowanie syna jest czasem zadaniem ponad jego siły.
Tych odmian rodzicielstwa jest tutaj wiele. Spotkamy "szaloną" Dolores, która już ponad dziesięć lat opłakuje swoją zaginioną córkę, oraz zdesperowanego seniora rodu Mehlerów, dla którego ważne jest jedynie dobre imię rodziny. Można powiedzieć, że w jednej książce znalazł się pełny przekrój społeczeństwa, i to tego światowego, bez granic. 

 Víctor del Árbol umie pisać. Doskonale łączy ze sobą zwykłą, rzemieślniczą prozę z akcentami literatury nazywanej tą z "wyższej półki". Z jednej książka ta jest typowym kryminałem, a z drugiej powieścią psychologiczną, której autor stara się zgłębić nie tylko umysły swoich bohaterów lecz całego pokolenia. Momentami musiałam się zatrzymać, przemyśleć i zaczerpnąć oddechu, szczególnie jak przyszło mi eksplorować umysł psychopaty-mordercy-pedofila. Prawda, że to troszkę dużo? Jedno jest pewne, mam ochotę na więcej. Uwielbiam thrillery i kryminały, jednak czasem nie wystarcza mi dojście po nitce do kłębka, potrzebuję czegoś więcej i tym razem to dostałam. "Wybrzeże śmierci" to książka przy której można myśleć i nie wymyślić, płakać i się nie "oczyścić", wzruszać, złościć, ciekawić i przeżywać. A czasami nawet nudzić, ale to bardzo rzadko. 

Zazwyczaj piszę kilku zdaniowe podsumowanie mojej recenzji, jednak tym razem się ograniczę do jednego słowa, i to nie dlatego, że nie mam nic do powiedzenia, jednak każde moje kolejne zdanie będzie zbyt ociekało lukrem. Tym słowem jest : Czytajcie!


Tytuł : "Wybrzeże śmierci"
Autor : Víctor del Árbol
Wydawnictwo : Sonia Draga
Data wydania : 13 lutego 2019
Liczba stron : 288
Tytuł oryginału : La víspera de casi todo




Tę oraz wiele innych książek, znajdziecie w księgarni internetowej :
https://www.taniaksiazka.pl/
"Pójdę do jedynej" Kasia Bulicz-Kasprzak

"Pójdę do jedynej" Kasia Bulicz-Kasprzak

 Tytuł : "Pójdę do jedynej"
 Autor : Kasia Bulicz-Kasprzak
 Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
 Data wydania : 20 czerwca 2017
 Liczba stron : 376



 Wojsko śmiechu


Lubię książki obyczajowe. Są doskonałym przerywnikiem po krwawych horrorach lub wywołujących wielkie emocje powieściach. W przypadku książek tego gatunku zawsze nastawiam się na spokojną rozrywkę, na historię która mnie nie przytłoczy. Tak było i w tym przypadku. Autorka ma niesamowity dar snucia opowieści. Sama fabuła jest dość prosta, bohaterowie pełnowymiarowi a opisywany świat barwny i rzeczywisty. Jest do doskonała powieść na letnie dni. Nic tylko usiąść w ogródku ze szklanką mrożonej herbaty by cofnąć się w czasy polskiej demokracji ludowej widziane oczami młodych ludzi.

 Jest połowa XX wieku. Karol i Paweł dopiero wkraczają w dorosłe życie. Karol, syn milicjanta
obraca się w nieciekawym towarzystwie. Przyłapany na kradzieży dostaje ultimatum : albo wojsko albo więzienie. Chłopak postanawia zostać wojskowym.
Paweł wychowuje się na wsi w wielodzietnej rodzinie. Bieda jest dla niego chlebem powszednim. Kiedy zakochuje się w Iśce postanawia zrobić wszystko by dostać mieszkanie i zapewnić swojej ukochanej dostatnie życie. Jedyną na to szansą jest kariera wojskowa. Chłopak opuszcza swój dom rodzinny by przywdziać mundur. 
Krystyna jest sprzedawczynią choć jej ambicje sięgają znacznie wyżej. Pewnego dnia na progu jej sklepu pojawia się przystojny nieznajomy. Dziewczyna zakochuje się. Po kilku miesiącach jak ze snu wychodzi na jaw, że obiekt jej westchnień jest żonaty i ma dwójkę dzieci. Czy kobieta jest w stanie mu wybaczyć fakt, że nie powiedział jej prawdy?

Zacznę od naszych bohaterów. Spotykamy tutaj dość ciekawą mieszankę postaci. Muszę przyznać, że te męskie były lepiej wykreowane, co jest dość nietypowe w przypadku kiedy autorem powieści jest kobieta. Karol i Paweł stwarzają wrażenie chłopaków z podwórka, są swojscy, typowo polscy i tak rzeczywiści, że aż dziw bierze, że nie jest to powieść biograficzna. Praktycznie od pierwszych stron czujemy do nich sympatię. Zupełnie inaczej jest w przypadku postaci kobiecych. Nie wiem czy autorka nie lubi kobiet w ogóle, czy może był to zamierzony zabieg ale nasze protagonistki są patetyczne, nieciekawe, egoistyczne i żałosne. Nie znalazłam w tej książce ani jednej bohaterki, którą dało by się polubić. A jeśli nie lubimy, to tym bardziej nie możemy im współczuć. A szkoda, bo wydarzenia które je dotykały były naprawdę tragiczne. Przez całą książkę, towarzyszyło mi jednak przeczucie, że same są wszystkiemu winne. Krystyna wdaje się w romans z nieznajomym, lecz jest na tyle ślepa, że nie potrafi odczytywać znaków, które się pojawiają. Miałam ochotę krzyknąć, żeby otworzyła oczy. A kiedy prawda wreszcie wychodzi na jaw to co się dzieje? Otóż nic, wymyślane są nowe kłamstwa i dawane kolejne szanse. Wtedy tragedia jest już nieunikniona, ale przestaje nas to dziwić i zaskakiwać. 
Iśka sama nie wie czego chce. Z jednej strony marzy o pracy a z drugiej o bogatym mężu, który będzie ją utrzymywał. Kiedy jej ukochany wyjeżdża do wojska, niezbyt długo zajmuje jej poznanie nowego mężczyzny. Potem pojawiają się wyrzuty sumienia, listy, przeprosiny. Kiedy jej marzenie się spełnia i wyprowadza się na swoje,z małomiasteczkowej kokietki staje się prawdziwą damą, która chce więcej i więcej. Zaczyna mieć pretensje do całego świata, a najbardziej do własnego męża. Ja na miejscu tego mężczyzny uciekłabym gdzie pieprz rośnie.
Bohaterki drugoplanowe są niewiele lepsze. Zresztą wydawało mi się, że wszystkie postaci były budowane na kontrastach. Z jednej strony typowe matki polki a z drugiej wyuzdane panienki szukające zabawy. Skromni, inteligentni mężczyźni i nieznośni kawalarze. Właśnie ten kontrast sprawił, że książka jest niezwykle barwna i momentami zabawna.

Duża część fabuły toczy się w jednostkach wojskowych. Zawsze myślałam, że służba kojarzy się z porządkiem, dyscypliną, rygorem, ciężką pracą. Życie wojaków, przedstawione w tej książce, jest tak sielankowe, że aż mnie dziwi czemu do punktów poboru nie ustawiały się kolejki. W czasach pokoju wojsko polskie pije, uprawia sex, robi sobie kawały i od czasu do czasu pomaga powodzianom. Czy naprawdę życie w wojsku jest takie łatwe i przyjemne, że aż kojarzy się z wakacyjnymi koloniami? zastanawia mnie czy autorka zadała sobie trud by odwiedzić jakąś jednostkę wojskową? Czy porozmawiała z żołnierzami? Oni zapewne opowiedzieliby jej inne historie. Te bardziej tragiczne, od żartów o przyjeździe radzieckiego generała. Nie podobał mi się również obraz polskich żołnierzy. Wiecznie nawalonych, lub myślących o piciu, uganiających się za spódniczkami. Nie chcę myśleć, że mojego kraju bronią ludzie, którzy wiecznie chodzą na cyku. 

W języku i stylu autorki wyczuwam wielki sentyment do polskiej wsi. Choć opisy nie są tutaj przesadzone to niejednokrotnie łapałam się na tym, że fragmenty dotyczące przyrody i życia na wsi są dłuższe i napisane z wielką pasją. Polska wieś jest prawdziwa i tętniąca życiem. Często się zdarza, że autorzy robią z naszej prowincji zaścianek, tym razem widziałam miejsce jakie znam z czasów mojego dzieciństwa. Szerokie łąki, wielodzietne rodziny, podział na tych biednych i tych troszkę zamożniejszych, wiatr we włosach, pajdy chleba z cukrem. Wieś w tej powieści jest naprawdę piękna, dlatego łatwo zrozumieć tęsknotę bohaterów. 

"Pójdę do jedynej" to dobrze napisana powieść obyczajowa. Traktuje o sile przyjaźni i miłości, tej prawdziwej i jedynej. Miłości, która jest ślepa i głucha na świat zewnętrzny i przyjaźni, która jest możliwa tylko pomiędzy ludźmi mającymi wspólne przeżycia i wspomnienia. To dobrze skonstruowana powieść, którą czyta się niezwykle szybko. Jest spokojna i pomimo tragicznych wydarzeń nie gra na naszych emocjach. Takiego czegoś właśnie potrzebowałam. Polecam tym, którzy mają ochotę się zrelaksować i łyknąć dawkę polskiej historii. 


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania powieści serdecznie dziękuję wydawnictwu :


Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger