Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poród. Pokaż wszystkie posty
"Odruch" Ashley Audrain

"Odruch" Ashley Audrain

 Jeśli przyjęłabym pięciogwiazdkową ocenę książek, to "Odruch" dostał by wszystkie (no może 4,5 ale nie lubię bawić się w półśrodki).  Jest to solidna, wciągająca lektura i choć nie nazwałabym jej moją ulubioną to było w tej powieści coś co wywarło na mnie wielki wpływ i sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać , analizować. Po prostu myśleć. Czuję, że mam tak wiele do powiedzenia na temat tej lektury, więc postaram się, aby było to tak zwięzłe, jak tylko potrafię. Po pierwsze "Odruch" choć został sklasyfikowany jako thriller jest tak naprawdę  dramatem psychologicznym z naciskiem na "psychologiczny". Jeśli szukacie książki , która sprawi że poczujecie na karku dreszcze a w umyśle dyskomfort wywołany strachem, to radzę wam szukać dalej. Zdecydowanie nie jest to powieść dla fanów dreszczowców.  Dla mnie była to naprawdę niesamowicie czytelna fikcja literacka, której nie mogłam odłożyć i o której nie mogłam przestać myśleć robią inne rzeczy.  Jest surowa, mroczna i okrutna, ale na zdecydowanie innym, bardziej metafizycznym poziomie. 


Blythe Connor pragnie być dla swojej małej Violet czułą i troskliwą matką, jakiej sama nigdy nie miała.Ale w tym pierwszym, najbardziej intensywnym i wyczerpującym okresie macierzyństwa Blythe dochodzi do wniosku, że z jej córką jest coś nie tak - dziewczynka nie zachowuje się jak większość dzieci. A może to tylko wyobraźnia? Jej mąż, Fox, uważa, że na pewno przywidzenia. Im bardziej Fox lekceważy jej obawy, tym bardziej Blythe wątpi, czy jest przy zdrowych zmysłach, a my zaczynamy zadawać sobie pytanie, czy jej opowieść o swoim życiu jest prawdziwa.


Czytając "Odruch" pewnie będziecie mieli wrażenie, że jest to tak naprawdę opowieść z jednym głównym bohaterem i jest nim Blythe. Ja postanowiłam przyjrzeć się temu bliżej. Dla mnie Blythe była pewnym symbolem, symbolem matki cierpiącej na "baby blues". Kolejną osobą w swojej rodzinie, która miała problemy z macierzyństwem i wychowaniem dzieci. Nasza bohaterka była z góry skazana na niepowodzenie, tak sobie wmówiła i tak miało być. Głównym zadaniem czytelnika jest poznanie przyczyny, cofnięcie się w czasie do samego początku. Krótko mówiąc, jest to historia życia Blythe, skupiająca się na niej jako mamie i córce. Autorka przedstawia nam  wydarzenia , które rozgrywają się teraz i te sprzed kilkunastu lat, kiedy nasza bohaterka poznała swojego obecnego męża . Przyglądamy się początkom ich związku, patrzymy jak się docierali, jak planowali przyszłość, nad którą niczym gradowa chmura wisiała klątwa rodu"złych, nieudolnych matek". Każda kobieta z  linii krwi Blythe była złym  rodzicem, dlatego też możemy zrozumieć dlaczego Blythe jest zdenerwowana i boi się, że ​​będzie taka sama, pomimo zachęty męża i teściowej, których kocha całym sercem. Kiedy rodzi swoją pierwszą  córkę ,Violet, nie nawiązuje z nią więzi emocjonalnej i zaczyna się zastanawiać czy problem jest z nią, czy też coś jest nie tak z jej dzieckiem. Tak naprawdę "Odruch" jest autobiografią Blythe. Narracja w pierwszej osobie była perfekcyjna i moim zdaniem wielu autorów powinno wziąć ją za przykład. Dzięki autorce mogłam poznać psychikę Blythe, oraz  ludzi wokół niej .O tym co zamierzają lub jak się czują postaci dowiadywałam się z ruchu ich ciała, ekspresji, gestykulacji czy po prostu zwykłych odruchów (ciekawe czy to stąd ten tytuł ). Właśnie te drobne znaki sprawiały, że mogłam podążać w dobrym kierunku. Bo nie zapominajmy, że pierwszoosobowy narrator jest w większości przypadków niezbyt wiarygodny.  Inną rzeczą, którą uwielbiałam był fakt używania przez autorkę zaimków osobowych zamiast imion. Zabieg ten sprawił, że momentami czułam się jak bym faktycznie znajdowała się w pokręconym umyśle naszej bohaterki. Aż dziw , że tak wiele rzeczy mogło się odnosić do tak wielu ludzi.  

Debiut Ashley Audrain jest trudnym do zrozumienia (to naprawdę prawdziwe wyzwanie, takie jakie lubię najbardziej ), wielowarstwowym, złożonym i mrożącym krew w żyłach dramatem rodzinnym, , thrillerem psychologicznym, który zapuszcza się na terytorium horroru. Jest to badanie wielopokoleniowej dysfunkcjonalności kilku rodzin, w których rola matki nie jest całkowicie określona. Książka ta  nagina społeczne oczekiwania wobec macierzyństwa, relacji matka-dziecko i stawia mroczne pytania o kwestie wychowywania dzieci. Audrain napisała porywający i pełen napięcia dramat, który dokumentuje przerażenie rozpadającej się rodziny w najbardziej naturalistyczny i obrzydliwy  sposób. Muszę  być szczera, chociaż jest to lektura prowokująca do myślenia, gdybym wcześniej miała lepsze pojęcie o tym, co napotkam w tej powieści, nie wiem czy zdecydowałabym się ją przeczytać . Nie sądzę, że jest to książka dla każdego. Czytelnicy o słabych mogą nie wytrzymać napięcia. "Odruch" to niepokojąca książka o zniszczonych, złamanych wręcz postaciach, problemach ze zdrowiem psychicznym i realiach rodzin, matek i dzieci, które są dalekie od oczekiwań społeczeństwa.

"Odruch" to bardzo dobrze napisana, mocna i wciągająca powieść o macierzyństwie i tym, jak naturalne jest to uczucie (albo wcale nie). Podobało mi się, jak autorka pokazała wpływ dziecka na życie Blythe i Foxa. Niektóre fragmenty tej historii są szokujące, szczególnie te które  debatują na temat natury i wychowania. Czasami powieść jest brutalnie szczera, ból i poczucie winy Blythe są niemal palące.  Violet jest przerażająco fascynującą postacią i  za każdym razem, gdy była w pobliżu, czułam wzrastające napięcie. Fox i jego matka są interesującymi postaciami i zastanawiasz się, jak bardzo mężczyzna jest winny, gdy coś zaczyna się źle układać. . Są tutaj zakręty i zwroty akcji, z pewnością można powiedzieć, że powieść ta  to intensywna kolejka górska pełna momentów w których ledwo ośmielasz się oddychać. Koniec jest prawdopodobnie przewidywalny, na pewno nie jest nieoczekiwany, ale podkreśla, jak blisko bohaterowie balansowali na krawędzi przepaści.  

Moje  serce nadal bije dla Blythe. Ashley Audrain nie zawahała się - chciała i udało jej się sprawić, że  czytelnicy poczuli się bardzo niekomfortowo. Było kilka wstrząsających scen, w których moje oczy wypełniły się łzami, które spłynęły po twarzy. Były też inne , które tak mnie złościły, że chciałam krzyczeć na bohaterów. Pisanie jest fenomenalne, a tempo jest doskonałe. Jeśli czujesz, że poradzisz sobie z wszechobecną niedolą i ciemnością, która wprost wycieka ze stron to bardzo polecam. Wiem, że będę o tej powieści myśleć jeszcze przez długi czas, a może zostanie we mnie już na zawsze? Wszystkie gwiazdki.  

 

Tytuł : "Odruch"

Autor :  Ashley Audrain

Wydawnictwo :  Prószyński i S-ka

Data wydania : 26 stycznia 2021

Liczba stron : 368

Tytuł oryginału : The Push 

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :
 


https://www.proszynski.pl/
 
A dostępna jest w salonach lub sklepie internetowym sieci :  
https://www.empik.com/zbyt-blisko-daniels-natalie,p1227335289,ksiazka-p
 

 

 

 

"Księga bezimiennej bohaterki" Meg Elison

"Księga bezimiennej bohaterki" Meg Elison

Kiedy obudziła się w szpitalu, zdała sobie sprawę że w pobliżu nikogo nie ma. Jedynie martwe ciała i wspomnienia szerzącej się choroby. W większości umierały  kobiety, a dzieci i niemowlęta zniknęły. Kiedy przemierza puste ulice, powoli wszystko sobie przypomina. Wreszcie dociera do domu, oazy spokoju i miłości. Kiedyś. Okazuje się, że najbezpieczniejsze miejsce pod słońcem nie jest kryjówką. W mroku czai się gwałciciel, spragniony kobiety psychopata, który próbuje ją zgwałcić. Właśnie wtedy, kiedy cudem udaje jej się obronić i uciec,  zdaje sobie sprawę, że niektórzy przeżyli, jednak zasady i normy społeczne uległy degradacji. Nasza bohaterka postanawia udawać mężczyznę, co ma jej ułatwić przeżycie w postapokaliptycznym świecie...Tak właśnie zaczyna się powieść Elison. A potem jest tylko ciekawiej...i jeszcze mroczniej. 



Na skutek tajemniczej gorączki na całym świecie umiera bardzo wielu mężczyzn oraz niemal wszystkie kobiety i dzieci. Ciąża i poród oznaczają wyrok śmierci – zarówno dla matki, jak i dla dziecka. Samotna położna brnie przez cmentarzysko, jakim stał się świat, usiłując znaleźć dla siebie miejsce w nowej, groźnej rzeczywistości. Filary cywilizacji runęły, została tylko brutalna siła i ci, którzy ją mają.

 


I oto jest, pierwsza w tym roku pretendentka do miana mojej "najlepszej książki 2020". Myślę, że gdybym się posługiwała systemem gwiazdkowym, od jednej do pięciu, "Księga bezimiennej akuszerki" dostałaby 5 z plusem, i to bez najmniejszego zawahania. Jest to jedna z tych powieści, które dostarczając rozrywki, jednocześnie zmuszają do myślenia, otwierają oczy na to co ważne. Była to również jedna z najstraszniejszych książek jakie czytałam z czystko kobiecego punktu widzenia, a przynajmniej jedna z najbardziej poruszających dystopii. Zdecydowanie zasługuje na wszystkie nagrody jakie dostała (i najpewniej dostanie) i już nie mogę się doczekać kolejnych tomów. Mam również nadzieję, że któryś z producentów zdecyduje się na wykupienie praw autorskich i powstanie film. Ja wiem że słodzę i pewnie już wam się zrobiło mdło, jednak prawdą jest, że powieść ta mnie zmieniła. 

Na wstępie  muszę powiedzieć, że niestety nie jest to książka dla każdego. Ze względu na niektóre treści nie powinni sięgać po nią młodsi czytelnicy oraz ludzi o słabych nerwach. Zdecydowanie należy się tutaj znacznik PEGI 15. Pojawiają się tu takie tematy jak : gwałt, okaleczanie narządów rozrodczych, przemoc fizyczna, handel ludźmi, martwe płody czy aborcja. 

W swojej książce autorka przedstawia nam nowy, postapokaliptyczny świat, w którym prawie 99 % ludzkości zmarło na nieuleczalną, autoimmunologiczną chorobę. Przeżyło zaledwie 2 procent mężczyzn i jeden procent kobiet i to właśnie one stają się bardzo poszukiwanym" towarem". Większość jest gwałcona, sprzedawana i traktowana jak psy. Główną bohaterką naszej książki jest Bezimienna Akuszerka,  która stawia sobie za cel dotarcie w bezpieczniejsze miejsce i udając mężczyznę dociera do kobiet i oferuje im szereg możliwości uniknięcia zajścia w ciążę. Chętnie pomaga też przy porodach, ratuje życie ciężarnych, bo wszystkie rodzące się dzieci są martwe.
Ponieważ główna bohaterka  książki wciela się w mężczyznę, możemy zobaczyć wszystkie role płciowe i cechy, jakie posiadają "faceci" w tym „nowym” świecie. Miałam wrażenie, że płeć męska zrobiła wielki krok wstecz i stała się bardziej przerażająca i zezwierzęcona. Jej przedstawiciele wiecznie próbowali pokazać swój status alfy.  Ta książka dużo mówi o rolach płciowych i ich wpływie na każde społeczeństwo. Są one oczywiście wzmocnione ze względu na stosunek mężczyzn do kobiet w tym nowym postapokaliptycznym świecie, ale wnikliwy czytelnik dostrzeże wiele podobieństw z realiami w jakich żyjemy. I to jest właśnie jest najbardziej przerażające.  Nasza położna jest również bardzo otwarta jeśli idzie o swoją seksualność. Identyfikuje się jako bi, jednak najbardziej pociągają ją dusze, a nie ciała. Takie podejście bardzo mnie zaskoczyło, było czymś nowym i świeżym. 

Temat pandemii jest w dzisiejszych czasach bardzo aktualny. Sami żyjemy z wirusem, który zbiera swoje żniwo. Oczywiście nie ma co porównywać obu chorób, bo ta wymyślona jest setki razy groźniejsza. Bardzo podobało mi się to, że autorka nam pokazała  jak różni ludzie, różne kultury radziły sobie w obliczu pandemii i potem, w już post-apokaliptycznym świecie. Podobało mi się również to, że wracała do postaci, które główna bohaterka spotkała na swojej drodze i często mogliśmy poznać ich dalsze losy, choć nigdy przeznaczenie. Muszę przyznać, że nieczęsto płaczę czytając jakoś książkę, jednak tym razem nie mogłam się powstrzymać. Ciągle przed oczami stoi mi widok nagich kobiet, ciągniętych na łańcuchu, gwałconych co noc przez innego mężczyznę czy nawet kilku. Najbardziej bolało to, że te kobiety się poddały, czekały na śmierć która miała być dla nich wybawieniem. Były brudne, złamane, zawszone. Chciałabym żeby każdy przeczytał tę książkę. Szczególnie mężczyźni. Chciałabym poznać męski punkt widzenia na wizję przedstawioną przez Elison. Czy jej scenariusz jest w ogóle możliwy? W końcu cała fabuła książki opiera się na tym, że mężczyźni są z natury źli i kierują się wyłącznie swoją chucią. Czy wieki cywilizacji naprawdę nic nie zmieniły?

Bycie kobietą w dzisiejszym świecie jest trudne, ale próba przetrwania jako kobieta w świecie Elison jest wręcz niemożliwością. Bezimienna Akuszerka  jest jedną z najsilniejszych i najbardziej inspirujących kobiet, o jakich miałam zaszczyt czytać, a nawet nie poznałam jej imienia. 
Ta dziwna bohaterka wybrała drogę samotnego wilka, z dala od ludzi, których traktuje jak zagrożenie. Dziwne, szokujące i ponure. Ale naprawdę dobre. W książce tej możemy usłyszeć echa "Drogi" MaCarthiego… Sprawia, że ​​zastanawiasz się, jak przerażający i ponury może stać się nasz świat. Jednak jest to również powieść pełna nadziei czego jesteśmy świadkami czytając historię położnej ... i nie tylko. Wow .... to było naprawdę imponujące, choć za każdym razem kiedy przewracałam stronę , bałam się co tam znajdę...  Przeczytaj to, jeśli się odważysz i wytrzymasz ciemność ...Polecam. 


Tytuł : "Księga bezimiennej akuszerki"

Autor : Meg Elison

Wydawnictwo : Rebis

Data wydania : 29 września 2020

Liczba stron : 344

Tytuł oryginału : The Book of the Unnamed Midwife

 

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 



Kings of the Wyld

 
 


A dostępna jest w salonach lub sklepie internetowym sieci :  
https://www.empik.com/zbyt-blisko-daniels-natalie,p1227335289,ksiazka-p
 
"Mama Bamba. Porody naturalne - w objęciach mocy, miłości i przyjemności" Robyn Sheldon

"Mama Bamba. Porody naturalne - w objęciach mocy, miłości i przyjemności" Robyn Sheldon

     Poród. Moment na który czekamy przez dziewięć miesięcy. Kojarzy nam się z wielkim bólem i niesamowitą radością. Szczególnie ten pierwszy, kiedy jeszcze nie wiemy czego się spodziewać. Każdy człowiek boi się bólu, tak nas skonstruowano, lecz w dzisiejszych czasach jesteśmy w stanie mu zaradzić. Paracetamol, gaz, epidural i dziesiątki innych środków czekają na nas na oddziale położniczym. Wystarczy jedno słowo by przyszedł lekarz ze strzykawką i sprawił, że będziemy jak nowo narodzone. Robyn Sheldon, położna i facylitatorka mediacji, w swojej książce uświadamia nam, że jesteśmy sobie w stanie pomóc same bez środków przeciwbólowych czy cesarskiego cięcia. Wystarczy wsłuchać się w siebie i dziecko, nawiązać z nim kontakt telepatyczny i dzięki medytacji i wizualizacji będziemy w stanie bez lęku przejść przez najgorszy etap porodu. Ja już niestety nie sprawdzę, ale może są tu jakieś inne mamusie?

Mama Bamba zawiera opisy metod, z których kobiety mogą korzystać w okresie ciąży i porodu, aby niezależnie od przebiegu narodziny były dla nich satysfakcjonującym doświadczeniem. Kluczowe narzędzia, które znajdują się w tej książce, obejmują medytacyjną uważność, relaksację i poddanie się, eksplorowanie nieświadomego umysłu, komunikowanie się z dziećmi w łonie oraz wsparcie porodowe.

Przeżyłam dwa porody lecz w zdaniu tym należy położyć duży nacisk na "przeżyłam". Pierwszy skończył się kleszczami i potworną blizną, która do tej pory mnie szpeci. Drugi wspominam do dziś, a dokładniej staram się sobie przypomnieć : pamiętam ból, rozrywanie od środka a potem to już tylko otumanienie gazem i sztywność po epiduralu. Idąc na porodówkę (dwukrotnie), byłam przekonana, że jestem dobrze przygotowana. Szkoła rodzenia (również zajęcia prywatne), masaże, fachowa lektura, znajomość technik relaksacyjnych - wszystko to miało mi pomóc przejść przez akcję porodową. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że nie obejdzie się bez bólu jednak miałam nadzieję, ze będzie on do wytrzymania. Jak już położyłam się na łóżku i nadeszły skurcze to pierwsze co zrobiłam to zapomniałam wszystko to co kładziono mi do głowy i co sama wyczytałam. Ból był tak paraliżujący, że gdzieś miałam wszystkie techniki oddychania, taniec, piłkę, zmianę pozycji. Jedyne o czym myślałam to strzykawka z lekiem znieczulającym. Kobieta, puchu marny tego świata. "Mama bamba" przeczytałam z czystej ciekawości. Chciałam zobaczyć jaką formę relaksacji i "bezbolesnego" przejścia przez poród oferuje doświadczona położna oraz sprawdzić co "poszło nie tak" w moim przypadku. Okazuje się, że metoda polecana przez Sheldon, tylko nieznacznie odbiega od technik popularnych w Europie. Najważniejszy w całym porodzie , ma być właśnie poród. I nie ważne czy dokonuje się on naturalnie czy poprzez cesarskie cięcie. Ważne jest przygotowanie, wybór miejsca, osoby towarzyszącej oraz formy. Resztę należy zostawić losowi. Kiedy matka jest szczęśliwa, pogodzona za światem to sam poród może przejść łatwo i przyjemnie, w stanie podobnym do snu. Myślę, że w dużej mierze metoda ta oparta jest na myśleniu życzeniowym, jednak nie zmienia to faktu, że warto po tę książkę sięgnąć gdyż nie da się ukryć że posiada ona walory uspokajające i terapeutyczne. Po skończonej lekturze, mając za sobą tak traumatyczne doświadczenia, sama pomyślałam (prawie dałam się przekonać), że poród może być nawet przyjemny, a na pewno nie jest straszny.

Przeprowadzone przez naukowców badania dowiodły, że dziecko uzyskuje świadomość już w łonie matki. Stres, smutek czy odwrotnie relaks i zadowolenie, mają wielki wpływ na psychiczny rozwój płodu. Nie bez powodu już nasze babki mówiły, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. W momencie kiedy nasz potomek, jest z nami nierozerwalnie złączony za pomocą pępowiny, wytwarza się w nas burza hormonów odpowiedzialnych za dobrobyt nasz i naszego dziecka. Kultura zachodnia nic nie mówi o telepatii pomiędzy matką i dzieckiem, co według Sheldon jest niezbędne do pełni szczęścia, jednak więź pomiędzy tą dwójką jest uczuciem nieporównywalnym do żadnego innego. Czy wiecie, że płód wyczuwa już 5 minut wcześniej, że jego mama zapali papierosa? Jego tętno wtedy wzrasta a samo maleństwo robi się niespokojne. I jak tu nie nazwać tego telepatią?
Kobiety bardzo często zapominają, że poród wydaje się straszny nie tylko dla nich. Powiedzcie szczerze czy choć raz pomyślałyście o tym co czuje wtedy dziecko? Jak przeciska się ciemnym, ciasnym kanałem by wyjść na jasny i zimny świat? Jaki to jest dla niego szok? "Mama bamba" uczy nas zdrowego i empatycznego podejścia do ciąży, porodu i połogu. Mówi, że nie jesteśmy wtedy same, musimy znaleźć w sobie szczęście, siłę i odwagę i zaszczepić ją w małym człowieku ułatwiając mu tym samym start w życiu. Ponoć dobry poród kształtuje naszą osobowość. 

"Mama bamba" to książka która śpiewa pieśń życia. Jest niezwykle optymistyczna, przepełniona miłością, wiarą i nadzieją. W mądry sposób przekonuje nas do porodu naturalnego, który nie musi być przepełnioną bólem męczarnią. Autorka uczy nas technik medytacji, pokazuje jak ważną rolę odgrywa muzyka, taniec i śpiew. Przypomina o zbawczej roli masażu i wizualizacji. To książka dla obojga rodziców, którzy pragną poznać pełnię rodzicielstwa. Nawet teraz, już po moich porodach, uważam że książka ta wiele mnie nauczyła i pozwoli być lepszą matką. 

Wierzę, że czytanie poradników pomaga i uczy nawet, jeśli z daną filozofią się nie zgadzamy. Ja nauczyłam się czerpać, wyławiać rzeczy pomocne w mojej sytuacji, i było ich tutaj całkiem sporo. Wiem, że nie jestem osobą, która nagle zacznie medytować, jednak inne techniki relaksacyjne i wyciszające czy wizualizacje do mnie przemawiają. Podobnie jak budowanie więzi z maleństwem. Lubię kiedy w moje ręce trafiają książki ładnie wydane a ta z pewnością do takich należy. Zdjęcia, grafiki, ryciny - wszystko to uspokajało i uprzyjemniało lekturę. Jednak zdecydowanie największym plusem tego poradnika są historie z życia prawdziwych ludzi, którzy zechcieli podzielić się swoimi przeżyciami z autorka, zdecydowanie nadają książce smaku. Polecam.



Tytuł : "Mama Bamba. Porody naturalne - w objęciach mocy, miłości i przyjemności"
Autor : Robyn Sheldon
Wydawnictwo : Świadome Życie
Liczba stron : 275
Tytuł oryginału : The Mama Bamba Way: Discover the Power and Pleasure of Childbirth




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję portalowi :




https://sztukater.pl/
 
Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger