Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serial. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serial. Pokaż wszystkie posty
"Susza" Jane Harper

"Susza" Jane Harper

 Wiem, że do końca roku jeszcze troszkę zostało , ale mam wrażenie, że "Susza" będzie najlepszą przeczytaną przeze mnie powieścią w 2021 roku. Posunę się nawet do stwierdzenia, że ​​gdybym przeczytała ją w zeszłym roku, to z miejsca dostała by palmę pierwszeństwa.  Pismo Jane Harper jest doskonałe, tempo szybkie, postaci pełnowymiarowe, a zakończenie  satysfakcjonujące. Połowa zabawy z tej historii polega na tym, że nawet jeśli zgadniesz kto, prawdopodobnie nie zgadniesz dlaczego, dopóki autorka nie zechce tego ujawnić. "Susza" jest doskonałym przykładem na to, że książka może być niezwykle mroczna i przerażająca, nie będąc jednocześnie zbyt graficzną. 


Agent federalny Aaron Falk wraca do ogarniętej suszą Kiewarry na pogrzeb swojego najlepszego przyjaciela. Gdy dwadzieścia lat wcześniej Falk został oskarżony o morderstwo, to właśnie Luke zapewnił mu alibi. Po tamtych wydarzeniach, w atmosferze podejrzeń, Falk wraz z ojcem uciekł z miasteczka. Wiele lat później okazuje się, że jest ktoś, kto ma pewność, że kluczowe zeznanie było kłamstwem.Przy wsparciu miejscowej policji Falk próbuje odkryć, co spotkało Luke’a. Kiedy pełen obaw agent rozpoczyna śledztwo, głęboko skrywane tajemnice i kłamstwa wracają ze zdwojoną siłą. Bardzo szybko przekonuje się, że małe miasteczka zawsze skrywają wielkie tajemnice…

Kiedy Aaron Falk, stary przyjaciel domniemanego mordercy, wraca do swojego rodzinnego miasta po  pracy w policji finansowej , niechętnie zgadza się przyjrzeć makabrycznemu zabójstwu. Czy cżłowiek, którego dobrze zna naprawdę byłby w stanie zabić żonę i małego syna, a potem się zastrzelić?  Badając zbrodnię, Aaron musi otworzyć własną puszkę Pandory ze złymi wspomnieniami z miasta, którego przysiągł, że nigdy więcej nie odwiedzi. Każdy tutaj jest podejrzanym. Każdy ma tajemnice do ukrycia, łącznie z samym Aaronem. Tempo i struktura Harper są doskonałe. Super krótkie rozdziały sprawiły, że przewracałam strony jak szalona. Równanie emocjonalne nie do końca się zgadzało, ale z pewnością było wiarygodne i szokujące!


"Susza" to powieść, która ma  jeden z najbardziej intrygujących i porywających prologów, jakie kiedykolwiek czytałam. Proszę, nie zrozumcie mnie źle : to nie jest thriller , który można przeczytać za jednym razem; to bardziej powolne, delikatne popijanie dobrego wina, które stopniowo pijesz coraz szybciej, aż w końcu docierasz do dna butelki. Gdyby ktoś zapytał mnie, jak moim zdaniem powinien zostać napisany policyjny proces i jakie szczegóły powinny być w nim zawarte, po prostu wręczyłabym mu kopię tej książki i kazała ją przeczytać. Czuję się zaszczycona, że znalazłam tak cudowną historię, którą mogę skatalogować w mojej głowie, gdzie zostanie już na zawsze.  Złożona sieć oszustw i kłamstw na tej farmie w Australii  urzekła mnie do tego stopnia, że ​​próbowałam poskładać różne elementy tej zagadki nawet podczas wykonywania innych codziennych czynności.

Chociaż pisanie było doskonałe, a tajemnice nie do przejrzenia, to tym, co umieściło tę książkę w moim TOP TEN, to głębia i piękno nadane postaciom. Proza Harper jest tak barwna i energetyczna, że czytając miałam wrażenie przeniesienia w miejscu i w czasie. Czułam się jak statysta, bohater drugiego planu, który wszędzie towarzyszy głównym postaciom. Opisy otoczenia były wręcz niewierygodnie rzeczywiste. Szczerze, nie przychodzi mi do głowy ani jedna rzecz , którą bym w tej książce zmieniła. Chociaż , jeśli jesteś doświadczonym czytelnikiem kryminałów, będzie Ci dane odgadnąć "kto" jest sprawcą całego zła (ze względu na ograniczoną pulę postaci do wyboru), prawdopodobnie nie zgadniesz, dlaczego. Bardzo łatwo jest przeoczyć podsuwane nam przez autora wskazówki, co oczywiście zrobiłam, i podobnie jak nasi bohaterowie, zostałam całkowicie wywiedziona w pole. Byłam w takim samym szoku jak policjanci. Uwielbiałam sposób, w jaki autorka ,budowała swoją fabułę i jak pod sam koniec podkręciła jej napięcie i akcję . Normalnie poczułam jak serce wyrywa mi się z piersi. 

Przeglądając portal literacki lubimyczytać.pl , zauważyłam, że "Susza" to pierwsza część serii, z Aaronem Falkiem w roli głównej. Kiedy się dowiedziałam, że gdzieś tam się pisze (lub napisał) kolejny tom , poczułam się rozdarta.  Moim zdaniem zakończenie było idealne i nic nie trzeba tam dodawać. Jestem pewnie jednym z nielicznych czytelników, którym nie przeszkadza jeśli zakończenie nie jest schludne uporządkowane. Jane Harper mogła zakończyć swoją powieść na wiele sposobów jednak cieszę się, że pozostawiła parę otwartych wątków. Na początku myślałam, że zrobiła tak by zdenerwować czytelników, by pokazać że jako autor, ma nad nimi władzę. Teraz, kiedy wiem że będzie sequel, zagadka się rozwiązała.   Z drugiej jednak strony, cieszę się na myśl o kolejnej części gdyż pragnę więcej Aarona Falka! Bardzo chciałabym zobaczyć, jak zajmuje się większą liczbą spraw . Tęsknię również za wieloma innymi postaciami, chociażby za Raco i Gretchen, a nawet za statystami takimi jak Jamie czy "lekarz". 

 

Nie pozostaje mi nic innego jak poradzić wam byście umieścili "Suszę"   na swoim czytelniczym radarze, oczywiście jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. Jeśli lubicie mroczne tajemnice, policyjne procedury i wartką akcję to jest to książka dla was. Autorka wykonała świetną robotę, ożywiając Kiewarrę i  zamieszkujące to miejsce postacie. Jest to zamknięta i intensywna społeczność, w której ludzie chowają w swoich sercach urazy tak mocno, jakby samo puszczenie ich spowodowało rozpad jaźni. Susza zagraża egzystencji, a upał potęguje napięcia i problemy. To dobrze napisana historia z fascynującą narracją.Zdecydowanie polecam. 

 

 

 Tytuł : "Susza"

Autor : Jane Harper

Wydawnictwo : Czarna Owca

Data wydania : 28 lipca 2021

Liczba stron : 376

Tytuł oryginału : The Dry 

 

 

Za możliwość przeczytania książki i jej zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu :  

https://www.czarnaowca.pl/

 

 

 

 

"Skazana" Ewa Ornacka

"Skazana" Ewa Ornacka

 Ewa Ornacka , autorka książki "Skazana" jest słynną dziennikarką śledczą. Pracę dziennikarską rozpoczęła na początku lat 90. w redakcji „Głosu Szczecińskiego”. Jest związana z tygodnikiem „Wprost”, publikowała na łamach  „Prawo i Życie”, „Newsweek Polska”, magazynu „Śledczy” oraz „Uważam Rze”. W 2008 roku postanowiła spróbować swoich sił w pisaniu książek. Na księgarniane półki trafiła jej książka "Skazane na potępienie" czyli pierwsze wydanie "Skazanej". Pewnie się zastanawiacie dlaczego to właśnie teraz Dom Wydawniczy Rebis postanowił wznowić nakład? Otóż odpowiedź na to pytanie jest prosta. TVN Player, który w ostatnim czasie inwestuje w serialowe produkcje oparte na książkach polskich pisarzy, zainteresował się właśnie dziełem Ornackiej. Wkrótce do jego biblioteki  dołączy serial, eksplorujący życie więźniarek w zakładzie karnym dla kobiet w Grudziądzu.

Zakład Karny nr 1 dla Kobiet w Grudziądzu jest jak Alcatraz. Jego mury skrywają tajemnice, które zwykle nie przedostają się do świata ludzi wolnych. Wiele spośród osadzonych tam kobiet znamy z pierwszych stron gazet. Jaki los spotkał za więziennymi murami matkę małej Madzi z Sosnowca czy siostrę Bernadettę ze zgromadzenia boromeuszek? Jak traktowane są „dziecioboje” i czy to dobrze być „księżniczką na zamku”? Co to znaczy trafić na „dźwięki” lub do „świńskiego transportu”? Czy za kratami możliwe są burzliwe romanse i seks?


Zakład Karny numer 1 w Grudziądzu uznawany jest za jedno z najcięższych więzień dla kobiet w całym kraju.  Ewa Ornacka postanowiła przeniknąć mury tej placówki i przeprowadzić wywiad ze skazana prawniczka, która niegdyś wydawała wyroki w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej, a potem sama trafiła do więzienia.Książka daje nam szansę przyjrzeć się z bliska warunkom panującym w zakładzie karnym w Grudziądzu oraz losom osadzonych z pierwszych stron gazet.Bohaterką tego niezwykłego reportażu jest Beata Krygier, która w rozmowie z autorką opowiada swoją historię, która zaczyna się wraz z przekroczeniem progu zakładu śledczego aż do zwolnienia po odbyciu całej kary. Z lektury dowiemy się jak traktowane w więzieniach są te, które zabiły swoje dzieci; jak więźniarki radzą sobie ze swoją seksualnością czy chorobą alkoholową. Muszę przyznać, iż temat więziennictwa jest mi zupełnie obcy. Owszem zdarzyło mi się oglądać takie seriale jak Orange is New Black czy Prison Break, jednak po przeczytaniu reportażu Ornackiej muszę przyznać iż polskie realia są zdecydowanie różne od tych serialowych, amerykańskich. Ze "Skazanej" dowiecie się czym są tak zwane "pokoje dźwięki" oraz czy warto być tzw. ‘księżniczką na zamku’. Brzmi obco i strasznie? I poniekąd takie jest. Jednak w powieści Ornackiej pojawiają się również te "dobre" rzeczy, te które niosą nadzieję. Beata Krygier przyznaje, że nawet w tak nieprzyjaznym miejscu można poznać osoby, z którymi da się zaprzyjaźnić, kobiety które zeszły na złą drogę, jednak zachowały swoją godność. Okazuje się, że nie wszystkie więźniarki były uosobieniem zła. Krygier uważa, że tylko dzięki swoim "koleżankom" z pod celi udało jej się dotrwać do końca kary. W pojedynkę byłoby naprawdę ciężko. 

Zakład karny Numer 1 w Grudziądzu gościł w swoich progach najbardziej znane z polskich przestępczyń. Na pewno pamiętacie mamę małej Madzi z Sosnowca czy siostrę Bernadettę ? Prawniczka przedstawia nam jak zostały one potraktowane kiedy trafiły do kobiecego więzienia. Okazuje się, że nie ważne kim jesteś, nie ważne jaką funkcję piastujesz, ile masz zer na koncie czy w co wierzysz, w więzieniu każdy mierzony jest jedną miarą. Muszę przyznać, że podczas czytania tej książki musiałam zakrywać usta ręką by nie wyrwał się z nich krzyk. Niektóre z historii o których opowiadała nasza bohaterka były makabryczne. Przeczytamy tutaj o morderstwach (w tym morderstwach dzieci) , przekroczeniu obrony koniecznej, rozbojach. W porównaniu do niektórych więźniarek Beata Krygier była niczym pensjonarka. Oszustwo w porównaniu do zaszlachtowania noworodka jest niczym. Cieszę się że autorka zabrała mnie za mury zakładu karnego by pokazać jak wygląda życie osadzonych, jednak jeszcze bardziej ucieszył mnie fakt, że mogłam poznać ich myśli i przeżycia wewnętrzne, zobaczyć co sprawiło że z normalnego człowieka stały się potworami w ludzkiej skórze. Czytając niektóre historie zdałam sobie sprawę, że czasem wystarczy jedna iskra, by całkowicie zmienić człowieka, by dokonał on czynów których będzie żałował przez całe życie. Zaczęłam się zastanawiać czy i mnie to czeka? Czy jak by ktoś zagroził moim córkom to czy bym się nie zawahała sięgnąć po broń? Takie myśli są przerażające jednak konieczne. Pozwalają nie sądzić ludzi zbyt pochopnie. 

"Skazana" to kawał solidnego, dobrze napisanego reportażu, który da się przeczytać za jednym posiedzeniem. Jest jak dobry horror, którego nie da się odłożyć na półkę. Pokazuje nam świat do którego nie mamy dostępu : twardy, mroczny, zamknięty w którym każdy jest skazany na siebie. Ornacka opisuje historie narkomanek, alkoholiczek, prostytutek, morderczyń. Historie, które wydarzyły się naprawdę. Czytając tę książkę starałam się nie oceniać jej bohaterek... w końcu system sądowniczy już dawno wydał wyrok i mam nadzieję, że nie było tutaj żadnych pomyłek. Za to fascynowały mnie ich historie i metamorfozy. Historia beaty Krygier znajduje się na samym końcu. Zdecydowanie polecam.


Tytuł : "Skazana"

Autor : Ewa Ornacka

Wydawnictwo : Rebis

Data wydania : 31 sierpnia 2021

Liczba stron : 288

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 



Kings of the Wyld

 
 


A dostępna jest w salonach lub sklepie internetowym sieci :  
https://www.empik.com/zbyt-blisko-daniels-natalie,p1227335289,ksiazka-p
 

 

 


"Seks w wielkim mieście… i co dalej? " Candance Bushnell [PRZEDPREMIEROWO]

"Seks w wielkim mieście… i co dalej? " Candance Bushnell [PRZEDPREMIEROWO]

Pamiętacie serial "Sex w wielkim mieście", w którym cztery przyjaciółki , Carrie, Miranda, Samantha and Charlotte, plotkowały na temat swojego życia erotycznego oraz sytuacjach, które ja na co dzień spotykały. Aż trudno uwierzyć, że tak błaha tematyka do tego stopnia poruszyła krytyków filmowych, że produkcja ta doczekała się aż 8 złotych globów. Pamiętam wieczory, które spędziłam z koleżankami na jedzeniu popcornu i oglądaniu kolejnych odcinków. Często zarywałyśmy nocy i wzorując się na bohaterkach serialu rozmawiałyśmy o swoich ówczesnych chłopakach, przystojnych kolegach z klasy, czy dziwaczkach z naszej szkoły. Teraz wydaje mi się to głupie, jednak okres ten wspominam z nostalgią. Jednak muszę się wam do czegoś przyznać. Nigdy nie przeczytałam książki Bushnell "Sex w wielkim mieście". Teraz, po latach, nadszedł czas na zmiany. Niestety dzieło, które wpadło w moje ręce nie okazało się do końca być tym , czego się spodziewałam, a dlaczego? Za chwilkę się przekonacie.

Akcja powieści Seks w wielkim mieście… i co dalej? koncentruje się na życiu grupy sześciu przyjaciółek, które próbują rozgryźć zjawisko umawiania się na randki i budowania związków w średnim wieku, wraz ze wszystkim tego konsekwencjami: szalonymi wzlotami i bolesnymi upadkami.Bushnell snuje błyskotliwą satyryczną opowieść o miłości i życiu, a także o presji, jaką świat wywiera na kobiety, by zachowały wieczną młodość i dążyły do tego, by mieć wszystko i idealnie wyglądać.

Wyżej znajduje się opis, który możecie znaleźć na okładce książki. Dlatego nie będzie zaskoczeniem, że czytając te słowa spodziewałam się, że głównymi bohaterkami książki będą te same kobitki, które dały czadu na małym ekranie. Plus dwie extra. Hurra. Już się nie mogłam doczekać spotkania z Carrie i Mirandą w nowej, choć nieco starszej, wersji 2.0. Okazało się jednak, że tym razem protagonistami nie są szalone Nowojorki  lecz sama autorka, oraz grupa jej przyjaciół. Muszę przyznać, że poczułam nie małe rozczarowanie. Ale ponieważ tak łatwo się nie poddaję to czytałam dalej, w końcu ty tylko kilkaset stron.
Książka rozpoczyna się w momencie kiedy Candance traci psa,  mąż się z nią rozwodzi, a sytuacja finansowa i społeczna zmusza ją do wyprowadzki z mieszkania na Manhattanie do wioski. Już sam fakt, że tyle nieszczęść spadło na raz na jedną kobietę sprawiło, że podświadomie zaczęłam jej współczuć i mocno dopingować. Z pomocą przyszedł jej przyjaciel-wydawca, który namówił ją żeby spróbowała zrobić coś co wychodzi jej najlepiej, czyli napisać kolejną powieść o randkach, w końcu poprzednia okazała się spektakularnym sukcesem.I właśnie wtedy przypomniałam sobie coś ważnego. Przecież Candance Bushnell powinna być bogata! W końcu napisała powieść , która była strzałem w dziesiątkę i sprzedała do niej prawa, co na pewno kosztowało miliony. Gdzie więc są pieniądze? Z pewnością nie wydała ich na wychowanie dzieci. Kiedy myśl ta wdarła się do głowy, już nie mogłam się jej pozbyć. Zaczęłam dostrzegać, że pieniądze (a raczej ich brak) odgrywają dużą rolę w całej tej historii. Jedyną rzeczą, która niepokoi autorkę jest fakt, że nie jest bogata, choć w porównaniu do reszty populacji nie powinna narzekać. Zresztą jak tutaj być bogatym, jeśli wydaje się tysiące dolarów na krem czy budy? Dla pani Bushnell takie zakupy były czymś normalnym, przecież drogie kosmetyki i ekskluzywne perfumy należą jej się z racji urodzenia. Czasami mi się wydawało, że czytam o zupełnie innym świecie, do którego nigdy nie będę mieć dostępu. Słuchając tych absurdów moje współczucie dla autorki powoli ginęło. 

Jednak były i rzeczy, które mi się podobały. Po pierwsze do plusów zaliczam to, że książka została napisana z wielką szczerością i otwartością.  Powieść ta przepełniona jest bolesnymi i humorystycznymi anegdotami ujawniającymi przygody i wyzwania, które są udziałem 50-letniej singielki. Dla wielu z was może się wydawać, że randkowanie, korzystanie z Tindera, sex czy wszystko co jest związane z cielesnością, zarezerwowane jest dla ludzi młodych i powinno skończyć się wraz z pierwszymi zmarszczkami czy też dorosłymi dziećmi. Okazuje się, że życie dopiero wtedy się zaczyna.  Jednak znalezienie prawdziwej miłości wcale nie jest takie łatwe, a Candace Bushnell doświadcza coraz to nowych rozczarowań, gdy ona i jej przyjaciele stają w obliczu wyzwań związanych z nowymi, pełnymi nadziei, romantycznymi relacjami.Czy żywe i doświadczone kobiety po 50. roku życia mają więcej przewagi? Czy są bardziej upoważnieni lub wrażliwi? Kolejna odsłona "Seksu w wielkim mieście" jest w pewnym stopniu i powieścią antropologiczną. Analizuje zachowania dojrzałych kobiet, skupia się na problemach emocjonalnych i seksuologicznych i analizuje postawy pań po 50-tce . Pod tym względem była to naprawdę interesująca lektura.
Muszę przyznać, że nigdy nie byłam fanką randkowania jako sportu i z radością mogę przyznać, że od wielu lat żyję w szczęśliwym związku- ale mimo to chichotałem czytając relację Candace Bushnell z korzystania  aplikacji randkowej Tinder i czatów ze swoimi starszymi przyjaciółmi (i kilkoma młodszymi, z których każdy ma bardzo różne i unikalne interpretacje aplikacji i mężczyzn!) 
 Nie sposób było nie dać się porwać tej książce i temu, co wydarzyło się w życiu Candace, gdy badała tytułowe pojęcie ( z angielskiej wersji językowej) L Czy w mieście jest jeszcze seks? Jej pisanie jest tak wspaniale wyartykułowane i bardzo intymne, jednocześnie bawi mnie i porusza , pomimo tego przez co przeszła, co wydarzyło się w jej życiu . Szczególnie podobały mi się  jej codzienne relacje z przyjaciółmi, ale także ta część, w której jej stary partner wraz z młodym synem rozbili camping w jej ogrodzie- co w rezultacie doprowadziło Candace do rozmyślań o swoim życiu, o tym, że ona nigdy nie miała własnych dzieci. 

Podsumowując, zdecydowanie uważam, że w tej książce jest coś, co spodoba się wszystkim. Tak nawet mężczyznom i chłopcom. Książka ta zadaje nam bowiem wiele ważnych pytań : czy w dojrzałym wieku warto korzystać z nowych randkowych technologii? Czy warto wydawać setki i tysiące dolarów by wyglądać młodziej? Czy jeszcze ktoś nas dostrzeże, a może wcale nie potrzebujemy partnera? W szeregu esejów Bushnell prowadzi nas przez całe swoje życie, które obejmuje małżeństwo, rozwód, żal z powodu braku dzieci. Oczywiście robi to z takim samym dowcipem i humorem, jak w jej pierwszej książce. Tylko tym razem jest to znacznie dojrzalsze i głębsze. Uwielbiałem jej spostrzeżenia, które w subtelny sposób są wplecione w historię. Zawsze chce nas zabawiać, nie głosić, ale naprawdę chcemy wiedzieć, jak wygląda jej doświadczenie wraz z ukończeniem 60-tego roku życia. Jest to naprawdę  dobra książka, którą polecam i właśnie się dowiedziałam, że Bushnell prowadzi negocjacje z Netflix w sprawie serii!. Czekam.



Tytuł : "Seks w wielkim mieście… i co dalej? " 
Autor : Candance Bushnell
Wydawnictwo : Rebis
Data wydania : 16 czerwiec 2020
Tytuł oryginału : Is There Still Sex In The City


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 



Kings of the Wyld


"SKAM" Julie Andem

"SKAM" Julie Andem

     Choć czasem wstyd się do tego przyznać, to należę do pokolenia wychowanego na serialu Beverly Hills 90210. Do tej pory pamiętam skonsternowane, zszokowane a momentami wręcz oburzone, twarze moich rodziców (oraz dziadków), na widok brzemiennej Andrei, pijanego Dylana (albo jeszcze lepiej Donny) czy odurzonej marihuaną Kelly. Teraz, patrząc z perspektywy czasu, to serial ten był produkcją dla grzecznych, bogobojnych dziewczynek. Nie było tam ani śmiałych scen sexu, alkoholowych libacji czy wyuzdanych orgii. Owszem były pocałunki i eksperymentowanie z używkami, jednak reżyserzy zachowali wymagany umiar. Dziś wszystkie bariery puściły, ekipy telewizyjne korzystają ze swojej wyobraźni i fantazji, pamiętając o fakcie, że tym co najbardziej kręci widzów czy czytelników jest to co zakazane, szokujące, wyuzdane i skrajne. I taki właśnie jest SKAM. Przypuszczam, że moja rodzicielka dostała by już zawału po pierwszym odcinku, a jak by się dowiedziała, że akcja serialu rozgrywa się niespełna kilkaset kilometrów od miejsca jej zamieszkania, to zaczęłaby bić głową w mur , modląc się o zbawienie. Oczywiście mocno tutaj przesadzam, jednak jedno jest pewne. Dzisiejsi nastolatkowie o wiele za szybko dorastają i nie bez powodu serial ten, dostał taki a nie inny tytuł. SKAM to bowiem nie tylko wstyd lecz również srom... dwie rzeczy, które kręcą dzisiejszym światem.


W SKAM Sezon 1: Eva śledzimy losy Evy Kviig Mohn, nastolatki rozpoczynającej naukę w szkole średniej. Dziewczyna zaczyna spotykać się z Jonasem, ale nowy związek wpływa negatywnie na jej przyjaźń z byłą partnerką ukochanego. Pierwsza klasa Evy w Liceum im. Hartviga Nissena to trudny okres miłości, zdrady i zerwanych więzów – ale i nawiązywania nowych przyjaźni z Noorą, Chris, Vilde i Saną. 

Do tej pory zdarzyło mi się przeczytać zaledwie jeden scenariusz i do tego było to "dzieło" z wyższej półki, a mianowicie "Wściekłe psy" Quentina Tarantino. Rzadko która książka zostaje ze mną na dłużej, jednak ta stoi dumnie na półce już kilkanaście lat i nigdzie się nie wybiera. Po SKAM sięgnęłam z czystej ciekawości. Po pierwsze chciałam sobie odświeżyć czym tak naprawdę jest scenariusz, po drugie zastanawiało mnie jaka jest dzisiejsza norweska młodzież i z jakimi problemami się boryka, a po trzecie gdzieś pokątnie usłyszałam, iż warto ten screenplay przeczytać, ze względu na kontrowersyjne treści. I muszę przyznać, że zaczęłam się zastanawiać, jakie to szokujące rzeczy dzieją się w środowisku norweskich szesnastolatków. Spodziewałam się problemów rodem z American Pie, gdzie garstka uczniów szkoły średniej, boryka się z własną seksualnością, wypróbowuje swój urok osobisty i stara odnaleźć własne ja w nowym miejscu. Liczyłam na to, że scenariusz ten będzie miał komediowy sznyt, że mnie rozbawi a jednocześnie pobudzi emocjonalnie oraz, co najważniejsze, będzie niósł przesłanie (morał), który okaże się lekcja dla widzów lub czytelników. Niestety okazało się, iż autorka miała co innego na myśli. Czy to źle ? Oczywiście, że nie, jednak obraz "młodej" Szwecji, który powstał w mojej głowie po przeczytaniu tej książki jest bardzo niepokojący. I po przeczytaniu tego scenariusza zaczęłam się zastanawiać, czy ta skandynawska "wolność" już dotarła do reszty Europy.
Do tej pory to właśnie Stany Zjednoczone były dla mnie matecznikiem wszystkiego co najgorsze, miejscem skąd przychodzą nowe trendy, szczególnie te społeczno-obyczajowe. Choć muszę przyznać, iż nie wiem co na dany moment dzieje się w Chicago czy Los Angeles, tak dam sobie głowę uciąć, że Oslo czy Sztokholm, zdecydowanie wyprzedziły w "wolności" swoich kolegów zza oceanu. Czytając ten scenariusz nie mogłam uwierzyć w to, że opowiada on o losach szesnastolatków. Jeśli wizja ta jest prawdą, to ja zacznę się modlić o to, żeby moje córki nigdy nie dorosły. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ewolucja idzie do przodu, czas przyspiesza a my starzejemy się szybciej. Zdążyłam zauważyć, że moja pięciolatka zdecydowanie lepiej obsługuje mój telefon niż ja i posługuje się słowami, których w jej wieku nawet nie znałam. Nie chcę jednak wierzyć w to, że moja pociecha w wieku 14 lat będzie piła wódkę i zagryzała ją żelkami, by potem całować się z inną dziewczyną czy chłopakiem, bo nie będzie jej to robiło żadnej różnicy. A jeśli cudem uda jej się dożyć 16-tych urodzin, to lekarz wszczepi jej spiralę by mogła bezpiecznie uprawiać sex, a starszy kolega lub też "licencjonowany" alkoholowy dealer kupi jej zgrzewkę na imprezę. Nie myślcie sobie jednak, że jestem stara dewotką, gdyż wiem na czym  świat stoi i sama święta nie jestem. Chodziłam na imprezy, zdarzyło mi się upić i robić głupie rzeczy, jednak nie było to moją codziennością. Julie Andem sprzedaje mi inną wizję. Wizję młodych, zblazowanych i rozpuszczonych, którzy wiecznie balują, piją i są na haju. Szkoła jest jedynie dodatkiem do maturalnej imprezy. Jeśli norweskie licea naprawdę tak wyglądają to pora się zastanowić, czy nasz rozwój cywilizacyjny naprawdę idzie w dobrym kierunku.

Choć ciężko mi się czytało o nastolatkach, dla których najważniejszym celem w życiu jest przejechanie się maturalnym autobusem, tak samych bohaterów serialu polubiłam. Tak to w życiu bywa, że stajemy się outsiderami, przegrywami, że tracimy wszystkich przyjaciół i budzimy się z ręką w nocniku. Na pewno każdy z nas niejednokrotnie pokłócił się z kimś bliskim, zerwał znajomość czy stał ofiarą ostracyzmu i wykluczenia. Jest to często elementem naszej młodości. Główni bohaterowie SKAM-u to osoby, które są właśnie outsiderami, choć każdy z nich z innej przyczyny. Eva od samego początku wydawała mi się dziwna, jednak dopiero po koniec scenariusza dowiedziałam się dlaczego i by nie psuć wam przyjemności z czytania, czy oglądania, jej sylwetkę pominę. Więc kogo tutaj jeszcze mamy? Na przykład Noorę : dziewczynę znikąd. Jest piękna i inteligentna, zabawna i trzeźwomyśląca, robi za sumienie grupy dbając o to by nikt nie został pokrzywdzony. To właśnie Noora jest moją ulubioną bohaterką. Spotkamy tutaj również Chris, która jest totalnym wulkanem energii i emocji. Niczego się nie boi i niczego się nie wstydzi, mówi to co jej ślina na język przyniesie. Sana jest muzułmanką, jednak nie taką jak myślicie. Choć nosi chidżab to nie boi się pokazywać środkowego palca, przeklinać i chodzić na imprezy. Muszę przyznać, że dość dużo czasu mi zajęło przyswojenie tego obrazu. Myślę, iż postać Sany nie miała by prawa bytu w realnym świecie, niemniej jednak miło było ją poznać i uwierzyć w wolność, którą poniekąd symbolizuje. No i oczywiście jest Chris, dziewczyna wymykająca się wszelkiej klasyfikacji. Mądra i głupia jednocześnie, zabawna i żenująca, pomysłowa i nieprzewidywalna. Jeśli kiedykolwiek nakręcony zostanie drugi sezon serialu to mam wielką nadzieję, że to właśnie ona stanie się główną bohaterką. Na koniec zostawiłam sobie Vilde, gdyż jest ona najbardziej enigmatyczną osobą, która pojawia się na przestrzeni tych 200 stron. Do samego końca nie wiedziałam co o niej myśleć. Z jednej strony zna się na ekonomii i wydaje się być mądrą dziewczyną, z drugiej jej zachowanie wszystkiemu przeczy. A może właśnie o to chodziło? O przedstawienie tego, że umysł nastolatków dopiero się kształtuje? 

Fabuła "Skamu" porusza dwa bardzo ważne tematy. Pierwszym z nich jest rozpoczęcie nowej szkoły przez nastolatków. Dziś, lata po tym kiedy zamknęły się za wami drzwi placówki edukacyjnej, pewnie myślicie, że start liceum, szkoły zawodowej czy technikum, nie jest niczym nadzwyczajnym, każdy musi przez to przejść. Okazuje się jednak, że moment ten jest bardzo ważny i może mieć kluczowe znaczenie dla rozwoju funkcji społecznych młodego obywatela. Wpływ na to czy będziemy lubiani czy też uznają nas za 'przegrywów" ma często pierwsze wrażenie jakie zrobimy na swojej klasie i szerszej szkolnej społeczności. Niektórzy z uczniów tak bardzo będą chcieli zabłysnąć i zostać zaakceptowanym, że porzucą własną tożsamość i zaczną grać po publikę. Na dłuższą metę może się to okazać niebezpieczne, a kiedy prawda wyjdzie na jaw, taka osoba tym bardziej będzie spalona. Chłopakom w szkole jest o wiele łatwiej niż dziewczętom. Oni po prostu są jacy są, liczy się jedynie to jak grają w piłkę i czy mają najnowsze GTA. Oczywiście uroda jedynie pomaga, lecz jeśli stwórca jej poskąpił, to nadrabia się humorem, rzadko kiedy intelektem. Dziewczyny mają trudniej. Jeśli nie jest się superlaską, zgrabną,wysportowaną, z prostymi nogami i zębami, odpowiednim biustem i kształtnym tyłkiem, to prawie na pewno będzie się okupowało tylne rzędy ławek, wraz z gronem sobie podobnych "pasztetów". Młodzi są okrutni i to się nie zmieni. Serial ten pokazuje nam, że oprócz wyglądu i pieniędzy liczy się również indywidualizm, inteligencja a nawet inność. 
 Drugim bardzo ważnym tematem poruszonym przez autorkę jest relacja na linii matka - córka. I tutaj natykamy się na dość powszechny schemat rodzica pracującego czytaj wiecznie zajętego, który nie ma czasu dla własnej pociechy. Zaczyna się nią dopiero interesować jak zaczynają napływać listy ze szkoły. Temat ten został dopiero poruszony i mam nadzieję na więcej w następnym sezonie. Nastolatków pozostawionych samym sobie jest coraz więcej i cieszę się, że znajdują się scenarzyści i autorzy, którzy zaczynają to dostrzegać i opowiadać o ich uczuciach. Mam nadzieję, że przesłanie to dotrze również do dorosłych. 

Muszę przyznać, zresztą recenzja ta jest doskonałym tego przykładem gdyż nie mogę skończyć jej pisać bo ciągle coś dokładam, że scenariusz ten bardzo mi się spodobał. Zainteresował mnie nie tyle, że chętnie obejrzę serial i zobaczę jakich aktorów wybrała scenarzystka i czy pokrywają się z wizerunkami, które wytworzyłam we własnej głowie. Scenariusze czyta się bardzo szybko. Są nie tylko zarysem fabularnym lecz wyrazem tego co twórca ma w głowie, zbiorem szczegółów dotyczącym rekwizytów, miejsc, muzyki i zachowań aktorów. Mają być również wskazówką dla wszystkich członków ekipy produkcyjnej, którzy będą je czytać. Są to teksty otwarte na sugestie, które łatwo się poddają obróbce. Niektóre zdania to istne znaki zapytania i nie wiemy czy pojawią się w filmie . "SKAM" jest dopiero szkicem, pierwszą wersją, która czeka na edycję.  Moim zdaniem, oprócz okropnej lekarki, nic zmieniać tutaj nie należy. Jest młodzieżowo, stylowo, facebookowo i zdecydowanie nie jest to żadem SKAM. Polecam. 


Tytuł : "SKAM"
Autor : Julie Andem
Wydawnictwo : Rebis
Data wydania : 4 czerwca 2019
Liczba stron : 208
Tytuł oryginału : SKAM Sesong 1: Eva



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 



Kings of the Wyld



Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html

"Stranger Things.Mroczne umysły" Gwenda Bond

"Stranger Things.Mroczne umysły" Gwenda Bond

      "Stranger things" to jeden z lepszych seriali jakie oglądałam. Teraz, czekając z niecierpliwością na trzeci sezon, postanowiłam umilić sobie dłużące się w nieskończoność wieczory, i sięgnęłam po książkę "Stranger things. Mroczne umysły", która reklamowana jest jako "Oficjalna powieść serialu". Muszę przyznać, iż zanim zaczęłam ją czytać miałam pewne wątpliwości. Produkcję Netflixu pokochałam za jej bohaterów, atmosferę i wartką, fantastyczną akcję. Kiedy dowiedziałam się, że w powieści nie występują znane mi postaci, klimat jest dopiero w powijakach a akcja zamiast skupiać się na "drugiej stronie" i wyłażących z niej potworach, toczy się w laboratorium i gabinetach lekarskich, to poczułam lekkie rozczarowanie. Jednak nie byłabym sobą gdybym nie dała autorce szansy, szczególnie że serialowe uniwersum, jest bliskie memu sercu. Zresztą cała ta historia musiała się od czegoś zacząć prawda? Czytając tę książkę macie okazję cofnąć się do początku, dowiedzieć się gdzie narodziło się zło oraz kto był jego ojcem...a może matką? To już sprawdźcie sami.

Tajemnicze laboratorium. Szalony naukowiec. Tajna rządowa operacja.
Jeżeli sądzisz, że wiesz już wszystko o pochodzeniu Jedenastki i jej nadnaturalnych mocy, przygotuj się na niemałe zaskoczenie, bo ta książka wywróci wszystko na Drugą Stronę! Powieściowy prequel serialu opowiada wstrząsającą historię matki Nastki. Książka jest pierwszą powieścią towarzyszącą popularnemu serialowi Netflixa.

Dustin, Lukas, Will, Mike to chłopcy których pokochałam. Nasza serialowa czwórka była niczym bohaterowie wyjęci wprost z powieści Stephena Kina lub Dana Simmonsa. Kiedy dołączyła do nich  Eleven, kilkoro nastolatków oraz garstka dorosłych, to razem stworzyli istną drużynę pierścienia, której celem było pokonanie "zła". Zła, które wylazło z wielkiej, tętniącej życiem, dziury na ścianie laboratorium. To co znajdowało się po drugiej stronie tunelu było przerażające, obce, wykoślawione i brutalne. Taka jest mniej więcej fabuła serialu "Stranger things", którego trzeci sezon zapowiedziany jest na czwartego lipca. Wybaczcie mi tę nachalną reklamę Netflixa, jednak jeśli jeszcze nie oglądaliście poprzednich odcinków, to piloty w dłoń, karty kredytowe w ruch i do boju. Co prawda by zrozumieć tę książkę nie trzeba być oni wielbicielem, ani chociażby znawcą serialu, jednak zdecydowanie warto go obejrzeć. Dla samej rozrywki. Jeśli jednak pokochaliście tę produkcję, to koniecznie musicie przeczytać nawiązującą do niej powieść, szczególnie że zastała autoryzowana przez twórców serialu. 
Jak dobrze wiecie, coś nie bierze się z niczego, i podobnie jak dobro, zło również ma swoje początki. Nawet demony i diabły to w rzeczywistości anioły, które sprzeciwiły się boskiemu porządkowi i postanowiły spaść z drabiny. W dzisiejszych czasach, kiedy technologia ruszyła do przodu, już nie potrzebujemy Boga ani świętych ksiąg, by stworzyć "zło" , potwory, paskudy oraz inne bezeceństwa i maszkarony. Zresztą zastanawiające jest to, dlaczego człowiek, nawet jak stara się wymyślić coś dobrego, to ląduje po złej stronie mocy? Pracując nas szczepionką wymyśliliśmy AIDS, rozwijając rolnictwo zniszczyliśmy lasy równikowe, chcąc dać pracę najuboższym, stworzyliśmy współczesne obozy koncentracyjne... przez przypadek, i oczywiście w dobrej wierze, udało nam się również stworzyć bombę atomową. Ale wracając do tematu. W serialu zło istnieje i ma się dobrze na tyle, że posiada własny świat, który mu nie wystarcza i tajemnymi przejściami przechodzi również do naszego. W książce tego świata jeszcze nie ma lecz dobrzy naukowcy usilnie pracują nad tym, by ludzie zaczęli widzieć potwory. Oczywiście stworzenie Demogorgona również było efektem ubocznym. Choć w książce tej nie spotkamy żadnego z moich ukochanych bohaterów, tak pojawia się tutaj ktoś, kto miał bardzo duży wpływ na rozwój wydarzeń. Tym kimś jest doktor Brenner (czytaj doktor Mengele, ojciec całego zła). To właśnie on, oczywiście w imię idei i szczytnych celów, prowadził eksperymenty na ludziach, których celem było wyzwolenie ich z typowych naszemu gatunkowi ograniczeń. Ten szalony naukowiec wierzył, iż jeśli istota ludzka, będzie odpowiednio stymulowana, to rozwinie w sobie specjalne zdolności na miarę komiksowych superbohaterów. Książka ta opisuje proces badawczy Brennera, jego eksperymenty oraz ich konsekwencje. "Zło" , które znamy z serialu jeszcze tutaj się nie pojawia, jednak możemy obserwować jego narodziny. 

Kiedy w serialu, mieliśmy do czynienia z bohaterami, którzy ledwo co wyrośli z pieluch, tak w przypadku książki średnia wieku protagonistów, poszła zdecydowanie w górę. Zmieniły się również proporcje odnośnie płci. Tutaj prym zdecydowanie wiodą kobiety. Młode, inteligentne i odważne dziewczyny. Naszą główną bohaterką jest Terry, matka serialowej Eleven, studentka, która postanawia wziąć udział w eksperymentach Brennera ze względu na pieniądze, które oferuje naukowiec. Spotkamy tutaj również Glorię, studentkę biologii, która wywodzi się z jednej z najbogatszych rodzin w miasteczku oraz Alice, która na pozór nie pasuje do  klucza, według którego Brenner wybiera swoje obiekty, jednak szybko się przekonamy, że dziewczyna posiada niezwykłe zdolności. W mojej opinii jest to najlepsza, najoryginalniejsza, postać w całej książce i troszkę żałuję, że jej potencjał nie został do końca wykorzystany. 
Jednak nie martwcie się, nie mamy tutaj do czynienia z literaturą feministyczną. Faceci się pojawiają, jednak ich sylwetki mogą wam się wydać dość kontrowersyjne. Mamy tutaj Andrew, typowego studenta, który zamiast siedzieć nad książkami to pali marihuanę, słucha Elvisa i jeździ na Woodstock oraz jego totalne przeciwieństwo Kita, który jest gejem uważającym się za jasnowidza. Muszę przyznać, że życie takiego cudaka, nawet w Stanach Zjednoczonych w latach 70-tych XX wieku, musiało być niezwykle trudne i stresujące. Jednak Gwenda Bond zadbała o to, by stworzyć naprawdę dobrą, zorganizowaną ekipę, której członkowie wzajemnie się uzupełniają, władają innymi mocami i sprawiają, że książkę czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem. 
Sama fabuła wzbudziła moje zainteresowanie. Wyobraźcie sobie grupę młodych ludzi, faszerowanych kwasami (zwanymi potocznie LSD), którzy pod wpływem narkotyków i bodźców zewnętrznych, zmuszani są do przekraczania barier własnego umysłu. Zastanawialiście się jak może wyglądać proces tworzenia szpiega lub żołnierza idealnego? Jeśli tak, to przeczytajcie tę książkę, jest tutaj opisana manipulacja, w swojej czystej, skondensowanej postaci. Z bliska możemy się przyjrzeć jak wygląda praca nad ludzkim umysłem i jak łatwo da się nami sterować. Całe szczęście są jeszcze ludzie, którzy wiedzą jak "oszukać system". I czasami im się udaje. Jednak tylko na chwilkę.

Tym co mnie zaskoczyło w tej książce była duża liczba odnośników do wojny w Wietnamie. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że na przełomie lat 60-tych i 70-tych w USA nie mówiło się o niczym innym jednak fakt, iż przeniknęło to również do powieści science fiction, bardzo mnie zdziwił. Jednak muszę przyznać, iż podziałało to zdecydowanie na plus. Lubię jak autorzy wiernie odzwierciedlają atmosferę i jednocześnie nastroje epoki, i tutaj to zdecydowanie miało miejsce. Wojna w Wietnamie, Woodstock, Beatlesi i wiele innych rzeczy, o których wspominała pani Bond, budowało typowy klimat lat 70-tych , znany i z historii i z serialu. Z łatwością byłam sobie w stanie wyobrazić miasteczko Hawkins, bary w których spotykali się bohaterowie czy ówczesne laboratoria. 
Jednak wspomnienie konfliktu w Azji, w moim odczuciu, miało również inny wymiar. A mianowicie uczłowieczyło doktora Brennera. Owszem dalej jest on potworem , który podaje swoim "obiektom" narkotyki, razi je prądem, szantażuje, wprowadza w stan głębokiej hipnozy i niszczy im życie (im oraz ich nienarodzonym dzieciom), jednak jest takie powiedzenie, że jak popełniamy zbrodnię w imię ocalenia większej ilości osób, lub nawet całej ludzkości, to jesteśmy usprawiedliwieni. Brenner próbował wymyślić broń doskonałą, coś co pomoże Amerykanom wygrać w Wietnamie. Żołnierzy idealnych. Więc czy można nazwać go potworem? 

Czytając recenzje na portalu goodreads.com czy na naszym rodzimym lubimyczytac.pl, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że ludzie szukają dziury w całym. A to książka im się nie podobała bo zupełnie odbiegała od tematu, a to wydawca okłamał bo samej "Jedenastki" i jej losów to tutaj praktycznie brak, a to to , a to tamto. Niektórzy nawet pisali, że "Mroczne umysły" nie są niczym innym jak odcinaniem kuponów i zarabianiem na "miłości" wielbicieli. Zapewne tak jest, w końcu żyjemy w czasach w których rządzi pieniądz, jednak ja nie uważam, żeby ani autorka, ani wydawcy okłamali czytelników. Musicie wiedzieć, że książka ta jest dopiero początkiem całego cyklu, którego kolejne tomy będą co parę tygodni (miesięcy) pojawiać się w naszych księgarniach. Każdy z nich  będzie napisany przez innego autora i będzie opowiadał inną historię. Tym razem poznaliśmy Terry, w kolejnej części będziemy towarzyszyli komuś innemu. Nie ma potrzeby pisania niepochlebnych recenzji dopóki nie zobaczymy całości, nie zapoznamy się z wizją twórców i wydawców. Ja z tej powieści, sporo się dowiedziałam o uniwersum Stranger Things i z zasad w nim panujących. I chcę więcej, chcę kolejnych perspektyw i kolejnych danych. Więcej autorów i więcej punktów widzenia. Nie krytykujmy, nie podcinajmy im skrzydeł...sprawmy by nasz ulubiony serial stał się naprawdę wielowymiarowy na wielu płaszczyznach, nawet na kartach książek. Z mojej strony zdecydowanie polecam. 


Tytuł : "Stranger Things.Mroczne umysły"
Autor : Gwenda Bond
Wydawnictwo : Poradnia K
Data wydania : 24 kwietnia 2019
Liczba stron : 350
Tytuł oryginału : Stranger Things. Suspicious Minds



Tę oraz wiele innych książek, znajdziecie na półce z Bestsellerami w księgarni internetowej :
https://www.taniaksiazka.pl/

Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger