Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seksizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seksizm. Pokaż wszystkie posty
"Klub tylko dla facetów" Erica Katz

"Klub tylko dla facetów" Erica Katz

 Od najmłodszych lat preferowałam towarzystwo płci przeciwnej. W piaskownicy to z chłopcami dzieliłam się tłustymi robakami a w podstawówce - ławką. W liceum moja szkolna paczka składała się z dwóch dziewczyn i ośmiu chłopaków a moim najlepszym przyjacielem jest Marcin , który jest przykładem typowego samce. Nigdy nie miałam problemów ze zrozumieniem facetów, nie przeszkadzała mi ich osobowość, sprośne żarty, szowinizm czy wulgarność. Wierzcie mi, kobiety są znacznie gorsze. Więc, kiedy widzę miejsce w którym przeważa płeć brzydka to wiem, że będę się tam czuła jak rybka w wodzie. A jak było z Alex? Oj, tej dziewczyny naprawdę nie mamy co żałować. Z wyróżnieniem ukończyła prawo na Harvardzie, więc na pewno poradzi sobie w gronie ,przeświadczonych o własnym ego, samców. 

Alex Vogel od zawsze była kobietą sukcesu. W liceum najlepsza uczennica i atletka, na studiach prymuska, a teraz absolwentka wydziału prawa na Harvardzie. Przyjmując ofertę marzeń w prestiżowej kancelarii prawniczej Klasko & Fitch na Manhattanie, składa obietnicę swojemu wspierającemu i długoletniemu chłopakowi, że ta praca nigdy jej nie zmieni.


Historia Alex to typowy scenariusz "od pucybuta do milionera". Oczywiście nasza bohaterka nie wygrała na loterii tylko zapracowała sobie na sukces, jednak zrobiła to od zera. Po ukończeniu prestiżowej uczelni nadal była "nikim". Dopiero pierwsze sukcesy w mało znanej kancelarii i otrzymanie posady w Klasko & Fitch sprawiły, że dziewczyna została dostrzeżona. Wraz z wygranymi bataliami sądowymi zaczęły pojawiać się coraz większe wyzwania i coraz większe pieniądze. Po kilka latach Alex dorobiła się fortuny, pięknego mieszkania, markowych ciuchów i wpływowych przyjaciół. Doskonale zdaję sobie sprawę, że postać naszej głównej bohaterki wielu z was będzie drażniła, szczególnie tych twardo stąpających po ziemi tradycjonalistów. Alex nie jest bowiem osobą, którą byście chcieli by zostały wasze dzieci wysyłając je na prawo. Pije, bierze narkotyki (okazyjnie) , imprezuje. Często robi rzeczy, które wołają o pomstę do nieba. Musicie jednak pamiętać, że Alex jest tylko młodą dziewczyną, która w krótkim czasie odkryła całkowicie nowy świat. Weszła w sam środek stada wilków i musi zrobić wszystko by nie zostać pożartą. Wybrała więc asymilację i dopasowanie się. Oczywiście to dopasowanie wiązało się z pewnego rodzaju szaleństwem jednak ważne tutaj jest czy przekroczyło ono pewne granice, czy też udało się je powstrzymać? Z pieniędzmi, władzą, prestiżem... przyszło dużo narkotyków i alkoholu... a chłopcy zawsze będą chłopcami, prawda? Na co pozwoli sobie Alex w drodze na szczyt? Czy stanie w obronie siebie i swojej godności i zaryzykuje utratę wszystkiego na co tak ciężko pracowała?

Lubię czytać thrillery prawnicze, bo dają mi szansę bliżej przyjrzeć się światu prawników . "Klub tylko dla facetów" to zręczne połączenie "Diabeł ubiera się u Prady" (młoda kandydatka próbuje się wykazać, zamienia się w pracoholika i zrywa ze swoim chłopakiem ) i  "Firmy" (bohaterka wikła się w romans ze swoim szefem, tracąc kontrolę nad swoim życiem) . Znajdziemy tu również trochę podobieństw z "Escape Roomem". Na początku nie robisz nic innego tylko  kibicujesz bohaterce intonując : Idź dziewczyno, pokaż im, że kobieta również może wspinać się po szczeblach kariery .Alex była idealistką, naiwną, ale też zdeterminowaną, pracowitą, robiła wszystko, aby znaleźć swoje miejsce w wielkiej korporacji. Mówiła sobie, że nigdy się nie zmieni, a praca nigdy nie wpłynie na jej związek z chłopakiem. Ale w drugiej połowie książki nasza postać zamienia się w prawdziwą sukę, oszustkę, mającą romans z żonatym mężczyzną , skorumpowaną przez system i będącą gorszą wersją swoich kolegów. Wiem, że nienawiść do prawników jest czymś naturalnym jednak w tej książce prawnicy są przedstawiani jak prawdziwe szumowiny i najgorszy rodzaj ludzkich odchodów. Są bardziej obrzydliwi niż politycy .  Sposób, w jaki celebrowali swoje premie na przyjęciach biurowych, przypomniał mi sceny z "Wilka z Wall Street ". Ale wiecie co? Chociaż było tu pełno brudu, wulgaryzmu i ostentacji, to mi się podobało. Dziękuję autorce, że zabrała mnie za kulisy tego innego, niedostępnego dla mnie świata. 

To, co podobało mi się najbardziej w tej powieści to to, że opowiadała niezwykle uzależniającą i  fascynującą historię, oferującą wiele prowokujących do myślenia warstw, która naprawdę się zagłębiła w osobowości naszych bohaterów.   "Klubowi tylko dla facetów" udało się też całkowicie uniknąć denerwującego hasła „mężczyźni są źli, wszystkie kobiety są ofiarami”, które bardzo często pojawia się w tego typu książkach. Erica Katz tworzy bohaterów autentycznych, których płeć nie ma wpływu na ich działania i podejmowane decyzje. Jest to prawdziwie inteligentny obraz realnego świata, w którym żyjemy.  Ostatnio pojawiło się wiele książek, które podejmują społecznie istotny temat kobiet w środowiskach zdominowanych przez mężczyzn. 'Klub tylko dla facetów" jest jednak czymś wyjątkowym  ponieważ nie tworzy karykaturalnej scenerii, ale pokazuje realia swobodnego seksizmu  nie tracąc z oczu opowiadanej historii.

Niedawno się dowiedziałam ,że Netflix podjął się ekranizacji właśnie tej książki. Myślę, że jest to świetny wybór. Już nawet zastanawiałam się, kogo chciałabym ujrzeć w roli Alex. Kiedy znana wytwórnia telewizyjna podejmuje się ekranizacji jest to ukłon w stronę autora. "Klub tylko dla facetów" jest debiutancką książką Erici Katz, więc można tutaj mówić o prawdziwym sukcesie. Uwielbiałam przejrzysty sposób pisania autorki a tempo powieści było wręcz idealne.  Chociaż nie byłam w pełni zadowolona z zakończenia to wiem, że było ono bardziej realistyczne niż w innych powieściach tego gatunku (proza Grishama). Gorąco polecam miłośnikom thrillerów i dramatów sądowych. Już się nie mogę doczekać kolejnych powieści autorki . I netflixowskiej produkcji. 

 

 

Tytuł : "Klub tylko dla  facetów"

Autor : Erica Katz

Wydawnictwo : Sonia Draga

Data wydania : 19 maja 2021

Liczba stron : 472 

Tytuł oryginału : The Boys' Club  

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 
 
 


 

 

 

"Zmiana kursu" Maureen Sherry

"Zmiana kursu" Maureen Sherry

     Powodów dla których sięgnęłam po tę książkę jest naprawdę wiele. Po pierwsze lubię kiedy autorzy mają pojęcie o czym piszą. Nawet jeśli mamy do czynienia z lekką komedią, szczególnie taką której akcja toczy się w tak newralgicznym miejscu jakim jest Wall Street. Maureen Sherry zna nowojorską giełdę od podszewki, gdyż to właśnie tam rozpoczynała swoją karierę zawodową. Po drugie lubię książki, których główne bohaterki są pełnoetatowymi mamami i jednocześnie pracownikami na full time. Ich wpadki pozwalają mi z dystansem spojrzeć na własne niedociągnięcia i porażki. Po trzecie moje zainteresowanie tym tytułem wzmogła wiadomość, że zdobywczyni Oskara Reese Witherspoon, zamierza podjąć się ekranizacji. No i po czwarte, zawsze jak mąż podniesie mi ciśnienie to mam ochotę na lekturę feministycznych powieści. Działa to niczym wysokie obcasy i dodaje pewności siebie. Jednak czy książka Sherry spełniła moje oczekiwania?

Jest rok 2008. Isabelle, wysoko postawiona pracownica nowojorskiej giełdy, z pozoru ma wszystko : dobrą pracę, kochającego męża i trójkę zdrowych dzieci. Rzeczywistość jest jednak mniej kolorowa. Jej środowisko pracy przypomina dżunglę gdzie mężczyźni niczym goryle wypinają klaty, walcząc o co bardziej łakome kąski, kontrakty, klientów i stanowiska. Kobiety są traktowane niczym pracownicy gorszego, pośledniego sortu. W domu również nie jest za wesoło. Mąż Isabelle, uważa że pomoc w domowych obowiązkach jest poniżej jego godności.Kiedy pewnego dnia kobieta przedstawiona zostaje jej nowemu klientowi, okazuje się, że to jej były narzeczony, dziś magnat branży hedgingowej. Belle ma okazję się przekonać, jak mogłoby wyglądać jej życie, gdyby wciąż byli razem.W tym samym czasie koleżanki z pracy zapraszają ją do dołączenia do klubu "szklanego sufitu", którego celem jest walka o równouprawnienie.

Pewnie każda z nas, mająca za sobą doświadczenie zawodowe, lub chociaż lata studiów, na pewnym etapie swojej kariery zetknęła się z seksizmem i mobbingiem. Nieprzystojne zachowanie, obleśne teksty, dotykanie czy składanie dwuznacznych propozycji, są dziś na porządku dziennym. Na dokładkę kobiety traktowane są jako gorsi pracownicy, mniej wydajni zawodowo, a na dokładkę tkwi w nich element ryzyka, że nie daj boże zajdą w ciąże i trzeba im będzie dać urlop macierzyński. A ich pracę kto niby wykona? Często dzieje się tak, że płeć "piękna" jest słabiej opłacana, rzadziej otrzymuje bonusy i trudniej jej się zgrać z resztą pracowników. Tak zwane wyjazdy integracyjne to parada napalonych samców, którzy liczą na szybki numerek z koleżanką z pracy. Leją się i wóda i seksualne propozycje. Choć w Polsce i na świecie działa wiele organizacji, których celem jest walka z dyskryminacją kobiet w miejscu pracy, ich los poprawił się jedynie nieznacznie. Związane jest to między innymi z tym, że same pozwalamy na to, co wyprawiają mężczyźni. Model, kobiety jako pracownika gorszego sortu i obiektu zachowań seksistowskich, został ugruntowany w naszej kulturze. Kobieta nie reagując na słowne zaczepki przystaje na taki stan rzeczy. Boimy się, że zostaniemy zwolnione z pracy, nie dostaniemy awansu czy padniemy ofiarą ostracyzmu i wykluczenia. Zdarzyło mi się pracować w korporacji i widziałam co się dzieje. Pracownice zamiast zwrócić uwagę to śmieją się z szowinistycznych żartów, udają że mają narzeczonych tylko po to by nie dostawać sex ofert. Ubierają się niczym podstarzałe sekretarki, by nie daj boże nigdzie nie wystawał kawałek nogi czy biustu. Jeśli, któraś założy krótką spódniczkę i rozepnie o jeden guziczek za dużo od razu nazywana jest biurową "dziwką", łatwą szmatą. Właśnie w takiej atmosferze pracowała nasza bohaterka. Kiedy dostała zaproszenie do "szklanego sufitu" z początku odmówiła. Myślała, że poradzi sobie sama w męskim świecie. W końcu na co dzień potrafi się skonfrontować z leniwym, zadufanym w sobie mężem i okiełznać trójkę niesfornych dzieci. Rzeczywistość okazała się jednak inna. W momencie kiedy Bella wkroczyła do klubu spodziewałam się jakiegoś wielkiego bum. Chciałam by na pierwszą zaczepkę złapała gościa za krawat przyciągnęła do siebie i napluła mu w twarz, lub nieco mnie brutalnie wyzwała od chamów i szowinistów (i pociągnęła szpilką po kostkach). Liczyłam na naprawdę mocną, feministyczną lekturę, która pokaże dzisiejszym zastraszonym pracownicom, jak się bronić, rozmawiać, odegrać i walczyć o swoje. Jednak zabrakło tutaj tego pazura i zacięcia. Spotkania klubu były niczym herbatki dla ciotek Klotek, a tematy, które na nich poruszano, były błahe i stanowiły jedynie czubek góry lodowej. Spodziewałam się rozmów o skróconych urlopach macierzyńskich, złym traktowaniu czy wręcz wykorzystywaniu kobiet w ciąży, chamskich odzywkach kolegów po fachu a dostałam coś, co całkowicie zbiło mnie z tropu. Na jednym z pierwszych zebrań przedmiotem dyskusji stała się jedna koleżanka z pracy, która  niestosownie się ubrała. Założyła zbyt krótką spódniczkę, która nie dość że prowokowała "samców" to jeszcze postawiła wszystkie kobiety w złym świetle. To ma być feminizm? Może nigdy nie należałam do żadnych stowarzyszeń, jednak moim zdaniem, idea tego ruchu jest czymś więcej niż gdybaniem nad czyjąś sukienkę. Po kilkudziesięciu stronach autorka zaczęła się gubić. Miałam wrażenie, że nie za bardzo wie co z robić z tym tematem, i nasz klub od rozmów o dyskryminacji i mobbingu, skupił się na ekonomii i amerykańskich kryzysie finansowym, którego pierwsze oznaki zaczęły się w 2007 roku. Tutaj poszło zdecydowanie lepiej. Widać, że autorka zna się na giełdzie, rynku, papierach wartościowych, gospodarce a nawet polityce. Jest to doskonała lektura dla tych, którzy pragną dowiedzieć się więcej na temat krachu, a profesjonalna literatura jest dla nich zbyt specjalistyczna. Autorka w prosty sposób przedstawiła mechanizmy rządzące rynkiem i powody dla których wszystko się załamało. 

W książce jest wiele zabawnych momentów, w większości humoru sytuacyjnego, związanych z macierzyństwem i wychowywaniem dzieci. Czytając tę historię przed oczami stawał mi zabawny obrazek : wymalowana, "zrobiona" kobitka, trzyma na ręku płaczące niemowlę, drugą ręką miesza w garnku, a nogą domyka pralkę. Na drugim planie widać rozwrzeszczane dzieci, urządzające wojnę na poduszki. Tak właśnie wyobrażałam sobie naszą bohaterkę. Z jednej strony to spełniona kobieta sukcesu, której udało się dostać angaż w dobrze prosperującej firmie. Wraz z mężem dorobili się własnego, pięknego i niesamowicie drogiego mieszkania, stać ich na najlepsze przedszkola i drogie opiekunki dla dzieci. Isabelle znakomicie czuje się zarówno w roli korposzczura, na obcasach i w drogim garniturze, jak i w roli matki, w sandałkach i w dresie. Momenty, kiedy odstawiała dzieci do przedszkola, co nieodzownie kończyło się jakąś wpadką, rozbawiały mnie do łez. Podobnie jak zgraja mamusiek wystrojonych niczym lalki Barbie na botoxie. Niestety taki jest świat wielkich i bogatych, i chociaż sama do nich nie należę, to jestem w stanie uwierzyć Maureen Sherry, w końcu była kiedyś w środku tego wszystkiego. 
Elementem, który mnie irytował była wszędobylska obecność "pieniądza". Isabelle kocha pieniądze, pożąda pieniędzy, śni o pieniądzach i śpi na pieniądzach, może nie dosłownie ale na pewno przeszło jej to przez myśl. Bezczelnie chwali się, że w poprzednim roku zarobiła milion dolarów i na wszystkich swoich kolegów czy przyjaciół patrzy przez pryzmat "dochodów". Sprawdza czy są wystarczająco dobrze. Choć na samym początku udało mi się ją polubić,  na pewnym elementarnym poziomie dostrzegłam w niej nawet pewne podobieństwo do mnie, to ciągłe wzmianki o bogatych klientach, dolarach i niebotycznych kontraktach, wyczerpały mnie psychicznie. Wiem, wiem rzecz dzieje się na Wall Street, tego się przecież mogłam spodziewać. Mea culpa. Myślałam jednak, że istnieją jeszcze na tym świecie ludzie, dla których pieniądz jest dodatkiem. 

Czy ta książka jest zła? Ależ skąd. Pomimo wad nadal uważam, że jest ważnym głosem wśród literatury może nie stricte feministycznej, jednak poruszającej ważkie tematy dyskryminacji i seksizmu. Sama idea "szklanego sufitu" była dobra, zawiodło niestety wykonanie. Mam jednak nadzieję, że ta grupka kobietek stanie się inspiracją dla innych, im podobnych. Że wreszcie weźmiemy sprawy w swoje ręce i zawalczymy o sprawiedliwość. O to, żebyśmy mogły wkładać do pracy krótkie spódniczki i bluzki z dekoltami a nasi koledzy nie patrzyli się na nas jak na prezenty bożenarodzeniowe. Swoją drogą umysł mężczyzny jest fascynujący, za każdy razem jak widzi "cycki" to się podnieca jak dziecko. Ja na przykład lubię bransoletki Pandory czy serniki, jednak nie podskakuję na widok nowego charma czy czekoladowo-malinowej polewy. 

Książka Moureen Sherry to dobrze napisana, lekka aczkolwiek dająca do myślenia, powieść którą powinna przeczytać każda współczesna, wyzwolona (lub jeszcze nie do końca) kobieta. Są tutaj i wielkie pieniądze, i miłość (ta stara zardzewiała i ta nowa, która powoli wchodzi w proces korozji), ekonomia, feminizm, dzieci, walka o przetrwanie (szczury w klatce) i cały wielki świat widziany z okien szklanych wieżowców na Manhattanie. Mam nadzieję, że ekranizacja dojdzie do skutku a Reese Witherspoon nie tylko wcieli się w rolę producenta lecz zagra również główną rolę, gdyż jej postać doskonale pasuje do wizerunku Isabelle. Czytajcie drogie panie, śmiejcie się i odnajdujcie siebie. Niech ta książka doda nam wszystkim odwagi. Proponuję również podsunąć ją waszym partnerom, nie zobaczą co znaczy być aktywną zawodowo matką, sprzątaczką i kochanką. Polecam.  


Tytuł : "Zmiana kursu"
Autor : Maureen Sherry
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Data wydania : 29 stycznia 2019
Liczba stron : 424
Tytuł oryginału : Opening Belle




  Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :


 
 
 
 
Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html
 






"Moxie" Jennifer Mathieu

"Moxie" Jennifer Mathieu

     Książka "Moxie" uświadomiła mi jak bardzo zmieniły się szkoły, uczniowie i nauczyciele od tak zwanych "moich" czasów. Najlepiej pamiętam mojego nauczyciela od geografii w liceum, który za najdrobniejsze przewinienie karał każąc uczniowi odsuwać i przysuwać krzesło do ławki. Bez dotknięcia podłogi. Pamiętam również nauczycielkę historii rzucającą kredą w klasowe gaduły i panią od niemieckiego wyzywającą tych mniej zdolnych od chińskich dzieci. Teraz czasy się zmieniły i nastały nowe zasady kiedy to uczniowie rządzą w szkołach. Nauczyciele się boją chociażby zwrócić uwagę,o naganie czy wpisie do dzienniczka nie wspominając. Likwidowane teraz gimnazja były ośrodkami kwitnącej przemocy, molestowania i wyzyskiwania słabszych. Nastolatkowie próbowali się zachowywać jak dorośli, a dorośli bali się jak dzieci. Książka "Moxie" na przykładzie amerykańskiej placówki oświatowej, przedstawia nam smutny scenariusz związany z brakiem kontroli, bezsilnością nauczycieli i rozpasaniem małolatów.

Vivian Carter uczęszcza do liceum w małej miejscowości w Teksasie. Placówka znana jest ze swojej drużyny footballowej, której członkom można dosłownie wszystko. Korytarze szkoły to miejsce gdzie tolerowany jest mobbing, seksizm i wykorzystywanie słabszych. Obowiązuje kontrola ubioru. Pewnego dnia kiedy nowa dziewczyna Lucy, staje się obiektem niestosownych komentarzy Mitchella, kapitana drużyna, Viv ma dość. Zainspirowana punkową działalnością swojej matki za czasów szkolnych, postanawia stworzyć feministyczną gazetkę Moxie. Pierwszy numer drukuje w domu i rozwiesza w damskich toaletach. Wkrótce inne dziewczyny dołączają do jej walki. Vivian uświadamia sobie, że zapoczątkowała prawdziwą rewolucję!

W ostatnich latach w polskich szkołach mobbing stał się bardzo poważnym problemem. Objawia się on między innymi : szykanowaniem, wyśmiewaniem, obrażaniem, szantażem oraz przemocą fizyczną.  Według licznych obserwacji nauczycieli, do mobbingu dochodzi często już  w klasie I szkoły podstawowej. Jak widać problem ten dotknął również placówek za Oceanem. Nie bez powodów "Moxie" okrzyknięta została feministycznym new adult. Prawdą bowiem jest, że jej głównymi bohaterami są młode dziewczyny, które walczą o swoją pozycję, sprawiedliwość, równość i godność. Viv jest zdecydowanie protagonistką, która wie czego chce, nie boi się po to sięgnąć i umie zjednać sobie sprzymierzeńców. Takich ludzi, obdarzonych charyzmą i chęcią do działania,  nazywamy liderami. Jeśli na dokładkę obdarzeni są sprytem, inteligencją i erudycją, to nic im nie stanie na drodze do sukcesu. I choć Vivian miała zaledwie 16 lat, to widać że wiele osiągnie. Moim zdaniem powinna stać się przykładem dla wielu zaszczutych, nieśmiałych, zamkniętych w sobie nastolatek. Oczywiście nie chodzi o to by od razu zaczynały słuchać rocka, zakładały kuse sukienki ukradzione starszym siostrom, czy zachowywały się wulgarnie. Głównym założeniem tej powieści jest sprawienie by jej czytelniczki zauważyły "siebie" i nauczyły się, że ich głos, poglądy, wiara, chęci i potrzeby też mają znaczenie. Jest to książka, której autorka nie boi się poruszać kontrowersyjnego tematu jakim jest mobbing i przekazać czytelnikom jaki wpływ na psychikę młodych dziewczyn mają seksistowskie zachowania. Choć powieść skierowana jest do młodszych czytelników, dwunasto czy trzynastolatków,  zagadnienia które opisuje, jak wykorzystywanie seksualne czy gwałty, mogą być nieodpowiednie i zbyt mocne dla wrażliwych czytelników. Każdy rodzic powinien sam przeczytać tę książkę zanim podaruje ją dziecku. Choć nie ma tutaj scen seksu, są o nim wzmianki, pojawia się również wątek romansu pomiędzy głównymi bohaterami, jednak nie znajduje się on na pierwszym planie fabularnym. Wierzcie mi, bohaterka w kluczowym momencie książki, miała zdecydowanie większe problemy na głowie niż szkolne miłostki.

Rozzłoszczona i zdesperowana Vivian rozpoczyna rewolucję, do której dołączają dziewczyny z rożnych środowisk, warstw społecznych, grup wyznaniowych i etnicznych. Osoby, które nie mają ze sobą nic wspólnego stają w jednym szeregu, jednoczą się w imię wyższych racji. Książka ta opowiada o wspaniałym duchu solidarności. Okazuje się, że w naszym życiu są uniwersalne zasady, którymi powinien kierować się każdy.  Teksaskie liceum jest miejscem gdzie nie równość, prawa kobiet i nowoczesność nie dotarły. Uczennice są traktowane przedmiotowo, są dodatkiem do wysportowanych footballistów. Wszyscy wiedzą, że ich przeznaczeniem jest gotowanie obiadków, mycie garów i rodzenie dzieci. Cienka granica pomiędzy wyrażeniem zainteresowania czy sympatii zostaje tutaj wielokrotnie przekraczana. Dziewczyny te, są tak uprzedmiotowione, że klaps w tyłek, czy "macanie" za rogiem jest tutaj na porządku dziennym. Rzadko kiedy się zdarza, by jakaś ofiara znalazła w sobie dość siły by się temu przeciwstawić. Jednak na scenę nie wkracza Vivian . To właśnie ta potykająca się na zbyt wysokich obcasach uczennica, przejmuje ster i za pomocą swojej gazetki postanawia zaktywizować pozostałe dziewczyny, uświadomić im ich wartość i dać siłę do walki o własne prawa. Nie da się ukryć że nauczyciele i sam dyrektor szkoły postawili na utalentowanych chłopców i sport . To właśnie oni maja najlepsze stroje, nowoczesny sprzęt i wszystko uchodzi im płazem. Cześć żeńska jest niedowartościowana i poniekąd zapomniana. Dziewczyny jednak postanawiają wspólnie to zmienić. Tworzą kolektyw, zbierają się, organizują by osiągnąć zamierzony cel. Wyprzedaż "dzieł sztuki" czy sprzedaż ciasteczek, mają im pomóc w zebraniu funduszy potrzebnych na nowe stroje sportowe. To czego nie dostaną od dyrekcji, postanawiają kupić same. Ta książka udowadnia nam, że coś takiego jak prawdziwa "girl power" istnieje. Z dumą czytałam o tych młodych, zdesperowanych i odważnych dziewczynach, które porozumiały się ponad podziałami. Nie musiały być ze sobą specjalnie blisko, nie musiały się nawet lubić, jednak wszystkie owładnęła idea wspólnoty. Piękne. 

"Moxie" to pozytywna, wartościowa i ważna książka z niezwykle ciekawą i barwną główną bohaterką i jednym z najlepszych związków nastolatków w przeczytanych przeze mnie powieściach new adult. Jest tutaj mnóstwo interesujących postaci. Są oni niedoskonali, popełniają błędy jednak zawsze dostają szansę na poprawę. Cały schemat książki oparty jest na zasadzie obserwuj, słuchaj i zapamiętuj na przyszłość. Główna bohaterka miała wady, zdecydowanie nie była "perfekcyjna" jednak widać było metamorfozę, którą przechodzi. Podobały mi się dialogi, podobało mi się pierwszoosobowe prowadzenie narracji i to w jaki sposób autorka "wtłaczała" w czytelników wartościowe treści. Choć jest to zdecydowanie dziewczyńska książka tak uważam, że również chłopcy powinni odłożyć dumę na bok (no bo przecież nie wypada czytać różowych książek) i zagłębić się w lekturze. Często młodzi ludzie nie zdają sobie sprawy z tego jak się zachowują, jak seksistowskie są ich zachowania i jaki mogą one mieć wpływ na psychikę nieletnich dziewczyn. Autorka napomyka również o tragicznych konsekwencjach mobbingu i uprzedmiotowienia kobiet. 

"Moxie" to zabawna książka obyczajowa, której bohaterowie i wydarzenia są punktem wyjścia do dyskusji na temat feminizmu. Choć autorka nie potrafiła odrzucić pewnych stereotypów w zachowaniu naszych bohaterów (chłopiec całuje pierwszy, musi być koniecznie wyższy od swojej wybranki) to pokazuje, że wszyscy jesteśmy sobie równi pod względem płci, rasy czy wyznania. I właśnie tego powinni uczyć już w szkołach, co często jest zapominane. Jest to bardzo ważna powieść o sile kobiecości, solidarności i zjednoczeniu i choć dorośli czytelnicy nie dowiedzą się z niej nic nowego na temat feminizmu, tak nadal jest warta przeczytania, gdyż podczas lektury nie raz poczujemy ciepełko w sercu i będziemy mieli ochotę powiedzieć "do boju VIV". Polecam.


Tytuł : "Moxie"
Autor : Jennifer Mathieu
Wydawnictwo : Dolnośląskie
Data wydania : 17 października 2018
Liczba stron : 320
Tytuł oryginału : Moxie



 Tę oraz wiele innych książek znajdziecie na półce z Nowościami księgarni internetowej :

https://www.taniaksiazka.pl/




Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger