Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodość. Pokaż wszystkie posty
"Na twoją niekorzyść" Gillian McAllister

"Na twoją niekorzyść" Gillian McAllister

 Czy znacie kogoś, z waszej rodziny, kto siedział lub siedzi w więzieniu? U mnie , oprócz mojej ciotki, którą wsadzono za kraty w latach 70-tych za szerzenie zachodniej propagandy, wszyscy zachowywali się jak przykładni obywatele. Największymi wykroczeniami moich ziomków była zbyt szybka jazda i parę rozrób po pijaku, czyli ani nic poważnego ani ciekawego. Dlatego też bardzo ciężko jest mi się postawić w sytuacji Izzy, której ojciec został oskarżony o morderstwo i osadzony w więzieniu. A teraz wychodzi na wolność... Muszę wam się przyznać, że nie wiem co bym zrobiła na miejscu naszej bohaterki : czy uciekała bym w popłochu przed mordercą czy też dała mu szansę i wysłuchała co ma do powiedzenia ? Gillian McAllister napisała emocjonującą, bardzo psychologiczną powieść, która trzymała  mnie w napięciu od samego początku do końca.

Kiedy jej ojciec ma zostać zwolniony z więzienia, Izzy English targają sprzeczne emocje. Z jednej strony to mężczyzna, który dał jej dzieciństwo pełne szczęśliwych wspomnień. Z drugiej - kończący siedemnastoletnią odsiadkę morderca jej matki. Gdy Izzy otrzymuje od niego list, zaczyna wątpić w swoją dotychczasową ocenę sytuacji. Mężczyzna chce z nią porozmawiać, obalić dowody, jakie postawiono mu w trakcie procesu. Czy powinna dać mu szansę na wyjaśnienia? A może ojciec jest jednak winny i próbuje w ten sposób zwabić ją w pułapkę?


Izzy English "straciła" ojca kiedy miała 17 lat, i to w najbardziej tragicznych, przerażających okolicznościach. Nie zginął on w wypadku, nie umarł na śmiertelną chorobę lecz zniknął z jej życia, zabierając kogoś jeszcze : jej mamę, którą bezdusznie zamordował. Choć od tamtego czasu minęło już wiele lat, młoda kobieta nadal nie może się z tym pogodzić. Przez cały czas próbowała zapomnieć o tym strasznym wydarzeniu jednak, z oczywistych względów, okazało się to nie możliwe. W powrocie do normalności zdecydowanie nie pomagało to, że Izzy mieszkała na wyspie Wight, w zamkniętej społeczności, gdzie każdy znał każdego. Gdziekolwiek dziewczyna by się nie udała wszyscy wiedzą kim jest i czego dopuścił się jej ojciec. Jednak z tym dało się żyć a najgorsze ma dopiero nadejść. Okazuje się bowiem, że mężczyzna został zwolniony warunkowo i za wszelką cenę próbuje skontaktować się z córką. Odwiedza ją w restauracji, którą przejęła po śmierci mamy i próbuje przekonać do tego, że został skazany za niewinność. Ale czy nie tak mówią wszyscy byli więźniowie? Izzy w końcu zdaje sobie sprawę, że musi przejąć inicjatywę i rozpocząć własne śledztwo w sprawie tego, co naprawdę wydarzyło się w Halloween 18 lat temu! Celowo nie będę tu wchodzić w szczegóły, ponieważ chciałbym, aby czytelnicy sami przekonali się, jak mądra i porywająca jest ta lektura.

 "Na twoją niekorzyść" to  tragiczna i niepokojąca książka zawierająca  potężny ładunek emocjonalny. Przez cały czas trzymałam chusteczki w gotowości , bo nie wiadomo było kiedy się mogą przydać. Początek był trochę powolny i powtarzalny, ale wraz z rozwojem fabuły, kiedy zaczęły pojawiać się coraz to nowe wątki a tajemnice z przeszłości wyszły w końcu na jaw, zaczęło być coraz ciekawiej. Po minięciu półmetku zaczął się prawdziwy emocjonalny rollercoaster . Historia opowiadana jest z kilku perspektyw. Główną narratorką jest  Izzy, jednak pojawiają się tutaj również retrospekcje z sądu, kiedy prokurator przedstawiał dowody obciążające ojca dziewczyny czy wspomnienia samego skazanego Gabriela. . Pomyślałam, że to bardzo sprytny i oryginalny sposób na przekazanie jak łatwo można wyrwać słowa i działania z kontekstu.  Momentami łapałam się na tym, że wierzę w jedną rzecz, by za chwilkę uwierzyć w coś zupełnie odwrotnego. Oczyma wyobraźni widziałam zakończenie, które przebiega na dwa sposoby: jeden, w którym jej ojciec  był niewinny i niesłusznie skazany, i drugi, w którym oczywiście to zrobił. Jednak to nie Gabriel i jego czyny były tutaj najważniejsze lecz Izzy, bo to ona była główną poszkodowaną. Czytanie o tym, jak wyglądały jej ostatnie dwie dekady życia, było okropnie smutne. Dziś nadszedł czas na ujawnienie prawdy, lecz jaka ona będzie ? Izzy  tak bardzo chce uwierzyć swojemu tacie, który nauczył ją pływać, jeździć na rowerze, w to że jest niewinny, jednak czy będzie to możliwe? Może uda jej się odzyskać choć jednego rodzica i dzięki temu poczuć się bardziej "normalnie"? Czy to wpływa na jej logikę? Czy jej emocje zafałszują fakty? 

 "Na twoją niekorzyść"  to najbardziej porywający thriller psychologiczny utalentowanej pani McAllister. Bardzo cieszy mnie fakt, że autorka wie, jak stworzyć rozkosznie mroczną i pokręconą narrację, ale także podnosi kilka ważnych pytań etycznych, które dadzą wiele do myślenia. Czytam bardzo dużo thrillerów i choć nie nazwę się jeszcze ekspertem w tym gatunku, to zazwyczaj wiem dokąd zmierzają sprawy. Tutaj było inaczej. Ani razu nie udało mi się przewidzieć kolejnych wydarzeń a zakończenie było dla mnie kompletną niespodzianką. To fantastyczny, złożony i niezwykle wciągający thriller psychologiczny, który koncentruje się na katastrofalnej sytuacji, w jakiej znaleźli się bohaterowie. Polecam. 

 

Tytuł : "Na twoją niekorzyść"

Autor : Gillian McAllister

Wydawnictwo : Prószyński i S-ka

Data wydania : 7 października 2021

Liczba stron : 528

Tytuł oryginału  : The Evidence Against You 

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :
 


https://www.proszynski.pl/
 
A dostępna jest w salonach lub sklepie internetowym sieci :  
https://www.empik.com/zbyt-blisko-daniels-natalie,p1227335289,ksiazka-p
 

 

"Pan rasmussen" Grzegorz Gortat

"Pan rasmussen" Grzegorz Gortat

 Przeglądając recenzje "Pana Rasmussena" na portalu literackim lubimyczytac.pl zauważyłam, iż większość czytelników uważa tę książkę za lekki pseudo-obyczajowy kryminał lub wręcz zwykłą obyczajówkę z wątkiem morderstwa. Nieliczni recenzenci zauważyli tutaj coś więcej. Jedna czy dwie osoby zaliczyły utwór Gortata do literatury psychologiczno-obyczajowej. Jednak nikt nie dopatrzył się w tej książce satyry na ówczesne konsumpcyjne, "wyzwolone" społeczeństwo, a moim zdaniem ta książka aż huczy od krytyki i niezadowolenia autora. Zresztą samo wybranie państwa skandynawskiego (czytaj opiekuńczego) na miejsce w którym rozgrywa się fabuła, jest znaczące. Szwecja i Norwegia to kraje znane z tolerancji i rozbudowanego systemu socjalnego, które powoli zaczynają tracić swoją europejską tożsamość. Choć jestem zwolenniczką otwartych granic i międzynarodowościowej integracji, tak cieszę się że ktoś zwrócił uwagę na jej nieuniknione konsekwencji. I to w "zwykłym" kryminale.


Kiedy Henryk Rasmussen wraca do domu z porannych zakupów, zastaje otwarte drzwi mieszkania, a w kuchni martwą żonę. Policyjne dochodzenie pozostawia wiele do życzenia, więc Pan Rasmussen bierze sprawy w swoje ręce…Czy Pan Rasmussen to kryminał? Zapewne, są przecież zbrodnia, ofiara i policyjne śledztwo.Ale przede wszystkim jest to jednak powieść o miłości, przemijaniu, zawiedzionych nadziejach, iluzji postępu i odchodzeniu świata, jaki znamy. O nieuchronności społeczno-ekonomicznych procesów, których nie jesteśmy w stanie powstrzymać.


 
Henryk Rasmussen ma już swoje lata. Jest znanym i szanowanym antropologiem, który będą na emeryturze czyta książki i zajmuje się swoją zniedołężniałą, poruszającą się o balkoniku i kochającą muzykę, żoną. Kocha ją na tyle, że każdego dnia idzie do piekarni po świeże bułeczki. Pewnego dnia po powrocie do domu mężczyzna nie słyszy muzyki...już wtedy wie, że stało się coś strasznego. I ma rację. Jego żona nie żyje, mieszkanie zostało wywrócone do góry nagami, zniknęło parę drobiazgów. Pomimo dowodów i zeznań Henryka , który ma swojego podejrzanego, policja działa opieszale i morderca pozostaje na wolności. Nasz bohater postanawia wziąć sprawy we własne ręce i wymierzyć sprawiedliwość. Podejrzanym jest Karl, chłopak z biednej rodziny, który już kiedyś okradł państwo Rasmussenów. Gdyby traktować naszą książkę jak kryminał, to z ręką na sercu wam mówię, że byłby to najgorszy przedstawiciel tego gatunku, z jakim miałam do czynienia. Po prostu za mało się tutaj dzieje. Jest zbrodnia i ma zostać wymierzona kara. Nie ma tutaj akcji ani tempa. Cała fabuła rozgrywa się w myślach naszych bohaterów. To właśnie tam powstaje plan zemsty i Henryk Rasmussen trzyma się swojego planu od początku do końca. Jest chyba najbardziej zimnokrwistą i zdyscyplinowaną postacią literacką jaką spotkałam na swojej czytelniczej ścieżce. To było wprost nie do pojęcia jak mężczyzna, który stracił swoją ukochaną, wieloletnią małżonkę, może tak trzeźwo myśleć. I jeszcze obmyślać jak by tu pomścić jej śmierć. Ponieważ książka miała zaledwie 300 stron i do tego zapisanych grubym drukiem, czytelnicy nie dostali tutaj szczegółowej analizy psychologicznej postaci. I tego mi troszkę zabrakło. Owszem autor starał się przybliżyć nam sylwetkę głównych bohaterów poprzez ich dzienniki i listy, jednak było tego stanowczo za mało. Za mało Rasmussena....a co jeszcze bardziej zauważalne - za mało Karla. A szkoda ponieważ jego przemiana w nazistę-skinheada była warta głębszej analizy. Bardzo żałowałam, że "Pan Rasmussen" nie został w całości napisany w pierwszej osobie, moim zdaniem dałoby to lepszy efekt i bardziej przemówiło do czytelników. 

 Jak napisałam wyżej, nie uważam by książka Gortata była kryminałem. A przynajmniej nie tylko. Więc czym jest? Nad tym trzeba się zastanowić. Z pewnością znajdziemy tutaj elementy powieści obyczajowej, fragmenty opowiadające o życiu naszych bohaterów, ich przeszłości, pracy, miłości, stracie i życiu z nią. Jest to również powieść psychologiczna, ponieważ duża jej część poświęcona jest na przemyślenia naszych bohaterów, na analizę ich myśli i zachowań. Jednak tym co mnie zaciekawiło jest rozbudowane tło społeczno-ekonomiczne. Można tutaj zauważyć iż autor jest świadomym swojego otoczenia Europejczykiem, który zauważa pewne niepokojące procesy, zachodzące w naszych państwach. Jakiś czas temu nawet Polska otworzyła swoje granice i dziś po kilku latach możemy dostrzec tego skutki. Chodząc ulicami Warszawy coraz częściej słyszę obce języki, coraz częściej obsługują mnie ludzie z "akcentem". Oczywiście nie ma w tym nic złego. Jednak do czasu. Do czasu kiedy przyjezdni przestaną się asymilować a zaczną wprowadzać swoje prawa. Autor tej książki podaje nam kilka przykładów na to, jak w ostatnich latach zmieniły się skandynawskie (nigdzie co prawda nie jest to napisane, ale uważam że chodzi o Szwecję) realia. Dam wam jeden zaczerpnięty z książki przykład : piątek, około godziny 13. W większych miastach zamykane są ulice przy których stoją meczety, gdyż ze względu na zbyt dużą liczbę wiernych, muszą się oni modlić na ulicy. Autor boi się tego, iż wkrótce stracimy swoją tożsamość, staniemy się tworem multi-kulti, zapomnimy o własnej wierze, tradycji i obyczajach. A wszystko to w imię szeroko pojętej tolerancji i równouprawnienia. 

Czy "Pan Rasmussen" jest ciężki w odbiorze? Czy jak uważają czytelnicy lubimyczytac.pl , jest raczej lekką lekturą? Grzegorz Gortat pisze lekkim i zdecydowanie łatwo przyswajalnym językiem, jednak to czy będziecie szukać drugiego dna w jego powieściach będzie zależeć jedynie od was. Moim zdaniem niniejsza książka jest wielowymiarową lekturą, która zdecydowanie zmusza do zwiększonego wysiłku intelektualnego, co charakteryzuje literaturę raczej wysokich lotów. Czyli taką jaką uwielbiam.Było to moje pierwsze spotkanie z autorem, lecz z pewnością nie ostatnie.  Polecam. 


Tytuł : "Pan Rasmussen"

Autor : Grzegorz Gortat

Wydawnictwo : HarperCollins Polska

Data wydania : 5 sierpnia 2020

Liczba stron : 302

 

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 

Z jednego z przeczytanych jakiś czas temu artykułów dowiedziałam się, że strzelaniny w szkołach to w USA norma. Średnio raz w tygodniu ktoś otwiera ogień. 14 lutego tego roku, w Parkland na Florydzie, uzbrojony nastolatek wtargnął na teren szkoły, z której jakiś czas wcześniej został wydalony z powodów dyscyplinarnych. Zginęło 17 osób a 14 zostało rannych. W 2012 roku, w Newtown, 20-letni Adam Lanza po zastrzeleniu swojej matki, pojechał do pobliskiej szkoły, gdzie zastrzelił 26 osób,  większość to dzieci w wieku 6-7 lat. Historia zna wiele takich tragedii a z roku na rok jest ich coraz więcej. Czytamy o nich w gazetach, oglądamy w telewizji, jednak rzadko kiedy zdarza nam się przeczytać coś z punktu widzenia ofiar, szczególnie tych nieletnich. "Kolor samotności" opowiada fikcyjną historię 6-letniego Zacka, któremu udało się przeżyć strzelaninę w szkole. Jednak czy udało mu się przetrwać lata bólu i samotności, które po niej nastąpiły?   Pewnego dnia, tuż przed lekcją matematyki, do szkoły Zacka wpada uzbrojony mężczyzna i zaczyna się strzelanina. Chłopiec wraz z nauczycielem i innymi dziećmi chowa się w szafie. Zabitych zostaje 19 osób, w tym brat Zacka, Andy. Chłopiec nie może zapomnieć o tym wydarzenia. W myślach powracają do niego dźwięki i obrazy, które przywołują traumatyczne wspomnienia. Nie znajduje oparcia ani w przyjaciołach ani w rodzinie. Wszyscy oni pogrążeni są we własnej żałobie i nie mają dla chłopca czasu. Osamotnione dziecko znajduje własny sposób na wyjście z traumy. Ucieka w magiczny świat literatury i sztuki, dzięki któremu próbuje zrozumieć i uporządkować swoje uczucia. Wierzy, że znajdzie sposób na to by pomóc nie tylko sobie, ale również najbliższym.   Zacka poznajemy w dniu kiedy zawalił mu się świat. Jedna z moich amerykańskich przyjaciółek namówiła mnie, żebym koniecznie posłuchała początku książki w formie audiobooka. Tak też zrobiłam. I momentalnie zalałam się łzami. Nawet jak już przerzuciłam się na wersję papierową, w głowie cały czas dźwięczał mi głos narratora, młodziutkiego Kivlighana, znanego z dubbingów telewizyjnych. Jego głos jest tak nasiąknięty emocjami, że jak opowiada o strzelaninie, zamknięciu w szafie, ścisku, ciasnocie, pocie i strachu tak miałam wrażenie, że jestem jednym z uczestników tej masakry. Muszę oddać autorce, że to dzięki jej narracji było to możliwe. Jest ona tak obrazowa, tak przepełniona uczuciami, że czytelnik momentalnie utożsamia się z bohaterami, z brzucha wyrasta mu mentalna pępowina, która swoimi mackami wczepia się w karty książki. Od tej pory czujemy to co Zack, myślimy tak jak Zack, wraz z nim cierpimy i wkraczamy do tunelu, na którego końcu widać światełko nadziei.   Wybranie na narratora powieści 6-letniego chłopca, było zabiegiem ciekawym i dość niecodziennym. Choć zdarzyło mi się przeczytać sporo powieści o strzelaninach w placówkach dydaktycznych, tak ta jest pierwszą opowiedzianą z perspektywy dziecka. Dorośli często wychodzą z założenia, że tragiczne wydarzenia, których uczestnikami są małe dzieci mają mały wpływ na ich rozwój, zostaną szybko zapomniane gdyż małoletni nie do końca rozumieją ich znaczenie i konsekwencje. Nie zdają sobie sprawy, że to w tym wieku kształtuje się nasza osobowość, i traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa będę miały wpływ na całe dalsze życie. Dla kogoś kto przeżył tragedię najważniejsza jest pomoc psychologiczna i wsparcie ze strony rodziny. Dziecko musi poczuć się jak w kokonie, pęcherzu płodowym, musi odbudować w sobie poczucie bezpieczeństwa, które zostało zniszczone. O Zacku wszyscy zapomnieli. Pogrążyli się we własnej żałobie, próbowali znaleźć sposób na życie w tych zupełnie nowych okolicznościach. Płakali nad utratą dziecka, walczyli z rodziną mordercy, szukali winnych, podsycali w sobie nienawiść. A gdzieś w tym wszystkim był Zack, który walczył o chwilkę uwagi, której się nie doczekał. Wzruszyła mnie scena, w której babcia chłopca, kupiła banany, uwielbiane przez zabitego brata Zacka. On jedyny je jadł. Owoce wylądowały w koszu na śmieci. Płakałam. Nie rozumiałam jak można w ten sposób traktować własne dziecko. Jedyne co słyszał to : później, nie teraz, nie przeszkadzaj, odejdź. Był przestawiany z kąta w kąt, traktowany przedmiotowo, wykluczony i skazany na cierpienie w samotności. Rodzina się rozpadła, każdy znalazł własną drogę prowadzącą do wyleczenia.   Autorka w przerażający, realistyczny sposób maluje obraz "po tragedii". Jej proza jest pełna życia, uczuć, namiętności i bólu. Opisuje nie historię jednej rodziny, lecz całej społeczności borykającej się ze stratą najbliższych. Ludzie, którzy do tej pory żyli w przyjaźni, zaczynają się od siebie oddalać, stają się nieufni, zamykają drzwi. Świat po masakrze traci barwy, na ziemię spada deszcz smutku. W rodzinie Zacka zamiast miłości pojawia się złość, krzyk, płacz i desperacja. Rodzice nie potrafią ze sobą rozmawiać. Jedynym spokojnym miejscem okazuje się szafa w pokoju brata. Szafa pełna książek, które stają się dla chłopca odskocznią. To właśnie one są inspiracją do wyrażenia siebie za pomocą kolorów, namalowania mapy uczuć gdzie czarny oznacza złość, zielony szaleństwo, żółty szczęście a czerwony zażenowanie. Zack był wyjątkowym, emocjonalnym i inteligentnym dzieckiem. Zachowywał się dorośle. Czasem nie mogłam uwierzyć, że miał dopiero 6 lat. Wydaje mi się, że to właśnie on rozpoczął proces godzenia się z nową rzeczywistością, to dzięki niemu możliwe było podjęcie próby "wyzdrowienia". Książkę tę powinni przeczytać wszyscy rodzice nawet Ci, którzy wiodą na pozór beztroskie i szczęśliwe życie. Autorka na przykładzie małego, niewinnego chłopca pokazuje, jaki wpływ na dziecko mają bezustanne kłótnie rodziców, warczenie na siebie, brak kontaktu fizycznego czy nawet zwykła obojętność. Powinniśmy otworzyć oczy i spojrzeć w dół na tych, których głosik jest najczęściej niesłyszalny. Mama i tata to dwie najważniejsze osoby w życiu dziecka. Symbolizują ciepło, bezpieczeństwo i harmonię. Nie odbierajmy tego dzieciom, nie bądźmy samolubni nawet w obliczu największych tragedii bo w końcu mamy dla kogo żyć.   Nie jest prawdą, że dzieci są "odporne". To, że wspomnienia wyblakną a czas wyleczy większość ran, nie oznacza  że echo wydarzeń z przeszłości nie będzie się odbijać w dorosłym życiu. Pamiętajmy, że dzieci się od nas uczą wzorców zachowań. Odpychając swoje pociechy, żałując im uwagi i miłości, wychowujecie nieczułego robota. Nie każdy jest jak Zack, który okazał się najbardziej odważny i dorosły ze wszystkich. Był jedynym bohaterem tej książki, postacią o której nie zapomnę do końca życia. I wierzcie mi w dzisiejszych czasach takich bohaterów jest wielu, skąd wiecie czy nie kryją się w waszych szafach?   Po każdej nowej strzelaninie politycy w telewizji zapewniają, że myślą o rodzinach ofiar, są z nimi i służą pomocą. Zamiast tych pustych słów powinni wziąć do ręki tę powieść, przeczytać, przemyśleć i wyciągnąć wnioski. Może warto zmienić prawo o swobodnym dostępie do broni palnej? Jak długo jeszcze będziemy czekać, aż strzały będą na porządku dziennym? Aż zamiast szkolnych mundurków nasze dzieci będą nosi kamizelki kuloodporne? "Kolor samotności" to piękna książka. Dobrze napisany, wzruszający i skłaniający do myślenia debiut literacki. Powieść wobec której nie można pozostać obojętnym. Zdecydowanie pierwsza dziesiątka 2018. Polecam.

 

 

 

 

"Save me" Mona Kasten

"Save me" Mona Kasten

W życiu każdego człowieka nadchodzi taki czas, kiedy zdaje sobie sprawę, że książki new adult przestają go bawić, czy nawet interesować. Mój właśnie nadszedł i to za sprawą autorki, która uznawana jest za guru "młodych dorosłych". Pewnie spytacie po czym poznałam, że to już? Po pierwsze po przeczytaniu pierwszego akapitu wiedziałam jakie będzie zakończenie, i to nie jednego tomu a całego cyklu (nawet nie wiem czy zostało ono już napisane, jednak nie zmienia to faktu, że JA już je znam). Po drugie zdałam sobie sprawę, że książkowi bohaterowie nie mieliby prawa istnieć w rzeczywistości. Kiedy pewnego dnia obudzicie się, rozejrzycie w okół i zadacie sobie pytanie gdzie są Ci Bad-boye i słodkie, nieśmiałe dziewice...wtedy będziecie wiedzieli, że to już ten moment. Kochani, od dziś oficjalnie rezygnuję z romansów na adult, na rzecz "poważniejszej" literatury dla dorosłych. Na zrelaksowanie zostawię sobie książki dla dzieci czytane córce przed snem. Myślę, że są równie bajkowe. 

Pochodzą z różnych światów, a jednak są sobie przeznaczeni.Pieniądze, luksusy, imprezy i władza – dla Ruby Bell to wszystko nie ma najmniejszego znaczenia. Odkąd dzięki stypendium może uczęszczać do elitarnego liceum Maxton Hall, robi co w jej mocy, by nie rzucać się w oczy innym uczniom.A zwłaszcza Jamesowi Beaufortowi, nieformalnemu przywódcy szkolnej elity. Jest zbyt arogancki, zbyt bogaty, zbyt przystojny. O ile największym marzeniem Ruby są studia w Oksfordzie, on zdaje się żyć od imprezy do imprezy. Pewnego dnia dziewczyna odkrywa sekret, który mógłby zniszczyć reputację rodziny Beaufortów. 

Zazwyczaj tego nie robię, jednak tym razem postanowiłam moją recenzję oprzeć na krytyce naszych bohaterów, gdyż to oni są tutaj najsłabszym ogniwem. Zacznijmy więc od Ruby Bell. Ruby to dziewczyna jakich wiele. Wychowana w "zdrowej", kochającej się rodzinie, gdzie jedyne czego brakowało to pieniędzy. Oczywiście nie mówimy tutaj o skrajnej patologii, jednak gdyby nie stypendium, Ruby mogłaby jedynie pomarzyć o studiowaniu na Oksfordzie. O tym jak biedna jest rodzina dziewczyny świadczyć może nieodłączny atrybut studentki, którym jest wysłużony, zielony plecak, który ze sobą nosi. Takich bohaterek literatura zna na pęczki. To nieśmiałe nastolatki, młode kobiety noszące workowate ciuchy, i "niby" nie zdające sobie sprawy ze swojej atrakcyjności. Są ambitne, inteligentne, posłuszne i zdesperowane. Zazwyczaj mają jeden cel w życiu i konsekwentnie do niego dążą. Właśnie taka była Ruby...do czasu aż poznała Jamesa. Swoją drogą brawa dla autorki za wybranie najbardziej pospolitego imienia męskiego jakie istnieje. No może poza Johnem. Dość już miałam tych wszystkich wyszukanych Noah, Masonów, Ashtonów. Kiedy los połączył dwójkę naszych głównych bohaterów, rozpoczęła się natychmiastowa metamorfoza Ruby. Dokonała się w tak spektakularny sposób, że do teraz nie wierzę w to co się stało. Zaczęłam nawet myśleć, że dziewczyna cierpiała na schizofrenię lub chorobę dwubiegunową i dopiero spotkanie Jamesa było zapalnikiem do obudzenia się jej drugiej osobowości. Z cichej, spokojnej, zdystansowanej i wręcz zamkniętej w sobie dziewczyny, która obiecała sobie nie nawiązywać bliższych relacji towarzyskich, stała się popularną, naiwną i bezmyślną dzierlatką, dla której najważniejsze są "spodnie". Tak mówił mój tata : ogarnij się dziewucho, a nie tylko za spodniami latasz. Tym razem nosicielem tej części garderoby był Jason, czyli kolejna równie stereotypowa postać. 
Jason ma wszystko czego dusza zapragnie. Pieniądze, drogie ciuchy, drogie samochody, znane nazwisko. Ma również "wywalone" na wszystko. Tacy ludzie jak on chodzą na uczelnię nie po to by zdobyć zawód, tylko z nudów. Bo rodzice tak każą, żeby gazety nie wytykały, bo dyplom ładnie wygląda w ramce, bo coś trzeba robić...A to, że trzeba się uczyć, zaliczać egzaminy i nabywać wiedzę, jest dodatkiem do wiecznego pasma rozrywek, które oferują szkoły wyższe. Jason lubi towarzystwo, imprezy, kobiety i alkohol. Inne używki też lubi. Jest stereotypowym bad boyem znanym z innych książek dla nastolatek. Jest nieziemsko przystojny, sexowny i chamski. W końcu kobiety lubią łobuzów. Tutaj muszę z zgodzić. Nastolatki i młode dziewczyny wolą niepokornych chłopców (pamiętacie Dylana z Beverly Hills?), lubią buntowników w skórzanych kurtkach, brodatych motocyklistów czy też zwykłych dresów. Jednak z wiekiem te sympatie się zmieniają. To co nas kiedyś pociągało teraz wydaje się odrażające, śmieszne i infantylne. Jason uosabiał sobą wszystko to co obecnie mnie u mężczyzn odrzuca. Traktował kobiety przedmiotowo, był bezmyślny, gwałtowny, brutalny i wulgarny. Można być łobuzem nie będąc chamem, jednak Kasen nie postawiła na taką charakterystykę. Jason jest prosty jak budowa cepa i tak właśnie należy go traktować. 
Z jednej strony mamy więc słodką dzierlatkę a z drugiej napalonego ogiera. Czy z takiego połączenia może wyjść coś dobrego? Choć Kasten na siłę starała się wtłoczyć chemię pomiędzy naszych bohaterów tak nie wyszło im to na dobre. 

Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli obejrzeliśmy serial Beverly Hills 90210 to widzieliśmy już wszystko i poznaliśmy wszystkie problemy nastolatków. Myślę, że to może być prawda. Sex, narkotyki, niesubordynacja, przemoc, niechciane ciąże i wiele innych tematów "tabu" było na tapecie reżyserów. Pamiętacie pijaną Donę na balu maturalnym? Albo ciężarną Andreę czy przytoczonego wcześniej Dylana, który handlował narkotykami? W porównaniu do tego, życie dzisiejszych bohaterów jest bułeczką z masłem. Kiedy wszystko zostało już napisane i powiedziane, nie należy się dziwić, że autorzy często będą powielać pewne schematy i korzystać z pomysłów innych. Dopóki coś nie jest przekopiowane słowo w słowo, redaktorzy i wydawcy nie zwracają uwagi na takie zapożyczenia. Tym razem rzuciło mi się jednak w oczy szczególne podobieństwo do pewnego motywu z serii "After". Ten kto przeczytał obie książki będzie wiedział o co mi chodziło. Myślę, że tym razem autorka troszkę przesadziła z wzorowaniem się. 
Możemy się domyślać, że głównym tematem książki będzie związek dwójki młodych ludzi i ich miłosne perypetie. Jak możemy się spodziewać charakter Jasona da o sobie znać i doprowadzi do licznych kłótni, rozstań i morza łez. Muszę przyznać, że gdyby mnie mój partner czy kolega traktował w taki sposób, w jaki była traktowana Ruby, to nasza znajomość bardzo szybko by się zakończyła. Jednak, jak to bywa w przypadku książek new adult, dziewczyna lubiła jak ktoś nią pomiatał i bardzo łatwo przychodziło jej wybaczyć. 
Jak napisałam wyżej "Save me" jest powieścią dwójki bohaterów a pojawiające się postaci służą jedynie jako tło lub też katalizator zachowań, Wszyscy są piękni i bogaci, wydawać by się mogło że nie mają żadnych problemów. Wyjątkiem był jeden wypadek i jedna śmierć, które to wydarzenie było szczegółowo zaplanowane przez autorkę i jego skutki będę się ciągnąć w kolejnych tomach. Oprócz tego nie wydarzyło się tutaj nic zaskakującego. Nie było ani jednego motywu, który by sprawił żebym otworzyła szerzej oczy. 

"Save me" to kolejna, schematyczna powieść z szablonowymi, jednowymiarowymi postaciami. Dialogi są nierealistyczne i toporne, sceny sexu bardziej śmieszne niż ekscytujące a fabuła wymyślona na poczekaniu. Szczerze powiedziawszy po autorce, której książki cieszą się taką popularnością, spodziewałam się czegoś dużo lepszego. Jak napisałam na początku myślę, że nadszedł już czas żeby pożegnać się z gatunkiem new adult gdyż obawiam się, że już nic tutaj nie będzie w stanie mnie zaskoczyć a wręcz przeciwnie, powtarzalność i szablonowość będą mnie coraz bardziej irytowały. Oddaję pole młodszym czytelniczkom i to właśnie im polecam.


Tytuł : "Save me"
Autor : Mona Kasten
Wydawnictwo : Jaguar
Data wydania : 13 lutego 2019
Liczba stron : 400
Tytuł oryginału : Save Me


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję portalowi : 
https://sztukater.pl/


Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :

http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html

"Trzy razy Ty" Federico Moccia

"Trzy razy Ty" Federico Moccia

"Trzy metry nad niebem" przeczytałam 6 lat temu. Potem była kolejna część cyklu i cały czas miałam wrażenie, że dorastam wraz z naszymi bohaterami. Dziś mamy rok 2018, nadszedł ten moment kulminacyjny, na który tak długo czekałam. Muszę przyznać, że byłam pozytywnie zaskoczona grubością książki, która wpadła w moje ręce. 800 stron druku. Zaczęłam czytać i...? I niestety gorzko się rozczarowałam. Nie tak wyobrażałam sobie zakończenie serii, której poprzednie tomy skradły moje serce. Nie wiem czy to fakt, że ja dorosłam i nieco inaczej patrzę na związki i miłość, czy bohaterowie zdziecinnieli, jednak miałam wrażenie, że zamiast mądrej i emocjonalnej książki z cudownymi, wyrazistymi postaciami, dostałam kolejny odcinek Beverly Hills 20010 , zupełnie nie pasujący do poprzednich części. Po tak dobrym pisarzu spodziewałam się o niebo więcej. Zresztą nawet sam opis książki sugeruje, że dostaniemy kolejny odcinek, tym razem włoskiej, ale telenoweli. 

Step dorósł. Ze zbuntowanego nastolatka stał się szanowanym właścicielem firmy. Jego życie to pasmo sukcesów tych zawodowych i tych w życiu prywatnym. Za kilka tygodni stanie na ślubnym kobiercu z Gin, która wybaczyła mu błąd z przeszłości. Mężczyzna wydaje się być zakochany dopóki nie natrafia na Babi, swoją pierwszą miłość. To spotkanie wywraca wszystko do góry nogami. babi wyjawia mu sekret, który zmusi Stepa do ponownego przemyślenia swoich decyzji. Czy ślub dojdzie do skutku?

Muszę przyznać, że jest to jedna z nielicznych książek, które czytałam, posiadająca tak odmienne opinie na zagranicznych i polskich portalach literackich. Kiedy włoscy i hiszpańscy czytelnicy są rozczarowani ostatnim tomem trylogii a z ich recenzji wylewa się jad, tak użytkownicy portalu lubimyczytać.pl odebrali książkę pozytywnie lub, w gorszym wypadku, po prostu neutralnie. Ale jak wiadomo, w mieszkańcach basenu Morza Śródziemnego, wrze gorąca krew. Czyżbym i ja miała jakieś włoskie korzenie? Dlaczego? Ponieważ tym razem muszę zgodzić się z koleżankami i kolegami ze słonecznej Italii. "Trzy razy Ty" jest kiepską, nie przemyślaną i rozczarowującą książką, zupełnie nie tym czego się spodziewałam. Autor zniszczył bohaterów, których zdążyłam pokochać. 
Najgorsze co mogło ich spotkać, i niestety tak się stało, to utrata mojego szacunku, który tak ciężko zdobywali w dwóch pierwszych tomach. Po przeczytaniu "Tylko Ciebie chcę" wierzyłam, że Step dorósł, nareszcie dowiedział się czego chce i konsekwentnie do tego dążył. I nagle bum! Autor zapomniał o tym co napisał kilka lat wcześniej (prawie 10 lat więc fakt, można zapomnieć) i zaserwował nam powrót do przeszłości. Tak jak by drugiego tomu w ogóle nie było a przemiana naszych bohaterów, w ludzi dorosłych i odpowiedzialnych, się nie dokonała. Znowu miałam wrażenie, że kierują się oni emocjami,nie rozsądkiem. Zachowują jak typowi nastolatkowie, dopiero poznający smak pierwszej miłości. Kiedy ja mam już za sobą pierwsze zauroczenie, małżeństwo i dwójkę dzieci, tak oni cały czas stoją w miejscu. Jak to się stało, że ja dorosłam i spoważniałam a oni nadal, pomimo upływu lat, są rozbrykanymi młodymi ludźmi?

Trzymając w rękach tę obszerną książkę, i podziwiając jej piękną okładkę, wierzyłam że na tych wszystkich kartkach będzie się kryło wiele emocji, zwrotów akcji i miłości. Owszem dzieje się sporo jednak ciężko uwierzyć w realność tych wydarzeń. Często otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, bo zachowanie naszych bohaterów, zupełnie nie pasowało do tych sylwetek, które znałam i pokochałam. Miałam wrażenie, że książka pisana była na siłę, że autor doznał niekontrolowanego słowotoku i pisał co mu ślina na język przyniesie. Mamy tutaj przynajmniej 600 stron wodolejstwa, które nic nie wnosi do całej historii. Zabrakło tutaj wyobraźni a może i chęci do tego, by napisać dobre i satysfakcjonujące zakończenie. Zamiast z przytupem to skończyło się rozłożeniem rąk. Konflikt wewnętrzny bohatera rozwiązany został w sposób banalny zgodnie ze schematem "szczęście jednych kosztem drugich". Jako czytelnik-wielbiciel serii, poczułam się oszukana. Nie mogłam uwierzyć, że postaci, które niczym sobie na to nie zasłużyły, spotkał tak smutny los i wszystko wróciło do punktu wyjścia. Oczywiście, jako wierny czytelnik serii, spodziewałam się jakich wyborów dokona Step, jednak wierzyłam, że reszta bohaterów też zasługuje na to by dostać od życia jak najwięcej. Sama, w głowie, tworzyłam inne scenariusze. 

Jedno się nie zmieniło. Nadal czuć tutaj beztroski, słoneczny klimat Italii. Tak się złożyło, że czytałam książkę, leżąc na hamaku i pijąc mrożoną herbatę, korzystałam z ostatnich ciepłych dni tego lata. Muszę wam powiedzieć, że zupełnie inaczej się odbiera lekturę kiedy pogoda daje nam możliwość przeniesienia się w myślach do miejsca, gdzie rozgrywa się akcja. Brakowało tylko szumu morza. W tak przyjemnych warunkach przestałam zwracać uwagę na to, że książka była napisana infantylnym językiem nastolatków, wydarzenia były mało realistyczne a dialogi zdziecinniałe i pisane na kolanie. Czytałam o bohaterach starych i nowych. Wraz z autorem dopinałam luźne wątki. W pewnym momencie zauważyłam, że po prostu dotykam wzrokiem zapisanych słów, niezbyt angażując się w samą fabułę. Połączenie pomiędzy mną a bohaterami zostało nierozerwalnie zerwane, został tylko klimat Włoch, zapach kawy i urok wakacji. Nawet rozgrywające się w powieści dramaty, nie miały większego wpływu na mój nastrój i choć żałowałam niektórych bohaterów to ani jedna łezka nie zakręciła się w moim oku. A powinna. Chociażby ze względu na poprzednie dwa tomy. 

Cykl, który na początku traktowałam jako piękną historię miłosną, przekształcił się w jej karykaturę. Pod koniec czytałam już, jedynie ze względu na sentyment do głównych bohaterów oraz by sprawdzić jak daleko posunie się autor w surrealizmie, który stał się domeną tej powieści.Koniec książki nie poruszył mnie wcale, był absolutnie "tani". 'Trze razy Ty" jest nieudolnie napisaną powieścią, bez wyraźnej i spójnej fabuły. Autor wpadł w pułapkę "młodzieńczości" i nie zauważył, że jego bohaterowie są już dorosłymi ludźmi. Są zbyt pogrążeni w retoryce pierwszej miłości i nie ewoluują w sposób racjonalny i logiczny. W idealnym świecie ta książka nie powinna zostać opublikowana. Polecam jedynie wytrwałym wielbicielom cyklu, którzy są otwarci nawet na najbardziej irracjonalne scenariusze.

Tytuł : "Trzy razy Ty"
Autor : Federico Moccia
Wydawnictwo : Muza
Data wydania : 23 maja 2018
Liczba stron : 800
Tytuł oryginału : Tre Volte Te 



Tę oraz wiele innych książek znajdziecie na półce z Bestsellerami księgarni internetowej :


https://www.taniaksiazka.pl/



 


"13 powodów" Jay Asher

"13 powodów" Jay Asher

 Tytuł : "13 powodów"
 Autor : Jay Asher
 Wydawnictwo : Rebis
 Rok wydania : 2017
 Liczba stron : 272
 Tytuł oryginału : Thirteen Reasons Why



 Powód by otworzyć oczy


"13 powodów" książka napisana już kilka lat temu o której znów zrobiło się głośno za sprawą serialu telewizyjnego. Jestem fanką produkcji platformy Netflix, jednak z reguły nie zajmują mnie seriale wyprodukowane z myślą o młodzieży. By zaoszczędzić sobie rozczarowania postanowiłam najpierw sięgnąć po książkę. Lektura to rozwiała moje wszelkie wątpliwości i już jestem po kilku odcinkach serialu. Przeglądając komentarze w internecie zwróciłam uwagę, że książka albo jest obiektem nienawiści albo bezwarunkowej miłości. Ja plasuje się gdzieś powyżej środka. Na pewno jest to typowy page-turner od którego nie da się oderwać, jednak temat samobójstwa został niestety nieco zbagatelizowany i potraktowany po macoszemu co może okazać się niebezpieczne szczególnie, że po książkę sięgną w większości młodzi czytelnicy.

Clay po powrocie do domu w skrzynce na listy znajduje paczkę pełną kaset magnetofonowych. Są to
nagrania jego koleżanki ze szkoły, która kilka tygodni wcześniej popełniła samobójstwo. Clay postanawia przesłuchać je wszystkie i dowiedzieć się jakie były motywy dziewczyny. Kradnie swojemu przyjacielowi walkmana i wyrusza w miasto. Chodzi opuszczonymi ulicami i odwiedza miejsca zaznaczone na mapie wyrysowanej przez nastolatkę. Dopiero teraz odkrywa kim była Hannah i dlaczego odebrała sobie życie.

Pomysł na książkę jest z pewnością rewelacyjny i dodam, że innowacyjny, ja przynajmniej nie spotkałam się z czymś podobnym. Ważne jest również to, że książka porusza temat samobójstwa, które w dzisiejszych czasach nie dotyczy jednostek a dość sporego odsetka społeczeństwa. Jak do tej pory przeczytałam dwie książki tego autora i mogę powiedzieć, że ma on niesamowity dar do analizowania postaw i wcielania się w postaci młodych ludzi. Kolejny raz dostałam bohaterów z krwi i kości, takich wprost ze szkolnej ławy. Oczywiście nie powiem, że wszystkich polubiłam, jednak wynika to nie z faktu, że proces ich stworzenia był niedoskonały tylko z tego, że taka jest właśnie dzisiejsza młodzież, często bezmyślna, egocentryczna i samolubna. Jedyne co mnie denerwowało forma narracji. Na początku się zastanawiałam : o co tutaj chodzi? Prowadzone są tutaj dwa monologi wewnętrzne jednocześnie. Przemyślenia Claya przemieszane są z głosem Hannah sączącym się ze słuchawek. Jedyne co ich odróżnia to użycie kursywy. Wprowadza to zamieszanie do którego człowiek musi się stopniowo przyzwyczaić. Mi się to udało już w okolicach 50 strony.

Czytając tę książkę zastanawiałam się dlaczego Hannah popełniła samobójstwo, bo oczywiście rozwiązanie tej zagadki jest głównym tematem książki. Gdzieś w połowie zdałam sobie sprawę, że to nie o to w tym wszystkim chodzi. Nie chodzi o sam czyn, którego dopuściła się ta dziewczyna. Autor w swojej książce pokazuje nam realia amerykańskich szkół i profil młodzieży. To właśnie na tym powinniśmy się skupić. Od dawien dawna wiadomo, że dzieci są okrutne, prędzej mówią niż myślą. Potrafią ranić jak mało kto. Sami dobrze wiecie jakie rzeczy działy się w gimnazjach, przemoc wobec nauczycieli czy zabawy w słoneczko. Widać również Ameryka nie jest od tego wolna. Młodzież dorasta teraz zdecydowanie szybciej, chociażby dlatego Anglia i Irlandia zdecydowały się na obniżenie progu szkolnego do lat 5 a czasem 4. Możemy się spodziewać, że w szkołach ponadpodstawowych gdzie na małej powierzchni zgromadzonych są setki młodych ludzi znajdziemy wszystkie typy psychologiczne. Dlatego tak ważne jest żeby szkoła zatrudniała dobrych psychologów, którzy są świadomymi ludźmi z szeroko otwartymi oczami. Powinni oni reagować na nietypowe zachowania uczniów. Autor popełnił błąd (moim zdaniem kardynalny) pokazując szkolnych psychologów w negatywnym świetle. Książka ta jest skierowana do młodych ludzi, z których duża część ma problemy emocjonalne. Przynajmniej w szkole powinni się czuć bezpiecznie, powinni wiedzieć że tam otrzymają niezbędną pomoc. Tutaj autor pedagogów krytykuje a co zrobi czytelnik na granicy depresji? Zaufa znanemu i poczytnemu twórcy książek dla młodzieży. Zdecyduje się nie iść do pedagoga bo ta wizyta i tak w niczym nie pomoże. To jest bzdura. Wszystkie placówki oświatowe dbają o to by zwerbować doświadczoną kadrę, która wyczulona jest na problemy młodzieży. Więc jeśli macie jakieś problemy walcie do nich jak w dym.

Hannah bez wątpienia była nastolatką z problemami. Część osób zasugeruje, że większość z nich sama sobie wymyśliła lub po prostu wyolbrzymiła. Wiadomo z igły widły. Bo czyż problemem jest jak ktoś klepnie nastolatkę po tyłku by sprawdzić czy zasłużenie wygrała konkurs na najlepsze pośladki? Czy problemem jest, że wyolbrzymiane są plotki, od niewinnego pocałunku dzięki głuchemu telefonu doszło aż do dzikiej orgii? Moim zdaniem tak, jest to problemem. Nie każdy jest taki sam, jedne dziewczyny o bardziej odpornej psychice się uśmiechną i pójdą dalej, inne walecznie dadzą w nos broniąc swoich racji ale niestety jeszcze inne skończą tak jak Hannah. Powiedzmy to wprost, wydarzenia do których doszło w szkole doprowadziły do tego że dziewczyna wpadła w depresję. Szkoda tylko, że autor tego nie nazywa po imieniu. Depresja to poważna choroba dotykająca duży odsetek nastolatków. Niestety bardzo trudną ją zdiagnozować, a brak właściwej diagnozy może, jak w tym przypadku doprowadzić do nieszczęścia. Właśnie dlatego, że autor totalnie pominął wątek tej choroby nie udało mi się polubić Hannah. Z jednej strony ją zrozumiałam. Była bardzo delikatną młodą kobietą ze słabą psychiką dlatego też rówieśnicy doprowadzili ją do stanu w którym nie mogła ze sobą wytrzymać. Jednak czy samobójca jest aż tak wyrachowany, czy planuje wszystko z takim wyprzedzeniem, krok po kroku? Czy może był to jednak objaw choroby psychicznej dziewczyny. Jakim prawem Hannah zrzuciła winę na innych i jakim prawem ich upokorzyła w oczach znajomych? Trzynaście osób dostało taśmy, trzynastu osobom wmówiła, że są winne jej śmierci. To było okrutne i nieuzasadnione. Dlaczego Ci młodzi ludzie mieli się obwiniać do końca życia? Czy to była zemsta? Bo na pewno nie próba zwrócenia na siebie uwagi skoro dziewczyna już nie żyła. Zgoda, niektóre osoby powinny ponieść odpowiedzialność, nawet karną, za to co zrobiły, ale czemu wszystkich stawiać w jednym szeregu? Czy osoba która złapie kogoś za pośladki jest przestępcą równym mordercy? Właśnie ten brak balansu i rozróżnień mnie troszkę raził.

Moim zdaniem książę powinien przeczytać każdy młody człowiek tuż po ukończeniu szkoły podstawowej. Już od młodych lat powinniśmy się uczyć jak nasze czyny i zachowania mogą wpłynąć na innych ludzi. Coś co dla jednych może być zabawne innych zaboli. Młodzi ludzie nie mają takiego doświadczenia i wyczucia jak dorośli dlatego powinni kierować się rozwagą. Pomimo wad jest to mądra książka, która uczy empatii i otwiera oczy. Uczy by czasem przystanąć i się rozejrzeć, sprawdzić czy ktoś nie potrzebuje naszej pomocy. Ważną rzeczą jest również fakt, że książka zawiera wskazówki jak rozpoznać początki depresji. Czytajcie i otwórzcie oczy. Polecam


Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger