Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cyberpunk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cyberpunk. Pokaż wszystkie posty
"Blackwater. Magia i stal" Nik Pierumow

"Blackwater. Magia i stal" Nik Pierumow

     Nik Pierumow, rosyjski pisarz fantasy, jest znany w Polsce dzięki książce "Ostrze elfow" wydanej kilkanaście już lat temu. Jest to powieść,  której fabuła dzieje się w tolkienowskim  Środziemiu, 300 lat po zakończeniu wydarzeń rozgrywających się we "Władcy pierścieni". Muszę przyznać, że jak trafiła mi się okazja przeczytania kolejnej książki autora, której fabuła, tym razem osadzona została w oryginalnym, wymyślonym  przez Pierumowa realmie, to nie mogłam się powstrzymać. O wiele łatwiej jest napisać książkę korzystając z cudzych pomysłów, niż wymyślić coś nowego. Muszę przyznać,  że autor spisał się doskonale. Spodziewałam się czego bardziej tolkienowskiego, opowieści o elfach i krasnoludach, a dostałam mroczną powieść z pogranicza fantastyki i steampunku . Autor rzucił się na głęboką wodę, zniknął pod jej taflą i...nie utonął.

Na ruinach cywilizacji dochodzi do starcia dwóch mocarstw; w jednym, zwanym Królestwem, rządzą racjonalizm, wykształcenie i technologia, a magia jest zakazana i tępiona. W drugim magia jest wszechobecna i to ona kształtuje życie ludzi. Molly Blackwater mieszka w Królestwie, lecz pewnego dnia odkrywa w sobie zakazane magiczne zdolności. Dręczą ją wizje wojny między dwoma mocarstwami. Kiedy w końcu dochodzi do wybuchu konfliktu, Molly staje przed arcytrudnym wyborem: po której stronie ma się opowiedzieć? W swojej ojczyźnie została wyklęta, ponieważ jest wiedźmą. Druga strona traktuje ją podejrzliwie, bo przecież może być szpiegiem…

Każdy kto chodził do szkoły wie, że na świecie od dawien dawna trwa walka o władzę i wpływy. Wyścig zbrojeń nadal trwa, jednak teraz, większość decyzji podejmowanych jest zakulisowo. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, iż autor geopolityczny ustrój rzeczywistego świata, przeniósł na karty swojej powieści. Żałuję tylko tego, że duma narodowa i miłość do ojczyzny sprawiły, że pisząc miał na oczach klapki, lub też jaskrawo różowe okulary. Wiadomo, że Stany Zjednoczone, czyli Pierumowe Królestwo, to globalny imperialista, którego głównym celem jest podporządkowanie słabszych ekonomicznie państw, zdobywanie kolejnych stref wpływów oraz szerzenie "demokracji" (nawet tam gdzie jej nie chcą). Amerykańscy marines podejmują się misji na całym świecie, agencje infiltrują rządy wrogów i sojuszników, wielkie koncerny wykorzystują raje podatkowe i tanią siłą roboczą, a McDonald pojawił się nawet w gospodarkach uznawanych za komunistyczne. Stany Zjednoczone dokonują pokojowej ekspansji, jednocześnie prowadząc badania nad broniami nowej generacji. Z drugiej strony mamy Rosję, czyli książkowych Rooskies (Ruskich). Cokolwiek by o nich nie powiedzieć, to z pewnością nie kierują się dewizą pokoju. Rosyjskie głowice nuklearne, zapewne bez pomocy magii, trafiły do państw trzeciego świata, kałasznikowy zdobią ściany pałaców afrykańskich watażków, a o Krymie nikt już nawet nie wspomina. Pierumow zdaje się tego nie zauważać. W jego książce Rooskies, to zżyci z naturą, władający magią, pokojowo nastawieni ludzie, którzy robią wszystko by przetrwać. Walka jest dla nich sposobem na przeżycie a czary jedyną bronią jaką mają. Troszkę obawiałam się tego podziału na dobrych i złych, na czarne i białe. Rozumiem, że autor jest Rosjaninem, który kocha swój kraj, jednak nawet ta miłość nie powinna przesłaniać mu prawdziwego obrazu rzeczywistości. W końcu jest inteligentnym i wykształconym mężczyzną więc dlaczego przedstawiony przez niego świat jest tak zakłamany? Czy cykl Blackwater to satyra na rzeczywistość? Czy może opisana tęsknota za dawnymi czasami, za Rosją dawnych ludowych wierzeń i słowiańskich tradycji? Rosją przepełnioną realizmem magicznym i legendami? Miejscem gdzie rosły Wielkie Puszcze, ludzie oprawiali skóry a postęp technologiczny trafiał z opóźnieniem? Mam wielką nadzieję, że właśnie takie było przesłanie tej książki, bo w pokojowo nastawioną Rosję Putina niestety nie jestem w stanie uwierzyć. Nawet jeśli znajduje się ona w książce fantastycznej.

Czytając zastanawiałam się kto, w zamierzeniu autora, miał być odbiorcami tej książki? Czy młodzi ludzie, nastolatkowie, którzy rozpoczynają swoją przygodę z tym gatunkiem? W końcu nasi protagoniści również nie mają jeszcze zmarszczek. A może grupą docelową byli Ci starsi, wyjadacze gatunku, którzy będą w stanie docenić piękno steampunku, dlatego powieść momentami była bardzo drastyczna, mroczna i brutalna? Jednak czy tacy doświadczeni czytelnicy, będą chcieli czytać o dorastających dziewczynkach, uciekających z domu? Ciężko to stwierdzić. Doszłam jednak do wniosku, że książkę tę może przeczytać każdy, kto polubił powieści Trudi Canavan czy Brenta Weeksa, gdyż fabularnie są bardzo podobne. 
Świat, który przedstawiam nam autor, to jedno wielkie pole bitwy, tuż po Kataklizmie. To właśnie w wyniku tego wydarzenia pojawiła się magia. Niestety nie tylko. Pojawili się również Rooskis. Do tej pory Królestwo, znajdowało się na wyspie, a za sąsiadów miało piasek, równiny, i niezamieszkałe połacie terenu. Po Kataklizmie, pojawili się obcy. I przynieśli nic innego jak wojnę. W książce możemy przeczytać, iż doszło tutaj do konfrontacji dwóch różnych światów, rozwiniętego technologicznie Królestwa i parających się magią ludów, które nie wiedziały czy jest postęp technologiczny. 
Poznajemy Molly, która odkryła w sobie magiczny pierwiastek i wie, że jeśli ktoś inny się o tym dowie, dziewczyna zostanie zabrana. Ale dokąd? Tego niestety nie wie nikt. Nasza bohaterka postanawia wyruszyć w drogę, i w wyniku niezbyt przyjemnych okoliczności, trafia do obozu swoich wrogów. Okazuje się jednak, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, i to właśnie tam, trafia na tych, którzy pomogą jej ujarzmić swoją moc i nauczą korzystać z talentów. Oczywiście nie ma nic za darmo, ale o tym przekonacie się już sami. 
Muszę powiedzieć, że forma magii, która pojawiła się w powieści, niestety nie była dla mnie zaskoczeniem. Była to po prostu próba powielenia wielu wykorzystanych już wcześniej schematów, która zakończyła się jedynie połowicznym powodzeniem. Zafascynowały mnie motywy ognistego ptaka, zmiennokształtności czy kręgu magów, jednak reszta okazała się zwykłą kopią. Mamy tutaj magię żywiołów i natury, która została już dogłębnie wyeksplorowana przez innych autorów. 

Nieco lepiej wypadł stworzony przez Pierumowa,fantastyczny świat. Zawsze z lękiem podchodzę do książek, w których pojawiają się elementy technologiczne jak statki kosmiczne, parowozy, broń, industrializacja. Zdecydowanie bardziej wolę stare dobre elfickie i krasnoludzkie fantasy. Doskonałym przykładem będzie tutaj proza Trudni Canavan. Jej Trylogia "Czarnego maga" czy "Zdrajców" były jednymi z najlepszych cyklów jakie przeczytałam. Z kolei jej ostatnie dzieło, saga "Millenium" gdzie pojawiają się i broń palna i inne zdobycze cywilizacyjne, już nie zdobyło mojej sympatii. Podobnie była z twórczością Ziemiańskiego, twórcy Achaii. Jego najnowsze,nowocześniejsze powieści, już nie mają tego cudownego klimatu. Jednak okazało się, że Pierumow, stworzył coś , co czytało się bardzo dobrze. Nawet fakt, iż w jego książce pojawiają się wielkie fabryki oraz szczegółowe opisy działań wojennych czy pociągów, nie miało wpływu na mój komfort czytania. Byłam tak skupiona na losach naszych bohaterów, że mi to zdecydowanie nie przeszkadzało. A na dokładkę krajobraz industrialny, obłoki pary i warkot maszyn, łagodzony był widokiem zielonych wzgórz, smakiem magicznych naparów oraz dźwiękiem wyjących wilków. 

Pomimo paru niedociągnięć, książka mi się podobała. To dobre, mocne, dynamiczne fantasy, które sprawi frajdę wielbicielom gatunku. Ponieważ jest to pierwsza część większej całości, na sporo pytań jeszcze nie poznaliśmy odpowiedzi. Książka kończy się również cliffhangerem, który sprawia że nie pozostaje mi nic innego jak tylko czekać na kontynuację. Doskonale wiem, że trwający na świecie wyścig zbrojeń, prawdopodobnie nigdy się nie zakończy. Każdy chce być tym najlepszym i nie odda palmy pierwszeństwa. Ciekawe jak wojnę tę zakończy Pierumow. Co okaże się lepsze : postęp technologiczny i stal czy może natura i magia? A może istnieje jakiś sposób by to ze sobą połączyć? Już się nie mogę doczekać, aż poznam odpowiedź na moje pytanie. Polecam. 


Tytuł : "Magia i stal"
Autor : Nik Pierumow
Wydawnictwo : Muza
Data wydania : 21 listopada 2018
Liczba stron : 448
Tytuł oryginału : Adventures of Molly Blackwater 1



Za możliwość przeczytania książki i jej zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu :  




Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html
 
"Modyfikowany węgiel" Richard Morgan

"Modyfikowany węgiel" Richard Morgan

 Tytuł : "Modyfikowany węgiel"
 Autor : Richard Morgan
 Data wydania, wznowienia : Grudzień 2017
 Wydawnictwo : MAG
 Liczba stron : 544
 Tytuł oryginału : Altered Carbon



Miłość do cyberpunku


Choć nie ograniczam się do jednego gatunku tak fantastyka zajmuje zaszczytne pierwsze miejsce w mojej hierarchii i zawsze z niecierpliwością czekam na książki, które zachwyciły czytelników na całym świecie. Dlaczego dopiero teraz sięgnęłam po "Zmodyfikowany węgiel" choć książka została wydana już parę lat temu? Wstyd się przyznać ale ze zwykłej niewiedzy. Jak zobaczyłam tę futurystyczną, przyciągającą wzrok okładkę myślałam, że mam do czynienia z nowością wydawniczą. Podobnie, po przeczytaniu pierwszych kilkudziesięciu stron, byłam przekonana że autor jest doświadczonym pisarzem i ma na koncie co najmniej kilka bestsellerów. Byłam strasznie zdziwiona dowiedziawszy się, że pierwszy tom trylogii o Takeshim Kovacu to w rzeczywistości literacki debiut. Jednak właśnie tego potrzebowałam : solidnego kawałka fantastyki w cyberpunkowym wydaniu. 

XXVI wiek. Ludzkość poznała sposób na długowieczność, być może nawet nieśmiertelność. Przesył danych i energii możliwy jest za pomocą transferu strunowego. Dzięki niemu ludzie, bez ograniczających ich cielesnych powłok, są w stanie podróżować po galaktyce. Upowłokowienie następuje dopiero w miejscu docelowym.
Były żołnierz jednostek specjalnych ONZ, tak zwanych Emisariuszy, wykupiony zostaje z Poczekalni gdzie odbywa wyrok za popełnione przestępstwa. Jego nowym szefem zostaje ponad 300 letni milioner, Laurens Bancroft. Umieszczony w ciele skazanego policjanta, ma za zadanie dowiedzieć się kto zamordował jego pracodawcę. Choć mężczyzna żyje dzięki klonom i ciągle aktualizowanej kopii swojego umysłu, wydarzenia ostatnich 48 godzin zostały wymazane z jego pamięci. Policja utrzymuje, że milioner popełnił samobójstwo, jednak zebrane dowody temu przeczą. 

Wszystkich czytelników, już na wstępie chciałam przestrzec,aby nie wpadali w paranoję i nie odkładali książki na półkę jeśli poczują, że od samego początku wylądowali w stworzonym przez autora chaosie. Przyzwyczajeni jesteśmy, że sięgając po pierwszy tom cyklu, dostajemy chociażby szczątkowe wprowadzenie, tak zwany prolog, gdzie dowiadujemy się kim jest nasz główny bohater, z jakim światem mamy do czynienia i jakie panują w nim obyczaje. Tym razem autor nie zadał sobie trudu by nam cokolwiek objaśnić. Odniosłam wrażenie, że już od pierwszych stron rzucona zostałam w wir wydarzeń, w sam środek toczącej się opowieści, i to właśnie moim głównym zadaniem jest odkrycie zagadki świata wykreowanego przez Richarda Morgana. A zagadka ta jest naprawdę skomplikowana, podobnie jak sama fabuła i sylwetki naszych głównych bohaterów (czy jak kto woli antybohaterów). Autor wyposażył naszych protagonistów w ciekawą przeszłość o której w tym tomie tylko wzmiankuje. Zabieg ten był o tyle irytujący co bardzo udany, gdyż poniekąd zmusza czytelników do sięgnięcia po kolejne części cyklu. Ja na pewno to zrobię, gdyż ciekawi mnie kim chociażby była Sara czy co dokładnie stało się w Inennin, informacje szczątkowe by nie spojlerować.

Choć już od dawna czekałam na kawałek dobrej i wiarygodnej fantastyki tak nie wiedziałam, że odnajdę w sobie miłość do powieści z rodzaju neocyberpunku z elementami kryminału noir. Brzmi groźnie? I właśnie takie jest. Mamy tu do czynienia z dystopijnym, stechnicyzowanym światem, gdzie społeczeństwo charakteryzuje moralny rozkład, przesył danych łączy cały świat a znaczna część naszej fabuły rozgrywana jest w wirtualnej rzeczywistości.W powieści Morgana zanika cienka linia dzieląca istoty ludzkie od cyborgów i innych stworzonych przez człowieka konstruktów. Wszystko to sprawia, że mamy do czynienia ze światem który jest mroczny, klimat utworu pesymistyczny, a całość napisana jest wulgarnym językiem, pełnym czarnego, wisielczego humoru. Choć nasza fabuła w całości dzieje się na Ziemi, to żaden z nas w Bay City, mieście nad brzegiem oceanu, nie rozpoznał by żadnej dzisiejszej metropolii. Jest brudne i opuszczone. Widzimy tutaj wyraźny podział na mogących wszystko, kilkusetletnich bogaczy oraz biedotę, która chwyta się nielegalnych zajęć by przeżyć czy zwiększyć swoje szanse na otrzymanie kolejnej powłoki, czyli kolejnego nowego życia. Właśnie w tym otoczeniu, dealerów narkotyków i wirtualnych burdeli, Takeshi Kovacs musi rozwiązać zagadkę samobójstwa swojego pracodawcy. Mężczyzna nie zdaje sobie sprawy na jak niebezpieczną ścieżkę wkroczył. Wraz z rozwojem akcji, sprawa Bancrofta, spada z piedestału, by ustąpić miejsca kolejnym wątkom i kolejnym postaciom. "Modyfikowany węgiel" to powieść, której akcja przeskakuje z jednego wątku na drugi z szybkością światła, jeszcze bardziej potęgując wrażenie chaosu. Jednak w tym przypadku odnosimy wrażenie, że był to chaos zaplanowany, a zakończenie książki połączyło wszystkie wątki w jedną spójną całość.

"Modyfikowany węgiel" to jedna z lepszych powieści fantastycznych jakie miałam okazję przeczytać. Z pewnością sięgnę po kolejne części cyklu o "emerytowanym" Emisariuszu. Już się nie mogę doczekać serialu produkcji Netflix, powstałego na podstawie powieści Morgana. Czy świat na ekranie będzie choć troszkę podobny do tego z mojej wyobraźni ? Przekonam się już w lutym. Tymczasem polecam wszystkim fanom gatunku i nie tylko.

Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger