Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosja. Pokaż wszystkie posty
"Wyspa Sachalin" Eduard Verkin

"Wyspa Sachalin" Eduard Verkin

 Wyobraźcie sobie, że świat który znamy przestaje istnieć. Wojna nuklearna, klęski żywiołowe i globalna epidemia „mobilnej wścieklizny”, zamieniająca ludzi w rodzaj zombie, radykalnie zmieniły oblicze Ziemi. Ameryka i Rosja są prawie całkowicie zniszczone, z Europy i Chin zostały żałosne resztki. Jedyna cywilizacja, która przetrwała na prawie doszczętnie zniszczonej planecie, to Japończycy. Oczywiście powojenna Japonia wcale nie jest rajem. To militarystyczne społeczeństwo kastowe, całkowicie przesiąknięte szowinizmem i ksenofobią. Ale na tle globalnej katastrofy, nawet tak nieprzyjazne miejsce jest jak ziemia obiecana....Prawda, że zapowiada się ciekawie?

Gdy światowe mocarstwa pogrążyły się w najbardziej wyniszczającym konflikcie wszechczasów, cywilizacja praktycznie przestała istnieć. Z dawnych stolic pozostały wypalone bombami pustkowia. Tam, gdzie promieniowanie nie zabija na miejscu, panoszy się zaraza, której nie sposób powstrzymać.W oszczędzonej w trakcie wojny Japonii trwa walka o przetrwanie. To właśnie stamtąd pochodzi Lilak – młoda futurolożka, która decyduje się na ryzykowną wyprawę badawczą. Jeśli jej się powiedzie, być może uda jej się dowiedzieć, co czeka ludzi w przyszłości.


Na Sachalin, który Japończycy zamienili w rodzaj gułagu, przyjeżdża dziewczyna o poetyckim imieniu Lilac, córka wpływowego urzędnika, poślubiona Rosjaninowi. Wyspa z jednej strony jest miejscem zesłań przestępców, z drugiej jest punktem tranzytowym dla uchodźców z kontynentu.
Lilac jest praktykującą futurolożką, a jej głównym zdaniem jest przestudiowanie sytuacji na Sachalinie, aby przygotować prognozę na przyszłość. Dziewczyna i jej eskorta Artem, jeden z nielicznych ocalałych Rosjan, wyruszają w podróż po wyspie, która wkrótce zamienia się w prawdziwy wyścig ze śmiercią…Od samego początku uwagę przykuwa wybrany przez pisarza format. Przed nami rodzaj literackiej gry, opartej na notatkach podróżniczych, o tym samym tytule, autorstwa Antona Pawłowicza Czechowa. Klasyk literatury rosyjskiej odwiedził Sachalin w 1890 roku i pozostawił potomnym malownicze szczegóły ponurej egzystencji skazańców, zesłańców, ich strażników i innych ludzi.  Czechow przywiązywał dużą wagę do rzeczowych i statystycznych szczegółów życia na Sachalinie. Książka klasyka jest więc ciekawą hybrydą pamiętnika i badań popularnonaukowych. W pierwszej połowie powieści Eduard Wierkin starannie stylizuje tekst na Czechowa – z wyjątkiem preambuły w której informuje o wojnie światowej i jej skutkach, a także kilku przerywników, z których dowiadujemy się o Artemie i jego otoczeniu. Co do reszty mamy tutaj typowe notatki z podróży, które pozwalają nam zapoznać się z tragicznymi rysami sachalińskiego życia. Ta autorska technika ma zarówno zalety, jak i wady. Starannie obliczona gra literacka robi żywe wrażenie, jednak umiejętną stylizację docenią przede wszystkim ci, którzy czytali „Wyspę Sachalin” Czechowa. Wszystkim innym prawie dwieście początkowych stron powieści może wydawać się nudne. Oczywiście kolorowe szczegóły postapokaliptycznego życia na Sachalinie są szokujące, ale nawet szok szybko staje się czymś powszechnym. Na początku powieści wyraźnie brakuje popędu: Lilak i Artem po prostu przenoszą się z jednego punktu do drugiego. Mniej więcej jedna trzecia książki wydaje się rozwlekłą ekspozycją - stylistycznie i intelektualnie, na pewno ciekawą, ale nieco monotonną. Ponadto postacie początkowo nie budzą zbytniego współczucia – są boleśnie płaskie. Bliżej środka stylizacja Czechowa urywa się: na Sachalinie wybucha powstanie skazańców, bezsensowne i bezlitosne, bohaterowie znajdują się w śmiertelnie niebezpiecznej sytuacji i zmuszeni są dołożyć wszelkich starań, by przeżyć. Na krwawe szczegóły buntu i przygody w duchu „Drogi” i „Mad Maxa” nałożone są nowe zagrożenia i wyzwania, dzięki czemu ani bohaterowie, ani czytelnicy na pewno nie będą się nudzić.

Ideologiczny przekaz powieści wyłania się stopniowo, choć trudno sprowadzić go do wspólnego mianownika. Główni bohaterowie - Artem, rodowity Sachalin Czek, poeta-skazaniec Shiro Shinkai - przechodzą poważne metamorfozy, odgrywając ważną rolę w formowaniu się głównego bohatera. W końcu to Lilak, która całkowicie się zmieniła - zarówno duchowo, jak i fizycznie, będzie musiała położyć nowy początek dla prawie skazanej na zagładę ludzkości. Dlatego też, choć powieść należy do kategorii tych książek, na których okładce naprawdę chce się umieścić znaczek „otworzyć żyły po przeczytaniu”, ostatnie linijki wciąż napawają optymizmem. Pomimo wszystkich prób i nieszczęść ludzkość nie tylko przetrwa, ale także zrobi duży krok w przyszłość, ku gwiazdom. Dopóki nie dochodzimy do postscriptum..Postscriptum w postaci prequelu fabuły jak dla mnie było zupełnie zbędnie i wręcz  zamazuje wrażenie powściągliwego optymizmu, który udało się rozwinąć po  przeczytaniu epilogu. Mimowolnie zaczęłam zadawać sobie pytanie: dlaczego? Dlaczego autor budzi w czytelniku nieśmiałą nadzieję, a potem bezlitośnie go policzkuje?

"Wyspa Sachalin" jest pełna wyobraźni, pełna akcji (przez większość czasu) i absorbująca, choć na poziomie strukturalnym to bezbożny bałagan, z niełatwą mieszanką gatunków, tropów, motywów, postaci, katastrof i prawie wszystkiego innego. "Wyspa Sachalin" to cały świat zszyty z wielu fragmentów rzeczywistości historycznej i literackiej.  Świat prawdziwych skazańców, , którzy trafili do osady, mieszanka Archipelagu Gułag, Resident Evil i Harukiego Murakami. Odpady, brud, śluz, rozkład, zwłoki, smród, otępienie,  krew - to główne składniki dania, które zaproponował nam Eduard Wierkin. Było ono dobre, soczyste , lekko doprawione przerażeniem (zombiakom udało się na„pięć plus”), a na wierzchu trochę skropione nadzieją. Zdecydowanie polecam. 

 

Tytuł : "Wyspa Sachalin"

Autor : Eduard Wierkin

Wydawnictwo : Czarna Owca

Data wydania : 29 wrześnie 2021

Liczba stron : 496

Tytuł oryginału :Остров Сахалин 

 

Za możliwość przeczytania książki i jej zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu :  

https://www.czarnaowca.pl/

 

 




 

 


"Dziedzictwo krwi" Amélie Wen Zhao

"Dziedzictwo krwi" Amélie Wen Zhao

 Kolejna szybka, w większości zabawna, napisana z podwójnej perspektywy, pełna akcji, podniecająca, mroczna, debiutancka pierwsza książka trylogii jest już za mną, a jej główny bohater-oszust , , który zdecydowanie ukradł całe show, skradł i moje serce.  Kochałam dosłownie wszystko o Ransomie Złotoustym, no może oprócz   jego imienia, które momentami wydawało mi się zbyt groteskowe ( i o wiele za bardzo kojarzyło mi się z zabawami, o których nie było mowy w tej książce). Czytajac, przyłapałam się na tym, że wybiegałam w myślami do czasów, kiedy autor wpadnie na pomysł i stworzy powieść, w której to Ransom będzie opowiadał o swoich przygodach. Byłoby to coś w stylu pamiętnika  Jacka Sparrowa, który nie nakłada eyelinera, spotyka kapitana Killiana Hooka z OUAT (irlandzki urok Colina O'Donoghue) oraz Rusty'ego Ryana (postać Brada Pitta z serialu Ocean's Eleven, ponieważ obaj śliczni chłopcy są blondynami!). Oj to dopiero by się działo :)


W Cesarstwie Cyrilyjskim dyskryminacja powinowatych jest powszechna. Ich rozmaite zdolności kontrolowania żywiołów uznawane są za nienaturalne i niebezpieczne. A księżniczka koronna Anastazja Michajłowna ukrywa jedno z najbardziej przerażających powinowactw.Jej zdolność kontrolowania krwi długo trzymano w tajemnicy. Po zabójstwie ojca Ana staje się jednak jedyną podejrzaną. Żeby ratować własne życie, musi odnaleźć mordercę. Za murami pałacu szybko się przekonuje, że Cyrilia jest państwem na wskroś skorumpowanym, a spiskowcy już planują, jak obalić stary porządek.Istnieje tylko jedna osoba, która może pomóc Anie dotrzeć do źródła tego spisku – Ramson Złotousty. 


Fabuła rozgrywa się w Imperium Cyrylijskim, gdzie  zaczęli się ujawniać powinowaci,którzy uważani są za zagrożenie, ponieważ jeśli nie będą w stanie kontrolować swoich nadprzyrodzonych mocy, sprowadzą na ich ziemię masakrę i  śmierć.  Księżniczka koronna  Anastazja Michajłowna ma najgroźniejsze powinowactwo, Powinowactwo Krwi, które zmusza ją do ukrywania się za murami pałacu, gdzie żyje w cieniu i samotności. Kiedy jej ojciec król, zostaje zamordowany, młoda dziewczyna zostaje uznana winną zabójstwa. Jednak udaje jej się uciec  z lochu. Jest zdeterminowana, aby znaleźć zabójcę, który zabrał jej ojca oraz oczyścić swoje imię. Pomaga jej w tym  Ransom Złotousty, łotrzyk i oszust. Przygotuj się więc na przygodę i  wyjątkową, ekscytującą, porywającą opowieść o Anastazji. Rzeczą, która podobała mi się najbardziej w tej książce był zdecydowanie Ransom (Po angielsku imię to brzmi Okup, i tak zdecydowanie byłabym stanie sporo zapłacić by móc dostać go więcej). Interesujące również były fragmenty związane z handlem powinowatymi, którzy byli porywani i zamykani w klatkach niczym zwierzęta na targu. Były to jedne z najbardziejrozdzierających serce części książki, odzwierciedleniem nielegalnego handlu ludźmi, który obecnie generuje 150 miliardów dolarów roczni! Dodatkowo na plus działało szybkie tempo, mnóstwo zagadek i tajemnic oraz masa zwrotów akcji. 

 Co mi się nie podobało? Pewnie większość czytelników się ze mną nie zgodzi, ale najsłabszym ogniwem tej książki była Ana, do której nie mogłam się przekonać. Pewnie zdarzyło wam się trafić na bohaterów, którzy ani was nie ziębili ani rozgrzewali, po prostu byli wam obojętni. W sumie to nie wiem dlaczego Ana nie wzbudziła we mnie głębszych uczuć,  może została przyćmiona przez Ransoma ? Może na mojej sympatii zaważył fakt iż ta młoda dziewczyna za szybko stała się morderczynią, kiedy kiedy jeszcze nie wiedziała jak używać swoich mocy i jak nawiązywać relacje z ludźmi? Anastazja jest pełna temperamentu, trochę naiwna, zdezorientowana, zagubiona, ale też potężna i niebezpieczna. Myślę, że w kolejnych sequelach możemy być świadkami jej zmian, metamorfozy, dzięki czemu stanie się lepszą, pełniejszą postacią. Kolejną rzeczą która zagrała na niekorzyść tej powieści były dość przewidywalne, niezbyt zaskakujące zwroty akcji. Doświadczony czytelnik z pewnością przewidzi bieg wypadków. Dlatego uważam iż "Dziedzictwo krwi" jest lekturą raczej dla młodszych czytelników lub też tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z literaturą fantasy. 

Ostatnio parokrotnie zdarzyło mi się trafić na książki fantasy inspirowane historią carskiej Rosji. Myślę, że jest to nowy trend w tym gatunku, który dopiero zaczyna się rozwijać. Anastacya (oryginale imię postaci) to tak naprawdę księżniczka Anastazja Cyrilia jest inspirowana Rosją, pojawiają się nawet wyrazy zaczerpnięte z języka rosyjskiego. Na dodatek dopatrzyłam się tutaj fragmentów bardzo przypominających  rosyjską wojnę domową( z czerwonymi i białymi płaszczami). Oczywiście wszystkie te rzeczy umieszczone są w wymyślonej przez autorkę scenerii fantasy.
Pisanie jest naprawdę dobre aż trudno było mi uwierzyć, że to debiut!  Oczywiście czasami Wen Zhao nadużywała banalnych zdań, które tej historii były niepotrzebne,  ale nadrobiła to mnóstwem akcji , która nie ustaje ani na moment. Cały czas coś się działo i nie sądzę, żebym kiedykolwiek czuła, jakby coś było tam tylko po to, żeby *zapełnić* przestrzeń.

Myślę, że najbardziej podobało mi się w tej książce to, że wszystko było "szare". Zarówno Ana, jak i Ramson mają w sobie dobro, ale każde z nich dokonało w życiu czynów, które były niegodne i złe.  Zabijali, kłamali i krzywdzili innych. Wszystko w imię sprawiedliwości i zemsty. I chociaż kibicowałam im przez cały czas, wiedziałam że nie są niewiniątkami. Może nie są to typowi bohaterowie jakich chcą czytelnicy, ale są tymi  których ci ludzie potrzebują. I już się nie mogę doczekać kiedy wyruszę z nimi w dalszą drogę aby naprawić ten zły świat.  Polecam. 


Tytuł : "Dziedzictwo krwi"

Autor : Amélie Wen Zhao

Wydawnictwo : Rebis

Data wydania : 31 lipca 2021

Liczba stron : 432

Tytuł oryginału : Blood Heir 

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 



Kings of the Wyld

 
 


A dostępna jest w salonach lub sklepie internetowym sieci :  
https://www.empik.com/zbyt-blisko-daniels-natalie,p1227335289,ksiazka-p
 
 
 
 

 

"Ku wolności" Sue Smethurst

"Ku wolności" Sue Smethurst

"Ku wolności" to pamiętnik australijskiej dziennikarki i wielokrotnie nagradzanej autorki, Sue Smethurst. Jak pisarka wyjaśnia w swoim prologu,  jej teściowa Mindla Horowitz potrzebowała czasu i delikatnej zachęty (oraz jasnego lakieru do paznokci!), by w końcu podzielić się swoją historią. Historia zaczyna się od słodkiego przedwojennego romansu , wspomaganego przez siostry Mindli, na tle szerzącego się antysemityzmu. Kubush Horowitz uwodzi Mindlę Levin i udaje mu się przekonać ojca dziewczyny, który w końcu zgadza się by ten poślubił „najpiękniejszą dziewczynę, jaką kiedykolwiek widział”. Jego życie z objazdowym cyrkiem oznacza długie rozłąki, ale ich miłość jest silna.

 Prawdziwa historia Mindli i jej męża Kubusia Horowitza – artysty słynnego Cyrku Braci Staniewskich – napisana przez nagradzaną i uznaną autorkę oraz dziennikarkę, Sue Smethurst, której mąż jest wnukiem bohaterów tej historii.Mindla, próbując odnaleźć męża, którego wybuch wojny zastał poza Warszawą, zostaje aresztowana przez Rosjan w Białymstoku, a jej syn trafia do sowieckiego sierocińca.Kubuś, który tymczasem wrócił do stolicy, dowiaduje się od teścia o jej wyjeździe i, gdy Niemcy zamykają cyrk, wyrusza na wschód, by odnaleźć swoją rodzinę.
Zaczyna się droga przez mękę…


Historia opisana w tej książce rozgrywa się podczas II Wojny Światowej. Pewnego dnia Mindla już nie może wytrzymać rozłąki z mężem, bierze więc syna i wraz z nim udaje się w drogę do Białegostoku (z Warszawy). Ponieważ jest to czas okupacji, przemieszczanie się z miejsca na miejsce jest zabronione i bardzo niebezpieczne. Jednak kobieta jest zdesperowana. Znajduje rolnika, który zgadza przetransportować rodzinę w swoim wozie. Po drodze śpią w stodołach, przeprawiają się przez rzeki i oczywiście cały czas uciekają przed Niemcami. Sprawy się jednak komplikują i Mindla trafia do zatłoczonej celi więziennej. W tym samym czasie  Kubusz i jego koledzy z żydowskiego cyrku "ukrywają się na widoku", dając pokazy dla nazistowskich żołnierzy okupujących Warszawę i nadzorujących budowę murów getta. Kiedy Shmuel Levin ( ojciec Mindli) powiedział swojej córce: „Od klauna nie dostaniesz nic dobrego”, nie miał pojęcia  jak bardzo się pomylił: pozycja w wielkim moskiewskim cyrku i mieszkanie we wspaniałym hotelu Moskwa to coś, czego nikt z nich nie mógł przewidzieć . Jak widać los może się diametralnie odmienić w ułamku sekundy. 

Smethurst z łatwością wczuła się w ducha epoki.. W jej żywej prozie widoki, dźwięki i zapachy cyrku są niemal namacalne, a strach i smutek wywołany bombardowaniem pięknego miasta, z towarzyszącym mu niszczeniem zabytków i ikon przechowujących wspomnienia, są namacalne. Opisując, co znoszą bohaterowie (terror, okrucieństwo, brak skrupułów, głód i zimno), Smethurst z łatwością przekazuje niezliczone emocje i uczucia, jakich doświadczają ci odważni ludzie. Należą do nich  strach, poczucie strata i niepokój, ale także nadzieja i optymizm. To opowieść o skrajnościach. Widzimy tutaj biedę w Warszawie, głód w zatłoczonej celi więziennej, luksus w moskiewskim hotelu, mróz w rosyjskich obozach, obfitość w afrykańskim obozie dla uchodźców, fatalne warunki we włoskim i wreszcie bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo i wolność w Australii. Chociaż opis takiego życia może być suchy i nudny, Smethurst wypełnia go tak bogatymi szczegółami, że nigdy taki nie jest. Książkę czyta się  jak powieść, a czytelnik nie może przestać się martwić losem bohaterów czy  cieszyć, gdy sprawy potoczą się po ich myśli. Dwanaście stron zdjęć zdecydowanie w tym pomaga. Sue Smethurst ciężko pracowała, aby wypełnić luki w historii swojej babci chociaż pamięć Mindli była niesamowicie dobra. W rezultacie autorka podjęła się  badań, które obejmowały  tłumaczenie dokumentów i przeprowadzanie wizyt w różnych miejscach, czego wynikiem było ułożenie rodzinnej układanki. Chociaż Sue napotkała opór ze strony Mindli, aby powtórzyć jej historię, w rezultacie staruszka dała się przekonać. 

"Ku wolności" (w oryginale książka jest zatytułowana "Cyrk wolności") to wyjątkowa powieść, która rzuca niewygodne – acz konieczne – światło na doświadczenia, które nieczęsto są na pierwszym planie dialogów dotyczących drugiej wojny światowej. Obozy koncentracyjne, komory gazowe i walka na froncie, choć wciąż znajdują się w opowieści, nie stanowią jej rdzenia. Dużo uwagi poświęcono za to  brutalności niemieckich okupantów, a duża część powieści skupia się na przeżyciach Mindli na kontrolowanych przez Sowietów terenach Polski. Ta nowa relacja i spojrzenie na trudności sprawiają, że ta powieść jest jeszcze potężniejsza. Czasami łatwo zapomnieć, że "Ku wolności" to opowieść o rzeczywistej osobie, a nie o postaci fikcyjnej. Proza Smethurst jest tak obrazowa i dokładna, że ​​nietrudno uwierzyć, że ta historia jest fikcyjnym wytworem wspaniałego i doświadczonego pisarza; jednak tak nie jest. Smethurst wykonuje wyjątkową robotę, płynnie łącząc informacje przekazane jej z pierwszej ręki przez Mindlę i zdobyte podczas rozległego historycznego  researchu. "Ku wolności" jest hołdem złożonym ludziom, którzy ukształtowali nasze dzisiejsze życie – tym, którzy wykazali się odpornością, siłą i mocą w najbardziej brutalnych okolicznościach. To niesamowita historia pełna niesamowitych ludzi, która bez wątpienia wpłynie na nasz klimat kulturowy. Ta książka na pewno stanie się bestsellerem. 

"Ku wolności" to wciągająca, prawdziwa opowieść o przeżyciach teściów autorki, polskich Żydów, w rozdartej wojną Europie, których uratowała miłość Stalina do sztuki, muzyki i performansu. Umiejętności dziennikarskie Sue Smethurst przebijają się w tym narracyjnym zestawieniu materiałów badawczych i anegdot z wielu źródeł. Jest to jeszcze jedna książka przypominająca o horrorze o reżimu nazistowskiego. Poruszająca opowieść o niezwykłej odwadze, odporności i miłości oraz o tym, jak ludzie mogą przetrwać w najbardziej ekstremalnych warunkach.

 

Tytuł : "Ku wolności"

Autor :  Sue Smethurst

Wydawnictwo : Rebis

Data wydania : 10 sierpnia 2021

Tytuł oryginału : The Freedom Circus: One family’s death-defying act to escape the Nazis and start a new life in Australia  

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 



Kings of the Wyld

 
 


A dostępna jest w salonach lub sklepie internetowym sieci :  
https://www.empik.com/zbyt-blisko-daniels-natalie,p1227335289,ksiazka-p
 

 

"Matrioszka" Paulina Jurga

"Matrioszka" Paulina Jurga

 Lubię kiedy książki zaczynają się od wielkiego "bum", wejścia smoka, przytupu...po prostu czegoś mocnego i szokującego. Może to być porwanie,  morderstwo, kataklizm, klęska żywiołowa , koniec świata... coś niespodziewanego co przykuwa czytelnika do książki już na samym początku. W przypadku tego warunku, "Matrioszka" spełniła moja oczekiwania. I to z nawiązką. Jednak jako doświadczony czytelnik  lubię też, kiedy po spektakularnym początku następuje wyciszenie, kiedy autor daje sobie czas na dopracowanie fabuły a czytelnikom miejsce na przemyślenie i nawiązanie więzi z bohaterami. Tutaj niestety Paulina Jurga zawiodła po całości. Jej książka nie zwalnia ani na minutę, jest niczym rozpędzony pociąg, który wypadł z szyn i taranuje wszystko na swojej drodze/ jest jak tornado, które pustoszy miasta i zabiera ze sobą coraz więcej i więcej rzeczy, by na końcu je wypluć. Ta książka była wprost przesycona akcją, przesycona wydarzeniami . Była zbyt szybka, chaotyczna i ciężko było za nią nadążyć. teraz, już po skończonej lekturze muszę przyznać, że jestem wymęczona niczym po maratonie . 

Matriona Kosłow – to miała być nowa tożsamość Marty Małeckiej. W Rosji czekała na nią rodzina, o której istnieniu wcześniej nie miała pojęcia. Ale w piekle, w którym się znalazła, słowo „rodzina” ma inne znaczenie. Trafiła do rosyjskiej bratwy, w sam środek brutalnego mafijnego świata, gdzie panują okrutne zasady, a każdy skrywa mroczny sekret.
Marta musi walczyć o swoje życie. Nie wie, komu może zaufać, kto jest jej przyjacielem, a kto śmiertelnym wrogiem.
Między nią a pilnującym jej Nikołajem rodzi się gwałtowne uczucie. Czy mężczyzna będzie jej wybawieniem? A może zgubą? I jak daleko posunie się jej brat Izjasław, owładnięty chorą obsesją na punkcie siostry? 


Akcja książki rozpoczyna się od porwania Marty wprost z jej rodzinnego domu i wywiezienia do pięknej Daczy, gdzieś w lasach pod Sankt Petersburgiem. By mafiosi mogli tego dokonać muszą poradzić sobie z ojcem dziewczyny (przynajmniej młoda do tej pory tak go traktowała), który jest policjantem, strażą graniczną na lotnisku oraz samą uprowadzoną, która jest dość niesubordynowana. Muszą również wyrobić się w ramach czasowych, które narzuciła im autorka tekstu, czyli na niespełna kilkunastu stronach. Dla mnie osobiście wszystko to potoczyło się zbyt szybko. Jednego dnia nasza bohaterka gra sobie w siatkówkę i myśli o zbliżającym się turnieju a kilka dni później je obiad ze swoim przyszłym narzeczonym. "Matrioszka" to książka, w której postaci traktowane są bardzo przedmiotowo. Autorka nie zadała sobie trudu stworzenia ich profili psychologicznych. Ba! Ja nawet nie wiem jak Marta wygląda! Co jest dość kuriozalne. Wiem jedynie, że lubi grać w siatkówkę, ma 17 lat i całkiem nieźle idzie jej przeklinanie. Ale to chyba troszkę za mało by móc nawiązać więź z bohaterem prawda? W każdym bądź razie dziewczyna wprost ze zwykłej, polskiej rodziny klasy średniej , zostaje przeniesiona do domu rosyjskiej mafii, gdzie domownikom niczego nie brakuje... no może oprócz wolności. Niestety nie jestem wam w stanie nic opowiedzieć ani o samym domu, ani o mieszkających w nim ludziach , ponieważ i na te tematy autorka nie była zbyt wylewna. Liczy się tylko fabuła, tylko wszelkiego rodzaju patologie, zwroty akcji i tempo, tempo tempo. Na tych około 300 stronach wydarzyło się tyle , co w niejednej trylogii sensacyjnej. Momentami miałam wrażenie, że autorka starała się upchnąć w jednej książce wszystko co obleśne, przerażające i szokujące . Więc mamy tutaj terror fizyczny i psychiczny, strzelaniny, porwania i próby ucieczek, pedofilię, kazirodztwo... no dosłownie wszystko. Oczywiście nie jestem niewiniątkiem i nie powiem, żeby takie tematy mnie szokowały. Bardziej chodzi mi o to, że było ich za dużo, nawet w piekle Dantego nie było tyle patologii . 

"Matrioszka" porusza jeden ważny temat jakim jest współczesne niewolnictwo. Pewnie większość z was myśli, że era "niewolnicza" się skończyła wraz z abolicją w Stanach Zjednoczonych i uzyskaniem przez kobiety praw wyborczych.  Niestety muszę was zawieść. Współczesne niewolnictwo nadal istnieje i mało tego, jest dość popularne. Wystarczy spojrzeć na kraje islamskie, gdzie kobiety nadal zależne są od mężczyzn, czy to ojców czy od swoich mężów. Jednak przypadki ubezwłasnowolnienia zdarzają się również w krajach nam bliższych kulturowo. Jak zapewne wiecie mafie istnieją. Nie są wymysłem pisarzy czy scenarzystów. Pewnie większość z was nigdy nie spotka nikogo z "rodziny" jednak to nie znaczy, że nie żyją w śród nas. We Włoszech, Japonii, Rosji czy Stanach nadal są wielkie mafijne rodziny, gdzie tradycja jest ważniejsza niż nowoczesność, gdzie króluje patriarchat. "Matrioszka" jest doskonałym tego przykładem. Mamy tutaj głowę rodziny, którego słowo jest rozkazem. To on stanowi prawo i mówi pozostałym członkom rodziny czego od nich oczekuje. Każde posunięcie, każde małżeństwo, spotkanie, przedsięwzięcie jest doskonale wykalkulowane by przynieść jak największe zyski. Rosyjski watażka umyślił sobie, że każde jego dziecko ożeni się, bądź wyjdzie za mąż, w wieku 18 lat. Poślubi osobę, która jeszcze bardziej umocni "rodzinę". Nie ważne tutaj są uczucia. Szczerze powiedziawszy nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mój ojciec wybrałby mi partnera i zmusił do tego bym z nim stanęła na ślubnym kobiercu. Dlatego też współczułam Marcie iż została do tego zmuszona. Choć jej nie poznałam to kibicowałam z całego serca i wierzyłam, że uda się jej z całej tej sytuacji wykaraskać. 

Czytając tę książką zastanawiałam się dla  kogo została ona napisana. Sam styl i język sugerują, że jest to książka dla młodzieży, jednak brutalne sceny i poruszane tematy świadczą o czymś innym. Jednak jedno jest pewne, już na pierwszy rzut oka widać, iż jest do debiut literacki. Warsztat jest niedopracowany, kuleje edycja. Nikt nie popracował nad tempem powieści, przez co jest bardzo chaotyczna. "Matrioszka" jest książką , której fabuła jest naciągana, a bohaterowie naiwni i niewiarygodni. Poza tym dość kiepsko mi się czytało o 17-latce , która domaga się seksu od przypadkowego najemnika. Chociaż widziałam , że już jest prawie pełnoletnia, to zawsze jednak jest to "prawie". 

"Matrioszkę" wybrałam dość przypadkowo. Spodobał mi się opis, urzekła okładka...no i miałam ochotę na coś mafijnego dla odmiany od science fiction i powieści erotyczno-obyczajowych, na które ostatnio trafiam. Brakowało mi pikanterii. I muszę przyznać, że to dostałam...niestety w pakiecie z wszystkimi innymi działaniami ubocznymi jak skręt kiszek i nieżyt nosa. Oczywiście teraz troszkę przesadzam, jednak moim zdaniem ta książka do tych godnych zapamiętania nie należy. Osobiście nie sięgnę po kolejne tomy, bo uważam iż wiem jak się zakończy ta cała historia. Zamiast poświęcać czas tej wątpliwej opowiastce, poszukajcie czegoś lepszego. A ponieważ nasze autorki (i autorzy) są ostatnio bardzo płodni, to z pewnością coś znajdziecie. Jeśli nie to służę pomocą. 


Tytuł : "Matrioszka"

Autorka : Paulina Jurga

Data wydania : 10 luty 2021

Wydawnictwo : Otwarte

Liczba stron : 368

 

Tę oraz wiele innych książek dla kobiet znajdziecie na półce księgarni internetowej :
https://www.taniaksiazka.pl/
 

 

 

"Rosyjska księżniczka" Monika Skabara

"Rosyjska księżniczka" Monika Skabara

      Czy zastanawialiście się kiedyś dlaczego ludzie sięgają po erotyki? Czego oczekują po takich książkach? Wbrew pozorom nie są to wcale takie banalne pytania. Horrory czytamy po to by się bać, thrillery by poczuć nieco mniejszy dreszczyk emocji, kryminały by ćwiczyć wyobraźnię i rozwiązywać zagadki a po romansy by się rozczulić i troszkę sobie popłakać. Ci, którzy wybierają erotyki mają z pewnością swoje oczekiwania. Jedni mają ochotę przeżyć coś ekscytującego, inni nauczyć się nowych pozycji seksualnych a jeszcze inni się zawstydzić czytając o rzeczach, które się nie śniły grzecznym dziewczynkom. Ja po literaturę erotyczną sięgam niezwykle rzadko, i zazwyczaj są to momenty kiedy mam ochotę na coś lekkiego, co dostarczy mi dreszczyku emocji i nutki ekscytacji. Nie lubię mocnych, wyuzdanych scen, brutalności i bezsensownego okrucieństwa. Debiut Moniki Skabary "Rosyjska księżniczka", doskonale wpasował się więc w moje gusta czytelnicze. Była akcja, był seks i były emocje, jednak wszystko w wyważonych, rzekłabym subtelnych proporcjach. A jak komuś będzie "za mało" to dodam, że pikanterii książce dodaje fakt, że mamy tutaj do czynienia z mafią. I to nie byle jaką bo jedną z najgroźniejszych na świecie. 

Dwa zwaśnione gangi z różnych zakątków świata. Sojusz, za który najwyższą cenę zapłaci ona.
Sasza Askarowa, jedyna córka rosyjskiego mafiosa, to kobieta, z którą się nie zadziera. Wychowana twardą ręką w żelaznej dyscyplinie, teraz jest prawdziwą maszyną do zabijania. Kiedyś stanie na czele mafii na miejscu swojego ojca. Antonio Morinello, syn włoskiego capo, ma Saszę na celowniku. Zrobi wszystko, żeby ją zdobyć. W ramach rozejmu między rodzinami zmusza jej ojca do oddania mu córki.
Sasza nie jest jednak typem kobiety, którą można sobie przekazywać jak trofeum. Czy ślub, który połączy te dwie rodziny, położy kres wojnie między rosyjską i włoską mafią?

Może nie każdy z was zdaje sobie sprawę, że mafia rosyjska, jest jedną z najniebezpieczniejszych organizacji przestępczych na świecie. Nie jest to wcale zaskakujące biorąc po uwagę jej gułagowski rodowód. Środowisko obozowe było niezwykle brutalne, każdy osadzony walczył o przetrwanie, codziennie, w każdej godzinie i minucie. Niektórzy chcieli uciec. Problemem nie byli strażnicy czy mury, jednak fakt, że po opuszczeniu gułagu dezerterzy lądowali na środku skutej lodem Syberii, a od pierwszego miasta dzieliły ich setki kilometrów. Kiedy do gułagu trafiał ktoś z mafii, zazwyczaj poszukiwał "towarzysza ucieczki", nie po to jednak by z nim rozmawiać po drodze tylko na ewentualność głodu, kiedy będzie mógł go "zjeść".W Rosji przestępcy zachowują się tak jak by im w ogóle nie przeszkadzało, że ktoś dowie się co zrobili. Często otwarcie mówią o swoich dokonaniach. Może słyszeliście kiedyś o Wielkim Mongole, który wyłudzał haracze od paserów . Wywoził takiego delikwenta za miasto, wkładał do trumny i jak w tej cyrkowej sztuczce, zaczął przecinać go na pół. Tylko, że on to robił na serio. Jeżeli zdarzyło mu się kogoś zabić to nigdy nie ukrywał ciała, stawało się ono jego wizytówką, chciał żeby inni je znaleźli i poznali się do czego jest zdolny.
Mając w głowie całą moją wiedzę na temat mafii rosyjskiej z zaciekawieniem przystąpiłam do czytania "Rosyjskiej księżniczki". Czy autorce udało się oddać klimat mafii sołncewskiej? Niestety nie do końca, jednak na potrzeby książki inscenizacja jest wystarczająca. Tutaj rosyjscy bossowie bardziej przypominają tych z "Ojca chrzestnego" niż "moskiewskich worów" . Nie czuć tej potęgi, tego strachu jaki z pewnością by nas ogarnął gdybyśmy stanęli twarzą w twarz z bossem rosyjskiej mafii. 
Nasza główna bohaterka Sasza ma tylko jedną wadę. Niestety nie urodziła się chłopcem, który mógłby przejąć rodzinny biznes. I ta wada całkowicie ją dyskredytuje w oczach ojca.... oczywiście do czasu kiedy mężczyzna orientuje się, że albo nauczy córkę kierowania kartelem albo nastanie jego koniec. Na wstępie postanawia zrobić z niej osobę, której się na da w kaszę dmuchać, a najlepszym na to sposobem jest totalna manipulacja i nauczenie pewnych wzorców zachowań. Sasza miała być twarda niczym skała, bezwzględna i niezwykle bystra. Szczerze powiedziawszy taki model "córki mafii" był dla mnie czymś zupełnie nowym. Oczywiście słyszałam o kobietach asassynach, hitmankach, które za swoje usługi życzą sobie miliony, jednak kobiety "rodziny" zazwyczaj zajmują się ogniskiem domowym i nie wtrącają w sprawy mężczyzn. Dlatego cieszę się, że autorka przełamała ten schemat i stworzyła bohaterkę z "jajami", babeczkę z którą trzeba się liczyć, która pomimo trudnej przeszłości pozostała kobieca, ciepła i dobra. Jak widać, ojcu nie do końca wyszła manipulacja . Jednak pomimo faktu, że Sasza była inteligentna i zdecydowanie umiała posługiwać się rozumem, nie uchroniło jej to przed faktem bycia sprzedaną. Oczywiście nie w sensie dosłownym, jednak kazano jej ożenić się z głową innej mafijnej rodziny co miało zapobiec wojnie. I właśnie wtedy zaczęły się schody a jednocześnie ...erotyka. 
Jak napisałam wyżej nie lubię książek gdzie mamy do czynienia z przydługimi scenami erotycznymi, które są przepełnione brutalnością i wyuzdaniem. W  dzisiejszych czasach człowieka jest coraz trudniej czymś zaskoczyć, dlatego autorzy starają się nas szokować i sięgają po różnego rodzaju dewiacje seksualne. Jak do tej pory to jedyne z czym się jeszcze nie spotkałam w erotykach to z nekrofilią....ale może już niedługo. Ja jestem zdecydowaną tradycjonalistką. Lubię sex, lubię czytać opisy i nie powiem, żeby nie robiło mi się gorąco przy co pikantniejszych, jednak wszelkie udziwnienia i akrobacje są zdecydowanie nie dla mnie. Tutaj autorka zachowała umiar. Jest gorąco, jest sexy i ciekawie jednak bez zbytniego przekombinowania i brutalności. Monika Skabara zdecydowanie postawiła na fabułę i akcję niż na sex oraz miłość. I wyszło to może nie rewelacyjnie ale dobrze. A czemu nie dam najwyższej noty ? Ponieważ jak to się często zdarza w przypadku książek, które są debiutami, momentami było nieco chaotycznie. Akcja pędziła do przodu, co chwilę pojawiały się nowe wątki tak, że czytelnik nie miał czasu na zaczerpnięcie oddechu. Książka również pozostawiła mnie z wieloma pytaniami, na które nie dostałam odpowiedzi. Pocieszam się tym, że to pierwszy tom, więc wszystko jest jeszcze do naprawienia. Na plus zadziałało za to zakończenie, które sprawiło, że w oczach zakręciły mi się łezki, a Ci którzy czytają moje recenzje wiedzą, że jest o to bardzo trudno. 
Teraz tak sobie siedzę na hamaku z laptopem na kolanach rozkoszując się piękną pogodą i jednocześnie się zastanawiam jak dalej potoczą się losy Saszy. Tak naprawdę nic tutaj nie zostało przesądzone więc ciekawa jestem co autorka sobie zaplanowała. "Rosyjska księżniczka" to doskonała książka na ciepłe, letnie wieczory, posiadówki leżakowe czy autobusowe wycieczki. To lekka, wciągająca, rozgrzewająca lektura, która sprawi że zapłoną nam policzki jednak nie na tyle byśmy się tego wstydzili w środkach transportu publicznego. Zdecydowanie polecam na lato. A może i na jesień, zimę i wiosnę? O tak, jest to lektura na każdy dzień bez wyjątku. Biegnijcie więc do księgarni jednak nie zapomnijcie wciąć maseczki. Stay safe. 

Tytuł : "Rosyjska księżniczka"
Autor : Monika Skabara
Wydawnictwo : Kobiece
Data wydania : 15 lipca 2020
Liczba stron : 272 


Tę oraz wiele innych książek dla kobiet znajdziecie na półce księgarni internetowej :
https://www.taniaksiazka.pl/
 

"Znikająca ziema" Julia Phillips

"Znikająca ziema" Julia Phillips

     Kilkanaście lat temu oglądałam rewelacyjny film pod tytułem "Amores perros ". Głównym motywem tej produkcji, wokół którego skupiona była cała fabuła, był pewien wypadek samochodowy, który już na zawsze połączył  ze sobą losy kilku bohaterów. Podobnie jak w tej hollywoodzkiej  produkcji, tak i tutaj, mamy do czynienia z równie ważnym, tragicznym wydarzeniem, które miało wpływ na życie i los wielu ludzi . Wydarzeniem tym było porwanie dwóch małych dziewczynek wracających z plaży. Choć na świecie codziennie giną setki dzieci, tak na dobra sprawę nigdy nie zastanawiałam się jaki ma to wpływ na społeczeństwo i jakie ta tragedia zatacza szerokie kręgi. Wyobraźcie sobie kamień rzucony z wysokości do wody. Jak zetknie  się z tafla to na jej powierzchni powstają rozszerzające się kręgi.  Właśnie na takim schemacie zbudowana jest niniejsza powieśc. Czytelnik wprost z epicentrum wydarzeń, którym jest uprowadzenie małych bohaterek, wybiera się w podróż na peryferia fabularne gdzie poznaje cała społeczność,  która pośrednio lub bezpośrednio została doświadczona przez to tragiczne wydarzenie . Autorka opowiada historię która jest czymś więcej niż opowieścią o zaginionych dziewczynkach.  To książka o Rosji, stosunkach społecznych, homofobii, przemocy i niesprawiedliwosci , która dotyka ludzi , a w szczególności kobiety, każdego dnia.

Pewnego sierpniowego popołudnia w zatoce na półwyspie Kamczatka znikają bez śladu dwie siostry, ośmioletnia Sonia i jedenastoletnia Aliona. Mijają tygodnie, potem miesiące, a policyjne śledztwo utyka w martwym punkcie. Zaginięcie dziewczynek odbija się szerokim echem wśród lokalnej społeczności, a strach i poczucie utraty są szczególnie dojmujące dla kobiet.

Muszę przyznać iż jeszcze nigdy nie czytałam książki której fabuła rozgrywa się na Kamczatce. Zwiedziłam praktycznie cala Skandynawię, Szetlandy a nawet Islandię  czy Grenlandie jednak do tej pory ta odizolowana od świata część lądu pozostawała dla mnie tajemnica. Jedyne ci kojarzyło  mi się z tym niedostępnym regionem to sezonowa oferta strzelania do krów z Bazuki,  a której słyszałam przy okazji czytania któregoś z artykułów na temat rosyjskich mitów i absurdów. Kamczatka, jaką pokazała mi autorka, okazała się miejscem mrocznym, surowym, pozbawionym słońca. Pozbawionym nadziei. Choć akcja powieści toczy się w czasach nam współczesnych, to czytając miałam ciągłe poczucie przesunięcia w czasie, powrotu do przeszłości. Sama mieszka w mieście, którego aglomeracją czy nawet metropolią nikt by nie nazwał, jednak na każdym kroku czuję, że żyję w XXI wieku. Na ulicach wszędzie widać telefony komórkowe, zewsząd atakują nas komunikaty z social mediów, budynki wybuchają kolorami reklam a rynek usług rozrasta się z dnia na dzień robią z nas społeczeństwo coraz bardziej konsumpcyjne. Kamczatka i jej największe miasto, Pietropawłowska, stanęły w miejscu. Pomimo obalenia komunizmu, wprowadzenia "demokracji", postępu technologicznego i rozluźnienia społecznego, jest tutaj praktycznie tak samo jak za czasów naszych babć. Obywatele tego surowego regionu są doskonałym przykładem na to, że ludzi się nie da tak łatwo zmienić, że tradycja i obyczaje są trudne do wyrugowania, a czasem wręcz niemożliwe. Autorka, która spędziła dwa długie lata na półwyspie Kamczackim, zbudowała swoją powieść na zasadzie kontrastów, które się niezmiennie przenikają. Z jednej strony mamy tutaj atmosferę wielkiego kilkutysięcznego, nowoczesnego i pełnego "białych" Rosjan, miasta a z drugiej mroźną, skutą lodem i zapomnianą przez Boga i świat prowincję, gdzie nadal żyje rdzenna ludność. To właśnie tereny gdzie przeważają Czukcze, Ewenowie, Koriacy i Itelmeni, którzy od wieków trudnią się hodowlą, rybołówstwem czy uprawą roli. Czytając tę książkę miałam okazję poznać realia Kamczatki, które są ściśle związane z porami roku. Kiedy kończy się szkoła a zaczynają wakacje, całe rodziny rdzennych mieszkańców zaczynają wędrować. Prowadzą swoje stada na dalekie łąki, codziennie przemierzając dziesiątki kilometrów. Wiele miesięcy żyją w drodze, często jedzą korzonki, śpią pod gołym niebem, nie myją się. Dla współczesnych nastolatków zapewne jest to nie do wyobrażenia. Na Kamczackiej tundrze nie ma zasięgu, telefonów, mediów społecznościowych czy McDonalda. Jest step, droga, wiatr i pustkowia. Kamczatka to miejsce gdzie bardzo ciężko się dostać. Od północy jej granic strzegą góry, południe wschód i zachód oblewają morza. Na samym półwyspie jest zaledwie 300 kilometrów dróg, nie ma kolei a większość transportu odbywa się przy pomocy wojskowych śmigłowców. Muszę przyznać, że bardzo ciężko było mi to sobie wyobrazić. 

Z początku myślałam, że "Znikająca ziemia"będzie typową powieścią kryminalno-obyczajową, skupioną wokół tematu porwanych dziewczynek. Michaelangelo Antonini, znany włoski reżyser, w 1960 roku nakręcił film "Przygoda". W obrazie tym grupa młodych i bogatych Rzymian wybiera się łodzią na bezludną, wulkaniczną wyspę niedaleko Sycylii. Młoda kobieta o imieniu Anna oddala się od grupy i znika bez śladu. Szukając jej, chłopak Anny i jej najlepsza przyjaciółka zakochują się i zaczynają romans. Frustrujące jest to, że Antonioni nigdy nie ujawnia, co się stało z Anną. Z tego powodu i powolnych, pustych scen filmu L’Avventura była wyśmiewana podczas premiery na festiwalu filmowym w Cannes w 1960 roku. Pomimo niepochlebnych opinii recenzentów, widzowie film pokochali, wręcz nazwali arcydziełem. Uświadomili sobie, że nie chodzi o to, co stało się z Anną, ale o to, jak jej zniknięcie wpłynęło na najbliższych rodziny, jej przyjaciół a nawet społeczność, z której się wywodziła. Byłą to również błyskotliwa analiza włoskiego społeczeństwa przepełnionego strachem, w którym ludzie to niewiele więcej niż zwierzęta, zdolne do najbardziej brutalnej przemocy psychicznej i seksualnej. Coś podobnego dzieje się w wyjątkowej debiutanckiej powieści Julii Phillips „Znikająca Ziemia”. Na samym początku znikają dwie małe dziewczynki.
Przez kilka pierwszych rozdziałów czytelnik odnosi wrażenie, że dziewczyny nigdy nie zostaną odnalezione. W końcu, jak mówi później ich matka, "zaginione dzieci nie wracają. Brakujące dziewczyny to martwe dziewczyny". Phillips zamiast skupić się na odnalezieniu ośmioletniej Sofii i jedenastoletniej Aliony, wycofuje się do pozornie nieistotnych postaci kobiecych, przechodząc od jednej do drugiej, jeden rozdział na każdy miesiąc, przez rok czasu po zaginięciu sióstr. Widzimy jak zniknięcie sióstr "niszczy" przyjaźń pomiędzy innymi nastolatkami, które zmuszone przez rodziców do pozostania w domu, nie mogą dłużej utrzymywać kontaktów. Inna historia opowiada o losach młodej studentki, która jest codziennie kontrolowana przez swojego zaborczego chłopaka. Każdego wieczoru musi się meldować przez telefon z własnego mieszkania. Porwanie dwóch dziewczynek sprawiło, że ludzie zaczęli być wobec siebie nieufni, więzi społeczne zaczęły się rozluźniać. Wraz z upływem czasu winą za tragedię obarczona została samotna matka dziewczynek, która nie potrafiła ich upilnować.
Zniknięcie dziewcząt uwypukla również bardziej zindywidualizowane aspekty osobliwej rosyjskiej mentalności. Jednym z moich ulubionych rosyjskich słów jest sudba, co oznacza przeznaczenie. Dla Rosjan wszystko, co dzieje się w życiu, to albo sudba, albo ne sudba. To albo ma być, albo nie powinno być. Popularnym zwrotem jest także ot sudbi ne udyesh: nie możesz walczyć z losem.W powieści poznajemy matkę, która w wypadku traci swoje drugie dziecko. Kolejny raz sytuacja się powtarza. Załamana kobieta mówi : "To jest przeznaczenie. Nasze cierpienie jest przeznaczeniem". Właśnie ta nieuchronność losu jest głównym tematem tej powieści.
Jak pisze Phillips: „Ten świat został zbudowany dla ludzi cierpiących”. To może być motto Rosji.

Kamczackie społeczeństwo jest niezwykle ksenofobiczne, co jest typowe dla regionów odizolowanych od reszty świata. Nie dziwi więc iż zniknięcie  sióstr Gołosowskich obudziło skrywane postawy rasistowskie. Biali Rosjanie podejrzewają, że to właśnie ciemnoskóry cudzoziemiec, migrujący pracownik fizyczny czy też jeden z autochtonów z Północy, jest odpowiedzialny za owo porwanie. W książce pojawia się typowy dla Rosjan sentyment do czasów radzieckich. Jedna z matek, nawet głośno mówi, że "coś takiego byłoby nie do pomyślenia za dawnych, radzieckich czasów". Zarzuca, że to otwarcie granic i napływ pracowników z zewnątrz spowodowały, że w kraju zrobiło się niebezpiecznie. Jednak rasizm działa w obie strony. Również rdzenni mieszkańcy Kamczatki nie pałają miłością do "białych", nazywając ich obcokrajowcami. 
Zniknięcie dziewcząt wzbudziło  również w ludziach  do tęsknotę za dawnym dobrobytem Związku Radzieckiego. Za czasów ZSRR zasoby na Kamczatce były bogate, a wiele baz wojskowych i projektów budowlanych miało na celu zbudowanie bezpiecznej placówki przeciwko Stanom Zjednoczonym. Przed "upadkiem" dzieci wychowywano w „silnym domu, idyllicznej wiosce” i „narodzie socjalistycznym o wielkich osiągnięciach”. Ale „ten naród upadł. Nic nie pozostało w miejscu, które zajmowało. ”Po "upadku" społeczności rozpadły się,czyniąc je łatwymi miejscami do zapomnienia, łatwymi miejscami do zniknięcia.

Phillips wyciąga na światło dzienne wiele "dolegliwości", które dręczą nie tylko Rosję, lecz cały współczesny świat. "Znikająca Ziemia" jest pod tym względem podobna do "Przygody", jednak jest o wiele miej frustrująca. To czego zabrakło w filmie Antoniniego to zakończenie, tutaj jest wręcz przeciwnie, autorka swoim finishem wręcz mnie znokautowała. Używając języka samej Phillips koniec :  rozrywa klatkę piersiową, łamie żebra, ściska ten muskularny organ jakim jest serce i wyciska z niego rzeczy, które czytamy, żeby poczuć fikcję. Absolutnie polecam. 


Tytuł : "Znikająca ziemia"
Autor : Julia Phillips
Wydawnictwo : Literackie
Data wydania : 4 września 2019
Liczba stron : 336
Tytuł oryginału : Disappearing Earth 


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :  




            Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html
 

"Obsesja Eve. Kryptonim Villanelle" Luke Jennings

"Obsesja Eve. Kryptonim Villanelle" Luke Jennings

    "Tajna organizacja antyterrorystyczna upozorowuje śmierć skazanej morderczyni. Ceną za życie jest jej praca na rzecz Sekcji 1". Czy domyślacie się jaki serial doczekał się takiego opisu na platformie Filmweb? Otóż chodzi o "Nikitę", produkcję , której fabuła została oparta na  filmie Luca Bessona o tym samym tytule. Pamiętam jak przeszło dwadzieścia lat temu w napięciu oglądałam kolejne odcinki o seksownej agentce walczącej z całym światem. Dziś oczywiście mało kogo by ten serial zachwycił, gdyż podobne a nawet lepsze powstają praktycznie w każdej wytwórni filmowej, jednak kiedyś był on fenomenem. Jednak wróćmy na chwilkę do cytowanego przeze mnie opisu. Jeśli z wyrazu "antyterrorystyczna" usunęlibyśmy przyimek "anty" to dostalibyśmy idealne streszczenie "Obsesji Eve. Kryptonim Villanelle". Główną bohaterką niniejszej książki również jest morderczyni, którą zaczyna interesować się pewna potężna światowa organizacja, której głównym celem jest utrzymanie dotychczasowego status quo. A wiadomo, że da się to uczynić tylko w jeden sposób, poprzez pozbycie się zła. I właśnie do tego trzeba było stworzyć człowieka-maszynę, kogoś bez uczuć, bez sentymentów, bez słabości. Zabójczynię doskonałą.


Rosyjska sierota, ocalona przed karą śmierci za brutalną zemstę, której dokonała na zabójcach jej ojca. Wyszkolona i bezlitosna, dostaje nowe życie, nowe nazwiska, nowe twarze ‒ wszystko, czego potrzebuje. Jej zleceniodawcy nazywają siebie "Dwunastoma". Ona jednak nic o nich nie wie. Zadania zleca jej Konstantin, człowiek, który ją uratował.Eve Polastri. Służy w MI5, póki nie popełni poważnego błędu. Z czasem ściganie bezlitosnej zabójczyni, Villanelle, staje się dla niej czymś więcej niż pracą. Staje się sprawą osobistą.

 

Czy znacie dużo kobiet, które jako sposób na życie wybrały zajęcie zabójczyni na zlecenie? Literatura, film czy codzienne wydania wiadomości telewizyjnych pełne są mężczyzn, którzy na zlecenie mafii bądź też innych organizacji, dokonują egzekucji. Kobiece nazwiska pojawiają się bardzo rzadko, praktycznie wcale. Szczerze powiedziawszy jedyną przedstawicielką płci żeńskiej, która przychodzi mi do głowy jeśli mowa o "hitmanach" to Melissa "La China" Calderon, meksykańska baronessa narkotykowa, aresztowana w 2015 roku. Ta apodyktyczna i krwiożercza kobieta przez 10 lat siała postrach w Meksyku. Swoją mafijną karierę rozpoczynała jako płatna zabójczyni, podejrzewana jest o zamordowanie ponad 150 osób. Z czasem sama została narkotykowym bossem,  pomagała w ucieczka z więzienia i dowodziła grupą 300 gangsterów, gotowych pójść za nią w ogień. I do tego, patrząc na fotografie, była nieziemsko seksowna. I właśnie ten atrybut oraz fakt niezwykłej brutalności i okrucieństwa, są tym co łączy główną bohaterkę tej książki z meksykańską "księżniczką". Villanelle jest Rosjanką. Jej matka zmarła, ojciec został zamordowany. Dziewczyna, chcąc go pomścić, wyśledziła i "rozpłatała" maczetą gardła jego oprawców, skazując się tym samym na wyrok śmierci. Szczęśliwie dla niej, siedząc w więzieniu, dostała propozycję nie do odrzucenia. Zgłosiła się do niej organizacja zrzeszająca 12 tajemniczych członków i zaproponowała jej szkolenie, dzięki któremu stanie się wyszkoloną zabójczynią. Dziewczyna musiała umrzeć (pozorowane samobójstwo), porzucić swoją dotychczasową tożsamość oraz narodzić się na nowo, pod pseudonimem. Padło na Villanelle. Prawda, że przypomina to nieco losy wspomnianej już wcześniej Nikity? Ten kto oglądał ten serial zapewne pamięta, jak wyglądały pierwsze odcinki. Reżyserzy dali nam okazję przyjrzeć się jak wygląda trening na agenta służb specjalnych, jakie musi przejść testy i szkolenia. Nasza bohaterka została wyszkolona przez najlepszych z najlepszych. Nauczono ją posługiwać się różnymi rodzajami broni, ukrywać się, gubić "ogon", maskować, bić, oszukiwać, skradać i oczywiście mordować. Zrobiono z niej maszynę, robota, który wykonuje zlecenia bez zawahania, bez skrupułów, nie pytając o ich cel ani szczegóły. Robota ma być wykonana, szybko i sprawnie. Podczas lektury cały czas zastanawiała się, jakimi uczuciami darzę Villanelle. Na pewno poniekąd ją podziwiałam bowiem cholernie ciężko musi być porzucić całe swoje dotychczasowe życie, dać się wyszkolić na mordercę i żyć w ciągłym strachu, że ktoś odkryje Twoją nową tożsamość. Z drugiej strony, Villenelle to typowa antybohaterka, osoba której nie da się polubić. To typowa socjopatka, która nie rozumie i nie szanuje innych ludzi, całego gatunku ludzkiego. Działa samotnie, nie ma przyjaciół, wszystkie osoby spotkane na swojej drodze traktuje przedmiotowo, jako środki w dążeniu do celu. Jest biseksualna, sex traktuje jako rozrywkę, sposób na  rozładowanie napięcia. Wydawać by się mogło, że jej życie nie ma sprecyzowanego celu, jest jałowe, a ona sama pozbawiona marzeń. Ciężko jest śledzić losy kogoś tak antypatycznego. Dlatego cieszę się, iż w opozycji do Villanelle autor stworzył kolejną postać kobiecą, tytułową Eve Polastri, agentkę brytyjskiego wywiadu, która ma wszystko to co powinien mieć pozytywny, lubiany przez czytelników bohater. Jest praworządna, odważna i ambitna. I ma w życiu kolejny cel : dopaść Villanelle. Jednak czy będzie sama zrobić to z tak marnymi środkami i zasobami na jakie jest skazana? Do tego działając w ukryciu?



Muszę przyznać, iż zafascynowała mnie sama idea organizacji, dla której pracowała Villanelle A to dlatego iż do końca ciężko było określić jej charakter. Czy oglądaliście kiedyś film "12 gniewnych ludzi". Akcja tej produkcji rozgrywa się w jednym pokoju i oparta jest na intensywnym dialogu.
Dwunastu przysięgłych ma wydać wyrok w procesie o morderstwo. Jeden z nich ma wątpliwości dotyczące winy oskarżonego. Krok po kroku stara się przeciągnąć na swoją stronę pozostałych. Widz nie zna  tożsamości przysięgłych, nie wiem czym się zajmują, gdzie mieszkają, co lubią ani jakie mają poglądy polityczne. Ważne jest jedynie wydarzenie, które doprowadziło ich do sali sądowej oraz sam oskarżony. Wyobraźcie sobie teraz, że Ci sami ludzie spotykają się kilkadziesiąt lat później i w nieco bardziej luksusowych warunkach. Leje się szampan, serwowane są krewetki a widok z okien zapiera dech w piersiach. Również cel ich spotkanie jest inny. Tym razem nie będą debatować nad uniewinnieniem skazanego lecz decydować, czy go zabić czy też jeszcze się z tym wstrzymać. Autor daje nam jedynie skąpe wskazówki co do tego, kim mogą być członkowie naszej dwunastki, wiemy jedynie że mają wielką władzę i działają globalnie, zrzeszają przedstawicieli wielu państw. Ich głównym zadaniem jest to by utrzymywać porządek i nie doprowadzić do tego, by ktoś dostał w swoje ręce zbyt dużo władzy, nawet na poziomie lokalnym. Jeśli jakiś watażka czy gangster, zaczął się zbyt szarogęsić, trafiał na ich listę, jako kolejny cel do zlikwidowania. Trzeba przyznać, iż mocodawcy killerów, mieli poniekąd szlachetne pobudki, chcieli pozbyć się przestępców, dilerów narkotykowych czy terrorystów, jednak sposoby które wybierali by tego dokonać, stawiały ich w jednym szeregu ze swoimi ofiarami. Jeśli lubicie teorie spiskowe i tajne organizacje to będziecie zadowoleni, gdyż tego jest tutaj pod dostatkiem. I zupełnie w przeciwieństwie do "12 gniewnych ludzi" akcja tej książki nie toczy się w jednym pomieszczeniu lecz na kilku kontynentach, w bajecznych lokacjach, drogich klubach nocnych i fantastycznych apartamentach. To Ian Fleming, autor powieści o Jamesie Bondzie, zapoczątkował ten trend by opowieści o agentach specjalnych dokraszać sporą dawką blichtru. Luke Jennings postanowił go kontynuować. Villanelle jest bajecznie bogata, ubiera się w stroje od znanych projektantów, nosi markowe buty, mieszka w designersko umeblowanym mieszkaniu. Te wszystkie dodatki od Hermesa, Jimmiego Chu i innych znanych stylistów, pełnią bardzo ważną rolę w tej książce. Sprawiają, że prawdziwie "błyszczy". 

"Obsesja Eve" nie ma ciągłej konstrukcji. Składa się z czterech różnych opowieści, które mają jeden wspólny mianownik, i są luźno połączone w całość. Choć nie widziałam serialu to czytając tę książkę wyobrażałam sobie w jakie sposób reżyser mógł ją podzielić na odcinki. Przez większość książki, której narracja toczy się w czasie teraźniejszym, towarzyszymy na przemian Villanelle oraz Eve. Jedna z nich zabija, a druga stara się przewidzieć jej kolejny krok, oraz odkryć kim jest i dla kogo pracuje. W tej części zabawa w kotka i myszkę się tak naprawdę jeszcze nie zaczęła. Autor powoli przedstawia nam głównych rozgrywających, pokazuje do czego są zdolni, jakie mają mocne oraz słabe strony. Książka kończy się cliffhangerem, który zachęca do tego byśmy sięgnęli po kolejny tom. 

"Kryptonim Villanelle" to debiut literacki Luka Jenningsa i muszę serdecznie pogratulować autorowi tego, że już pierwszą swoją książką wzbudził zainteresowanie producentów filmowych. Zdarza się to bardzo rzadko. Jednak czytając tę powieść muszę przyznać, iż zdecydowanie jest ona gotowym scenariuszem na dobry serial. Jest tutaj wszystko to, co lubią  fani kina akcji : seksowne kobiety z shotgunem, headshoty, polowania, rosyjska mafia, szybkie samochody, sex grupowy, tajne organizacje, wielkie pieniądze oraz światowa polityka. Przy tej książce po prostu nie da się nudzić. Więc kochani nie idźcie na łatwiznę i nie ściągajcie serialu z torrentów czy innych mniej lub bardziej legalnych platform, tylko sięgnijcie po książki. Ja przymierzam się już do tomu drugiego. Polecam. 


Tytuł : "Obsesja Eve. Kryptonim Villanelle"
Autor : Luke Jennings
Wydawnictwo : Rebis
Data wydania : 30 lipca 2019
Liczba stron : 232
Tytuł oryginału : Codename Villanelle


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 



Kings of the Wyld



Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym :


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2019/01/olimpiada-czytelnicza-2019-zapisy.html
 

Melissa Margarita Calderon Ojeda przez 10 lat siała postrach w Meksyku. Kobieta, która przybrała pseudonim "La China", swoją mafijną "karierę" zaczynała jako płatna zabójczyni. Z czasem sama została narkotykowym bossem, pomagała w ucieczkach z więzienia, wreszcie dowodziła grupą 300 (sic) gangsterów gotowych pójść za nią w ogień.

Czytaj więcej na https://fakty.interia.pl/tylko-u-nas/news-najgrozniejszy-zabojca-w-meksyku-jest-kobieta-wlasnie-trafil,nId,1895899#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Melissa Margarita Calderon Ojeda przez 10 lat siała postrach w Meksyku. Kobieta, która przybrała pseudonim "La China", swoją mafijną "karierę" zaczynała jako płatna zabójczyni. Z czasem sama została narkotykowym bossem, pomagała w ucieczkach z więzienia, wreszcie dowodziła grupą 300 (sic) gangsterów gotowych pójść za nią w ogień.

Czytaj więcej na https://fakty.interia.pl/tylko-u-nas/news-najgrozniejszy-zabojca-w-meksyku-jest-kobieta-wlasnie-trafil,nId,1895899#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox


Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger